Skocz do zawartości
Nerwica.com

Cognac

Użytkownik
  • Postów

    687
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Odpowiedzi opublikowane przez Cognac

  1. Zmęczona. Moje życie to jedno wielkie zmęczenie. Jakieś sprawy cały czas, wieczne zaległości w robocie i wszędzie. Wiecznie zapierdzielam a nic nie zrobione. Auto bez przeglądu technicznego od listopada i tak dalej. Jestem tym tak wykończona... 

  2. Dokładnie, to samo mi się rzuciło, po co iść do psychiatry skoro psychiatra jedyne co może to wypisać leki? On nie ma za bardzo innych metod, bo jakie? Psychiatra nie prowadzi terapii, on tylko daje leki. Na sen, na lęk, na depresję, na stabilizację nastroju i tak dalej. To tak jakby iść na basen i denerwować się, że tu się pływa w wodzie

  3. W dniu 21.07.2023 o 21:32, Sleepless napisał(a):

    Ja byłam dziś u lekarza. Wypisała skierowanie na oddział dzienny na 12 tygodni. Jak mam być na L4 przez 3 miesiące? Potem nie będę miała czego szukać w pracy. Z kolei terapia prywatną jest zbyt droga i to tylko 45 min tygodniowo. Lekarka mówi, że na samych lekach daleko nie zajadę. 

    Hej, oddział dzienny? A ile godzin dziennie prowadzona jest terapia? Może uda Ci się połączyć z pracą? Też się wybieram na taką terapie i będę łączyła z pracowaniem, ale u mnie będą 3h dziennie o ile dobrze pamiętam 

  4. Poniedziałek, więc jak zwykle mega stres, spięcie, panika, szum w głowie i cała reszta atrakcji. 

    Odliczam dni do końca wypowiedzenia umowy w robocie. Byle jakoś wytrzymać do końca, bo jedna osoba gdy się dowiedziała że odchodzę, zaczyna się na mnie wyżywać, a ja fatalnie na to reaguje. Na szczęście dziś lepiej się czuję bo serta się wczytała, więc odplacilam jej pięknym za nadobne i też w akcie obrony byłam toksyczna, ale nienawidzę takiego sposobu komunikacji i życia, gdzie jeden na drugiego najeżdża. Obrzydliwe środowisko pracy.

  5. 23 minuty temu, Hopeless75 napisał(a):

     

    Wiem, że najłatwiej jest kogoś wyśmiać i wykpić, pojechać ironią, ale na mnie to już nie robi wrażenia. Całe życie słucham, że jestem bezwartościowym przegrywem, więc już się przyzwyczaiłem. Żałuję tylko, że uwierzyłem przez chwilę, że cokolwiek jednak da się zmienić, że jest dla mnie jakakolwiek nadzieja. Nie każde życie ma jakiekolwiek znaczenie, ja się muszę wreszcie pogodzić z tym, że mam je tylko przetrwać zapewniając najbliższym byt. Gdybym stracił tę możliwość, to już całkiem nie byłoby po co wstawać. A tak przynajmniej żyję, bo muszę.

     

    Spokojnie, nikt nie wyśmiewa się z Ciebie, to są takie towarzyskie pstrykańce. My tu wszyscy jedziemy przecież na tym samym wozie 🙂 niejeden z ludzi na forum już taczkę tych leków zeżarł. Sporo tu ludzi z depresją, takimi myślami jak Twoje że nie ma sensu żyć, chyba większość z nas w którymś momencie życia czuła się właśnie tak. Na tym polegają te zaburzenia. Lękowe, depresyjne, zab. osobowości. I po to są leki. Niepokój się na nich wycisza, a percepcja rzeczywistości wygładza. A że jesteśmy lękowcami, to lubimy sobie czasem popanikować i popisać o ubokach ;)

  6.  no i można dzielić tabsy, przeważnie wchodzę po ćwiartce, jak przestaje czuć ubok który przy takim "drobieniu" jest ledwo wyczuwalny, to następnego dnia biorę o ćwiartkę więcej, stąd napisałam o 2 tygodniach, bo takie "drobienie" powoduje że tyle mniej więcej mi zajmuje czasu wejście na docelową dawkę. 

     

    Tak depresyjnie piszesz że myślę, że leki mogą jednak trochę podnieść nastrój i nastawienie do wielu spraw. Może warto spróbować choć na parę miesięcy, zawsze można wrócić do lekarza i zmienić preparat, dawkę. 

