Skocz do zawartości
Nerwica.com

AniaLegwan

Użytkownik
  • Postów

    22
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez AniaLegwan

  1. Rindpvp Moja nerwica ma swoje korzenie w dzieciństwie. Nie miałam przyjemnego dzieciństwa, nawet babcia po moim zachowaniu wiedziała, że jestem jak to wtedy określili histeryczką, wszystko brałam do siebie, każda kłótnia rodziców, każde uderzenie ze strony taty czy mamy, każde ich nerwowe zachowanie, każdy krzyk na mnie i na brata, zawsze wtedy łzy mi leciały, trzęsłam się i nie umiałam sie uspokoić, oni wiedzieli, że ja wszystko biorę do siebie i zamiast wtedy przestać to jeszcze bardziej się nakręcali. Przez to też miałam problemy z nauką w podstawówce i gimnazjum, źle się uczyłam, bałam się powiedzieć mamie i tacie o każdej jedynce, bo wiedziałam jaka będzie reakcja, krzyk, uderzenie i kłótnia, dlatego o stopniach złych mama dowiadywała się z zebrań i kiedy wracała do domu na nowo zaczęła awanturę i wyzwiska, że jestem osioł i nieuk i znowu zaczęłam płakać i przejmować się jej słowami. Podejrzewam, że to są skutki nerwicy u mnie, z powodu rodziców, którzy mnie i brata zastraszali i bili, krzyczeli na nas i robili nam awantury. A teraz miałam bardzo długo spokój z nerwicą, cieszyłam się życiem, pełna energii, wszędzie było mnie pełno, chętnie wychodziłam z domu a teraz? Odkąd dopadło mnie to uczucie w Kościele wtedy jestem bez życia, przez pierwsze dwa tygodnie kiedy nerwica z powodu tego uczucia wróciła, schudłam 5kg, i to w ciągu dwóch tygodni. Nic nie potrafiłam jeść, żołądek był tak obkurczony, że każdy kęs wywoływał odruch wymiotny, ale nie wymiotowałam, tylko czułam, jak żołądek podchodzi mi pod gardło, taki ścisk wówczas miałam w żołądku, leżałam całe dnie na tapczanie przed TV, załamana i zrezygnowana, potem zaczęłam powoli chodzić po mieszkaniu, ruszać się, wychodzić z domu pomimo tego, że to pieroństwo dawało znać o sobie. Czasem mam dni, że olewam to na całego a czasem kiedy za długo już to trwa, znowu łapię doła. Bez powodu się wkurzam, najmniejsza pierdoła sprawia, że gotuje się we mnie ze złości, za głośna muzyka, kiedy brat gra w fifę i gada do monitora, piszcząca piłka, którą brat bawił się z psem mamy, byle jaki powód i aż gotuje się we mnie.
  2. alexa78 Doskonale Cię rozumiem, włąsnie to dziwne uczucie, patrzysz na miejsca w których jesteś, znasz je, wiesz gdzie co jest, jak gdzieś dojść czy dojechać a mimo to nie czujesz tego, gdzie jesteś, musisz się skupiać żeby nie stracić kontaktu z tym, gdzie jesteś, wydaje Ci się to takie jakieś nieobecne, nieosiągalne, to uczucie własnie sprawiło, że nerwica mi wróciła.
  3. Rindpvp Przez dwa tygodnie to masz? A ja dokładnie od 30.10.2011, dzis jest 25.12.2011 a ja nadal to mam, naprawdę jest to denerwujące i załamujące, bo chcę, aby to już przeszło a tu jak na złość, nic nie chce minąć. Tak patrzeć na wszystko co się zna a mimo tego nie czuć tego, że się jest w tym pomieszczeniu i patrzy się jakby innymi oczami na to. Ciężkie do opisania to jest. Mnie dopiero jak to zaatakowało to nerwica wróciła, bo miałam przez ileś miesięcy spokój z nią. A tu przez takie dziwaczne uczucie nerwica wraca ;/ i w sumie żadnych podstaw nie ma do tego uczucia, bo to przyszło kiedy na kazaniu na chwilę się zamyśliłam a kiedy wróciłam myślami do kazania to pojawiło się to pieroństwo. Ile to jeszcze może trwać
  4. Rindpvp Naprawdę masz to samo? A jak u Ciebie się to pojawiło? Masz identycznie, że wiesz gdzie jesteś, wiesz gdzie masz iść żeby gdzieś dojść, funkcjonuje normalnie Twój organizm a mimo to nie czujesz tego gdzie jesteś. Rozglądasz się po pomieszczeniach, które znasz doskonale, ale nie odczuwasz ich? Ja mam tak od końca października, były lepsze dni, ale od wczoraj jestem załamana, wręcz same łzy mi lecą. I też masz tak, że musisz skoncentrować się na tym gdzie jesteś żeby poczuć to miejsce? Ja miałam już kiedyś to uczucie, ale samo minęło,a teraz trzyma mnie już drugi miesiąc nie wiem co robić, staram się to ignorować, ale to samo daje o sobie znać. Opisz mi swój stan. To jest jeden z objawów nerwicy zapewne?
