Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Crushnik

Użytkownik
  • Zawartość

    5
  • Rejestracja

  1. Wróciłem do pracy i szczęście w nieszczęściu mam pracę zdalną. Zauważyłem w sumie, że im więcej się stresuje tym większe zmęczenie. Niestety w moim przypadku czasem wystarczy jakaś nieprzychylna uwaga od kolegi z pracy i włącza mi się stres. Chyba po prostu mój mózg tak się zmienił przez lata ignorowania stresu, że teraz wszystko może wywołać stres. Jak na razie jedyne co mi pomaga to otworzyć okno, wpuścić świeże warszawskie powietrze, położyć się plackiem na łóżku i z 5-10 minut pomedytować rozluźniając ciało. Już tylko czekam aż trochę będzie cieplej to rower wyciągam. Niestety przez kwarantanne staram się za często teraz nie wychodzić. Cholerka jak nie urok to sraczka...
  2. Niestety pływać nigdy nie udało mi się nauczyć. Za bardzo boję się utonąć :D. Poza tym mam pewne problemy zdrowotne natury estetycznej które nie chciałbym żeby ludzie widzieli. Stąd basen niestety odpada. Wczoraj miałem znowu ten napad zmęczenia. Tutaj kategorycznie katalizatorem był stres. Chyba taka dziwna reakcja organizmu na niego.
  3. Właśnie zwykle czuję się bardziej zmęczony po wysiłku fizycznym. Dwa dni temu sprzątałem w kuchni to pod koniec już siły w ogóle nie miałem. Wprost musiałem położyć się do łóżka. Żadnego poważniejszego wysiłku fizycznego ostatnio nie miałem. Ogólnie wytrzymałości nie mam za dużej teraz, siły mam podobnie jak przed początkiem choroby.
  4. Chodzi o to żeby zmniejszyć poziom kortyzolu i adrenaliny w organiźmie. Ćwiczenia fizyczne je podnoszą. Jak mój stan się polepszy mam zamiar przynajmniej na rower wsiąść i dojeżdżać do pracy. Nie wiem na ile uda mi się pójść na siłkę, będę próbował - zawsze to się kończyło po miesiącu :).
  5. Witam, Na początek trochę historii mojego przypadku: Przez ostatnie 3 lata miałem bardzo dużo stresów i zmian w życiu (zmiana statusu cywilnego, urodziny dziecka, zmiana pracy, przeprowadzka do mieszkania, kupno działki itd.). Jestem typem nerwicowca i ciągle się stresowałem. Przez ten czas czułem ciągłe zmęczenie - klasyczne objawy syndromu przewlekłego zmęczenia. We wrześniu zmarł mój wujek i na początku października któregoś piątku przestało mi się chcieć jeść. W sobotę ogarnęła mnie duża senność i praktycznie kolejny tydzień w całości przespałem. W tym czasie zacząłem mieć napady paniki na tle mojego zdrowia. Po tygodniu wróciłem do pracy i pierwszego dnia tak źle się czułem, że dostałem napadu paniki - myślałem, że umieram. Wezwałem karetkę i wróciłem do domu. Kolejny tydzień też spędziłem na L4. Po tygodniu wróciłem do pracy i starałem się jakkolwiek funkcjonować, co było mordęgą. Ciągłe obawy o moje zdrowie, brak apetytu (schudłem 8 kg, musiałem wmuszać w siebie jedzenie żeby cokolwiek zjeść), zmęczenie w którym nie potrafiłem czasem nawet herbaty sobie zrobić, złe samopoczucie. Chodziłem zgarbiony jak stary dziadek. Głośniejsza rozmowa osoby obok potrafiła mnie przestraszyć. Porobiłem badania krwi, gastroskopię, rtg górnego odcinka szyjnego (miałem kręcz) - jedynie wyszedł stan zapalny żołądka. W styczniu poszedłem drugi raz do psychiatry (wcześniej byłem w listopadzie - miałem nadzieję, że samo przejdzie) i zdecydowałem się na leczenie antydepresantem, dostałem Mozarin 10 mg/dzień. Dostałem także miesięczne zwolnienie z pracy. Po 3 tygodniach główne zmęczenie znikło (takie "przytłoczenie"), myśli nerwicowe na temat mojego stanu zdrowia się wyciszyły. Także powoli apetyt mi wracał, stałem z wagą już praktycznie od początku leczenia. Mój problem: Teraz już jestem po 5 tygodniach leczenia nerwicy Mozarinem i zostały mi trzy objawy. Jeden to ból gardła podobny do zapalenia (dużo leżę, może zgaga?), nie jest to ciągły ból, czasem poboli 2h, czasem cały dzień. Drugi to czasem szumi mi w uszach i mnie bolą. Trzeci ten który najbardziej mi przeszkadza czyli zmęczenie. Zmęczenie jest dość "upierdliwe", bo potrafi przyjść nagle i bez ostrzeżenia. Ogólnie w takim momencie co raz bardziej czuje się zmęczony, chodzenie sprawia mi co raz większy problem, później ciężko nawet cokolwiek mi powiedzieć i muszę się przespać. Po około godzinie snu organizm się potrafi zregenerować i wraca w normalny tryb. Zdarza się to raz dziennie, zwykle po południu lub wieczorem. Mój nocny sen trwa od 22 do 7, zwykle bez pobudek. Wydaje mi się, że budzę się w miarę wypoczęty. Staram się jeść normalnie w ciągu dnia, dużo odpoczywać (zakaz ćwiczeń fizycznych od psychiatry), robię sobie przynajmniej jeden spacer dziennie. Za 2 tygodnie wracam do pracy i może się to stać pewnym problemem. Co prawda mam pracę przed komputerem, ale nie mam gdzie się przespać. Miał ktoś coś takiego?
×