  7. Widziałam, że pisałeś w wątku o escitalopramie, brałam ten lek parę dobrych lat (ponad 4 o ile pamiętam), nie wydaje mi się, aby to był jakiś hardkorowy lek po którym są straszne skutki uboczne, masa ludzi to bierze, zwłaszcza w dzisiejszych czasach. Nawet nie wiesz jak wiele osób jest na ssri. Potem poruszany przypadkiem temat jest np w pracy i się okazuje że osoby że w życiu byś nie powiedział, są na lekach. 

     

    Jakieś tam zawroty głowy czy senność na początku to nic takiego żeby brać zwolnienie lekarskie i się nakręcać. Gorzej się czlowiek czuję na kacu. Albo jak się nie wyspi. Taki kac to tak oceniam jako sto razy gorzej niż uboki przy wchodzeniu na escitalopram/sertalinę. ;) Lekkie niewyspanie się, takie 5-6h snu - mniej więcej porównywalne. No i dość szybko mija, tydzień max dwa, do przeżycia. Mówię to jako osoba raczej wrażliwa, czyt. "panikujaca baba". Nie jest tak źle.

  8. W dniu 18.07.2023 o 16:36, hope93 napisał(a):

    We wszystko wątpię, mam doła, nie pracuję, skończyłem aplikację prawniczą, złożyłem egzamin zawodowy na adwokata z pozytywnym wynikiem, ale nie potrafię funkcjonować w społeczeństwie, nawet sam ze sobą.

    Moje życie dominują wątpliwości, strach, wycofanie, czuję, że "tracę swoje najlepsze lata", mimo, że mam już 30 na karku. Nie wiem, co mam dalej robić, w którym kierunku iść. Proszę o jakieś wsparcie i pomoc..

    No trochę brzmi jak zaburzenia osobowości - a może widzę je teraz wszędzie, bo mi też zdiagnozowano ciut osobowości unikającej (jak to mówią, jak masz młotek to wszystko wygląda jak gwóźdź). To samo usłyszałam kiedyś od lekarza, że leki mi nie pomogą bo to nie depresja a depresyjne zaburzenje osobowości. Miał rację, bo i ono mi potem na diagnozie wyszło.

    Nie wiem co z tym można zrobić. Swego czasu jak byłam na terapii, brałam SSRI, miałam wspierające środowisko w pracy, wszystko zaczęło sie układać, zyskałam sporo pewności siebie, nawet awansowałam na pozycję liderską. Więc chyba jakoś to pomagało 

     

    (Ale potem szlag wszystko trafił, wszystko xD Może to brzmi depresyjnie, ale z jednej strony jest światełko w tunelu, że jakoś można z tego wyjść, a z drugiej strony, ostatnio mam przeświadczenie, że aż tak wiele w życiu od nas nie zależy i czasem naszymi losami kieruje jakaś potężna wewnętrzna siła, która powoduje, że i tak nie dajemy z jakiegoś powodu rady (może tą siłą są właśnie zaburzenia osobowości). Nie wiem. Tak czy siak trzymaj się, jest nas, unikających, fobicznych, więcej)

     

    Na jaką terapię chodzisz? 

  9. 2 godziny temu, forget-me-not napisał(a):

    Ech, płacenie komuś, by wziął moją beznadziejną biografię, odpicował i wyszpachlował, by wyglądała jak Lamborgini. Miał bym poczucie oszustwa.

    To nie jest oszustwo, normalna procedura na rynku pracy obecnie. Ludzie np topią masę kasy w bootcampy, szkolą się po godzinach, a potem lipa bo brzydkie CV. Stąd popyt na takie usługi.

  10. Odkopuje stary temat, bo fajnie wyżej roznicujecie depresję od nerwicy. 

     

    Mnie zastanawia różnicowanie, co jest lękiem a co stresem 🙂

     

    Życiowy, rozbudowany przykład 🙂

    jeśli aż do niemożliwosci jego wykonania stresuję się zadaniem w pracy, bo pod spodem jest ukryty:

    1 lęk, że moja przełożona mnie opier... a ja nie mam umiejętności komunikacyjnych żeby jej odszczeknąć / jakkolwiek sensownie wyjść z sytuacji, bo boje się kobiet, 

    2. Lęk przed odkryciem, że jestem kijowa w pracy i mnie zwolnią i na nowo będzie szukanie (czyli problem i bezsensowny wysiłek)

     

    to jest to stres czy lęk 🙂

     

  11. 5 godzin temu, HerShadow napisał(a):

    Grupowa kiedy się ma kłopot z ludźmi podobno daje najlepsze efekty. Ja byłam na jednej... z której wyszłam z płaczem w trakcie trwania spotkania. Być może się mylę, ale nie do końca była ona dobrze moderowana. Nie wyczuwałam neutralności prowadzących tylko stronniczość. 

