Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Albertk1990

Użytkownik
  • Zawartość

    27
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. SmutnyLysy - tak, masz rację. Bardzo mnie to boli i nie daję już rady, lecz jestem tak wypalony, że pójście do specjalisty jest ponad moje siły. Brak odwagi jest o wiele silniejszy. Nie potrafię się tak po prostu przełamywać. Ja jestem inny. Mi jest trudniej cokolwiek zdziałać niż przeciętnemu człowiekowi. Wiem doskonale, że obciążenie będzie mnie ciągnęło ciągle do tyłu. Nawet jeśli się jakoś wyniosę stąd to i tak klątwa toksycznej rodziny będzie nade mną ciążyła. Nie będę nadal dawał sobie rady, krzywdził innych tak jak rodzina krzywdzi mnie. Reiben - Dobre heh
  2. Kalebx3 - nie ma niczego takiego w moim życiu. Nic mnie nie motywuje do odwagi. W niczym nie jestem dobry, wręcz przeciwnie. Jestem gorszy we wszystkim od przeciętnego człowieka. No może w niszczeniu jedynie jestem odrobinę dobry. Nic już nie sprawia mi przyjemności. Z lękami mam podobnie, lecz nie potrafię go opanowywać. Urzędy, telefony do działu od internetu, lekarz. Sam nie potrafię tego zrobić a przykładowo wypełnianie formularza do rejestracji dla bezrobotnych to koszmar. Nawet tam nie wiem co wpisać, ciągle musi mi ktoś podpowiadać, wskazywać, pomagać. Na rozmowach o pracę nawet nie byłem w swoim życiu. Zazwyczaj wysyłałem maile z CV, na które nikt oczywiście nie odpowiada, albo bardzo długo muszę się zmuszać aby się przemóc i zadzwonić na podany numer w ogłoszeniu o pracę, lecz ciągle jestem spławiany. Wszystko się w życiu wali i to wszystko mnie demotywuje coraz bardziej, zwiększając we mnie coraz większy paraliż. Z zakupami u mnie jest nawet w porządku, tylko jakoś do jednego ze sklepów mam obawy pójścia. Te tłumy ludzi, które doprowadzają do duszności. Np w kościele było tak samo (nie chodzę do kościoła, nawet nie wiem w co wierzę, jestem zupełnie pogubiony w tym wszystkim), byłem u brata na bierzmowaniu, 10 minut nie minęło a ja ledwo już wracałem do domu, dusiłem się, kasłałem, byłem zielony na twarzy. 2 lata temu, 28 listopada miałem podobnie. Poszedłem wieczorem się przejść 200 m od domu, tak na spacer, świeże powietrze. Wracając zrobiłem tylko parę kroków, od razu telefon aby ktoś z domu po mnie przyszedł, zaprowadził mnie ojciec, krzesło, kuchnia, melisa - nie pomogło. Silne drgawki, podobne do padaczki, duszności, kaszel, trzęsienie się ciała, dreszcze, czułem jednocześnie i chłód i gorąco, silne łaskotanie w brzuchu które doprowadzało mnie do śmiechu i łez. Wezwali pogotowie, nie chcieli przyjechać, trzeba było iść do ośrodka. Wpakowali do karetki, na leżak, zastrzyk morfiny, ciągle sprawdzali czy nie jest gorzej. Czułem wtedy że umierałem, już prawie nie widziałem, jedynie światło. Morfina zaczęła działać, odzyskałem wzrok, siły (byłem też osłabiony strasznie), przechodziło mi wszystko powoli. Pielęgniarka powiedziała, że mogę mieć nerwicę. Po drodze pamiętam jak mówili o jeszcze jednym postoju, druga karetka wzięła dziewczynę w moim wieku z tymi samymi objawami i jakiegoś chłopaka też z tym samym. Dojechaliśmy do szpitala, noc pod kroplówką. To było koszmar. Więcej czegoś takiego nie przeżyłem ale zdarzały się chwile, w którym się to zaczynało. Z powodu strachu oraz słabej komunikacji interpersonalnej nie podszedłem do matury, nie zdałbym ustnego z j. polskiego. Nie potrafię interpretować, opowiadać ustnie. Niczego nie potrafię, byłem słaby we wszystkim w szkole oprócz angielskiego. Z matematyki miałem w czwartym roku 14 jedynek i jedną dwójkę w obu semestrach łącznie. Miałem poprawkę, nie uczyłem się bo nie mogłem się zupełnie na niczym skoncentrować. Zdałem cudem, ktoś się za mną wstawił. Z Angielskiego na przykład nawet nie musiałem się uczyć. Niestety on