Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

vodzu11

Użytkownik
  • Zawartość

    11
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Zamierzam wybrać się do psychologa. Jak mniej więcej wygląda taka wizyta?
  2. Jestem jakimś beztalenciem. Nie potrafię niczego się nauczyć. Rodzice mówią mi niemal zawsze, że jestem tępy i nic w życiu nie osiągnę. Chciałem grać na gitarze, nie udało się. Próbowałem nauczyć się programowania, również bezskutecznie. Jak patrzę na znajomych, jakie rzeczy potrafią robić, czy to grać, programować, majsterkować, są w szczęśliwych związkach to bierze w środku taki ścisk zazdrości, że im zawsze wychodzi a mi nie. To predyspozycje genetyczne czy coś innego?
  3. W jej związek się nie wcinam, tym bardziej nie pytam o jej sprawy prywatne. Wiem jakie są granice.
  4. Odsunąć się będzie ciężko, jesteśmy razem w grupie i nie ma opcji, żebyśmy ze sobą jakkolwiek zerwali kontakt. Mówi mi czasem rzeczy, o których zwykle się opowiada tylko najlepszym przyjaciołom albo zachowuje dla siebie. Widocznie mi ufa.
  5. Witam wszystkich forumowiczów. Nie wiem czy to dobry dział i dobry temat, ale niech już będzie. Od 3 semestrów jestem studentem (studiuję elektronikę). Poznałem tutaj wielu ludzi. I była ze mną w grupie taka Kasia. Na początku jakoś niespecjalnie uważałem ją za kogoś wyjątkowego. Do czasu... Na drugim semestrze zakochałem się w niej. Ona jest od jakichś 4-5 lat w związku, ja i znajomi z grupy wiemy o tym od samego początku. Gdy mnie o coś prosi, to nie potrafię jej odmówić, ale nie czuję się przez to wykorzystywany. Zdarza się, że gdy mam wychodzić na zajęcia, to ona do mnie zadzwoni, żeby iść razem, bo nie chce sama. Jest dobrą studentką, niewiele jej zabrakło do stypendium. Czuję się pod tym względem gorszy, bo często mi się zdarza coś oblać, a ona 80 pytań na egzamin potrafi zakuć w 2 dni i bez najmniejszego problemu mieć 5. Zdarzyło się nawet, że przez 10 minut gadaliśmy przez telefon, jak zrobić jakiś układ elektroniczny, bo miała z czymś problemy, a ja akurat ten przedmiot lubiłem i umiałem jej pomóc. O tym, że jestem w niej zakochany, wie poza mną tylko mój dobry kolega z tej grupy. Boję się, że jak to się wyda, to stracę z nią jakikolwiek kontakt. Znajomy mi mówił, że to widać po mnie jak z nią rozmawiam i jaką robię twarz podczas rozmawiania z nią. Jak jest pora zimowa i kończymy zajęcia tak, że już jej ciemno, to ją odprowadzam do samego domu i wiem, że lubi to. Nie chcę pchać się w brudnych butach w jej życie, bo wiem, że nic z tego nie będzie i nie chcę dla niej źle. Pewnie najlepsza rada jaką napiszecie to "przestań myśleć o niej i zajmij się czymś co Ci się podoba". Niestety, to nie jest takie proste. Im bardziej próbuję nie myśleć, to mocniej ją kocham. Raz byłem nieszczęśliwie zakochany, drugim razem dziewczyna mnie zostawiła po niecałym tygodniu, bo nie byłem taki jakiego sobie mnie wyobrażała, zanim się poznaliśmy. W każdym razie nie powiem jej tego na pewno, bo wtedy stracę ją na zawsze.
  6. Nie żartowałem, naprawdę coś takiego mam.
  7. Myślę, że temat polskiej edukacji nie pokrywa się z przedstawionym przeze mnie problemem :)
  8. A cóż w tym dziwnego? Ja też umiałam biegle czytać w przedszkolu ale nie uważam żebym była przez to urodzonym geniuszem. Kiedyś tak po prostu było, że dzieci uczyły się czytać już w przedszkolu. Teraz jest inaczej, mam siostrę która kończy przedszkole i nie potrafi NIC. A na pytania panie z przedszkola odpowiadają, że nic z tym zrobić nie mogą i muszą robić to co jest w programie. A w programie nauki czytania w przedszkolu JUŻ nie ma. Chore. Biegłe czytanie to kiedyś było coś w młodym wieku, a teraz zerówka nie nauczy nawet literki.
  9. Witam, chciałbym poznać opinie i może dostać rady od mojej przypadłości. Mam bardzo dobrą pamięć do liczb. Już w wieku 5 lat nauczyłem się czytać, pisać i liczyć. W zerówce i wczesnej podstawówce jak inni składali wyrazy po literkach ja już potrafiłem biegle czytać. Numery rejestracyjne pojazdów również zapamiętywałem bardzo szybko (obecnie znam ich około 200). Teraz mam 21 lat, znam 30 miejsc po przecinku liczby PI, około 30 numerów telefonów, 6 numerów PESEL, numery dokumentów (dowód, prawo jazdy), numer konta bankowego. Wielu uważa mnie za głupka, może i mają rację, ale te liczby same mi wchodzą do głowy. Mój problem polega na tym, że uważam, że mam niską inteligencję. Co prawda miałem świadectwa z paskiem, matematyka do studiów nie sprawiała mi problemów. Teraz na studiach mam mega problemy, nie ogarniam obwodów, z matematyką też jest różnie, chciałem być programistą, ale to jest najwyraźniej ponad moje siły. Czy inteligencję da się "leczyć" czy trzeba się po prostu z nią urodzić? Jak uważacie?
  10. vodzu11

