Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

komix

Użytkownik
  • Zawartość

    10
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. komix

    Czołem!

    siema, powodzenia i na pohybel wszystkim!
  2. komix

    Saluto!

    sory że tak nawijałem o tym odżywianiu, stanowi to ważny element mojego życia żeby nie powiedzieć obsesje, stąd ta monotematyczność. Na swoje usprawiedliwienie dodam że pobodno osoby o wąskich, ściśle sprecyzowanych zainteresowaniach są chorzy na zespół Aspengera. Jak to dobrze że ja mam jeszcze świra na punkie tatuażu, od razu mi lżej
  3. komix

    Saluto!

    jestem kulturystą amatorem, ćwicze od 17 roku zycia, teraz mam 30, wiem że nigdy nie pojade na zawody, ale czy nie warto mieć jakiś cel w życiu, zajęcie na samotne popołudnia. Jest to element rywalizacji i poświęcenia. Dążenie do doskonałości uważam za słuszne, może mam magisterke ale uważam się za mało intlektualnego gościa, chce się rozwijać w obszarach w których mogę.Gdy mam czas czytam i oglądam filmy. Nietsche miał taką filozofie nadczłowieka wypaczoną przez Hitlera, mimo wszystko uważam takie podejście za słuszne. W sprawie odżywiania polecam sprawdzić http://www.kfd.pl/leangains-intermittent-fasting-169479.html/
  4. komix

    Wszystko będzie dobrze.

    jeśli masz w miare przyzwoitą pracę i jesteś otwarta, to spokojnie możesz ułożyć sobie tam życie. Mimo tego że miałem skończone tam studia i nieskromnie powiem dobry angielski to mnie zawsze zaprzęgali do palety w magazynie. Nie podnosiło to mojej i tak niskiej samooceny. Może sprubuj znaleść sobie partnera,pewnie jesteś ładna to ktoś do ciebie zagada (ktoś z poza kręgu nieudaczników jak ja) dołożysz do tego jakiś cel, ja prubuje rozwój intelektualny plus jakiś sport.
  5. komix

    Saluto!

    mam co zrzucać, kulturyści mają po 10% tkanki tłuszczowej albo mniej, to jest normalne w tym sporcie. A jeśli chodzi o głodówki, to dziękuje Ci za troske, ale najnowsze badania pokazują że są one bardzo zdrowe, to nie jest tak że nic nie jesz. Metoda intermittet fasting jest oparta na badaniach i doświadczeniach, nie jem 20h ale potem jem jak "zły" tzn kilo mięsa plus jakieś węglowodany. W sobote mam dzień oszustwa i jem co chce i ile chce, za kare całą niedziele nie jem nic. Zejde do 80kg i spokój, tzn dieta będzie do grobowej deski ale nie będe już pewnie z wagi schodził, no chyba że będzie tłuszcz na brzuchu . Brzuch musi być płaski bo chce go sobie wytatułować. A z laską z pracy to też jest ciekawa sprawa, bo póki się w niej nie zabujałem to mogłem z nią rozmawiać nawet, teraz oczy w podłogę.
  6. komix

    Wszystko będzie dobrze.

    ja studiowałem w Angli i na początku też wszystko pięknie, imprezy, ekscytacja nowym środowiskiem. Po kilku latach wróciłem z dołem jakiego w życiu nie miałem. Chyba najlepszym wyjściem jest poszukać sobie nowych znajomych. Jeśli chodzi o odchudzanie, to ja też zrzucam kilogramy i nie widze w tym nic złego, póki ustalisz sobie jakiś zdrowy limit. Ja pozstanowiłem zejść do 10% tkanki tłuszczowej. Stosuje tymczasowy post bo jest to najprzyjemniejsza metoda.
  7. komix

    Saluto!

    dzięki dana, na wizytę jeszcze za wcześnie, nie jestem chyba gotowy. Nie wydaje mi się żebym mógł iść do lekarza z NFZ, patrząc ogólnie na stan polskiej służby zdrowia. Nie ma na razie kasy na prywatnego. Dopiero kończe tatułować całe plecy co mnie kosztowało 2 tyś. Narazie chce jescze zrzucić pare kilo, wymyśliłem sobie że od dziś będe pościł po 20h. Pisze z pracy i mam lekką paranoje że ktoś to może przeczytać nieporządany. Niedługo minie rok jak nie spojrzałem w oczy koleżance z pokoju, he pewnie myśli że niezły drań ze mnie, żeby nie użyć niecenzuralnych słów
  8. komix

    Saluto!

