Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Człowiek_z_księżyca

Użytkownik
  • Zawartość

    214
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

    nigdy
  1. Bo dług to nie jest deficyt i nie należy mieszać tych dwóch pojęć. Przechodząc sobie płynnie od długu do deficytu pokazujesz, że Twoja ekonomiczna wiedza jest szczątkowa, pobieżna i dlatego mieszają ci się różne kwestie. Pisałaś początkowo o problemie długu, nie deficytu to wykazałem, że dług można spłacić PKB. Nagle wskoczyłaś na poziom problemu budżetu, czyli nadwyżki albo deficytu. Ale deficyt nie musi być tożsamy ze wzrostem długu. Np. jeśli państwo emituje pieniądze, to pójdą one w wydatki, ale przecież te nowe złotówki nie stanowią długu. Wydatki wzrosną, więc może się pojawić deficyt. Jeśli uważasz, że robię zagmatwany wykład, to masz rację - bo ekonomia jest zagmatwana, wszystko się tu łączy ze wszystkim, nie można oddzielać tego od tamtego, ale z drugiej strony trzeba mieć wiedzę na temat każdego elementu osobno i wtedy dopiero rozpatrywać. Jak Ty nie znasz podstaw, to nie możesz łączyć wszystkiego ze wszystkim. Tyle ode mnie.
  2. Widzę, że kolejny intelektualny gigant. Przecież PKB to nie tylko wytworzone dobra i usługi, ale też dochód krajowy. A dlaczego? A no dlatego, że żadne dobro nie jest wywarzane z kosmosu, tylko z surowców, które należało kupić, a żeby kupić, należało mieć pieniądze. A zapasy są wyceniane w cenie nabycia zgodnie z zasadami rachunkowowści, a nie sprzedaży, a skoro tak, to znaczy, że rzeczywiście ktoś tą wartość zapasów w postaci pieniędzy posiada. Z usługami jest inaczej - biorą się z pracy ludzkiej, a więc jakby z kosmosu, ale nie są wyceniane zanim nie zostaną opłacone - to znaczy ktoś musi za nie zapłacić, aby uznać je za usługę i wtedy dopiero pojawiają się PKB. Czyli widać, że dług można spłacić PKB. Tak więc niestety posiadasz ogromny brak wiedzy ekonomicznej, a próbujesz tutaj ze mną dyskutować o programie, partiach etc. Masakra. Przepraszam bardzo, ale dla mnie to są podstawy, a dyskutować z dyletantami nie mam ochoty. Poducz się makroekonomii, a potem pomyśl dopiero o tym czy warto i na kogo głosować, bo tak jesteś jak dziecko we mgle.
  3. Najprawdopodobniej? Czyli nie na 100%, tylko 90-99%? Szansa że 1 na 100 to jednak zamach? Pamiętam, jak ten kretyn Michalkiewicz jeszcze nie tak dawno miał jakieś wątpliwości co do wersji o wypadku, bo to było za PO, a więc musieli w tym maczać palce. Dopiero niedawno do dziadka dotarło, że żadnych wątpliwości tu być nie może. Ech, miło się rozmawiało, ale jednak wymagam większego poziomu dyskutanta.
  4. Przecież napisałem, że "teoretycznie". To oznacza właśnie zawieszenie wszelkiego finansowania, ale byłoby to możliwe. Aleś ty naiwny. Nieujawniane także przez dziennikarzy, bo wszyscy są opłacani przez PO zapomniałeś dodać. Przypominasz mi trochę tego głupka Kukiza. Poczekaj, niech zgadnę, także zamach smoleński uważasz za możliwy?
  5. No to nie rozumiem, bo PO trzymało właśnie dług / PKB w ryzach. Teraz zresztą też nie jest źle. UE ma wymagania co do tego wskaźnika, więc dopóki jesteśmy w niej, dopóty nie trzeba się tym martwić. Ludzie chyba nie rozumieją, że obecnie cały dług teoretycznie można od razu spłacić samym PKB. Dlatego jedynie istotny jest dług / pkb, a nie sam dług. Jakie były poważne afery za PO? Porównując z PISowskimi aferami KNF, SKOKów, rozwalenia sądownictwa i codziennego łamania Konstytucji, teraz taśm Kaczyńskiego (gdzie prezes okazuje się zwykłym oszustem, krętaczem i kłamcą) - PO to partia grzecznych chłopców. A jeśli patrzeć na sytuację ekonomiczną, to za PO PKB rósł mniej więcej 3% rocznie, więc nie było katastrofy.
