witam :)
dziś psychiatra ,prawdę mówiąc, totalnie nie wiem w jakim celu, przepisał mi olanzapinę, a w zasadzie zmienił mi na nią kwetiapinę. na 20-kilka stron tego tematu nie było chyba ani jednej bez posta nt tycia, otępienia, nad-senności.
Ekstra.
mam zaburzenia odżywiania, borderline i lekkie objawy chad, tzn. przykładowo tydzień jestem nadaktywna, śpię po 3-4 h/dobę, robię tysiąc rzeczy (taka klasyczna hipomania), a potem nadchodzi kolejny, podczas którego nie jestem w stanie zrobić dosłownie nic. I niby olanzapina ma mi na to pomóc? Bo w efekt stabilizujący nastrój nie wierzę, kwetiapinę brałam jakby to był cukierek - zmniejszenie impulsywności - zerowe, stabilizacja (jakakolwiek) - bez zmian... Jedyne co oceniam na plus, to łatwe zasypianie po tym leku, ale z biegiem czasu przestał mi być do tego potrzebny. jak mam tydzień "manii" to i tak mnie nie usypiał
biorę 150 mg wenlafaksyny, doraźnie jakieś benzo i nie wiem po co mi inny neuroleptyk - czym on się niby różni w działaniu od ketrelu? (docelowym)
chciałam lamotryginę, jako że wydaje mi się być najmniej inwazyjnym stabilizatorem nastroju (kiedys brałam przez miesiąc i poprawy chyba nie zauwazylam, natomast skutkow ubocznych na szczescie też nie), choć "chciałam" to złe słowo - "muszę, to muszę". psychiatra jednak uznał, że olanzapina to jedyna rozwiązanie które obecnie widzi - LOL - no i kazał brać 5mg w niewiadomym celu.
gość jest fajny i nie chcę psuć dobrego obrazu jego osoby, który mam od dawna, ale jestem prawie pewna, że olanzapinę dostałam po to, żeby przytyć (ostatnio schudłam do bmi niecałe 15) - bardzo etyczne :/
no nie wiem....może ktoś z Was widzi tę sytuację inaczej?