    Studia

    Nie brałem nic na stres i nie uważam, żeby to mi pomogło.
  11. vodzu11

    Studia

    Witam, jestem tu nowy. Mam takowy problem. Dostałem się w tym roku na studia, konkretnie elektronikę. Kierunek trudny i wymagający. O ile z matematyką w szkole średniej szło mi całkiem przyzwoicie, o tyle na studiach to jest porażka. Uczę się do późna, a na kolokwiach/egzaminach prawie nigdy nie daję rady, okazjonalnie wpadnie jakieś 3. Przed egzaminami zdarza mi się nie spać wcale ze stresu. Na pierwszym kolokwium zemdlałem z nerwów. Niedawno miałem egzamin, do którego uczyłem się całą noc, a mimo to oblałem. Zależy mi na skończeniu studiów, sytuacja materialna mojej rodziny nie jest za ciekawa, a boję się, że będę musiał wrócić do domu, jeżeli uwalę rok, bo nie będzie już na to pieniędzy. Raz zdarzyło mi się dobrze zrobić projekt, jednak pech chciał, że do 5 zabrakło mi ostatnio 1 procenta i miałem 4,5. Z reguły całe życie byłem samotnikiem, swoje kontakty ograniczałem do 4-5 znajomych. Jak pożyczam od rodziców samochód, to też wolę się zaszyć w jakiejś głuszy. Nie proszę nikogo o pomoc, gdyż, no powiem szczerze, wstydzę się. Zwykle to mnie o coś prosili, o wytłumaczenie czegoś, ale ja nie chcę być niczyim dłużnikiem. Na studiach też wolę się trzymać na uboczu i nie zwracać na siebie uwagi. Nie jestem typem osoby imprezowej lubiącej spotykać nowych ludzi i wyluzować się w weekend. Alkoholu oczywiście unikam, palić nie paliłem nigdy. Prawie cały czas spędzam w samotności, gram na gitarze, słucham muzyki, oglądam filmy lub po prostu się uczę. Po prostu martwi mnie to, że jak się nie uda, a wiele na to wskazuje, to wrócę do domu na gospodarstwo pomagać rodzicom. Rodzina we mnie wierzy, nauczyciele ze szkoły średniej także, nie chcę zostać pośmiewiskiem. Przede mną dwie poprawki z przedmiotów matematycznych, gdzie inni zdali bez problemu. Boję się, że to koniec. Od wielu lat całe moje życie to jeden wielki stres. W mojej rodzinie wiele osób ma coś takiego, więc uważam, że to jest dziedziczne. O swoich niepowodzeniach rzadko mówię rodzicom, bo i bez tego mają sporo zmartwień. Może to dziwnie zabrzmi, ale zawsze zakładam z góry najgorszy scenariusz. Przynajmniej się wtedy nie rozczarowuję. Co poradzilibyście na moją "przypadłość"? Sam już nie wiem co mam robić.
×