  5. shiroi Bo widzisz, ja najwięcej się stresują jak właśnie dopada mnie to uczucie, o którym pisałam, że wiem gdzie jestem, ale nie odczuwam tego tak jak kiedyś. Dawno temu to miałam i minęło, bo nie myślałam o tym ponieważ wtedy chodziłam do szkoły, więc myśli krążyły wokół szkolnych spraw. A teraz siedzę całe dnie w domu, myślę o tym, skupiam się czasem na tym, patrzę na świat przez pryzmat tego irytującego uczucia i ono potem atakuje, dziś zaatakowało i wręcz spanikowałam, łzy mi leciały, babcia zaparzyła MELISĘ i uspokoiłam się i to też popuściło, ale chciałabym umieć to ignorować jak już mnie zaatakuje. Człowiek wie, że to nie jest jakieś uszkodzenie mózgu ani żadna choroba śmiertelna, człowiek wie, że to psychika z powodu nerwicy płata takie figle, ale jednak niby się wie co jest przyczyną a i tak się człowiek stresuje i nerwicuje kiedy to go dopada ;/
  6. shiroi Podziwiam Cię, że potrafisz takie coś olewać od tak. U mnie też było tak, że olewałam to, ale kiedy to znowu zaczęło wracać i dziś trzyma mnie, to naprawdę ciężko jest takie coś ignorować, kiedy wie się, że jest się w jakimś pomieszczeniu a się tego nie odczuwa. Tez takie coś miałeś? U każdego jest inaczej. Ja mam kolegę, który ma już naprawdę zaawansowane to wszystko, jest załamany bo od iluś lat nie ma poprawy a bierze leki i chodzi do psychologa. Ja chcę, aby to mnie opuściło, już nie wróciło, tylko tyle, naprawdę, tylko tyle. Ja nie umiem tego ignorować, bo to jest zbyt denerwujące.
  7. Hej wszystkim Pomożecie mi? Ponieważ nie wiem, co to jest co mnie dopadło. Zaczęło się 30.10.2011 w Kościele, kiedy w czasie kazania na chwilę odpłynęłam myślami w jakieś swoje wspomnienie. Często tak mam na kazaniu, ale kiedy wracam myślami z powrotem wszystko jest okay, ale wtedy coś poszło nie tak, bo kiedy wróciłam myślami do kazania, dopadło mnie dziwne uczucie, mianowicie, wiedziałam, że jestem w Kościele na mszy, ale to było tak, jakbym nie odczuwała tego miejsca, w którym jestem. Tak samo mam w domu, wiem, że jestem w swoim pokoju, ale tak, jakbym tego nie odczuwała jak kiedyś, a kiedy chcę się skupić na tym gdzie jestem, to mam jakby blokadę w głowie. Czasami mam dni, że jest dobrze, nawet pożartuję, pośmieję się a czasami, jak dziś, mam dni, że to znowu mnie trzyma i jestem spanikowana i smutna. Powiecie mi co to jest? Jak z tym walczyć? Czy to objaw derealizacji? Kiedyś coś podobnego już miałam, dawno temu, wtedy aż rozpłakałam się ze strachu, ale wtedy chodziłam do szkoły, więc szybko zapomniałam o tym i szybko wróciłam do normalności, ale teraz całe dnie siedzę w domu i dopada mnie to coś. Proszę, odpiszcie, czy ktoś miał coś takiego i jak z tym walczyć. Bo przecież to nie jest żadne uszkodzenie mózgu, tylko psychika. Dodam jeszcze, że od najmłodszych lat mam nerwicę lękową, którą zafundowali mi moi rodzice, kiedy byłam mała i od momentu kiedy dopadło mnie to uczucie, wróciła też nerwica, z którą miałam dość długo spokój. Staram się to ignorować, ale to za bardzo daje znać o sobie. Proszę, doradźcie coś.
