Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Misska

Użytkownik
  • Zawartość

    38
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Ugh, muszę powiedzieć, że Wasze reakcje na Gestalt są dla mnie straszne. Żałuję, że w ogóle mówiłam cokolwiek o swojej terapii... Szczerze żałuje. Dla mnie ta terapia jest super, wiele mi daje, wiele się dzięki niej uczę, poznaje siebie, zmieniam swoje spojrzenie na świat... a tymczasem spotykam się z taką reakcją, że jest mi po prostu przykro. Jakby ta moja terapia była głupia, jakby moja terapeutka wyciągała ze mnie pieniądze karmiąc mnie tekstami, które mogę sobie sama wynaleźć w jakimś poradniku.
  2. Płacę 30 złotych mniej. Dzięki temu w miesiącu zaoszczędzam 120-150 złotych (bo terapii wypada, zależnie od miesiąca 4 albo 5). A komfort, jaki odczuwam dzięki regularnym, cotygodniowym spotkaniom jest bezcenny :)
  3. To może zapytaj, czy nie moglibyście umówić się na trochę mniejszą stawkę? Ja miałam przez pewien czas taki problem, terapia była dla mnie trochę za droga, powiedziałam o tym mojej terapeutce wprost i ona sama zaproponowała, żebyśmy zmniejszyły stawkę, ale spotykały się regularnie co tydzień. No i teraz płacę mniej, nie dużo, ale na tyle, że mogę sobie pozwolić na regularne, cotygodniowe sesje.
  4. No, bardzo możliwe, że moje mutki są podobne do jakiś już istniejących :) Przyznam, że nie starałam się tu wymyślać nie wiadomo czego - mają one być dodatkiem do fabuły, nie jej głównym wątkiem. Trochę na zasadzie zombie - w sumie, pomijając jakieś wyjątki większość zombie w filmach/grach/komiksach/książkach wygląda podobnie :)
  5. My na początku też tylko rozmawiałyśmy, ale potem zaczęły się takie eksperymenty. Różne są, ale z zasady obejmują wstanie z fotela i jakieś 'działanie'. Jeśli mogę zapytać: już kilka osób pisało o terapii psychodynamicznej. Mogę sobie googlnąć o co chodzi, ale chętnie przeczytałabym Wasze opinie na ten temat i wyjaśnienie 'czym to się je'. Więc, hannah, jeśli to możliwe, możesz mi mniej więcej opisać, jak wygląda terapia psychodynamiczna z perspektywy osoby na nią uczęszczającej?
  6. Oj tak, to może sprawić radość! :) Kociara pozdrawia kociarę!
  7. Och tak, baKterie trafiają mi się jeszcze takie byki, dzięki za zwrócenie uwagi! :)
  8. Fallout 3 w ogóle oprócz tego, że słyszałam tę nazwę nie wiem nic innego o Falloucie...
  9. Witam wszystkich! Chciałabym zaprosić Was do lektury mojego bloga. Jest to opowiadanie w formie dziennika prowadzonego przez osobę, która przeżyła III Wojnę Światową i teraz, wraz z grupą innych ocalałych, żyje w zniszczonym świecie. http://dziennikkoncaswiata.blogspot.com/ Jest to dla mnie pewnego rodzaju ćwiczenie - próbuje nowy, nieznany mi dotąd styl pisania, bawię się pomysłami. Jednak wszelkie uwagi są dla mnie bardzo cenne i chętnie je przyjmę :) Blog wygląda na razie dość surowo a to przez to, że nie znam programów graficznych i nie umiem wykonać szablonu a oczekiwanie na szablon z jakiejś szabloniarni... no cóż, spędziłam ostatnio półtora miesiąca czekając na obiecany szablon tylko po to, aby dziś się dowiedzieć, że go jednak nie dostanę :) Więc przepraszam za mało estetyczny wygląd, jeszcze nad tym pracuję!
  10. hannah, postaram się, aczkolwiek ostrzegam, będzie długo... Generalnie zacznę od tego, że uczestniczę w terapii Gestalt, nasze spotkania zawsze są bardzo spokojne, powolne, moja terapeutka nigdy na nic nie naciska i pozwala mi wszystko robić moim tempem. Moimi największymi problemami jest lęk egzystencjalny, depresja, mam też dużo fobii. Ponadto bardzo zniżone poczucie własnej wartości, zawsze innych stawiam wyżej od siebie, nie potrafię się sprzeciwić, silnie pragnę akceptacji... dobra, długo bym mogła pisać, a chcę mniej więcej zarysować szkic o co chodzi. Moja terapeutka czasem proponuje mi eksperymenty. Czasem są to zwykłe słowne: "Spróbuj powiedzieć, co czujesz" (miałam z tym ogromny problem, nigdy nie mówiłam np. boję się tylko 'jest taki strach') a czasem też 'fizyczne'. Ostatnio te 'fizyczne' dotyczą tego, że próbujemy stworzyć sytuację w której sobie nie radzę i sprawić, żebym ją przeżyła i przeżyła to, co w takich sytuacjach czuję. No, mam nadzieję, że ten wstęp będzie wyjaśniający, teraz o dzisiejszej terapii. Opowiadałam terapeutce o lęku, który ostatnio u mnie się bardzo nasilił czyli o wychodzeniu z domu. Opowiadałam