Cześć, od kiedy pamiętam mam problem z utrzymywaniem kontaktu wzrokowego z moim rozmówcą, bez względu czy jest to obcy czy osoba, którą znam od dziecka.
Czuję się, jakbym w ogole nie nabył umiejętności patrzenia na rozmówce, i tak:
-raz staram sie utrzymac kontakt, mówie, mówie po czym następuje chwila, w której wzrok mojego rozmówcy "mnie przeraża" i wtedy zaczynam mieszać gdzieś oczami, bardzo często w takiej chwili łapie coś w ręke i się tym bawie. W efekcie nie skupiam się na tym co mówie, staram sie jak najszybciej skończyc.
-w innych sytuacjach chyba "zbyt bardzo patrze" w oczy i po chwili rozmowy widzę jak to rozmówca speszony zaczyna odwracać wzrok, lub mi przerywa.
Moim zdaniem problem tkwi w dziecinstwie, dokładniej w zachowaniu ojca wobec mnie. Zawsze gdy coś mówiłem nie utrzymywał ze mną prawie żadnego kontaktu wzrokowego (oglądał TV, krzyzowki).
Co najgorsze zawsze ostro patrzył mi w oczy gdy mi coś rozkazywał lub na mnie krzyczał (co robił baaardzo często).
Do dziś nadal mimo tego że mam 21 lat, zawsze gdy wyładowuje na mnie nerwy (w sumie to na całej rodzinie) czuje strach przed jego spojrzeniem.
Pomocy
-- 22 sty 2014, 15:40 --
Up.....
-- 22 sty 2014, 15:41 --
Prosze o pomoc