  8. Mightman tak, to co ja mam to jest derealizacja. Męczące to dość jest, ale w 100% uleczalne :) to takie przestawienie w głowie teraz mam. Czytałam na forach, że nie trzeba się tym przejmować, bo jak się człowiek nie przejmuje, to ani się obejrzy a to samo minie :) Jeśli jednak się myśli o tym bez przerwy i panikuje, to się to nasila, więc po prostu, pozostaje mi ignorowanie tego, a na pewno samo minie :) tym bardziej, że coś takiego już keidyś miałam, kiedy chodziłam do gimnazjum i samo minęło, bo byłam zajęta nauką i szkołą więc nawet o tym nie myślałam i zupełnie zapomniałam, że takie coś miałam. Normalnie obiecuję, że jak to mi przejdzie i znowu wszystko będzie piękne i ładne, to już nigdy nie "odpłynę" myślami na kazaniu, będę słuchała bardzo uważnie :) -- 21 lis 2011, 16:52 -- A tym bardziej, że facet, który to miał i chodził do psychologa wypowiadał się na forum, że to nie jest żaden uszczerbek na mózgu i to nie powoduje zmian w mózgu, po prostu, takie chwilowe "przełączenie" się, ale jak się o tym nie myśli to z czasem samo przechodzi. Ja jak o tym nie myślę i jestem skupiona na filmie chociażby, to naprawdę to wręcz zanika :) więc, głowa do góry i samo mi przejdzie :) tym bardziej, że mnie tylko to "dziwne uczucie" meczy. Nie mam jakiś duszności, czy bólów, czy kołatań serca. Jestem podenerwowana z powodu tego uczucia, tyle :) to nie jest żaden uszczerbek na zdrowiu, to moja psychika płata mi figle, ale dam radę, samo przejdzie, prędzej czy później :) ignorowanie tego na pewno też pomoże :)
  9. Mightman tak czytam Twoje dolegliwości i przyznaję, że to może być a nawet na pewno to jest nerwica. Moja nerwica towarzyszy mi już od dziecka, ale ostatnio bardzo rzadko mnie atakowała, a ostatnie lata wcale, aż do 30.10.2011r. Pisałam wcześniej, co mi jest, dziwne do opisania uczucie, które dopadło mnie w Kościele w czasie kazania. Na chwile "odpłynęłam" myślami po prostu w jakieś swoje wspomnienie. Czasami na kazaniu zdarza mi się takie coś, ale potem wracam myślami do kazania i jest wszystko spoko, ale wtedy coś innego się stało. Szukałam na googlach nazwy na to dziwne uczucie i wczoraj znalazłam na pewnym forum. Mężczyzna też miał coś takiego i idealnie opisał moje objawy. To jest takie uczucie, jakby nie kontaktowało się z rzeczywistością. Rozumiem co się do mnie mówi, reaguje normalnie, myślę logicznie tylko mam wrażenie, że ja to nie ja. Nie palę, nie pije i nie zażywam żadnych narkotyków. Jest to dziwne uczucie. Wiem, że na przykład jestem u siebie w domu, w pokoju czy w Kościele, w wc, gdziekolwiek, ale tak, jakbym nie kontaktowała i nie docierało to do mnie jak kiedyś. Wszystkie rzeczy, robię jakby z przyzwyczajenia, nawet nad nimi nie myślę, ale jestem świadoma tego co robię. To takie dziwaczne uczucie w głowie i wczoraj były trzy tygodnie jak mnie to trzyma. Staram się to ignorować, ale to nie jest takie łatwe, bo to uczucie daje się we znaki i człowiek zaprząta sobie nim myśli. Miałam lepsze dni, kiedy byłam trochę bardziej rozmowna i wesoła, ale wczoraj po powrocie z Kościoła, w Kościele to uczucie mnie naprawdę trzymało, znowu się załamałam, łzy leciały mi po policzkach, dziś rano nawet płakałam w wc, bo chcę, aby to już mi minęło, tym bardziej, że to nie jest jakieś uszkodzenie mózgu, tylko to moja psychika i pamiętam, że kiedyś dość dawno temu to uczucie pierwszy raz mnie napadło od tak sobie, w pokoju rodziców i wtedy spanikowałam, płakałam, ale samo przeszło, może dlatego, że wtedy