Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

PanPremier

Użytkownik
  • Zawartość

    14
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Mam 20 lat, rzuciłem studia, jestem gejem. Uznacie mnie za nienormalnego. Nie wiem czy mam depresję, borderline, osobowość histrioniczną, czy inne niedojebanie mózgowe. Psycholog po testach zdiagnozował tylko specyficzne zaburzenia osobowości bez określania typu. Leczę się sertraliną (Asertin). Z Diagnostycznego Kwestionariusza Osobowości miałem podwyższone skale: depresja 30, psychopatia 26; w normie były hipochondria 22, histeria 21, psychastenia 25, paranoja 23, schizofrenia 18, mania 21. Z Inwentarza Osobowości NEO-FFI: neurotyczność 8, ekstrawersja 3, otwartość na doświadczenia 8, ugodowość 3, sumienność 5. Mam wrażenie, że moje prawdziwe ja umarło. Coraz mniej czuję się sobą. Znacznie się zmieniłem z charakteru. Na gorsze i nie jestem w stanie tego powstrzymać, ani nawet opisać. Nie czuję się dobrze będąc sobą. Czuję się teraz kim innym, albo jakby sterowany przez kogoś. Nie chcę tak żyć. Zdrowi faceci myślą kilkadziesiąt razy dziennie o seksie, natomiast ja myślę o tym jak uśmiercić siebie i innych. Jestem oderwany od rzeczywistości. Np. w pracy o 21, gdy jest największy ruch, przerywam swoją pracę, staję w miejscu, rozglądam się i nie wiem co się dzieje. Mam mnóstwo rzeczy do zrobienia, a ja myślę dlaczego jestem w tym miejscu, ile lat minęło od ukończenia gimnazjum, ile lat już żyję, być może przeżyłem już połowę życia, czuję jak bije mi serce, przypominam sobie jak zwyzywałem anglicę i straszono mnie kuratorem, jak poszedłem do łóżka z X i tego żałowałem, jak pokłóciłem się z mamą i jak bardzo ją kocham, i boję się, że nigdy jej tego nie powiem, że chcę ją przytulić, wypłakać się jak czasami w wannie i na balkonie, jaki jest sens życia, czy jestem antynatalistą, że powinno się mnie ukarać za to, że w przeszłości byłem podły i okrutny dla innych, oraz że powinno się ukarać nas wszystkich za niesprawiedliwość na świecie, dlaczego komunizm się nie udał, dlaczego istnieje świat, jak to możliwe, że wszechświat nie ma końca, co było przed jego powstaniem, jak może istnieć wieczność i nieskończoność, jak Bóg może istnieć od zawsze i czy sięgając pamięcią wstecz cały czas będzie znajdywał nieskończenie wiele wspomnień, co się stanie gdy zginę, gdy popełnię samobójstwo, czy stanę nad swoimi zwłokami i zacznę płakać, że tak spierdoliłem sprawę, a przecież miałem takie wielkie marzenia, warunki do jego spełnienia i życie, o którym marzą miliardy ludzi na świecie. Wczoraj miało miejsce następujące wydarzenie. Współlokator (który nie wiem czy jest dla mnie przyjacielem, czy tylko znajomym) specjalnie dla mnie wziął urlop na żądanie. Nie wiem dlaczego to u niego wyprosiłem. Jakoś miałem ochotę spędzić z kimś wieczór, a wybrałem go tylko dlatego, że nie znalazłem nikogo innego. Pokłóciliśmy się. Zaczął płakać, powiedział mi jak bardzo go ranię, że on mnie kocha, a ja cały czas go poniżam, biję (to niestety prawda). Przepraszałem, próbowałem go przytulić, ale odsuwał się ode mnie. Najgorsze w tym wszystkim było to, że z mojej strony było to nieszczere. Było mi głupio, że doszło do takiej sceny i chciałem żeby się uspokoił. Uważam, że