Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

dzieninoc

Użytkownik
  • Zawartość

    20
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. dzieninoc

    CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

    Dobra, około półtorej roku temu kiedy siedziałem na tym forum codziennie i czytałem wszystkie posty postanowiłem sobie, że napiszę kiedyś taki post jak ten. Napiszę go, bo mi brakowało takich postów i myślę, że nie tylko mi. Będzie długo, być może nudno, ale mam nadzieję, że warto go przeczytać, bo może poprawić nastrój wszystkim osobom chorym na ChAD. Jeśli zaczniesz go czytać, zanim skomentujesz, przeczytaj do końca. Pierwszy raz u psychiatry byłem w 2009 roku, kiedy miałem 15 lat. Udałem się tam kiedy dwa razy miałem napad paniki, po tym jak miałem bad tripa po zajaraniu jakiegoś dopalaczowego gówna. Lekarz przepisał jakieś tam leki, pobrałem ze dwa miesiące, po czym wyjechałem na 2 miesiące na wakacje do rodziny na wieś, gdzie ostro się wziąłem za melanzowanie. Piłem praktycznie codziennie, lykalem też leki. Po kilku tygodniach leki przestałem brać i dalej sobie imprezowalem. Skończyły się wakacje, zaczęła się szkoła średnia. Mój stan psychiczny się unornowal, całkowicie zapomniałem o tych incydentach, które mi się przytrafiły. 4 lata remisji. Po skończeniu szkoły, podejrzewam, że przez to, że skończył się "regularny" tryb życia wjechała depresja z nerwica i ogólnie stany mieszane (wtedy jeszcze nie wiedziałem o diagnozie ChAD). Po 4 latach kolejna wizyta u psychiatry. Dostałem antydepresanty, po miesiącu było już lepiej, po dwóch wróciłem do normalnego funkcjonowania, jednak lekarz zalecił dalej łykac antydepy żeby "dokończyć" leczenie. Nikt wtedy nie podejrzewał, że mogę mieć ChAD, więc lykalem tabletki dalej. Przez kilka miesięcy było spoko, po kilku miesiącach zrobiło się jeszcze lepiej (hipomania), myślałem, że po prostu w końcu zacząłem być w pełni szczęśliwy, nikt nie myślał o chorobie. Dużo rzeczy zaczęło się w moim życiu dziać i myślałem, że po prostu w końcu życie mi się zaczyna układać. Błąd. Hipomania trwała jakieś 3 miesiące, potem mały zjazd, znów stany mieszane. Trwały około miesiąca, potem mój mózg zafundował mi istne piekło. Wjechała mania. Mania, która zakończyła się przymusowym leczeniem w psychiatryku, byłem "poza kontrola" do tego stopnia, że kilka dni przelezalem przypiety do łóżka pasami. Miałem omamy, urojenia, schizy. Czytałem ludziom w myślach, myślałem, że jestem Bogiem, byłem agresywny, zostałem aresztowany przez policję, próbowałem wtargnac do mieszkania.. Wiele różnych dziwnych jazd.. Byłem miesiąc w szpitalu, wychodząc miałem jeszcze manie, ale to był już taki końcowy etap, który nie przeszkadzał w normalnym funkcjonowaniu. No i dalej mamy 7 miesięczna depresje, podczas której nie robiłem nic. Przelezalem 7 miesięcy w łóżku. Nie działały żadne leki, ogólnie ustaliliśmy z moim lekarzem, że jestem trochę lekkooporny. Po 7 miesiącach lekarz namówił mnie do zgłoszenia się na oddział leczenia zaburzeń afektywnych w Katowicach, przeszedłem terapię, spędziłem tam 2 miesiące. Poprawiło mi się po około miesiącu. Wyszedłem ze szpitala bez depresji jednak czułem się jakbym urodził się na nowo. Niestety nie w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Czułem się jakbym od nowa musiał nauczyć się chodzić, mimo, że świat wymaga ode mnie sprintu. Przez kolejne miesiące bałem się wychodzić do ludzi, bardzo się stresowalem każdym spotkaniem z kimkolwiek, próbowałem szukać pracy, ale na rozmowie caly się trzaslem, serce walilo jak oszalałe. Na każdym kroku skupialem się na tym, żeby zachowywać się naturalnie przez co w kontaktach międzyludzkich byłem pospinany i czas spedzany ze znajomymi ograniczyłem do minimum. Nie miałem depresji, ale najlepiej mi było w domu, przy lampce nocnej, z książką i gorąca herbata. Najwygodniej, bo tak naprawdę w głębi duszy pragnąłem być tym człowiekiem sprzed choroby - towarzyskim, z pozytywnym nastawieniem, poczuciem