Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

cardamon

Użytkownik
  • Zawartość

    28
  • Rejestracja

  1. chodzę już drugi rok akurat do tej T i miała różne okresy. Czasem była bardzo dociekliwa, na poczatku, a potem może sie poddała-nie wiem. Czasem bagatelizuje, a czasem wydaje sie jakbym miała (w jej oczach) duże problemy. Jednak bardzo rzadko się wgłebia i ukazuje ciągi przyczynowo-skutkowe. Zastanawiam się czy to wina pacjenta czy T... jesli pacjenta to słabo... bo slysze od wielu znajomych czy chociazby z forum ze T się za bardzo wgłębia, ciagnie trudne sprawy, a ktos wrecz nie moze tego wytrzymac i wychodzi caly przygnębiony i rozwalony emocjonalnie z sesji.. -wiec nie wiem jak to jest
  2. Moja tak samo. Nie wiem, czemu tak podchodzą niektórzy T. do tego.... przecież to może czasem pogorszyć stan człowieka... Ale wiesz co mo,ze być też tak, że T. po prostu są powściągliwi czasem. Skrywają swoje uczucia gdzieś wewnątrz, bo nie mogą zareagować bardzo emocjonalnie na to co mówi pacjent, bo to też mogloby źle wpłynąć na leczenie.. Tym bardziej jak pacjent mówi o myślach s... Choc z drugiej strony właśnie szkoda, ze nie moga pokazac empatii i troski wlasnie jak ktos tak mowi ;/ chyba w takich przypadkach ludzie tego potrzebuja najbardziej
  3. Powiedziałaś T, że jestes rozczarowana terapią ? i co Ci na to powiedział? Jakie wnioski? wniosek = zaczać dzialać a nie narzekać?
  4. Mojemu chłopakowi wyszło na terapii, że ma narcystyczne, silnie zakorzenione cechy. Mamy ogromne problemy, dużo się kłócimy, on nic do siebie nie przyjmuje, mam wrażenie, że nie da się porozumieć i dogadac Jak tylko powiem mu o swoich uczuciach to się obraża, bo cos go dotyka, a on mi robi afery często o inne osoby, jest strasznie zazdrosny. I nie przyjmuje tłumaczen, zapewnien ;((( wykancza mnie to T. mu powiedział o głebokiej narcystycznej cesze. Moj T mi nic nigdy o tym nie mówił i raczej mi nigdy nie sugerował narcyzmu, ale ja sie wystraszylam jak zaczelam czytac i dowiedzialam sie co do jest (ale w sumie to kazde zaburzenie juz chyba sobie przypisalam ) xd Czy skoro on jest narcyzem, to ja też mogę być narcyzem? Czy raczej to tak nie działa i np on jest narcyzem, a ja "uległam" narcyzowi (czyli mam inny problem) ? Jak to działa ?
  5. A czemu sie zastanawiasz, czy to nie było lepsze dla Ciebie/bardziej potrzebne? Czyli wiedziała, ze masz diagnozę, a nie ustalałyście konkretnych tematów? I wszystko zalezało jedynie od ciebie o czym rozmawiacie?