jest idiotą i wolałbym go nigdy nie poznać. Lepiej dla niego byłoby gdyby umarł. Jednak nawet kilka razy dziennie zmieniam swój stosunek do niego. Parę razy wydawało mi się nawet, że go kocham. Wcześniej miał iść na operację. Odprowadziłem go do szpitala, gdzie miał zostać na trzy dni. Okropnie się bałem, chciało mi się płakać. Na szczęście okazało się, że operacja nie jest konieczna i wrócił do domu. Nie potrafię jednoznacznie ocenić swojego stosunku do niego. Niedawno postanowiliśmy dać sobie do przeczytania nasze rozmowy na fb. Jedna jego przyjaciółka uważa mnie za psychopatę i ogólnie strasznie hejtuje. Chłopak, który się w nim zauroczył, a z którym kiedyś się zadawałem, również. Inny nasz wspólny znajomy nie chce ze mną rozmawiać, bo cały czas go obrażałem. W ostatnich latach kilkukrotnie doznałem urazów głowy, w tym z utratą przytomności. W dzieciństwie lunatykowałem, miałem dziwne sny, mówiłem przez sen. Coraz częściej mylę wspomnienia z wyobrażeniami, zapominam nawet słów, nie mówiąc o nazwiskach, czy rzeczach do zrobienia. Nie rozpoznaję ludzi po twarzach (część ludzi tak ma). Zaczynam się bać, że któregoś dnia nieświadomie przejdę na czerwonym świetle. Dobrze, że nie obsługuję niebezpiecznych maszyn. Kilka miesięcy temu pisałem o tym, że nie jestem w stanie się zakochać i nienawidzę siebie. Mam dosyć takiego życia, a jednocześnie nie mam odwagi, by popełnić samobójstwo (co chyba świadczy o chęci do życia). Chciałbym żeby ktoś wyciął z mózgu ten wadliwy element i żebym był już zdrowy.
  2. Mam dość tego uczucia pustki w głowie. Nie mogę nikomu powiedzieć, napisać, ani w żaden inny sposób wyrazić tego, co jest we mnie. Nikt mnie nigdy nie pozna -.-
  3. Łysy, gruby, z ubytkami w uzębieniu, szara albo czerwona od przepicia cera, żółte od dymu tytoniowego paznokcie, włosy na plecach, etc.
  4. Kilka dni temu poznałem bardzo fajnego chłopaka. Albo raczej mężczyznę, bo ma 26 lat. Przystojny, bardzo inteligentny, mamy dużo wspólnych tematów, ma ułożone życie, pracuje w rodzinnej firmie (renowacja antyków), jest wykształcony, czuły, skejt, jeździ na desce, dobry w łóżku. Tylko, że siedem lat starszy. Niestety widać tę różnicę. Niewiele, ale jest. Widać po twarzy, że nie ma już 20 lat. Mimo to, nadal przystojny. Czy moglibyście być z kimś o tyle lat starszym i to jeszcze samemu mając zaledwie 19 lat? Czuję się jakbym padł ofiarą okrutnego żartu losu. Poznałem kogoś niemal idealnego, ale o wiele ode mnie starszego. Całe życie pod górę -.- Drugie pytanie. Dlaczego większość mężczyzn po 25. roku życia wygląda jak gówno? Ten na szczęście wygląda świetnie, a na zdjęciach sprzed jeszcze czterech lat jest bogiem seksu. I jeszcze trzecie, ale to tak przy okazji. Gdy obok siebie znajdą się heteroseksualni chłopak i dziewczyna, którzy się sobie nawzajem podobają, zaczyna się podryw. Gdy obok siebie znajdzie się dwóch gejów, którzy się sobie podobają, to żaden nie zagada, tylko obaj obrzucają się chłodnymi spojrzeniami. Nawet jeżeli często się tak widują, to nigdy żaden nic nie powie, a jeżeli kiedyś w przyszłości jeszcze będą mieli szansę porozmawiać, to będzie "Dlaczego do mnie nie zagadałeś? Cały czas na to czekałem, przecież ja pierwszy się nie odezwę." Jebana ciotodrama.