chodziłam do szkoły i nie myślałam nad tym, tylko skupiona byłam na lekcjach i na nauce, więc szybko minęło, a teraz siedzę całe dnie w domu i ono bez przerwy mi towarzyszy piłam przez dwa tygodnie MELISĘ, uspokajała mnie, ale co z tego, skoro to uczucie nadal jest, tyle tylko, że już nie panikuję z jego powodu. Chciałabym spotkać tu kogoś, kto miał coś takiego. Jeszcze napisze tyle, że moja nerwica nie jest tak silna, jak Wasza. Ja nie mam żadnych bólów przy tym, czy zwrotów. Jak się już zestresuję to mam lodowate dłonie, ciarki na pupie, głos mi się łamie i drży, momentami łzy lecą, żołądek jest tak ściśnięty, że nie potrafię kęsa przełknąć. No i w ciągu tych trzech tygodni schudłam przez tą nerwicę 5kg. Chcoiaż od dłuższego zcasu się już odchudzam a od lutego waga mi stała i teraz spadło aż 5kg, także z tego chociaż jestem zadowolona. Kiedyś ważyłam 98kg kiedy zaczynałam odchudzanie, potem schudłam do 85kg i waga stała aż do początku tej nerwicy i teraz ważę 80kg a do mojego wzrostu idealna waga to ponoć 73kg. Także to chyba jedyny "plus" jeśli w nerwicy są jakieś plusy w ogóle. Chcę, aby to uczucie mi już minęło i żebym kontaktowała jak dawniej.
  10. CandyF masz podobnie jak ja. Mnie to dziwne uczucie o którym pisałam wcześniej dopadło właśnie w Kościele. Na chwilę w czasie kazania "odpłynęłam" myślami do jakiegoś swojego marzenia, często tak mam na kazaniu, ale wtedy, kiedy wróciłam do rzeczywistości, to coś mnie trafiło, dziwne do opisania uczucie. Ono polega na tym, że wiem gdzie jestem w danej chwili, wiem w jakim jestem pomieszczeniu, ale to jest tak, jakby to nie do końca docierało do mojej świadomości a kiedy skupiam się na tym gdzie jestem, to jakby jeszcze bardziej nie dociera to do mnie jak powinno. Trudno to opisać, bo to nie jest ani kłopot z pamięcią, ani z zapamiętywaniem, ani z koncentracją, po prostu od tak, takie coś mnie dopadło a tylko dlatego, ze na chwile byłam myślami w jakimś swoim marzeniu i mam tak samo jak Ty, że jak mam iść w niedzielę do Kościoła, to z góry zakładam, że znowu to uczucie tam się nasili, mam stres, jestem znerwicowana i rzeczywiście w Kościele to uczucie się nasila. Najgorsze jest chyba to, że chociaż staram się normalnie żyć i nie dopuszczać je do swojej głowy, to ono jednak daje o sobie znać :( jest to bardzo uporczywe ale nie myślenie o nim i ignorowanie go jest bardzo trudne, a pamiętam, że kiedyś już coś takiego miałam tyle, że dopadło mnie to w domu, ale jakoś z czasem samo przeszło, a teraz już dziś jest trzeci tydzień jak to mam, tyle tylko, że nie panikuję już kiedy mnie dopada i ignoruję jak się da, ale jednak ono mnie trzyma, gdzieś tam w podświadomości siedzi, ale ja nie mam takich objawów jak Ty, bóle czy wmawianie sobie choroby, moja nerwica też polega na tym, że obawiam się jak coś mi dolega. I teraz kiedy dręczy mnie to uczucie, to jestem nerwowa i te pytania: czy mi to minie? jak długo jeszcze będzie mnie dręczyć? czemu mnie to dopadło? Piłam MELISĘ, ale na razie muszę ją odstawić, ponieważ można ją pić przez dwa tygodnie, a potem przerwa, ona mi pomaga, uspokaja i koi nerwy, ale co z tego, skoro to uczucie nadal jest w głowie......Bardzo bym już chciała, żeby to mi minęło, tym bardziej, że to nie jest żadna choroba głowy, czy uszkodzenie mózgu, to moja psychika