  6. Hej! Długo mnie nie było na tym forum i mam zamiar troszkę poczytac, nadrobic wątki Piszę bo chciałąm się wyżalić, choć pewnie mój problem się wyda dziwny. Jest mi przykro bo wiadomo po sesjach często jest ciężko. Tylko, że ja mam wrażenie, że jednym ludziom jest ciężko, bo tematy są trudne i T bardzo drąży, wnika, a np mi jest cieżko, bo mam wrażenie, że wychodzę z sesji taka rozczarowana. Mam wrażenie, że jak mówię na jakieś tematy to T się oczywiscie interesuje i pyta, ale brakuje mi drążenia mam wrażenie po prostu, ze moja terapia jest taka bardzo lajtowa, że gadam jak z kimś znajomym, że T mi opowiada ploteczki, albo mówi rzeczywiscie na dany temat, ale nie ma nic głębszego ;( i nie wiem z czego to wynika... a jak poruszam niektóre tematy ot tak to T nie nawiązuje nic do nich. I po prostu nie wiem czy to moja wina czy T. Ale ja czasem po kolejnych sesjach czuję tylko chęć płaczu i zazdroszcze osobom u ktorych T tak drąży albo zastanawia się nad przyczynami danego problemu, albo jak juz je zna to nawiązuje do nich ... Po prostu czuję w sobie taką niemożność wyrażenia tego co czuje i jak w danym tygodniu np czułam się bardzo źle, to po sesji wychodze z przekonaniem że wszystko u mnie tak naprawde wychodzi na "ekstra" ... Nie wiem czy to moja wina czy T... zastanawiam się czy T chce się mnie pozbyć? mam obawę, że u innych pacjentów się bardziej angażuje, a ze mną gada jak z kumpelą i się może już poddała ... nawet jak wychodzi kwestia samooceny to nic nie komentuje - co ja odbieram jako to , że może mi nie wierzy ;((((( Czy ma ktoś podobny problem, albo ma jakiś pomysł na to?
  7. Mnie moja T. znacznie obniżyła koszty, ze względu na obecną sytuację. Wie, że jest u mnie teraz bardzo ciężko z finansami i płacę teraz bardzo mało za sesję (online). Jestem zdziwiona, że dała mi taką możliwość.
  8. ja sobie przypisywałam koronawirusa ostatnio a tak to szaleństwo, albo schizofrenie...
  9. a czy miał ktos kiedys takie ataki, że nagle się robiliscie spięci i reagowaliscie drgawkami ? np tak po prostu, jak np nie wytrzymaliscie napiecia lub jak ktos na was popatrzyl nagle? czy to nerwica? (nie mam fobii społecznej ani nic w ten desen)
  10. Tak, to jest najgorsze, jak nastawimy się na temat X, a potem okazuje się po sesji, że nic o tym nawet nie wspomnieliśmy, a cała sesja była o czymś inny... jeśli to jest bardzo ważny temat, czuję wtedy złość na siebie, i na to, że muszę czekać aż do kolejnego tygodnia... zniechęca mnie też to, że może się okazać, że wydarzy się coś innego, co znowu przysłoni temat X i już o tym rozmowa przepadnie
  11. W zeszłym roku bardzo zaprzyjaźniłam się z Klaudią. Miałyśmy bardzo dużo wspólnego, codziennie spędzałyśmy czas razem i gadałyśmy do późna. Mimo, że mam parę innych bardzo bliskich przyjaciół, zawsze znajdywałam czas dla Klaudii i nigdy nie kolidowało to z innymi. W tym roku dużo się pozmieniało. Jestesmy w jednej grupie zajęciowej (bez naszych kolezanek), jedynie jest jedna kolezanka którą wcześniej znałysmy i Klaudia się z nią bardzo zakoleżankowała. Wiem, że jestem dla niej najlepszą przyjaciółką i najwięcej mi mówi, oprócz tego nie mam do niej pretensji, że z kimś się koleżankuje/przyjaźni tymbardziej że sama mam wielu przyjaciół a Klaudia mówiła mi, ze chcialaby miec więcej takich dobrych relacji (uważa, że nie ma zbyt wiele). Ogólnie jak się spotkamy/ gadamy, jest między nami super. Problem jednak tkwi w tym, że w jednym dniu, jak mamy zajęcia razem z różnymi osobami (bez tej jej kolezanki) to ona ze mną siedzi w ławce, trzymamy się razem (my obie + czasem inne osoby) itp, ale w dni kiedy mamy z tą koleżanką, tak jakby brakuje dla mnie miejsca. Niby trzymają je dla mnie, ale zawsze tak się dzieje, że ktos je zajmuje, albo ta kolezanka np siediz miedzy nami itp. Po prostu czuję się wtedy jak 5 koło u wozu. I jest mi po prostu przykro, bo przeżywam wtedy pewnego rodzaju szok, i czuję się niby lubiana a z drugiej strony czuję, jakby ta kolezanka była tą "główną" parą Klaudii, a ja tylko na doczepke. Wiem, ze ona tak nie uwaza, ale strasznie mi zle z tym, jak nie siedze razem z nimi itp. Trudno mi znalezc inna kolezankę, bo jeszcze tak sie z ludzmi nie znamy, a TA kolezanka jest na mnie strasznie zamknięta (co się rzadko zdarza ze strony ludzi, w stosunku do mnie)... dlatego nie wiem co robić. Nie chcę być pretensjonalna do Klaudii, chciałabym jej dać trochę znać, że mnie zaniedbuje.. tylko nei wiem jak :C *(Wiem też że ona tego nie czuje, bo cieszy się ze wreszcie ma wiecej kolezanek + dla niej to RACZEJ nie byłby problem jakby musiala siedziec sama z powodu braku miejsca) CO MAM ROBIĆ ?
