Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

kosiarzhh

Użytkownik
  • Zawartość

    11
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. No to nie zazdroszczę na szczęście aż tak źle nie mam. W sumie to z tą samotnością masz rację bo jak chcę być sam i gdzieś usiądę gdzie nikogo nie ma to potem trudno mi wrócić do innych chociaż bym chciał. Masz rację że jestem niedowartościowany, może na pierwszy rzut oka tego nie widać ale pokazuje się to w sytuacjach stresowych. Co do morderstwa to raczej bym potem żałował i albo zabiłbym siebie przez wyrzuty sumienia albo dalej zabijałbym ludzi żeby rozładować wściekłość i żal. Jakoś za bardzo się przejmuję negatywnymi sytuacjami. Np. jak jestem w szpitalu i czekam w kolejce to się trochę denerwuję i myślę o wymordowaniu wszystkich żeby już wejść. A jeśli chodzi o dziewczyny to ja na prawdę bym chciał wejść w związek z jakąś ale sobie tak o tym myślę że nie chce jakiegoś szlaufa a porządna mnie nie zechce przez moje wady których przynajmniej w moim mniemaniu jest sporo. Po świętach jadę do szpitala i szkoda bo kolejny raz będę musiał opuścić bliskich. I w ogóle nie widzę sensu tam jechać bo sądzę że oni mi nie pomogą na dłuższy okres. Najgorsze w tym wszystkim jest właśnie to że wiem że jeśli w ogóle kiedyś wyjdę z tego wszystkiego to na pewno nie nastąpi to szybko.
  2. Tak dla jasności to ja też ni piję i w ogóle nie piłem nigdy co "znajomym" wydawało się bardzo dziwne a trawe paliłem ale to już przeszłość. I też przepraszam za urojone winy. Tak pomyślałem i doszłem do wniosku że nie długo będę miał wszystko co jest możliwe bo już mam w papierach psychoze, osobowość schizoidalną, padaczkę, zaburzenia osobowości, schizofrenię paranoidalną, zaburzenia świadomości, a prywatnie zauważyłem pewną część psychopatii i nekrofilii. Niby podniecają mnie kobiety ale w moich wyobrażeniach raczej wygląda to tak że partnerka w trakcie bądź po stosunku zaczyna się śmiać z moich "predyspozycji", dlatego często myślę o seksie z trupem bo trup się nie będzie opierał i rzucał jakichkolwiek uwag. Czasami komuś mówię o tych perwersjach a później żałuję i denerwuje się że ktoś o tym wie bo się wstydzę. Morderstwo czasami ujmuję jako swego rodzaju lek który może mi dać ukojenie na pewien czas i podwyższyć samoocenę bo torturując to ja byłbym tym ważniejszym, silniejszym i to ja bym zadawał ból a nie ktoś mi. Tak sobie marzę że fajnie by było móc jeden raz zabić kogoś bez żadnych konsekwencji. Poza tym nakręca mnie fakt że przecież ja nikomu nic aż tak złego nie zrobiłem a jestem ofiarą znęcania psychicznego a jest tylu naprawdę złych ludzi złodziei pedofilów gwałcicieli i zwyrodnialców którym wszystko jest odpuszczane. Gdzie tu jest sprawiedliwość? W ogóle jak można normalnie funkcjonować jeśli co dziennie widząc jakiegoś człowieka postrzega go się jako oszusta czy wroga. Jedyna opcja na trwałą zmianę życia na lepsze to cofnięcie czasu czego zrobić nie można