  6. Zakochany, motyle w brzuchu, po staremu.
  7. Nie wiem czy taki mały procent jest realny. Podatki obrotowe z zasady są bez sensu. Jeśli ponosisz duże koszty, tak że zyski są bliskie zera, przynajmniej w pierwszych latach, to logiczne że powinineś płacić tylko od tego małego zysku, a nie od dużego przychodu, bo w ten sposób tylko dopłacasz do interesu.
  8. A co to za bzdura skoro już jest VAT? Chce obniżyć PIT/CIT i podwoić VAT?
  9. Tym mniejszym złem jest oczywiście PO, bo to liberalne centrum, czyli Wasz kierunek. Osobiście nie mam ochoty głosować na nich ze względu na ich populistyczne zapędy a'la PIS oraz niekonsekwencję (najpierw 500+ był wg nich zły i nie do zrealizowania, teraz chcą jeszcze to rozszerzać, paranoja), a także zbyt silny prawicowy odłam (mogli przychylić się do pomysłu Palikota, by usunąć krzyż z sejmu i innych urzędów; niechęć do liberalizacji prawa aborcyjnego). Ale skoro Nowoczesna okazała się niewypałem pod względem personalnym (bo program ma najlepszy), to jedyną opcją jest niestety obecnie PO.
  10. Dlaczego niektórym spychoterapia pomaga, a innym nie? Odpowiedź pozornie prosta: działa na tych, którzy w nią wierzą, a nie działa na tych, którzy są sceptyczni. Można by nawet powiedzieć, że osobom wierzącym wydaje się tylko, że działa, bo po prostu w to wierzą. Ale sprawa jest bardziej skomplikowana. Na tych co wierzą naprawdę może działać, bo wywołuje efekt placebo, a efekt ten nie jest efektem zerowym, wywołuje realny wpływ psychologiczny i biochemiczny. Umysł wpływa silnie na ciało. Wiara czyni cuda - mówi się, ale z drugiej strony ślepa wiara prowadzi na manowce. Jak to więc jest? Jeśli bardzo wierzę, że jak skoczę z 10 piętra, polecę jak ptak, to skończy się tragicznie. Umysł jednak może wierzyć w to do końca. Tyle że tutaj ciało nie jest w stanie wytworzyć tego co chce umysł. Ale jeśli bardzo wierzę, że uda mi się coś w życiu osiągnąć i dążę do tego, to prawdopodobnie to osiągnę albo będę bardzo blisko tego. Ograniczeniem jest więc tylko ciało, nie umysł. Wiara w boga to choroba psychiczna, ale to ona pozwala garstce fundamentalistów wygrywać z całym wojskiem (Al-Kaida, ISIS kontra USA). Przynajmniej do czasu, ale to może trwać lata. Wiara może też działać w drugą stronę - jeśli wierzymy, że nic nam się nie uda, że jesteśmy słabi, mało inteligentni, że jesteśmy nieudacznikami, beznadziejniakami, to takimi się właśnie stajemy. Efekt placebo jest realny - wywołuje nerwice, depresje i inne choroby. Załóżmy, że jesteśmy bardzo zmotywowani do zrobienia czegoś trudnego, wykonujemy to, nie przechodzi przez umysł myśl zwątpienia. Nie jesteśmy nawet świadomi, że może przyjść, bo jesteśmy tylko skoncentrowani na zadaniu. Powoduje to, że umysł i ciało idealnie współpracują i zadanie zostaje wykonane. Jeżeli jednak w trakcie zadania pojawia się tylko chwila zwątpienia, a właściwie świadomość, że może nam się nie udać albo nawet tylko świadomość, że może przyjść ta chwila zwątpienia - zadanie wykonujemy coraz wolniej, tracimy energię, bo to jest tak, jakbyśmy włączali pedał gazu i hamulec jednocześnie, pojawia się lęk. Powoduje, że zadanie idzie coraz ciężej i zwiększa się prawdopodobieństwo porażki, którą zapowiadaliśmy. Dlaczego umysł tak silnie wpływa na ciało? Dlaczego zwykła świadomość powoduje, że wszystko się psuje? Patrząc racjonalnie można by powiedzieć, że to nie ma sensu, bo większa świadomość powinna pomagać, a nie przeszkadzać. W końcu nawet świadomość, że może nam się nie udać ma sens, bo przypomina, że możemy popełnić błąd albo czegoś