  5. To nie musi być życie w klasztorze. Możesz zostać przywódcą świata i zmienić go na lepsze xp
  6. Odpycha ludzi? Możliwe, ale ludzie, którzy mnie poznali, lubią mnie za charakter. Jeśli chodzi o ładnych chłopaków, to zachowuję się jak dziecko w sklepie z zabawkami. Chcę mieć wszystkich. Mam swój ideał, piękny, inteligentny, zdolny, och i ach, taki jak ja, ale nie mogę go poznać. Może już go minąłem, nawet kilka razy. Może on ma ten sam problem i z tego powodu nigdy się bliżej nie poznamy. Interesuje mnie poznanie ciekawych ludzi, jednak ci przystojni zazwyczaj są głupi -.-
  7. Ze wszystkich znajomych ze szkoły, jakich miałem, kontakt utrzymuję z kilkoma osobami, ale boję się, że stracę go gdy się wyprowadzę. To samo z przyjacielem, chyba jedynym którego mam. Mam też drugiego, ale mieszka daleko i nie wiem, czy nadal jesteśmy przyjaciółmi. Powiedział mi niedawno, że tyle osób już poznał i zapomniał o nich, że często byki przeciwko niemu, a ja jestem nadal i pozostaje z nim szczery. Swoją drogą, to chyba mój ideał na męża. Kilka razy mówiłem mu, że chciałbym za niego wyjść, ale nie chce xd A o znajomych, z którymi nie łączy mnie wspólne miejsce nauki, pracy, też bardzo szybko zapominam. Na portalach randkowych poznaję kilkadziesiąt osób miesięcznie, z którymi kontakt kończę po kilku dniach, tygodniach i mam przez to okropny bałagan w głowie. Nie kojarzę już żadnych imion, twarzy, ani kto czym się zajmuje, czy o czym mi mówił. Bardzo nieprzyjemne uczucie. Przy tym tracę szansę na poznanie naprawdę ciekawych ludzi. Jeden z powodów dla których chciałbym zniknąć ze świata. Zauważyłem, ze część tych osób ma ten sam problem.
  8. Nie gardzę nimi. Lochfyne, ile masz lat? Boję się, że nie zdążę sobie znaleźć męża, ewentualnie żony. Teraz mogę wybierać, bo jestem młody i dobrze wyglądam, ale to kiedyś się skończy. Może nawet wcześniej na skutek choroby lub wypadku. Geje najpierw szukają ładnych i mądrych, później ładnych, później mądrych. Brzydcy geje mają dużo gorzej niż brzydcy heterycy. Dlaczego tak trudno znaleźć mi ładnego i mądrego chłopaka, z którym znajomość nie skończyłaby się po kilku tygodniach? O.o
  9. Bittersweet, ja po prostu luibę naszego premiera xp
  10. No dobra, ale nikt mi nie odpowiedział, czy możliwe jest, aby być pozbawionym uczuć wyższych, np z powodu zmian organicznych mózgu. Wiem, ze narkomani często tak mają.
  11. Nie słyszałem. Niestety, nie na moją kieszeń xd
  12. Zaburzenie osobowości stwierdziła lekarka (psychiatra), u której się leczyłem. Wczesnej nie wiedziałem, ze jest coś takiego, jak histrioniczne zaburzenie osobowości. Lęki? Boję się nowych rzeczy, ale w 90% przypadków dobrze sobie radzę z nowościami. Boję się o swoją przyszłość (edukacja, kariera, związek, zdrowie; prowadzę zdrowy tryb życia, ale nie mogę rzucić palenia -.-). Boję się złych ludzi. Mam manię prześladowcza. Gdy wchodzę do autobusu, mam wrażenie, ze wszyscy rozmawiają o mnie. Boję się nieskończoności. To najgłupsze ze wszystkiego. Przeraża mnie zarówno wizja życia po śmierci (gdybyśmy czuli upływ czasu, byłoby to przekleństwo) i braku istnienia świata poza ziemskim. Przestałbym istnieć i nawet bym o tym nie wiedział. Jestem wierzący i mam nadzieję, że cokolwiek to będzie, będę szczęśliwy. Dwa lata temu zmarła moja babcia. Ten pogrzeb dobrze pamiętam. Być może dlatego, że na szczęście nie byłem na zbyt wielu. Gdy wszyscy wychodziliśmy z domu za trumną, mijając kuchnię, miałem wrażenie, że widzę ją na krześle, na którym zazwyczaj siedziała. Kilka, albo kilkanaście dni później tata (była jego mamą) powiedział, że wcześniej mu się śniła, a teraz musiała pójść gdzie indziej. Ja też kilka razy miałem wrażenie, że jest gdzieś w pobliżu. Tak, jestem wierzący. Może to, co