poszedł w tył. Wszystko mi ucieka z głowy, mam już problem nawet z tłumaczeniem. Nie chcę żyć z tymi problemami, ciągle dręczy mnie przeszłość, wszystko zostaje a nawet mój stan się ciągle pogarsza. Nie mam sił żyć. Praktycznie już całymi dniami śpię. Ja też unikam alkoholu, trawki, dragów (nie są mi do niczego potrzebne), po tym mój stan psychiczny się wogóle nie zmienia więc po co? Żeby się upić na umór jak wszyscy w moim miasteczku? Pijany też nie lubię być, nie lubię tego bólu głowy na drugi dzień, więc nie zażywam alkoholu. Jedynie co to nałogowo papierosy. Kiedyś mi sprawiały trochę przyjemności (nie paliłem nigdy dla szpanu), wszyscy się po wielu latach zaczynali dowiadywać a matce do tej pory boję się przyznać), lecz teraz nie mogę rzucić ich a może nawet nie chce? Nadal czasem mi smakują. Moja psychika jest zbyt słaba do czegokolwiek. Ja świadomość w ogóle o tym, że coś ze mną jest nie tak uzyskałem dopiero gdy miałem 16 lat. Dziwne ale świadomość, że żyję, że jest wokół mnie istnienie zyskałem dopiero w wieku 5 lat. W tym wieku nie pamiętałem co się działo wcześniej. Słyszałem tylko, że ciągle płakałem co pozostało. Dziwne też ale byłem na badaniach kiedyś, chyba hormonalnych. Z tego co zrozumiałem to tak jakbym miał 3 lata mniej niż mam teraz. Wszystko się rozwija o 3 lata dłużej czy coś takiego. tahela - To jest ponad moje siły, nawet zmusić mi się jest zbyt trudno a na przykład jak chodziłem do dentysty na leczenie zębów. Musiał ktoś ze mną pójść a zdarzyło się, że jednego dnia ta osoba nie mogła, więc jakoś poszedłem sam. Ale to nie wszystko, problem nadal pozostał. Znów nie mam ani odrobiny odwagi aby tam pójść.
  3. Ja mam podobnie. Odważę się na coś a po jakimś czasie znów mnie paraliżuje strach ale silniejszy. Teraz to już wogóle nie mogę tego pokonać i u mnie nie zawsze działa pokonanie tak po prostu, na kiwnięcie palcem. Ja zazwyczaj potrzebuję na coś czasu. Tak jak na przykład nauka, zapamiętywanie. Mi potrzeba o wiele więcej czasu na to aby coś w miarę łatwego zapamiętać. Na przykład nie od razu zapamiętam nowego miejsca gdy z kimś jestem. Muszę wiele razy je zwiedzić. Nie mam na przykład wrodzonych cech dorosłego człowieka/faceta tak jak uważają inni, że to już się ma. Nie, ja samodzielności muszę się nauczyć aby móc sobie poradzić z nią w życiu. Ja na przykład nie mam zaburzenia komunikacji interpersonalnej. W cztery oczy, przez telefon nie dogadam się z nikim. Wtedy jestem cichy strasznie tzn nie wiem co mówić. Słyszę ciągle "Co chcesz", ale co? Brak mi często słów, nie wiem dlaczego tak jest, chyba poprzez te otępienie. Nie umiem wymyślac tematów, rozwijać ich, wysławiać się. Nie mam też tego co każdy facet: Brak asertywności, pewności siebie, nie umiem podrywać kobiet czy utrzymać związku. Ciągle popełniam różne błędy w tym przypadku a że jestem czuły i wrażliwy to nie mogę inaczej. Na przykład czytałem, że trzeba sprawiać aby kobieta zatęskniła a wychodzi tak, że zawsze to ja tęsknię wbrew swojej woli i siły. Ja tęsknię - ona coraz częściej olewa. Nie potrafię też się dobrze ubierać, nie mam stylu, nie umiem dobierać ubrań, ubieram co mi się podoba i żeby było mi ciepło a i tak podobno ubieram się jak klaun, plebs. Nie mogę się też przemóc do higieny osobistej, nie zawsze mam na to siłę, choć zmuszam się do tego. Łatwo powiedzieć "Nie możesz ulegać" ale trudniej i dłużej u mnie to trwa i zazwyczaj nie udaje mi się pokonać a nie ma kto mnie wesprzeć.
  4. Saraid. Nie wiem czemu się boję. Nie boję psychiatry czy psychologa, już kiedyś tam byłem przez chwilę. Boję się samego stawienia tam. Tak samo jest z lekarzem, szkołą (chciałbym też jeszcze się uczyć), urzędem pracy. Również teraz do biedronki mam obawy chodzić sam nie wiem czemu, więc nie chodzę. Nie wiem czego się boję.