  3. Pomagać bym chciał staram się być dobry a inni na pewno mnie w 100% nie rozumieją bo zdecydowanie odbiegam od normalności i nie może mnie do końca zrozumieć ktoś kto nie przeżywa/ł takich rzeczy. Co do zmiany to nie jest tak że strach mi na nią nie pozwala i w następstwie jestem agresywny. To jest bardziej tak że moja niska samoocena i ciągłe zdenerwowanie/pobudzenie nie pozwalają mi na patrzenie na świat w jasnych barwach. Myślę że przeszkadzam i "utrudniam" życie innym, na jedną pozytywną myśl przypadają trzy dużo mocniejsze negatywne. Popadam w skrajności co utrudnia życie mi i otoczeniu. Po prostu nie potrafię patrzeć pozytywnie na siebie i świat. Kiedy byłem sam było źle a gdy już mam ludzi którym na mnie zależy dziwię się dlaczego tak jest bo przecież prawie całe życie uważałem że jestem nikim i nikt mnie szczerze nie polubi bo nie ma za co. Zakorzeniłem w sobie poczucie odrzucenia i niskiej wartości. Agresywny jestem właśnie dlatego że jestem zły na siebie i paru innych ludzi, często źle interpretuję słowa i wydarzenia, to już mnie przerasta a że nie mogę kogoś skrzywdzić muszę jakoś inaczej to wszystko odreagować. A i czasami bardzo mnie boli to że nigdy nie zaznam odwzajemnionej miłości bo żadna dobra dziewczyna nie będzie chciała być z chłopakiem brzydkim chorym głupim i nie obowiązkowym takim jak ja. Głównie dlatego mam chęć na samowolne "wzięcie" sobie dziewczyny i zadanie jej bólu.
  4. U mnie jest tak że mam bardzo niską samoocenę przez co myślę o sobie jako kimś dużo mniej ważnym od innych. Często obwiniam się za różne rzeczy nawet najbardziej banalne. I teraz po 18 przeżytych latach mam 2 przyjaciółki ale prawdopodobnie m.in. przez złe myśli na swój temat wydaje mi się że im np. zajmuje czas w którym mogłyby zrobić coś bardziej pożytecznego albo dziwie się że one mnie lubią bo nie mogę zrozumieć jak to jest możliwe
  5. Ja się z tym nie zgodzę. Mam już od dłuższego czasu myśli o zabijaniu i torturowaniu innych. I po pierwsze nawet kiedy się ich nie bałem to one się pojawiały i to bardzo często. A po drugie niby i specjaliści mówią że to jest tylko strach a tak naprawdę nigdy chory nie wprowadzi tego w życie. Mimo to ja raz naprawdę straciłem panowanie i dusiłem dziewczynę która nic mi nie zrobiła, po prostu sobie pomyślałem że chcę kogoś zabić po czym wstałem i bez chwili namysłu poszedłem i zacząłem ją dusić. Na szczęście działo się to w szpitalu więc nic jej nie zrobiłem ale gdybym miał taką możliwość na pewno bym z niej skorzystał. Innym razem leciałem z rękami do pielęgniarki ale też 3 sanitariuszy mnie powstrzymało. Na podstawie tych zdarzeń stwierdzam że jednak to nie jest bezpodstawny strach
  6. Mam zaufanie do jeszcze jednej przyjaciółki. I właśnie jestem zdecydowanie pesymistą i mam bardzo niską samoocenę więc gdy jedna z nich chce mi pomóc gdy znowu źle się czuje (a robi to zawsze) ja zaczynam myśleć że jej tak naprawdę już się nie chce o tym ze mną gadać, że ma dosyć znoszenia moich humorów i znowu marnuje swój czas na mnie. Czasami gdy takie myśli występują i jej o tym mówię mam wrażenie że może ona naprawdę mnie lubi i się o mnie martwi ale teraz jest na mnie zła bo ciągle podważam jej szczerość i dobre intencje. A to mnie naprawdę boli bo ją bardzo lubię i mi na niej zależy. Jakby tego było mało ona mi mówi że tak nie myśli i mnie lubi i wiem że nie kłamie ale nie mogę w to mocno uwierzyć. Chciałbym zabić tego znajomego i woźną z jednego ośrodka do którego chodzę ponieważ kilka razy zwróciła mi uwagę żebym nie chodził w butach po dywanie bo go pobrudze. Wydaje mi się że ona mnie nie lubi i dlatego się mnie czepia. Chcę zabić kobietę bo nie podoba mi się jej zachowanie i chłopaka bo denerwuje mnie jego twarz oraz zachowanie wynikające z jego choroby. Dziś w tym ośrodku była wigilia i wszystko