mówię jest niedorzeczne. Nie wiem, jestem chory, a teraz jeszcze pijany. Po pracy wypiłem kilka drinków, u mojego ulubionego barmana. Uczyliśmy się w jednym liceum. Byla plota o nim, że daje dupy za pieniądze. Jest taki uroczy. Brałbym go na stalowym blacie kuchennym xd Moi rodzice wcale nie są bogaci i mieszkamy w bloku. Mamy jednak czysto i jemy dobre jedzenie. Mama jest technologiem żywności, a ja odkąd zacząłem gotować, wprowadzam różne nowości,które widziałem w Internecie, telewizji, a ostatnio podpatruje w hotelu. Czy ktoś z Was myślał np. o tym, żeby desery dekorować zaschnietymi kwiatami z czekolady albo podawać sosy owocowe do mięs? Nie mówię tylko o żurawinie i śliwkach, które są popularnymi dodatkami w tradycyjnej, polskiej kuchni, ale też wiśniach czy ananasach. Nie rozumiem ludzi, którzy w kółko jedzą tylko trzy potrawy, a ich znajomość alkoholi kończy się na wódce i piwie, które kupią w Biedronce. To marnowanie życia. Wolałbym zostać porównany do premiera Luksemburga. Niedługo bierze ślub ze swoim narzeczonym <3
  13. Lekarstwa były na lęki. Spamilan ma działanie przeciwlękowe, a Doxepin nie pamiętam, ale miałem po nim piękne sny <3 Zaburzeń osobowości chyba nie da się wyleczyć? Nie mam zaniżonej samooceny. Przeciwnie, znam swoją wartość. Z tego też może wynikać pewien kompleks boga. Nie potrafię się cieszyć z prostych rzeczy. Niedawno byliśmy u rodziny w lubelskim (wiadomo, bieda). Przerażało mnie np. jak można korzystać z tak starej łazienki. Oczywiście nic nie mówiłem i nie dawałem po sobie tego poznać. Raz powiedziałem rodzicom na osobności, że obiad mi nie smakował, a tata do mnie z wyrzutem, że ciocia z wujkiem przygotowali to, co mieli najlepsze, a ja wybrzydzam. Odpowiedziałem, że nie musi mi się wszystko podobać, ryba była w środku niedopieczona i śmierdząca (a rybą bardzo łatwo się zatruć), ziemniaki to rozjebana mamałyga (jak można rozbić młode ziemniaki?! O.o), a taniego wina nie piję. Przy okazji, pracuję w luksusowym hotelu i nie zajmuję tam szeregowego stanowiska. Ale to nie przyczyna tylko raczej skutek. Zawsze byłem perfekcjonistą, na wszystkich uroczystościach w domu przygotowywałem stół, stroiłem dom na święta, etc. Moi przełożeni to docenili mianując mnie szefem sali w restauracji xd Ciężka praca. Na początku znajomości zawsze mówię, że nie interesuje mnie żaden związek. Czasami, jeżeli znamy się dłużej, niż dwa tygodnie, opowiadam o swoich problemach emocjonalnych. Btw, nigdy nie skakałem z radości. Nie potrafię spontanicznie przeżywać emocji. Niedawno byłem u pewnego chłopaka, który wydawał się być taki sam, jak ja. Nawet spotkaliśmy się w trójkę z jego byłym i ten mi powiedział, że nigdy nie użył słowa "kocham", bo jest zimną suką. Byłem u niego kilka dni. Raz powiedziałem mu coś uroczego (zdarza mi się), a on "Och, to brzmi prawie jak miłość". Odpowiedziałem żeby nawet o tym nie myślał. Zaproponował mi też abyśmy razem zamieszkali, gdy przyjadę na studia. Odpowiedziałem "Nigdy w życiu!" i za to się chyba obraził xd Na serio bym nie chciał i nie chodzi tylko o sprowadzanie innych chłopaków. Był bałaganiarzem i denerwował mnie jego styl bycia. Gdy wyjechałem, rozmawiałem z nim już tylko wtedy, gdy sam napisał pierwszy. Olewałem go aby dał mi spokój i na złość pisałem o innych. Któregoś dnia wylał mi wszystkie swoje żale, ze nie każdemu poświęca swój czas przewidziany na naukę, nie każdego zaprasza do swojego domu, etc. i chciał mi coś powiedzieć, ale teraz to już nieistotne, bo wszystkie zjebałem. Ze wszystkich biadoleń jakie słyszałem, to było najdziwniejsze, bo sam przecież powiedział na początku, że nie oczekuje niczego więcej. W każdym razie, został w końcu potraktowany tak, jak sam traktował innych. Tylko gorzej. Nie uważam abym zrobił coś złego. Jemu akurat się należało xd Oby nigdy więcej go nie spotkał... Nie szukam samego seksu. Przede wszystkim szukam znajomych. Dobrych. Takie znajomości trwają maksymalnie kilka tygodni. Starzeję się. Za kilka lat mogę być już łysy i gruby, a wtedy nie będę miał takiego brania jak teraz O.o