    Witam.... ...wszystkich towarzyszy niedoli. Nie wiem czy jest to najlepszy moment żeby się przedstawić, bo chwilowo nie mam doła (a mam go chyba 3/4 życia). No więc czym mógłbym się "popisać" ? Lista nie jest może szczególnie długa ale kumulacja tego wszystkiego robi małe spustoszenie w mojej głowie. Zacznę może od tego co mnie najbardziej dołuje. Ponieważ chodzę już 30 lat sam po tej ziemi i nigdy nie miałem dziewczyny czy nawet koleżanki, to zaczołem zastanawiać się gdzie tkwi problem. Poszperałem oraz przeanalizowałem swoje zachowanie wobec płci przeciwnej i trafiłem w sedno: kaligynefobia. Wiem dobrze że mam to na 100% bo ładnej dziewczynie nie jestem wstanie spojrzeć w oczy, a co dopiero zagadać. Z drugiej strony z kobietą która nie pociąga mnie fizycznie mogę rozmawiać bez problemu, tzn tak jak z mężczyznami. Ogólnie powoduje to u mnie depresję, wizja wiecznej samotności, podczas gdy większość znajomych ma już swoje rodziny. W tym temacie się już poddałem, nie dam rady tego przezwyciężyć. Większość dziewczyn myśli że jestem niezłym dupkiem, a ja nie jestem w stanie nawet cześć powiedzieć. Numer drugi na liście to nerwice natręctw, chyba wersja light, w porównaniu do innych użytkowników. Niemniej jednak jest to wkurzające i upierdliwe, pozwala mi myśleć że jestem dziwakiem. Objawie się to głównie sprawdzaniem do 3 razy i dotykanie przedmiotów: krany, kurki od gazu, okna, swiatła w aucie, szyby w aucie, hamulec ręczny, bieg, drzwi auta. Kolejne wariactwo nie wiem jak to nazwać, nie posiadamn fachowej wiedzy, z nazwy pasuje mi schizofrenie paranoidalna. Nie wiem jak to "działa" bo zazwczyczaj mam w d... opinie innych o mojej osobie, ale np . jeśli słysze śmiech za oknem albo rozmowy wydaje mi się że standarodowo obywa się szydera ze mnie. Czaszem tak jakbym miał omamy słuchowe, wydaje mi się że dosłownie słysze jak jakaś osoba mówi to ten taki a taki używając przy tym mojej ksywki. Listę zamknąc chyba mogę niską samooceną. Dawniej obwiniałem przez to ojca, który lubił spuścić wpier... wykrzykują różne epitety w moim kierku. Teraz myśle że może i tak uważałbym się za nieudacznika. Brak pewności nie pozwala mi na żadną kariere zawodową. Mam prace biurową, ale prawie się nie odzwywam i czekam kiedy zegar pokaże godzine wyjścia. Wydaje mi się że jestem brzydki, może nie paskudny ale za brzydki i mało wartościowy by zainteresować dziewczynę. Zgodnie z zasadą "życie niszczy cie róznymi sposobami, nie ma innej drogi odpłać mu tym samym" postanowiłem się cały wytatułować. Wprowadziłem jak to nazwywam coroczną świecką tracycją tzn raz na rok robie sobie duży tattoo. Mam już wydziabane obie łydki, ramiona do łokci, klatke i całe plecy. Niewiele miejsca już zostało. Staram się też trzymać diete i modyfikować swoje ciało, pół roku temu ważyłem 120kg teraz 85kg i dalej się odchudzam. Dawniej jadłem 7 razy dziennie teraz poscze przez 18 godzin. Nie sądze żebym mógł kiedykolwiek jeść normalnie, tzn nie ważyć jedzenia nie przeliczać białka, węglowodanów. Nie traktuje tego broń boże jako żadne zaburzenie jedzenia, łącze to z ćwiczeniami i tworzy to zwego radzaju pasje która daje mi powód do wstawania z łóżka. W czym miałbym się spełniać jeśli nigdy nie założe rodziny ani nie będe miał ciekawej pracy. Poza tym ćwiczenia powodują naturalne tworzenie endofrin w mózgu wieć poprawiają humor. Chyba zastępują mi seks. Czare goryczy dopełnia fakt, że odcinam się od ludzi, starym nie potrafie spojrzeć w oczy i oczym tu gadać. Nie mam znajomych nie żyje w wirtualnym świecie typu facebook, bo wstydze się wrzucać swój paskudny pysk. Czy powinieniem się leczyć? Już się chyba pogodziłem i przyzwyczaiłem "normalne" życie to dla mnie abstracja. Czuje jakbym tego szczęscia nie udźwignął. Mam nadzieje że ktoś to przeczyta. Peace!
×