Wiecie co? Tak się zastanawiam, bo piszecie czasami o tym, jakbyście się czuli, kiedy już ta pętla wokół szyi wam się zaciśnie? Wspominacie o tym, czy w takim przypadku byście mieli jakieś wizje naprawy swych "problemów", ewentualnie innych opcji wyjścia z sytuacji? Tak sobie teraz myślę, co musi czuć osoba, która umiera na raka, a bardzo chciałaby żyć? Co ona musi czuć, przecież w przeciwieństwie do samobójców nie ma wyjścia, musi umrzeć.
"Jak ja mam jutro wstac i isc do pracy?"
Słońce Ty moje. Nie znam Cie, więc nie wiem jaką jesteś osobą, ale doceń to, że masz szanse chodzić do tej pracy. Wielu tej szansy nie ma.
"Zaufajcie BOGU, CHRYSTUSOWI, i błagam, NIE POPEŁNIAJCIE SAMOBÓJSTW!"
No ja już raz im zaufałem. Do dzisiaj mam ślad. Także więcej razy z ich pomocy nie skorzystam