było dobrze póki się nie zaczęła. Był zaproszony jakiś ksiądz i burmistrz. Zdenerwował mnie ksiądz gdy czytał PŚ, burmistrz bo był miły i (moim zdaniem) udawał że się cieszy z obecności tam, i tamta woźna bo udawała że mnie lubi. Uznałem że to wszystko jest sztuczne i pare osób tylko udaje dobre relacje ponieważ jest ta wigilia. Wszystko odbywało się na drugim piętrze a ja źle się czułem siedząc z nimi przy stole i spędziłem ponad 5 godzin siedząc na parapecie na pierwszym piętrze gdzie byłem sam. W sumie w pewnym momencie chciałem już do nich iść ale czułem się jakbym był dla wszystkich obcy byłem tak jakby "zmuszony" do przebywania w samotności. Najgorzej jest jak ktoś mi mówi że się tak zachowuje bo chcę być w centrum uwagi. Wtedy najczęściej się wściekam i według mnie myśli tak więcej osób ( oczywiście m.in ta przyjaciółka), więc mam chęć wszystko rozwalić lub kogoś skrzywdzić bo uważam że "jeśli według nich chce tylko zwrócić na siebie uwagę to zrobię coś co naprawdę ją na mnie zwróci. Przynajmniej rozładuję napięcie". W następstwie tego (choć nie tylko wtedy) walę pięściami w ścianę do momentu w którym pojawia się krew. Jakoś nienaturalnie lubię patrzeć na dłonie ze skórą zdartą do krwi.
  7. Ja ogólnie nie jestem taki agresywny ale jak już sobie pomyśle że ktoś mnie jakoś skrzywdził to chcę go skrzywdzić. Na przykład nie dawno wymieniałem się telefonem z bratem znajomego i właśnie ten znajomy też przy tym był. Ja mu dałem telefon usb ładowarke i kartę pamięci a on mi tylko tel i ładowarke. Oczywiście jak zwykle gdy powiedział że jest wszystko uwierzyłem na słowo a gdy się okazało że dostałem tylko tyle także standardowo nie kłóciłem się z nimi o to tylko się wściekłem odbierając to jako kolejną sytuację w której zostałem wykorzystany. Poźniej przez około 2 czy 3 godziny siedziałem mega zły. Myślałem tylko żeby obu zabić. Argumentowałem to tym że jeśli tego nie zrobie takie sytuacje będą się powtarzać. Na szczęście zostałem odprowadzony od tego pomysłu. Ale co z tego i tak teraz jak widze tego znajomego to choć już aż tak mi nie zależy na skrzywdzeniu go to jakoś zawsze chwile sobie myśle że fajnie by było gdyby nie żył. I jakby tego było mało mam regularnie wkręty że przyjaciółka uważa że chce tylko zwrócić na siebie uwagę albo że ma dosyć rozmawiania ze mną i namawiania mnie żebym nic nie robił. A jak mi jedna osoba mi powie że chce tylko komuś zaimponować to najczęściej zaczynam myśleć że wielu ludzi tak myśli m.in właśnie ta przyjaciółka a że bardzo mi zależy na dobrej relacji z nią szybko się denerwuję i coraz mniej się powstrzymuję przed wyładowaniu się. -- 19 gru 2011, 23:38 -- Kiedyś straszyłem brata że go zabije bo jego wypowiedzi odebrałem jako lekceważenie mnie
  8. Właśnie ona to mówi wprost i to jest najgorsze. W jej mniemaniu to człowiek wytwarza myśli więc człowiek ma nad nimi 100% kontroli. A ja wiem że nie zawsze tak jest. Już trzy razy mi sugerowała że udaje chorobę bądź nie staram się jej zwalczyć żeby mieć z niej jakieś korzyści. I jak tu się nie zdenerwować? Rozumiem że czasami mogę to pokonać ale tak nie jest zawsze. Jak dla mnie to jest bardzo zniechęcające i dołujące gdy idę do niej a ona nie dość że nie da mi dobrego sposobu żeby sobie z tym powoli radzić to jeszcze mnie za to wszystko obwinia. I póki co głównym efektem tych rozmów jest to że mam zepsuty humor jak od niej wychodzę.