humoru, pewnym siebie, pracowitym, zaradnym, obrotnym. Moi bliscy, na których wsparcie zawsze mogłem liczyć mówili mi, że jestem po przejściach, że za dużo od siebie wymagam, że nigdy już może nie być jak dawniej. Mieli rację, bardzo dużo przeszedłem i takie doświadczenia ludzi zmieniają. Ale mnie muszą na lepsze. Bardzo częsta przypadłościa u każdego chadowca jest porównywanie się do tego jakim było się w hipomanii. Mnie też to nie ominęło. Zaburzalo mi to obraz tego jaki jestem naprawde. Analizowałem wszystkie stadia choroby, okresy remisji i tak naprawdę w tej chorobie chyba nigdy do końca się nie dowiem jaki jestem. Ale nie o tym mowa, cały post pisze w celu opowiedzenia swojej historii, bo mimo, że momentami było naprawdę bardzo ciężko jest już w miarę ok. Poznałem wiele osób z Chadem i nie boję się mogących się pojawic oskarżeń, że uzalam się nad sobą ale przebieg mojej choroby był np. jednym z najcięższych sposrod pacjentów podczas mojego pobytu na oddziale. Naprawdę kurwa dało mi to w kość. Mimo tego powiedziałem sobie, że się nie poddam póki nie wrócę do formy psychicznej sprzed choroby. Spotkały mnie chyba wszystkie objawy chorób psychicznych jakie istnieją (pół żartem, pol serio) a mimo tego wstaje dzisiaj rano, nie chce mi się jak cholera, ale to nie objaw depresji, zawsze lubiłem spać. Robię kawę, palę papierosa, zaczynam pracę, a pracuje glownie w domu lub w terenie. Robię to co lubię, to co robiłem przed chorobą, to o czym wszyscy mówili, że w moim przypadku będzie z tym ciężko. Jestem sam sobie szefem. Zarabiam w miarę dobre pieniądze. Widuje się że znajomymi, poznaje nowych ludzi, wychodzę na imprezy. Czytam książki, oglądam filmy, moja pasja jest muzyka, robię ja. Żyje jak normalny, zdrowy człowiek. Czasami nawet na parę dni zapominam w ogóle, że jestem chory. Nie myślę o tym. I tu się pojawia pytanie: JAK? Odpowiedź brzmi: nie wiem, nie mam pojęcia co pomoże akurat Tobie, ale wiem, że najważniejsza jest wiara, że wygrasz. Wygrasz walkę, która musisz podjąć. Podejmiesz ja tydzień po diagnozie, może tak jak ja po 7 miesięcznej depresji, w której myślałem, że moje życie się skończyło i nie ma przedemna nic, ale musisz ją podjąć. Tabletki to 50%, druga połowa to Twoja ciężka praca nad sobą, swoim myśleniem, podejściem. Masz wpływ na to co zrobi z Tobą ta choroba. Nie chcę żeby to zabrzmiało jak pierdolenie "Jesteś zwycięzca, wszystko jest w Twojej głowie, potęga podświadomości, prawo przyciągania". Ale na prawdę mamy realny wpływ na to jak nasze życie potoczy się po diagnozie. Ja wiem, że jest bardzo ciężko, na początku, w środku i na końcu. Wiem, że są tutaj osoby, które latami ustawiają sobie leki, wiem, że są ludzie z rapid cycling, są ludzie, którzy nie mają wsparcia, że są ludzie, którzy być może nie mają pieniędzy na leczenie, są ludzie którzy przeszli jeszcze większe piekło niż ja i są ludzie, którzy nigdy takiego piekła nie doświadcza i dobrze, bo nikomu tego nie życzę. Piszę to wszystko po to żeby ludzie się dowiedzieli, że kurwa da się. Jak czytałem te forum świeżo po diagnozie to wpadalem w jwszcze większą depresję właśnie przez to, że nikt tu nie napisał, że ma Chad i jest zajebiscie, więc jestem. Mam Chad i jest zajebiscie. Moje życie jest spoko. Mam remisje od kilku mięsiecy. Od dwóch lat biorę regularnie leki. Czasami zarywam noce, czasem wypije piwko lub dwa, ale cały czas obserwuje swoje samopoczucie i jestem czujny. Jestem pod stałą kontrola psychiatry. Dużo się śmieje, mam dystans do życia, czasem chce mi się płakać, czasem się na siebie wkurwiam, czasem jestem z siebie dumny. Caly czas walczę, pracuje nad sobą, staram się zmieniać cechy charakteru, których w sobie nie lubię. Kończąc: Można nie mieć kontaktu z rzeczywistością, można leżeć w pasach w psychiatryku jak w najlepszych horrorach, 7 miesięcy nie wychodzić z domu i po tym wszystkim można wrócić do normalnego, satysfakcjonującego życia. Nie dajmy się temu skurwysynstwu, walczmy!
  2. dzieninoc

    CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

    Hej, odkąd przestałem odwiedzać ten temat i tak sie wkręcać w chorobę to mi sie poprawiło. Podreperowal mnie tez pobyt w szpitalu w Katowicach Szopienicach. Jeśli ktos ma jakieś uprzedzenia, obawy przed pójściem do psychiatryka to jeśli uda sie tam to gwarantuje, ze sie pozytywnie rozczaruje Po roku udało im sie ustawić mi dobrze leki. Ale leki to nie wszystko, pracuje nad swoją główka, zmieniam nawyki mysleniowe i ogólnie zaatakowałem chorobę wszystkimi możliwymi sposobami, co zaowocowało tym, ze mam teraz 4 miesiąc remisji. Nie można sie poddawać i trzeba wierzyć, ze jesteśmy silniejsi od choroby. Pozdrawiam i życzę zdrowia wszystkim. Nie dajcie sie!
  3. dzieninoc

    CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

    Siema, u mnie drugi tydzień remisji. Od 4 tygodni jestem w szpitalu psychiatrycznym w Katowicach-Szopienicach. Warunki super, czuje sie tu jak w sanatorium. Jeśli ktos z Was sie zastanawia to polecam. Nie bede sie rozpisywał, ale wiedza, która sie dzielicie na forum w żadnym stopniu nie przypomina rzeczywistego obcowania na codzień z ludźmi z ChAD. To co sie czyta w internecie na temat tej choroby strasznie zakrzywia jej obraz. Mam wrazenie, ze w internecie można znaleźć opinie tylko strasznie skrajnych przypadków co nie motywuje raczej do walki z choroba. Wracając jeszcze do szpitala to lekarze są uważni na jakiekolwiek spostrzeżenia odnośnie leków. Ustawili mi je tak zebym nie odczuwał żadnych objawów ubocznych, a zarazem tak, aby były skuteczne. A rzeczywiście jest z czego wybierać. Jeśli taki stan utrzyma sie dłużej to jestem gotów zrezygnować z alkoholu i prowadzić higieniczny tryb życia juz na zawsze. 3 miesiące hipo, 2 miesiące manii i 8 miechow depresji dało mi w kość i doceniam bardzo mój aktualny stan. Zestaw leków jaki mam to lamotrygina, depakina i zolafren. Pozdrawiam i zdrówka życzę :)
  4. dzieninoc

    CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

    Ja tam mimo wszystko sie boję śmierci. Tak jak Monster wyżej napisał: tak naprawdę jeśli dochodzi co do czego to człowiekowi się włącza jakiś instynkt przetrwania. Dużo jeżdze samochodem, mam myśli samobójcze i wiele razy ruch jednej ręki mógł być tym ostatnim, ale nigdy sie nie odważyłem jak widac Ja tam bym sie cieszył, że przynajmniej będziecie mieli wakacje, macie siłę żeby do tego samolotu się załadować i gdzieś polecieć, mieliście siłę żeby na nie zarobić i tak dalej
  5. dzieninoc

    CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

    Monster, jak oznaczyć kogoś w poście tak jak zrobiłeś to wyżej ze mną? Ja raz w życiu miałem manię ale taką, że skończyłem ubezwłasnowolniony w pasach w szpitalu. To co nawyrabiałem jeszcze na wolności to szkoda gadać. W jeden wieczór kilka interwencji policji w mojej sprawie, mandatów na 1300zł, izba wytrzeźwień i wiele wiele więcej ciekawostek. Potem w szpitalu już niewiele z niej pamiętam, straciłem kontakt z rzeczywistością, ale podobno agresja do wszystkich wokół. Następnie zaczęła mi "schodzić", złapałem kontakt ze światem, ale wtedy urojenia, myślałem, że mnie mafia werbuje itp.. Najgorzej jest wtedy kiedy wyrządzisz krzywdę komuś, bo samemu sobie to tam pół biedy.
  6. dzieninoc

    CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

    Monster, zazdroszczę Ci, że pomimo tego, że masz tak ciężka depresję stać Cię na pisanie takich obszernych i wyczerpujących postów. Ja przez ostatnie 6 miesięcy mam problem z energią na wypowiedzenie całego zdania. Pisze się troche łatwiej ;d Też się pocieszałem, że depresja trwa maks 6 miechów, ale mnie to widocznie nie dotyczy, bo już 6 miechów minęło, a depresja ciągnie się dalej. Jeszcze zrozumiałbym jakbym nie brał leków, a tu już czwarty antydep i chuj, zero działania. Ostatnie dni całe w łóżku. Wychodzę tylko się odlać, zjeść i zapalić. Łącze się z Tobą w bólu i szczerze mówiąc marzę o hipo... Najchętniej poszedłbym wtedy w miasto i się srogo najebał...
  7. dzieninoc

    CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

    U mnie dalej depresja. Pomimo końskich dawek lamotryginy i wenlafaksyny. Nic nie działa. Jestem już prawie zdecydowany na psychoterapię na oddziale otwartym, bo i tak nie mam nic do stracenia. Ma ktoś z Was za sobą taki pobyt w szpitalu? Jak wrażenia? Pomogło? W moim przypadku byłby to już drugi raz, pierwszy przymusowy (psychoza maniakalna)
  8. dzieninoc

    CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

    Tez biore Lamotrygine juz ponad miesiąc i rownież nie czuje żadnej poprawy. Do tego po odstawieniu sertraliny łykam teraz juz 3ci antydepresant - wenlafaksyne i tez zero reakcji. Przy żadnym z leków żadnych skutków ubocznych i tez żadnych zmian. Juz powoli zaczynam wątpić, ze cokolwiek mi pomoże.. Jest ktos z Was rownież taki "lekooporny"?
  9. dzieninoc

    [Katowice] Proszę o kontakt osób z okolic Katowic

    Jest ktoś z okolic Katowic z CHADem?
  10. dzieninoc

    moje zycie nie ma sensu

    Spoko, moje tez nie.
  11. dzieninoc

    CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

    Witam.Mam chorobe chad i chcialabym porozmawiac,czy ktos ma ochote? Pisz na priv :) Co prawda muszę zaraz lecieć ale co sie odwlecze... :)
  12. dzieninoc

    CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

    Cześć, duzo czytam ostatnio te forum i głównie ten wątek. Przewertowałem kilkadziesiąt stron wstecz. Śledząc wasze "relacje" z depresji zastanawiam sie nad sobą i swoim przypadkiem. Od pół roku mam depresje. Przeszedłem bardzo ciężka manie psychotyczna (szpital, pasy). Na poczatku mocno dręczyły mnie wyrzuty sumienia, bo kilku ludziom dałem ostro popalić, doprowadziłem do paru naprawdę nieciekawych sytuacji. Z czasem jednak wybaczyłem to sobie i wspomnienia powracają coraz rzadziej. Mimo tego spie po 12h, nie mam totalnie ochoty wstawać, zero motywacji do czegokolwiek, nic mi nie sprawia przyjemności, nie mam apetytu, miewam dni, w których z łóżka wstaje tylko zeby zapalić. Ale mimo tego, jak juz sie zmuszę to potrafię pójść np. na 16h do pracy i daje radę. Potrafię sie zebrać zeby iść pograć w piłkę, idzie mi całkiem niezle, strzelam gole (pomijając ze nie ma z tego żadnej satysfakcji). Potrafię jechać na miasto, załatwić sprawy w urzędach. I zastanawia mnie czy ja po prostu sie nie rozleniwilem przez ta depresje i czy nie powinienem bardziej walczyć, bo szczerze mówiąc to troche leżę i czekam aż leki zaczną działać. Czy Wam w "chadowej depresji" pomaga jakieś zajęcie, czy idzie to przezwyciężyć siła woli? Czy opłaca sie poświęcać energię na walkę ze swoimi nawykami i prace nad sobą? Czy warto np. iść na siłownie mimo, ze nie sprawia to w ogóle przyjemności tylko meczy? Pytam, bo zastanawiam sie czy nie marnuje troche tego, ze mimo wszystko potrafię wstać i cos robic. Może powinienem bardziej doceniać, ze nie mam lekow przed wyjściem itp. i sie zmuszać? Największym problemem jest to, ze nie widzę sensu w robieniu czegokolwiek, nie mam motywacji i po prostu totalnie mi sie nie chce.
  13. dzieninoc

    Depresja i samotność

    Zgadzam sie. Sam jestem takim przypadkiem. Za dziecka byłem bardzo wrażliwy, moja pierwsza wielka miłość nigdy sie nie dowiedziała, ze nią była przez moja nieśmiałość. Przełom nastąpił w szkole średniej. Nabrałem troche cech "złego chłopca" zachowując przy tym swoją wrażliwość. Abstrahując od tego, ze aktualnie moja osobowość całkowicie zanika to przez długi okres życia na zainteresowanie ze strony płci przeciwnej nie narzekałem. Tak, ze polecam prace nad sobą i pozdrawiam :)
  14. dzieninoc

    Chcę umrzeć!!!

    Świetnie Cię rozumiem. Sam jestem w takim stanie wegetacji od pół roku i juz mam serdecznie dość. Moja sytuacja jest o tyle ułatwiona, ze mieszkam na 10 pietrze. Czasami sie boje podchodzić do okna, bo wtedy dopadają mnie natrętne myśli... Mimo wszystko mam nadzieje, ze może uda sie trafić na lek, który w końcu pomoże. Cierpię na CHAD. W ostateczności wybiorę sie do szpitala (co juz od dawna zaleca mi moja lekarka). Może tez powinnaś o tym pomysleć? Trzymaj sie, pozdrawiam&
  15. dzieninoc

    CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

    to ja mogę dać odrobinę nadziei - choruję od 10 lat i początki były straszne (mania psychotyczna). Teraz jestem w remisji (bez leków!), pracuję umysłowo, założyłem rodzinę. Pilnuję się i mam nadzieję, że ten dobry stan potrwa jak najdłużej. Udaje mi się ostatnio zdusić manię w zarodku, doskonale poznałem już swoje reakcje. Wiem, że w każdej chwili może być powtórka z rozrywki (takie siedzenie na bombie), ale najważniejsze to nie myśleć o tym przez cały czas, bo samo myślenie blokuje chęć do życia i blokuje wszelkie przedsięwzięcia Ja mam właśnie problem z tym zeby nie myślec o chorobie. Praktycznie od pół roku non stop. Ale podniosłes mnie troche na duchu. Życzę Ci zeby remisja trwała jak najdłużej :) Monster, może pora zacząć brać leki? Trzymaj sie!
×