Witam wszystkich forumowiczów. Nie wiem czy to dobry dział i dobry temat, ale niech już będzie.
Od 3 semestrów jestem studentem (studiuję elektronikę). Poznałem tutaj wielu ludzi. I była ze mną w grupie taka Kasia. Na początku jakoś niespecjalnie uważałem ją za kogoś wyjątkowego. Do czasu... Na drugim semestrze zakochałem się w niej. Ona jest od jakichś 4-5 lat w związku, ja i znajomi z grupy wiemy o tym od samego początku. Gdy mnie o coś prosi, to nie potrafię jej odmówić, ale nie czuję się przez to wykorzystywany. Zdarza się, że gdy mam wychodzić na zajęcia, to ona do mnie zadzwoni, żeby iść razem, bo nie chce sama. Jest dobrą studentką, niewiele jej zabrakło do stypendium. Czuję się pod tym względem gorszy, bo często mi się zdarza coś oblać, a ona 80 pytań na egzamin potrafi zakuć w 2 dni i bez najmniejszego problemu mieć 5. Zdarzyło się nawet, że przez 10 minut gadaliśmy przez telefon, jak zrobić jakiś układ elektroniczny, bo miała z czymś problemy, a ja akurat ten przedmiot lubiłem i umiałem jej pomóc. O tym, że jestem w niej zakochany, wie poza mną tylko mój dobry kolega z tej grupy. Boję się, że jak to się wyda, to stracę z nią jakikolwiek kontakt. Znajomy mi mówił, że to widać po mnie jak z nią rozmawiam i jaką robię twarz podczas rozmawiania z nią. Jak jest pora zimowa i kończymy zajęcia tak, że już jej ciemno, to ją odprowadzam do samego domu i wiem, że lubi to. Nie chcę pchać się w brudnych butach w jej życie, bo wiem, że nic z tego nie będzie i nie chcę dla niej źle. Pewnie najlepsza rada jaką napiszecie to "przestań myśleć o niej i zajmij się czymś co Ci się podoba". Niestety, to nie jest takie proste. Im bardziej próbuję nie myśleć, to mocniej ją kocham. Raz byłem nieszczęśliwie zakochany, drugim razem dziewczyna mnie zostawiła po niecałym tygodniu, bo nie byłem taki jakiego sobie mnie wyobrażała, zanim się poznaliśmy. W każdym razie nie powiem jej tego na pewno, bo wtedy stracę ją na zawsze.