  5. Witam ponownie. Zauważyłem dłuższy czas temu, że jestem jakiś otępiały. Mam trudności z koncentracją, pamięcią, do tego mam mało siły w palcach aby na przykład pisać. Dziś czuję bardzo silne otępienie, którego nie mogę znieść. Nie miałem w życiu żadnego nagłego zdarzenia, przez które mógłbym się tego nabawić. To po prostu przez problemy na tle nerwowym, ciągłe problemy z toksyczną rodziną, przez którą nie radzę sobie w życiu. Przez nich mam mnóstwo lęków, nie potrafię się usamodzielnić, znaleźć pracy czy utrzymać dobrych relacji z ludźmi. Chciałbym wyjechać, zamieszkać sam, choć mnie nie stać na to. To byłby dobry początek, ale z drugiej strony, czuję, że ze wszystkimi moimi problemami muszę pracować jednocześnie. Czuję, że temu nie podołam. Co mógłbym zrobić? Niedawno doszedłem do wniosku, że za bardzo się boję aby zapisać się do psychiatry. To wszystko się obraca w błędnym kole. Jedno nie daje mi osiągnąć drugiego i na odwrót. Mam prawie 24 lata i jestem mężczyzną. Pozdrawiam
  6. Przepraszam za moją długą nieobecność. Nie bójcie się (jeśli się ktoś w ogóle bał), nic sobie nie zrobiłem. Mam kłopoty z internetem i być może będę miał je przez jakiś czas. Czuję momentami, że macie mnie już dosyć .. pula1985 - Nie mówiłem, że na pewno jestem upośledzony umysłowo. Ja tylko przypuszczałem, że faktycznie może tak być. Sam nie wiem ..
  7. "Podszkolenie się w jakiejś dziedzinie we własnym zakresie przez internet i pomoc odpłatna osobom które się na tym nie znają?" - Nie mam pomysłu w czym mógłbym się podszkolić. Ja nie myślę. "Naprawdę sądzisz, że NFZ odpisze na maila??" - Ja w sumie również wątpię, że odpiszą. Mi nikt nie odpisywał "ps. żeby dawać komuś z czegoś korepetycje, po pierwsze trzeba być z czegoś naprawdę dobrym, po drugie mieć pewien zmysł, dar przekazywania wiedzy, bo co z tego, że umiem- skoro nie potrafię wytłumaczyć" - Trafne stwierdzenie. Z tym trafiłaś w dziesiątkę! "Albertk1990, czakr nie powinno się ruszać, jak się na tym nie zna, zresztą, nawet jak się zna to się nie powinno nic robić, odblokować umiejętności możesz w inny sposób, na prawdę polecam psychologa i terapię" - Jak się trochę dorobię to spróbuję terapii. Jak na razie nie mam nawet na bilety a na rower zbyt późno. Na pewno też są jakieś inne sposoby aby zacząć choć trochę się uśmiechać. Aby się powoli oczyszczać. "veganka, nie myl pojęć, zwrot kosztów za komisję lekarską w ZUS a wizyty u psychiatry to dwie zupełnie odrębne kwestie. NFZ nie ma absolutnie nic wspólnego z tym co opisujesz" - Z tego co pamiętam to komisja lekarska dotyczy wojska. Badają kto się nadaje. Ale tu mi nikt nie zwrócił za bilety, nie przejmowałem się tym. "veganka, nie, ale z tego co wiem, są jakieś bilety tańsze - socjalne dla bezrobotnych. To też trzeba by się dowiedzieć w UP" - Pewnie tak, ale raczej pod warunkiem, że ma się dokument potwierdzający to. Nie mam zielonego pojęcia. Ja na przykład pierwszo o tym słyszę -- 24 paź 2013, 03:05 -- Pewien wróg powiedział mi kiedyś, że .. stracę wszystko. Straciłem .. rodzinę .. przyjaciół .. miłość oraz szanse na nią .. wszelkie nadzieje na lepsze życie .. szczęście .. wszystko, co kiedyś kochałem. W głowie krąży mi tylko jedna myśl .. odejść w zapomnienie, z tego świata. Spełnić to, czego naprawdę wszyscy oczekują