  11. secretladykkk to znaczy ja nie mam tych zaburzeń, bo jak coś mnie zaboli gdzieś w ciele, to nie myślę, że to choroba. Nawet, jak czasem zjem coś i mam potem straszny ból brzucha i biegunkę to wcale nie biorę sobie tego do serca i nie myślę od razu, że mam jakaś chorobę. Moja nerwica jest hmmm........inna, chyba nie jest aż tak nasilona jak u Was. Czytałam, że niektórzy z Was mają duszności, kłucie w klatce piersiowej, kołatanie serca, omdlenia, wymioty, ja nic z tych objawów nie mam. Pewnie pomyślicie, "powinnaś się w takim razie cieszyć", ale u mnie największym problemem jest właśnie to dziwne uczucie, które wcześniej opisałam, bo ono dopadło mnie od tak sobie. Na kazaniu na mszy na chwilę odłączyłam się od kazania i "zanurzyłam" w jakimś wspomnieniu, dość często tak mam na kazaniach, ale kiedy wracam myślami do kazania to wszystko jest w najlepszym porządku, ale wtedy jak wróciłam myślami do kazania do dopadło mnie to dziwne do opisania uczucie, że wiem gdzie jestem, wiem gdzie mam iść żeby gdzieś dotrzeć, ale tak, jakbym to inaczej odbierała niż kiedyś, czasami muszę się skupić, żeby znowu wiedzieć gdzie jestem i to jest takie dziwne do opisania, jeśli ktoś miał coś podobnego ze swoją głową, to napiszcie mi o tym co? Bo to uczucie mnie dręczy i to z jego powodu wróciła nerwica, bo coś się stało i zaraz przez to zaczęły się nerwy i stresy i pytania: co to jest? czy to minie? jakim cudem takie coś mnie dopadło, skoro głowę mam zdrową i nie uszkodziłam jej? U mnie powodem nerwicy jest to właśnie uczucie. Najgorsze były pierwsze dni, kiedy byłam ospała, senna, bez energii, bez chęci do życia, załamana, snułam się jak duch po mieszkaniu, bałam się wychodzić, nie umiałam jeść, bo miałam taki ścisk w żołądku, że zaraz mnie mdliło i to uczucie mam od końca października, od momentu tego chwilowego "odpłynięcia" myślami do wspomnienia jakiegoś. Ja od tego 30.10.2011 do dziś schudłam 5kg, ale teraz, mimo że to uczucie nadal mam, to już jem normalnie, piję cały czas dwa razy dziennie MELISĘ, rozmawiam z rodziną i staram się jak mogę ignorowac to uczucie i nie panikować, bo być może wtedy samo przejdzie, jak nie będę dopuszczała myśli o nim do głowy i jak nie będę mu się poddawała. Panika jest tu nie wskazana. To uczucie musi mi minąć, bo skoro jest zdrowa i z moją głową jest wszystko okay, to znaczy, że to moja psychika mi podsuwa to uczucie.
  12. kornelia_lilia przeczytałam teraz o tych zaburzeniach, ale nie, raczej nie mam tych zaburzeń, ponieważ jeśli na przykład coś mnie zaboli, to nie myślę od razu "o matko, coś mi jest, jakaś choroba, a może nowotwór, czy coś gorszego", nie mam czegoś takiego, bo to uczucie, które mam, to wiem, że nie jest spowodowane jakimś uszczerbkiem na zdrowiu, ono po prostu od tak mnie dopadło, a pamiętam, że daaaaawno temu coś bardzo podobnego już miałam i ignorowanie tego mi pomogło wyjść z tego. Może moja nerwica nie jest aż tak nasilona, mimo że mam ją od dziecka, bo z powodu rodziców się jej nabawiłam, ale zawsze sama się uspokajałam i sama z niej wychodziłam. Może to też dlatego, że widzę, że z dnia na dzień stan mi się nie pogarsza i to mnie też uspokaja, staram się odtrącać te nachalne myśli o tym dziwnym uczuciu, a kiedy ono mnie nachodzi, to staram się nie panikować, bo każad panika tylko wszystko wzmacnia i potęguje, a MELISA nawet poprawia mi samopoczucie i to nie jest tak, że nerwice mam cały czas, bo mam też okresy w życiu, kiedy ona całkowicie nie daje o sobie znać, teraz bardzo długi czas miałam znowu spokój z nią aż do końca października i nigdy nie byłam z tym u psychologa, nie brałam żadnych leków na to, ponieważ zawsze samo przechodziło.