  12. Zawiodłam się na kimś dla mnie ważnym. Zawsze mówiłyśmy, że mamy bardzo głęboką relację itp, jednak potem przyjaciółka mnie okłamała w pewnej sprawie. Poczułam się bardzo niepewnie. Ona zdaje sobie sprawę z tego co zrobiła, przepraszała i zapewniała, że jestem bardzo ważna (itp, szczegółów nie chcę zdradzać). Mówiła, ze ma nadzieję ze kiedys jej wybacze. Jednak teraz czuję po tych wszystkich "szczerych" rozmowach, że coś jest nie tak. Że ona do mnie pisze np prawie codziennie, pyta o moje sprawy (mam teraz parę konkretnych problemów), ale co do siebie nic nie mówi tak jak dawniej. Mówi sporo, ale takich powierzchownych spraw, co robiła w ciągu dnia, jak jej czas minął itp, i że wszystko dobrze u niej. Pewna osoba powiedziała mi, że być może robi tak, bo teraz jej głupio po tym co zrobiła i dlatego teraz nie chce się od razu aż tak uzewnętrzniać. Ale ja sama nie wiem, ciężko się jest odbudować po tym, jak ktoś zranił. Oprócz tego jeszcze, boli mnie to, że to ja zawsze zaczynam "te" rozmowy o naszej relacji, zawsze ja chcę wyjaśniać. Ona dopiero wtedy mi mówi o swoich odczuciach myślach itp. Co prawda mowiła mi kiedyś, że mimo ze jest otwarta i raczej głośna osoba, to trudno jej czasem mówić o swoich najgłebszych odczuciach, bo wyjdzie na " dziwną"... ale ja już nie wiem czy to kwestia tego, czy po prostu już jej nie zależy. Sama mnie kiedys prosiła zebym jej wszystko mowiła i że jak bede miała jakiś żal do niej lub wątpliwosci, żebym wprost szczerze to robiła. Ja tak robię, ona nie Co uważacie?
  13. i co Ci na to T powiedziała? i długo Ci zajął cały "proces zdrowienia" z tego problemu?
  14. mam pytania: 1) czy poruszaliście kiedykolwiek na terapii temat zazdrości? w jakiej sprawie (zazdrość o terapeutę i jego pacjentów, zazdrość o partnera/członka rodziny/o przyjaciela lub znajomego) i co wam na to powiedzieli terapeuci ? Trudno wam było o tym rozmawiać ? 2) co do tego, co napisał @karanfil - też mam wątpliwosci co do relacji terapeutycznej. Czasem zastanawiam się, czy to co mówi T jest prawdziwe, czy jesli powie komplement lub jakąs pewna interpretacje to czy mówi to szczerze, czy podpuszcza/udaje itp. Jednak mysle sobie także, że człowiek który zostaje terapeutą powinien raczej chciec dobrze dla ludzi, lubic ich. Większosc T chyba taka jest. 3) czy wg was nadmierny lęk, przejmowanie się wiążą się z wrażliwością? czy jesli ktos zbyt dużo stresuje się wszystkim, obawia się różnych rzeczy, przejmuje się, możemy nazwać taką osobę wrazliwa/nadwrazliwa, czy nie kojarzycie tego tak? (jak patrzycie na taka osobe z boku)
×