  8. Udzielanie korepetycji? Ciekawe z czego skoro sam mało wiem. Ja znam się tylko na komputerach niestety i nie mam pomysłów co innego mógłbym robić i w sumie wolałbym sam naprawić no ale dużo konkurencji - mało klientów.Do tego nie potrafię biznes planować. W ogóle nie potrafię planować. Dlatego też nie myślę o własnej firmie bo wiem, że bez odpowiednich środków splajtuje. A jeszcze gorzej byłoby gdybym wziął pożyczkę na nią. Sam nie wiem. Z przedmiotów szkolnych zawsze byłem lewy z powodu problemów ze skupieniem się oraz zbyt małej możliwości (Dom). Co jedynie z angielskiego ale tylko na poziomie podstawowym ale nie potrafię czegokolwiek wytłumaczyć tak aby zrozumiał o do czego zmierzam. Jeśli chodzi o dom to jest tak: Matka ciągle czegoś się czepia. Ja na przykład jestem w swoim pokoju. Zero prywatności, zero swobody. Ojciec ciągle się kręci albo ciągle przesiaduje w pokoju, odpala DVD i ogląda filmy, 20 razy na dzień potrafi spytać czy wyszły filmy ze Segalem lub Duddikoff'em. Ciągle się pyta czy ściągnąłem mu jakiś film. Mam bardzo mały pokój. Dwie osoby ledwo się mieszczą a gdy rodzeństwo wróci ze szkoły - jest jeszcze gorzej. Ja nie mam tu w ogóle miejsca. Zazwyczaj pierwsza wchodzi na komputer siostra (komputer jest w moim pokoju). Włączy te swoje głupie strony, rozwali jakąś pedalską muzykę na cały głos i tak siedzi. Obok na tapczanie siedzi ojciec, który ogląda ciągle filmy na DVD. Ja się w ogóle nie mieszczę a o jakimkolwiek zajęciu to nie ma mowy. Ćwiczenia fizyczne przerwałem z tego powodu. Oni potrafią przesiedzieć tu całymi dniami. Często mi się zdarza że nie sypiam tyle ile powinienem tylko o kilka godzin mniej. W pokoju muzyka ciągle głośno, z drugiej strony TV, duchota w pokoju jak nie wiem. Już 3 ranek mnie głowa bolała. Zwariować tu można. Jeszcze tatuś naprzynosi z kuchni różne śmieci, słoiczki, szklaneczki, naświni i w ogóle. Gdy zwracam uwagę to siostra ma to gdzieś mówiąc żebym zamknął ryj. Brat np zazwyczaj by powiedział że to nie mój pokój tylko matki i że ja tu nie mam nic do gadania a ojciec by się wkurzył, strzelił focha że nie może obejrzeć filmu i wyszedł. A wracając do spania. Spać też wygodnie nie mogę bo ojciec się rozwali w pół łózka i drzemie podczas filmu. Ja muszę leżeć ciągle skulony. Takie mam w tym głupim domu warunki. Na komputerze też nie często jestem. Trochę rano a tak to musiałbym o tej porze wchodzić. Powiedzenia na ten temat to również nic nie mam. Przywłaszczyli sobie dawno z ciężko uzbieranych przeze mnie pieniędzy mój komputer. Niech to..! Zachowują się tak, jakby całe życie nie było moje tylko ich własnością -- 23 paź 2013, 01:46 -- Najgorsze jest to, że każda próba zrobienia czegoś po swojemu, każda próba obrania własnej drogi kończy się kłótnią z matką oraz groźbą eksmisji z jej strony. Wszyscy otrzymujemy takie groźby oprócz .. braciszka. On wszystko mógł i może. Włóczyć się do północy, niedługo będzie miał maturę. Już sobie zaplanował studia, niedługo się zapisuje na egzamin na prawo jazdy, planuje wyjazd do Anglii. Bardzo lubi sport i motoryzacje. Rodzice kupili mu dwa motory, opłacą pewnie mu prawko. Jak zwykle go sponsorują. A mi zawsze wszystko zabraniali, jeszcze braciszka nauczyli żeby mi pyskował. Nic mi nigdy nie można zrobić bo ciągle kłótnie. Po co to, po co tamto. Póki tu mieszkasz nie będziesz tego robił tylko się mnie słuchał. Czuję się tu jak w klatce, jakby mnie traktowali jak niewolnika. Ja już się dawno zbuntowałem bo z mnie ciągle tylko krytykują. Matka mi ciągle mówię, żebym się wzorował na braciszku. On zawsze ma to czego chce. Tak, zawsze sobie znajdzie sponsorkę, zawsze się wda z kimś w bójkę przez co przychodzi poobijany, zawsze jest przemądrzały, pyskaty oraz uważa się za Boga. Uważa również, że zawsze powinno się wszystko wiedzieć i z jego gadki wynika że "Od urodzenia". Według niego niczego się nie robi stopniowo tylko od razu. Na przykład jak z zgodził się raz ze mną pobiegać. Zazwyczaj biega się truchcikiem, prawda? a ten mi próbował wmówić, że powinno się zaczynać bieganie stosując sprint i jak najszybciej. No dobra. Gdy wystartowaliśmy - ja odpadłem po 10 metrach, już nie miałem kompletnie sił ani oddechu a on przebiegł sobie cały park. Ciągle mi gada jesteś gorszy ode mnie, jesteś frajerem, jesteś ciotą, nieudacznikiem albo "Bo ty głupi jesteś". Ciągle próbuję