  9. Wiem regularnie jeżdżę do psychiatry nawet już najpóźniej po świętach jade do szpitala ale jakoś nie jestem przekonany że to przyniesie efekt na dłuższy czas. To dopiero 3 miesiąc odkąd jestem znowu na wolności a to wzrosło do tego stopnia co wcześniej z tą różnicą że teraz jestem bardziej agresywny bo występuje agresja w rzeczywistości a wcześniej była tylko w moim umyśle. Niby pani psycholog mi mówiła co mam robić ale ja dopiero się uczę to opanowywać a ona wszystkiego chce od razu i jak coś nie wyjdzie to jest moja wina bo mogłem się bardziej postarać.
  10. Cześć. Mam na imię Paweł i mam 18 lat. Piszę ponieważ tracę kontrole nad sytuacją. A mianowicie mam co raz bardziej natrętne myśli żeby kogoś skrzywdzić. Mam to już od około 4 czy 5 lat. Kiedyś były one silniejsze, pojawiały się kilka razy dziennie 7 dni w tygodniu. Na początku chciałem zabijać tylko tych którzy mnie skrzywdzili co po przemyśleniu można uznać za normalną chęć odpłacenia się. Jednak w miarę upływu czasu zacząłem wręcz marzyć o tym żeby kogoś zabić koniecznie najpierw go torturując i już mnie nie obchodziło kogo bym miał zabić, mógłby to być każdy (oprócz członków rodziny). Wtedy się cieszyłem że myślę w ten sposób więc pogłębiałem ten stan, ale w pewnym momencie przestało mnie to bawić a wręcz zaczęło przeszkadzać. Pojechałem do szpitala gdzie straciłem kontrolę nad sobą i próbowałem udusić dziewczynę. Później byłem jeszcze w dwóch szpitalach, w tym sądowym razem 7 miesięcy. We wrześniu wyszedłem i było wszystko dobrze ale znów zaczyna wszystko wracać. Robię się agresywny, a gdy ktoś kto mi wcześniej nie przeszkadzał powie coś co mi się nie spodoba albo zrobi coś błahego nawet nie umyślnie zaczynam taką osobę postrzegać jako kogoś kto zasługuje na śmierć w męczarniach. Po takiej sytuacji mam wrażenie że "wróg" zrobił to umyślnie i teraz się z tego cieszy. Obwiniam się za rzeczy mówione w żartach bo sądzę że ktoś odebrał to na serio i się na mnie gniewa. Na dodatek wraca chęć na akt nekrofilii i co nowe chęć brutalnego morderstwa z wcześniejszym gwałtem. Miał może ktoś podobnie?? Jak sobie powoli z tym radzić?? Od razu uprzedzam że wysiłek fizyczny nie wchodzi w grę ponieważ gdy to się pojawia nie jestem w stanie się przełamać i ruszyć z miejsca .
  11. Cześć wszystkim mam na imie Paweł i ma 18 lat. Zdiagnozowali u mnie schizofrenie paranoidalną, ale ja nie mam żadnych halucynacji i rozróżniam rzeczywistość od fikcji. Mam natomiast obsesyjne myśli o agresji i urojenia. Jestem tu bo szukam pomocy.
×