  14. Na wstępie zaznaczę, że jestem gejem. Nigdy nie byłem zakochany. Czasami czułem się jakby zauroczony, ale to uczucie potrafiło minąć w ciągu kilku sekund, np. gdy pomyślałem o wadach danej osoby. Byłem w kilku związkach, z chłopakami i dziewczynami. We wszystkich miałem ten problem, że szybko mi się nudziły. Druga osoba opowiadała mi jak to mnie kocha, etc., a ja nie wiedziałem co odpowiedzieć, bo przecież wcale nie kochałem, a nie chciałem kłamać. Cały czas rozglądałem się za innymi, flirtowałem na czatach i portalach randkowych. Nie wiem czy można uznać to za zdradę. Będąc w związku nigdy nie przespałem się z nikim innym, ale za to gdy rozstałem się z jednym chłopakiem, jeszcze tego samego dnia zaliczyłem trójkąt z dwoma innymi. Owszem lubię seks. Wiem, że przynajmniej jeden chłopak mnie zdradzał. Gdy się o tym dowiedziałem, nic mnie to nie ruszyło. Miałem zupełnie wywalone. Inny zostawił mnie dla kolegi ze szkoły. Wtedy byłem tylko zdenerwowany, ale cieszyłem się, że już z nim nie jestem, bo mnie denerwował. Jeden z chłopaków spędził tydzień w szpitalu psychiatrycznym. Twierdzi, że przeze mnie. Ja twierdzę, że dlatego, że jest chory psychicznie i powinien tam zostać. Rozmawialiśmy codziennie. Gdy trafił do szpitala, odebrano mu telefon i nie mogliśmy się kontaktować. Szczerze, nie zauważyłem tego. Myślałem, ze strzelił focha i dlatego się nie odzywa. Zapomniałem, że jest w szpitalu. Gdy wyszedł, powiedział, że płakał za mną, gdy ja nawet nie pomyślałem co u niego oraz, że mnie nienawidzi i nie chce więcej znać. Wtedy było mi głupio i czułem wyrzuty sumienia. Później było jeszcze parę ciekawych wydarzeń, ale ostatecznie nie rozmawiamy ze sobą. Często czuję wyrzuty sumienia, niekiedy wstręt do siebie. Myślę, że powinno się mnie zabić, aby mnie ukarać. Tyle najebałem w swoim życiu, że boję się, abym był kiedyś prawdziwie szczęśliwy. Mam myśli samobójcze, ale nie planuję samobójstwa. Wolałbym zacząć życie od nowa. Przez pewien czas leczyłem się psychiatrycznie. Nie pomogło mi to. Brałem Spamilan i Doxepin. Drugi odstawiłem, bo nie mogłem spać. Lekarz stwierdził u mnie osobowość histrioniczną, ale to nie jest choroba. Myślałem, że mam nerwicę. Wiosną 2011 zacząłem leczenie izotretynoiną. Leczyłem się bardzo długo i przyjąłem dawkę skumulowana większą od maksymalnej. Wśród skutków ubocznych miałem m.in. utraty przytomności, przy czym kilka razy zdarzyło mi się uderzyć w głowę (w trakcie upadku). W rodzinie nie okazywano mi zbyt wielu czułości. Nie pamiętam aby kiedykolwiek ktoś w rodzinie powiedział mi, że mnie kocha. Mam jednak dobrych rodziców. Wiem, że się o nas martwią (mam rodzeństwo), dużo dla nas robią. Ja też się staram być dobrym dzieckiem. Pomagam w domu, dobrze się uczę, w te wakacje pracuję aby nie brać od nich pieniędzy. Za trzy tygodnie wyjeżdżam na studia. Bardzo bym chciał aby rodzice ze mnie dumni. Ludzie dość często mówią "Rodzice chyba są z ciebie dumni". Odpowiadam, że nie lub nie wiem. Mama kilka lat temu powiedziała mi, że nikt mnie nie pokocha przez mój charakter. Rodziców kocham. Wielokrotnie się z nimi kłóciłem. Mówiłem, ze są nikim, że ich nienawidzę. Zawsze później tego żałowałem. Płakałem gdy byłem sam. Dlaczego więc nie potrafię pokochać nikogo innego? Czy ja mam jakieś ograniczenie emocjonalne? Proszę nie oceniać mnie pod względem moralności. Na podobnym portalu utworzyłem taki sam temat, ale liczę na to, że tutaj znajdę pomoc.
×