znaleźć w tym wszystkim jakąś lukę, żeby iść właściwą drogą. Drogą dobra, ale nie mogę jej znaleźć. Nie mogę przebrnąć przez te wszystkie ich kłody, pułapki. To nie sprawiedliwe -- 23 paź 2013, 02:06 -- A jeśli chodzi o te czakry Veganka miałem na myśli to, żeby pozbyć się jakoś tych uciążliwych negatywnych myśli. Odblokować z powrotem moje umiejętności koncentracji, opanować myśli oraz wahające się emocje oraz kreatywność. Pamiętam, że zanim poszedłem do gimnazjum, posiadałem te umiejętności, byłem wesoły, potrafiłem się uśmiechać, miałem dużo pomysłów, wiedziałem czego chcę, nawet święta mnie cieszyły. Ale zanieczyściłem się problemami, które z czasem zacząłem nabywać. Wierzę, że oczyszczenie ducha wiele by pomogło. Patrzeć z innej strony na świat, mieć pomysły na życie .. bardzo mi tego brakuje. Czuję, że to byłby jakiś początek mojej drogi a jak na razie stoję w miejscu, wplątałem się w błędne koło z którego nie mogę wyjść. -- 23 paź 2013, 03:10 -- Przez mnóstwo moich problemów, razem z otępieniem odczuwam również coś w stylu rozsadzania mi głowy od środka. Przed chwilą wyszedłem z łóżka aby o tym wspomnieć. Tej nocy to się strasznie nasiliło. Czuję, że moja dusza nie może wytrzymać z moim ciałem a głownie z głową. Miał ktoś takiego, że po przykładowo 15 minutach bezruchu musiał się ruszyć bo by zwariował? ja tam mam na codzień. Totalnie wyrywa mnie z mojego ciała i rozsadza mi głowę. Chcę to wyrzucić z siebie bo staje się to nie do zniesienia. Czuję się jakby wszystko się kotliło w mojej nieszczęsnej głowie, mieszało.
  9. Linka że co kur**? Na cichej w lubartowie już są darmowe? w tamtym roku twierdzili inaczej. Co za podłość. W Radzyniu jak szukałem, znalazłem tylko na ulicy międzyrzeckiej przy parku pałacowym ale płatny. Nie no muszę to jeszcze raz zbadać! Co do pracy/zarobku. U mnie przy biedronce znalazłem ogłoszenie, zbiór pieczarek. Zadzwoniłem - brak miejsc, nieaktualne. Jak zwykle przy zbiorach. Radzyń i lubartów mają dokładnie 23 km od kocka. Mapy google mylą. ala1983 Tak, lęki są zbyt silne. Ja nawet ludzi się już boję nie mówiąc już o próbowaniu swobodnego życia wbrew trującej matce. zima wiem, że wolontariaty itp nie dadzą dobrego wynagrodzenia, lub mogą wcale wydać. Ja czasem jestem takiego zdania, że w moim przypadku lepszy grosz niż nic. Owszem, lubię pomagać, ale jak na razie i tak nie miałbym na bilety do lubartowa czy lublina. Szkoda, że to nie są wakacje bo bym rowerem do ośrodka jeździł, teraz jest trochę chłodno. Spróbuję coś zrobić, żeby na bilety mieć, choć będzie trudno. Trochę masz rację jeśli chodzi o pomaganie starszym ludziom. Ogólnie ludziom. Oni nie mają krzty szacunku oraz zwykłego dzięki nie powiedzą. Pamiętam jak poszedłem do jednego gówniarza naprawić komputer bo mnie prosił. Gdy już byłem w trakcie on zaczął dla zabawy się wydzierać .. prosto do mojego ucha. Co zrobiłem? Zabrałem co moje i radź sobie sam szczylu i wyszedłem. On za mną ze wściekłymi oczyma, z pięściami do mnie. Dostał na środku ulicy w pysk i się zamknął. Teraz mnie unika a gdy trafimy na siebie przypadkiem wita się z szacunkiem. Spokojnie bez wygłupów. veganka z tymi mail'ami to zły pomysł. Ostatnio wogóle skądkolwiek nie dostałem żadnych odpowiedzi. Nie mówiłem, ale rok temu zastanawiałem się czy nie pójść do szkoły dla dorosłych. Spróbować wykazać się lepszymi ocenami, poczuć znów smak szkolnych lat. Oczywiście szukałem darmowych szkół w Lubartowie a także Radzyniu. Z tego co mi była koleżanka mówiła to w radzyniu czesne 100 zł (sama się zapisała). Ja nie miałem pieniędzy - zrezygnowałem. Szukałem szkoły dla dorosłych darmowej w lubartowie. Dochodziły mnie słuchy, że tam jest taka. Szukałem długo w internecie aż natrafiłem na Rcez. Z powodu braków środków w kieszeni postanowiłem napisać maila. Odpowiedzi żadnej nie