nie zauważyć. Tyle że świadomość, że gdzieś zrobimy błąd jest czymś innym niż skupianie się na tym, że ten błąd popełnimy. To pierwsze zabezpiecza nas przed popełnieniem błędu, to drugie wywołuje stan, że ten błąd naprawdę popełniamy (na skutek dekoncentracji, lęku itp.). Pytanie jak to właściwie się dzieje, że naprawdę ten błysk świadomości o popełnieniu błędu psuje cały mechanizm ciało-umysł? Moim zdaniem rozwiązanie leży w mechanice kwantowej. Gdy nasz układ jest idealnie skoncentrowany na zadaniu, cząstki idealnie współgrają ze sobą, tworząc odpowiednie splątania kwantowe. Gdy jednak pojawia się zewnętrzny obserwator - tj. nasza świadomość, cały układ się psuje, następuje dekoherencja kwantowa i zatrzymanie przetwarzania informacji między neuronami. Może to być odpowiedzią, dlaczego ateiści są bardziej inteligentni od wierzących. Jeśli powiążemy świadomość z inteligencją (bo zapewne są skorelowane patrząc na zwierzęta), to im więcej pojawi się takich błysków świadomości, tym częściej nastąpi przerwanie procesu wiary. Zatem im więcej ktoś ma świadomości / inteligencji, tym mniej wiary. Proces uwierzenia w coś nie zależy od nas (bo nie mówimy tu o przekonaniu się o czymś), a więc nie możemy wykorzystać efektu placebo na swoją korzyść. Możemy jednak osłabić albo nawet zniszczyć swoją wiarę. Musimy nauczyć się zacząć poddawać w wątpliwość swoją negatywną wiarę. Tak jak poddajemy bez przerwy w wątpliwość to, że uda nam się coś osiągnąć, tak samo powinniśmy poddać w wątpliwość to, że nie uda się tego osiągnąć. Innymi słowy należy wykorzystać "racjonalną świadomość" do dekoherencji kwantowej sygnałów tworzących negatywny obraz siebie. Nie potrzebujemy więc spychoterapeutów. A jeśli uważamy, że potrzebujemy, to znaczy, że w to wierzymy i wtedy nie musimy się zastanawiać do jakiego spychoterapeuty chodzić o czym z nim rozmawiać - to nie ma żadnego znaczenia. Znaczenie ma tylko to, że wierzymy, że nam to pomaga.
  11. Wszyscy mieszają prawdę z fikcją, gdy pierwsza osoba powie coś prawdziwego, druga to usłyszy, ale zniekształci, trzecia dołoży coś swojego i tak powstaje pseudo-nauka. A wtedy już łatwo skrytykować ideę, bo przecież opiera się na jakichś filozofiach albo zwykłych bajkach. Powstała tzw. uogólniona teoria kwantowa, która może wytłumaczyć pewne niezrozumiałe zjawiska, o których konwencjonalni fizycy kwantowi czy niekwantowi wolą milczeć, bo jeszcze może się okazać, że jeszcze ci niuejdżentowcy mieli trochę racji: http://www.deanradin.com/evidence/Lucadou2007.pdf Jest masa dowodów na to, że mózgi oddzielonych osób mogą ze sobą korelować w pewnych warunkach: https://www.sciencedirect.com/science/article/abs/pii/S030439400201248X Aktywność elektryczna mózgu u osób bez zewnętrznej stymulacji korelowała z elektrycznymi odpowiedziami mózgu stymulowanych osób. Co ważne, cytując fragment tłumaczony: " Interakcje między uczestnikami z podgrupy E2 zostały wyeliminowane; nie wiedzieli o obecności innej osoby w drugim pokoju podczas sesji eksperymentalnej. " Podobne odkrycie: http://www.deanradin.com/papers/radin JACM EEG.pdf W grupie kontrolnej korelacja wyniosła -0,03, a w eksperymentalnej 0,20. Tłumaczony fragment: "Wnioski: W pewnych warunkach EEG wyizolowanej sensorycznie osoby może być skorelowany z informacjami w EEG odległej osoby. Sugeruje to obecność nieznanej formy interakcji energetycznej lub informacyjnej". To dowodzi występowania jakiejś nielokalnej korelacji postulowanej przez mechanikę kwantową: bo jak inaczej to wytłumaczyć? W klasycznej fizyce nie da się!
×