    Wyszłam rozjechana stamtąd okrutnie. Nigdy już później na grupową się nie zdecydowałam. 

    O kurczę, bardzo mi przykro 😕 Nie wiem, jak to powinno wyglądać, ale zakładam, że poza grupą powinny być też spotkania indywidualne z terapeutą prowadzącym choć raz na tydzień, liczyłabym że tam można taką sytuację poruszyć... 

    Co do indywidualnej to też mi się wydaje, że stwierdzenie przez terapeutę, że już wszystko z nami dobrze, chyba sugeruje, że już nic więcej nie widzą w czym mogliby nas wspomóc;) 

     

    5 godzin temu, HerShadow napisał(a):

    Sądzisz, że Twoje problemy mogłyby wynikać z przyczyn hormonalnych? Wiem, że i tak bywa np. Hashimoto.

    Ale jakoś mi to tu nie pasuje. Tak amatorskim gdybaniem ;) A jakie hormony Ci pomogły? Cos masz zdiagnozowane?

    Tak, po drążeniu przez wiele lat, wyszły problemy z fazą lutealną, dostałam na parę miesięcy dostinex i duphaston, czułam się trochę lepiej, zwłaszcza psychicznie, a cykl się unormował. Hormony wpływają na neuroprzekaźniki i vice versa, np. prolaktyna na dopaminę i odwrotnie, serotonina na wydzielanie prolaktyny itd. Sugestia o nie stresowaniu się byłaby słuszna, na pewno pomogłaby zmniejszyć za wysoką prolaktynę, ale łatwo się mówi :P Gdyby to było popularniejsze, pewnie dostałabym po prostu diagnozę PMDD. 

  12. 8 godzin temu, kabe1789 napisał(a):

    To okropne, nie wiem gdzie osoby chore mogą normalnie pracować skoro takie są akcje. 😩

    Nie przejmuj się, ludzie mają różną odporność na takie rzeczy, np. ja mam tragicznie słabą bo beznadziejna jestem w komunikacji, nie lubię ludzi, jestem chora jak mam do kogoś pisać czy mówić, więc nie znaczy to, że wszyscy będą mieli takie problemy. Nie ma co się sugerować 🙂

  13. 12 godzin temu, HerShadow napisał(a):

     

    Nie wierzą? 😮  Dlaczego?  Terapeuta też?  Jak więc to tłumaczą?

     

    Tutaj mamy inaczej. Ja jak już zjeżdżam w robo, to zjeżdżam. Zero entuzjazmu, że w ogóle ta praca ma sens. 

     

     

    Na terapię już nie chodzę, chodziłam 5 czy 6 lat ale babka stwierdziła, że już wszystko super i kończymy, nie będę nawet pisać ile miesięcy miałam o to żal, może nadal mam:) faktem, że mi ta terapia niewiele pomagała. Obecnie czekam na grupową na NFZ. 

    Lekarz cóż, endokrynolog eksperymentuje, przepisała leki na hormony, trochę się poprawiło, to mi wszystko odstawiła🤡 czekam na sierpień, bo od wtedy przepisała mi "awaryjną receptę, gdyby objawy wróciły" (no jasne że wróciły).

    A psychiatra przepisała sertalinę. Żeby to jeszcze cokolwiek dawało 🤡 

    Wiecznie tylko słyszę, że mam się nie stresować. Kur.... Mam nerwicę od dziecka, stresuję mnie wszystko, nawet dźwięk przewróconego krzesła u sąsiada piętro wyżej. Nie zamieszkam w jaskini, muszę pracować, z czegoś żyć. 

     

    Też miewałam czasy, że czułam, że praca nie ma sensu (w tej co złożyłam wypowiedzenie też tak mam, po prostu nawet o tym aspekcie zapomniałam), ale bywały takie prace, gdzie ten sens był taki cykliczny, raz go czułam, raz zupełnie nie. W korpo przeważnie jest tylko droga w dół, że na początku jestem zainteresowana tematem, a szybko widzę że to wszystko to jakiś teatrzyk i bzdurny "bullshit job" i wtedy nie umiem się już przekonać, że owa praca ma sens - więc przestaje ją wykonywać i jest dramat, bo jestem raczej sumienną osobą i tragicznie się czuje, gdy nie wypełniam obowiązków...

×