dostałem. Napisałem 2 kolejne bez skutku. Skończyła się zima i odpuściłem, zapomniałem. Ale mniejsza z tym. Mówiłem Ci chyba coś na temat głównie NFZ, prawda? Zima Dziękuję za zainteresowanie ale Lublin jeszcze jest mi odległy. Dopóki nie uporam się z lękiem przed podróżami oraz portfelem to odpada. "całe lato było do pracy sezonowej, nic tam u was nie uprawiają?" - Nawet mi nie mów o pracy sezonowej. Mam dość tego, że zbyt późno dostrzegam ogłoszenia na słupie czy drzewie. Ciągle już oferty są nieaktualne. Wiem tylko że ze zbiorów w okolicach są tylko maliny. Nie mam znajomości nie mam dojść, więc nie mogę stwierdzić czy zbierają również jakieś inne owoce. Lubie się powłóczyć rowerem po wsiach, po różnych polnych drogach ale nie dostrzegłem niczego oprócz malin. Próbowałem ale się nie dostałem. Praca fizyczna w przyległych miastach dla zdrowego chłopaka jest ale jak już mówiłem widocznie nie dla mnie skoro mnie spławiają. Nie mam pojęcia co to jest centrum logistyczne. Przeczytałem właśnie na wiki ale niezbyt rozumiem o co chodzi i czy jest takie coś gdziekolwiek. Jeśli chodzi o logistykę to z tym mam najgorzej w sobie ale pewnie myślałaś o czymś w rodzaju pomocnika. Nie wiem, pierwszo słyszę o takim centrum. Co do fabryk to też nie mam pojęcia czy są, raczej nie ale kto wie. Choć nie wiem jak szukać. "Praca w fabryce"? hm. CV ja mam ale musiałbym pewnie udoskonalić je. "poproś ojca/kuzyna/kolegę z autem żeby cię obwiózł po takich miejscach i zostaw swoje papiery w kadrach...." - Nikt w tym domu nie posiada samochodu. Rodzice byli za biedni kiedyś, teraz ledwo co koniec miesiąca starcza na jedzenie, ale jest chociaż lepiej niż kiedyś. Ale i tak ojciec, rodzeństwo czy matka ze mną nie pójdą bo gardzą mną. Nie raz prosiłem o jakąkolwiek pomoc - nie słuchali to niech spadają. Też im już nie pomagam. Dalsza rodzina jak mówiłem z niewiadomych powodów się do nas nie odzywa. Nie mam u mnie lub pobliżu rodziny. Są porozrzucane po całej polsce. Najbliżej chyba w warszawie - kuzynka, która ma wszystkich gdzieś tak więc jak mówiłem, na dalszą rodzinę też nie mam co liczyć. Kolegów a przeważnie koleżanek też jak mówiłem nie mam. Może i do kogoś mógłbym się odezwać ale to nie ma najmniejszego sensu bo zawsze nagle nikogo nie było gdy potrzebowałem pomocy albo spędzić czas. Ja musiałem tylko latać na każde zawołanie ale czułem że ciągle wpadam w złe towarzystwo. Że się naokoło wyśmiewają. Wszyscy tutaj są fałszywi a prawda zawsze wychodzi na końcu. Tak więc nikt mnie nigdzie nie obwiezie bo tak naprawdę nikogo "Bliskiego" nie mam. Dziękuję Vegance za wsparcie oraz Lince za to, że pomimo moich trudności ze znalezieniem poradni pomogła mi. Ja szukając wpisywałem w google "Darmowy psycholog ... - (Radzyń/Lubartów itp)". Ciągle błądziłem w podstronach ale mniejsza. Dzięki jeszcze raz
  10. Veganka, zająć się konkretami? Co masz na myśli? Wiesz, że nie mam możliwości pójść do psychiatry czy psychologa a ty dalej to kołkujesz. Linka, Nie mam pracy? Szukam gdzie się da i nic z tego. Ile razy mam powtarzać? Z jakiego jestem miasta? Miasto nazywa się Kock. W województwie Lubelskim jakby ktoś nie przeczytał uważnie. Wolontariat? U mnie? to chyba jakieś kpiny, żeby cokolwiek z tym związane na tym zadupiu były. To nawet gorsze niż wieś. Nawet ludzie ze wsi unikają tego miasta jeżdżąc gdzie indziej. Tutaj nie ma kogo poznawać skoro większość spędza aktywnie czas w parku na ławce chlejąc czy jarając trawkę. Tutaj rozrywek innych nie ma. Nawet stadion zamknęli, tylko na mecze otwierają, więc o czym tu mowa? Coś robię! Szukam ciągle pracy, samokrztałcę się (pod względem charakteru) ale wy niczego nie czytacie. Co tu więcej robić skoro mam brak możliwości, kasy oraz pomysłów, oprócz tego? a zresztą - nie ważne. Nie chcę odpowiedzi. to pytanie retoryczne było.