jej, w jakich sytuacjach czuje się niekomfortowo i za przykład podałam stanie w kolejce w kasie, że jak na około siebie mam ludzi, to się boje. Zapytała mnie, czy wiem, że mam przecież swoją przestrzeń, swoje zdanie, swoją siłę i jeśli poczuję się zagrożona, to mogę wyjść, to mogę się 'rozepchnąć łokciami' (moje słowa, nie jej) i zrobić sobie przestrzeń. Powiedziałam, że nie, że nie mogę tak zrobić, że po prostu w takiej sytuacji jestem uwięziona i koniec, kropka, nic nie mogę zrobić. Więc zasugerowała mi, żebyśmy usiadły na podłodze (chciała nawet, żebym się położyła, ale powiedziałam, że nie, bo tak czuje się bezbronna) i powiedziała mi, że mam wyciągnąć przed siebie ręce, jakbym chciała coś złapać. Siedziałyśmy naprzeciwko siebie, dość blisko i jak tak machałam tymi rękami, to po swoich bokach mogłam machać bez problemu, ale miałam blokadę, żeby wyciągnąć ręce do terapeutki. Więc zaczęłyśmy sprawdzać granice, ona położyła dłonie na podłodze, zaczęła je przesuwać do mnie, zaproponowała mi to samo. Znowu miałam blokadę, żeby się do niej zbliżyć. No i zaczęłyśmy o tym rozmawiać, dlaczego się blokuję, dlaczego nie mogę wyciągnąć do niej dłoni. Co prawda tego nie odkryłam... ale jakoś dalej popłynęłyśmy w trochę inny temat. Terapeutka powiedziała, że jej niewygodnie i potrzebuje usiąść na czymś, więc wzięła taką złożoną matę, na której usiadła i mi zaproponowała drugą. Najpierw usiadłam na tej macie, ale bardzo szybko stwierdziłam, że mi tak nie pasuje, i z niej zeszłam. Po tym się okazało, że terapeutka siedzi wyżej ode mnie, bo ja siedziałam na podłodze, a ona na tej macie to była kilkadziesiąt centymetrów wyżej. Więc zwróciła na to uwagę, że to jest odzwierciedlenie tego, że ja ciągle uważam, że muszę innym ustępować, dostosowywać się do innych, że mam takie podejście jak dziecko - że czuję się zależna od innych, więc stawiam siebie niżej, niż ich (z czym się zgadzam, bo to prawda). Zaczęłyśmy o tym mówić, tu wypłynął temat mojej mamy, która mi całe życie wpajała, że każdemu z rodziny to ja mam zawsze wszystko wybaczyć, że nie mogę się nikomu z rodziny nigdy sprzeciwić, bo rodzinę mam tylko jedną i jak rodziny nie będę miała to nie będę miała nikogo. No i powiedziałam, że ja to przełożyłam też na innych ludzi - że nie mogę się postawić nikomu i że mam być zawsze taka, jak chcą inni, bo jak taka nie będę, to nie zostanę zaakceptowana i zostanę sama. Ten temat bycia samej przewijał się już kilka razy w czasie różnych sesji, ale zawsze, gdy terapeutka pytała: Dlaczego boisz się, że zostaniesz sama? nie potrafiłam odpowiedzieć na to pytanie aż do dziś, gdy chyba mi zeszła jakaś blokada i jak zaczęłam o tym mówić, to wypaliłam, że boję się, że jeśli mama by mnie zostawiła, to nie będę miała gdzie mieszkać, co jeść, a jak zostanę tak sama, na lodzie, bez mieszkania i jedzenia to prędzej czy później umrę. Więc wyszło na to, że tak naprawdę moje lęki mają swoje podłoże w lęku przed tym, że umrę. Kurcze, strasznie to chyba chaotycznie napisałam, ale sama nie bardzo pamiętam, jak to dokładnie było, jakie słowa padły. Pamiętam, że później jeszcze próbowałam swojej siły bo rzucałyśmy do siebie poduszkę i ją przeciągałyśmy, terapeutka zaproponowała mi, żebym się na nią nie oglądała, tylko ciągnęła tą poduszkę jak mi się podoba. A ja miałam nawet opory, żeby tą poduszką rzucić, bo się bałam, że nie mam prawa tak robić, bo to będzie atak i naruszenie granic... Nie wiem, czy moja odpowiedź jest wyczerpująca i jest tym, o co chodziło. Może niektórym się wyda dziwne, to co robiłyśmy, ale proszę, pamiętajcie o tym, że ja to też opisuje pobieżnie tak, jak ja to odczułam i zapamiętałam. Najbardziej mi utkwiło w pamięci odkrycie tego lęku przed śmiercią - bo jest to coś, o czym nawet przez chwilę nigdy nie pomyślałam. Jeszcze trudno mi jakoś tak to całkowicie przyjąć, ciężko mi w to uwierzyć, ale chyba podświadomie zaczęłam sobie już to ogarniać, bo wyszłam z gabinetu jakaś taka lekka, szczęśliwa, nawet udało mi się wyjść potem na chwilę do sklepu, i poszłam do tego sklepu sama (a na terapię sama nie dałam rady pójść, poszła ze mną ciocia i czekała na mnie pod gabinetem, bo się bałam być sama...). Więc może to wszystko było dziwne i trudne do zrozumienia, ale mi dało bardzo wiele. Jest mi jakoś lżej i czekam już z niecierpliwością na kolejną sesję :)
  11. Misska

    No to kolej na mnie : )

    Tak, MCO się trafiają takie trochę psie... ale ja bym tak na to do końca nie patrzyła. Są po prostu towarzyskie i lubią, jak się dzieje dużo w domu. Aczkolwiek, każdy kot ma swój charakter, więc i wśród MCO może się trafić aspołeczny :) A 'wytresować'... nie lubię tego określenia, ale można każdego kota, nawet zwykłego dachowca. Wystarczy tylko dużo cierpliwości i nauki Pawłowa :) O, na początku przy dokocaniu mogą być takie problemy :) Ale mi bardziej chodzi o to, że mój kot już jest tak rozpuszczony i taki do mnie przywiązany, że nowy zwierz mógłby zostać nieprzyjęty zbyt dobrze
  12. Misska

    No to kolej na mnie : )

    ladywind, tak, super są! Korci mnie, żeby wziąć kolejnego, ale mam za małe mieszkanie... no i nie wiem, czy mój rozpuszczony do granic możliwości kot byłby zadowolony, gdyby nagle moja uwaga musiała dzielić się na dwa koty
  13. Udało się, byłam dziś na terapii. Mam nadzieję, że to zapowiedź tego, że znowu będę regularnie chodzić (ostatnio wiele sesji odpadło z mojego powodu bo bałam się wyjść z domu...). Dzisiejsze spotkanie było... niesamowite. Robiłyśmy, jak to nazywa moja terapeutka, eksperyment. Siedziałyśmy na podłodze i sprawdzałam swoje granice i swoją siłę. Może to nie brzmi jakoś bardzo terapeutycznie, ale dla mnie to było coś wielkiego. Dzięki temu zobaczyłam w sobie kilka rzeczy, o których nie miałam pojęcia. Powiem Wam, że jak czytam Wasze posty i widzę, jak bardzo Wasze terapie różnią się od mojej to czasem się zatrzymam i zastanowię: o co chodzi? Ale potem myślę: kurde, dziewczyno, to są ich terapie, ich sprawy. Ważne jest to, że twoja terapia jest dla ciebie w porządku, że dzięki niej czujesz się lepiej. A dziś poczułam się lepiej :) Życzę każdemu z Was, żebyście mogli się czuć tak fajnie po swoich sesjach terapeutycznych, jak ja dziś po swojej! :)
  14. To, że wyszłam z domu, byłam poza domem sama i nawet poszłam sama do sklepu :) Trwało to może z 10 minut, ale biorąc poprawkę na to, że od przeszło miesiąca boję się wyjść z mieszkania to dla mnie ogromny sukces!
  15. Misska

    No to kolej na mnie : )

    Ja też kotki lubię Ten z avka to MCO, dobrze zauważyłeś i dodatkowo mój prywatny, osobisty. Właśnie mi wlazł na biurko :) Na razie jeszcze jest młody, ma półtora roku. No i to nie mój pierwszy kot - wcześniej miałam persa, kotkę, która dożyła wieku tak sędziwego... że już pod koniec sama nie wiedziałam, ile ona właściwie ma lat. Niestety odeszła za TM kilka lat temu. No więc teraz jest jej następca :) A z tym wynajmowaniem to różnie, aczkolwiek rozumiem Twój punkt widzenia. Ja miałam to szczęście, że trafiłam na właścicieli, którym kot nie przeszkadzał, zgodzili się na wynajem. Ale, to prawda, długo musiałam szukać takiego mieszkania, wiele ogłoszeń odpadło na starcie, bo zawierało magiczny tag: Mieszkanie nie przyjazne dla zwierząt. Wydaje mi się, że rozumiem ideę usuwania objawów przez leki. W ogóle to, co napisałeś, że leki i terapia idą w parze ma sens. Z tego, co czytam na forum, są ludzie, którzy korzystają z leków i są zadowoleni, są też i tacy, co nie biorą. Czasem, jak mam już naprawdę dość to się zastanawiam, czy leki by mi nie pomogły. Ale zawsze wtedy wraca myśl: one tylko osłabią lęk, chwilowo poprawią ci humor, a i tak wyjście z dołka zależy od ciebie i twojej pracy. I wtedy myśl o lekach odchodzi a ja staram się walczyć własnymi siłami.
×