  11. Kurwa agusiaww mam Cię dość. Ile razy mam mówić, że coś ze mną jest nie tak? Skoro żle się czuję, nie mam chęci do życia, skoro matka mnie gnębiła przez całe dzieciństwo to znaczy że mam zszarganą psychikę. Uważasz że jestem szczęśliwy? Że mam ułożone życie? Ciągle wg Ciebie kłamię. Ale to Ty pierdolisz głupoty! Jak mam znaleźć pracę, skoro w punkcie a, b c i nawet głupie z mnie nie chcą? Próbuję do chuja i mi nie wmawiaj że nie! Przykładam się żeby w ogóle chcieli mi dać szansę ale nic z tego. Ile mam razy Ci mówić jak jest? I ile razy mam kurwa mówić, że choruję na agorafobie? Jeśli przeraźliwy lęk przed dalekimi, samotnymi podróżami tak się nie nazywa to jak to nazwiesz? Nie pojadę z kimś bo nie mam z kim i weź przestań tu się wypowiadać bo sobie tego nie życzę. A zresztą .. blokuję Cie!!
  12. merc84 - u ojca? Ojciec mieszka tu, z nami. Z matką, siostrą bratem oraz ze mną. Nie wiem skąd Ci to przyszło do głowy, że mieszka gdzie indziej .. -- 22 paź 2013, 11:57 -- Spróbowałbym porozmawiać z dalszą rodziną o zamieszkaniu ale nie raz próbowałem się skontaktować. Nikt nie odpowiada. Wszyscy się od nas odwrócili, sam nie wiem z jakiego powodu. Nie posiadam żadnych numerów telefonów do rodziny, nie mogę znaleźć. A odwiedzić nie odwiedzę nikogo, ponieważ wszyscy się porozpraszali, nie mam pojęcia gdzie mieszkają a poza tym boję się dalekich podróży. Przypomniało mi się, że kuzynka jakiś czas temu do warszawy się przeprowadziła ale z nią też nie mam kontaktu. Kiedyś próbowałem z nią nawiązać ale jakby to powiedzieć .. olewała mnie. Specjalnie prosiła bym kupił numer w orange żeby mogła do mnie dzwonić. Kupiłem więc i odezwałem się do niej. Nie odzywała się, a potem zmieniła numer. Nie mam do kogo i jak się zwrócić. Moja chrzestna ma mnie gdzieś, nie widziałem ją wiele lat. Chrzestnego nie znam. To wszystko zaczęło się burzyć jeśli dobrze sięgam pamięcią, gdy skończyłem gimnazjum. A może wcześniej? Jestem natomiast pewny że wszystko w moim życiu się zaczęło sypać właśnie pod koniec gimnazjum.
  13. Veganka. Oglądałem już ten film kilkukrotnie, mam go od dawna nawet na płycie ale dowiedziałem się w internecie, że trzeba stosować prawo przyciągania umiejętnie. Próbowałem nie raz to stosować i albo nie działało w ogóle, albo nie tak jak trzeba. Np chciałem dobrej przyjaźni, a przyciągnąłem do siebie złe towarzystwo. Trudno mi było od niego się uwolnić, ale się udało. Chyba wiem co na początku powinienem zrobić, żeby cokolwiek osiągnąć. Spróbuję zastosować techniki afirmacji, poczytam coś więcej o tym, zacznę słuchać nagrań afirmacyjnych, które ponoć sprawią, że będziemy pozytywnie myśleć. Do tego zacznę stosować techniki medytacji. Dokładnie "Techniki oczyszczania czakr". Rano natrafiłem na to. Kto wie, może się uda. Skoro nikt mi nie chce wytłumaczyć jak działa samodzielne życie, to może z czasem przyjdzie mi jakaś myśl z tym związana. Jaki trop. Jak szukać konkretnych informacji na ten temat. Pozdrawiam Albert
  14. Veganka ma rację. Krytykowanie nic mi nie da. Nie da mi kopa. Może Ty tak nie miałaś ale ja wiem jak się czuję, gdy ktoś mną pomiata. To bardziej wprowadza w dół, niż daje kopa i nie mów, że nie bo ja znam te uczucia. Ciągle wmawiasz kłamstwa. Wkładasz wszystkich ludzi z problemami do jednego worka z napisem "LENISTWO". Tak nie wolno. Im bardziej mnie ktoś dołuje, tym bardziej mam ochotę popełnić samobójstwo no ale wg Ciebie - "I Dobrze, jednego psychicznego mniej". Jakiś czas temu oglądałem jeden filmik na youtube. Facet mówił, że im bardziej się wybijasz, tym bardziej ludzie próbują Cię ściągnąć, żebyś nie osiągnęła swojego celu. I wczoraj sobie sobie to przypomniałem, uświadamiając sobie jednocześnie, że tak jest u mnie. Im bardziej coś robię aby wyzdrowieć od tego toksycznego otoczenia, tym bardziej ludzie mi nie dają tego zrobić. Po co? Żeby dalej się mną bawić, pomiatać. Ale Ty i tak tego nie zrozumiesz. Nie rozumiesz problemów innych ludzi, nie wierzysz im zarzucając im kłamstwa. Oznacza to, że nie powinno Cię tu być. Te forum jest od doradzania/pomagania a nie od pomiatania innymi. Aga. Od dawna myślałem, że człowiek w wieku 16 lat powinien być bardziej ogarnięty z tego co zauważyłem po otoczeniu. Ale przecież nie każdy musi być jak inni. Ja na przykład różnię się od tego otoczenia. Od tych ludzi tutaj, czuję, że tu nie pasuję. Tak samo jest z dorosłością, samodzielnością. Nie każdy czuje się gotowy. Niektórzy nawet mając 27 lat czy 30 nie są jeszcze gotowi. A podam przykład jeden. Ile ludzi w wieku 21 lat mieszka z rodzicami? Zarabia, dobrze im się wiedzie, mają dobre relacje z rodziną i nie czują potrzeby opuszczenia rodzinnego gniazdka. Wiele jest takich osób. I co? Też takimi ludźmi pomiatasz bo mieszkają z rodzicami? A pary? Ludzie, którzy wzięli ślub. Przecież jest taka tradycja, że maństwo młodzi gdy wezmą ten ślub - mieszkają u panny młodej i jej rodziców. Tak przecież jest u jednego faceta młodszego ode mnie o rok. Wziął w czerwcu ślub, niedługo będą mieli dziecko lub mają już i mieszkają z żoną u jej rodziców. Pracuje, zarabia. I co? Też ich wrzucisz do jednego worka bo ich nie stać na własne mieszkanie jeszcze? Nie każdy chce wynajmować. On jest z takiej rodziny, która tak jak i on woli kupić albo postawić swój dom. A żeby to zrobić trzeba uzbierać trochę pieniędzy prawda? Nie każdy żyje na milionach. Aga. Tobie się nie da przetłumaczyć że szukam, że staram się, że nie mam pieniędzy na durne kursy. Nie da się niczego przetłumaczyć Tobie bo Ty ciągle jesteś jednego zdania. Z tego jak się odnosisz do innych ludzi czuję, że jesteś rozwydrzoną nastolatką, którą rodzice za bardzo rozpieścili. Starzy mają kasę, czemu nie mieliby zafundować córeczce mieszkania? Opłacić studia czy cokolwiek? Właśnie mam takie wrażenie. Że wszystko Tobie na tacy jest podawane jak u większości tak zachowujących się nastolatków. Gardzisz ludźmi, którzy mają gorszą sytuację. Gardzisz ludźmi z problemami. Napiszesz jeszcze jeden taki post zarzucający kłamstwa albo pomiatający mnie to zablokuję. Tyle z mojej strony. Veganka - Piszesz, że reszta należy do mnie. Chcę się nauczyć ale ja nawet nie wiem czego mam się uczyć. Ech czuję, że to bez sensu, że się odważyłem, że zarejestrowałem się, że napisałem temat z nadzieją, że ktoś mi w końcu wytłumaczy co powinienem się nauczyć. Nie jak ale co. Chyba będzie lepiej jak sobie pójdę i więcej nie wejdę tutaj
  15. Veganka dziękuję za to, że mnie bronisz. Widzę, że dobrze mnie rozumiesz. Cieszę się, że nie uważasz mnie za rozżalonego psychicznego dzieciaka
×