  13. kornelia_lilia a co to są te zaburzenia hipochondryczne? :) mnie MELISA pomaga, naprawdę koi moje nerwy, dwa razy na dzień piję, rano i wieczorem, ale też staram się nie myśleć o tym dziwnym uczuciu, ignorować je i nie panikować i staram się normalnie żyć. Kwestią sukcesu u mnie zawsze było nie myślenie o tym, co mi jest, to podobno podstawa, odrzucanie tych natrętnych myśli.
  14. kami28 moja nerwica lekowa o dziwo nie ma takich objawów jak Twoja. Ja nie mam żadnych bólów, zawrotów, mdłości i to mnie zastanawia. Jeśli czytałaś moją historię na poprzedniej stronie to wiesz, że ja mam nerwicę od dziecka. Wykryła mi ją moja pani doktor, która po moim zachowaniu, gestykulacji widziała, że to nerwica, akurat wtedy mama poszła ze mną do lekarki, kiedy miałam atak wręcz paniki. Miałam lodowate i drżące dłonie, łzy mi leciały, płakałam wręcz, głos drżał i załamywał się i po tym lekarka właśnie zdiagnozowała u mnie nerwicę, ale nie leczyłam tego, ponieważ zawsze kończyło się tak, że sama z niej wychodziłam, ponieważ moje lęki były bezpodstawne, ponieważ tak naprawdę nic mi nie było, a to moja psychika mnie "straszyła" i płatała figle, kiedy się uspokajałam i przestałam o tym myśleć to po jakimś czasie słabło a potem całkowicie mnie opuszczało. Moja lekarka stwierdziła, że mój lęk wynika z tego, że obawiam się u siebie jakiejś choroby. Kiedyś ubzdurałam sobie, że zaczynam gorzej widzieć i tak sobie to wmówiłam i myślałam o tym, że zaczęłam panikować. Pojechałam więc z mamą do okulistki, która zbadała mi wzrok, a jestem osoba krótkowzroczną i powiedziała, że mój wzrok ani się nie polepszył ani się nie pogorszył i, że mam być spokojna bo wszystko jest w porządku i zaczęłam się wtedy uspokajać. Druga sytuacja była taka, że w czasie grypy znowu sobie ubzdurałam, że źle słyszę, ale to znowu były jakieś moje "myśli" bo zdrowa byłam. Trzecim razem miałam obawy, że będe miała jaskrę, ponieważ wtedy oglądałam program w TV o jaskrze i, że tą chorobę mają osoby krótkowzroczne i znowu była nerwica, że i ja będe ją miała, ale to znowu moja psychika płatała mi figle. Za to teraz coś dziwnego mnie dopadło, pod koniec października i do teraz z tym walczę, jakieś dziwne uczucie, które trudno mi opisać, na poprzedniej stronie napisałam jak ono się zaczęło i starałam się je jak najwyraźniej opisać i to z powodu tego uczucia mam teraz nerwicę, bo gdyby ono minęło, to znowu byłabym szczęśliwa, a im bardziej o nim myślę, tym bardziej ono daje o sobie znać i mnie dręczy, a na świat patrzę właśnie przez pryzmat tego dziwnego uczucia, jakoś nie umiem całkowicie przestać o nim myśleć. Piję MELISĘ na uspokojenie i ona naprawdę koi nerwy, ale co z tego, skoro to uczucie nadal jest, tyle tylko, że kiedy daje o sobie znać, to już nie panikuję i staram się je ignorować jak tylko mogę i nie przejmować się nim. Wychodzę z założenia, że skoro samo mnie tak nagle dopadło to i samo przejdzie, bo nie uszkodziłam sobie gdzieś głowy, żeby to było powodem tego uczucia. To pewnie znowu coś w mojej psychice siedzi.
  15. No tak, Twoja babcia Ci nie pomaga, wręcz przeciwnie, jeszcze bardziej Cię dołuje. Powinna Cię wesprzeć, pocieszyć, być z Tobą w tych trudnych chwilach. Właśnie to jest najgorsze w nerwicy, że najbliższych Twój stan w ogóle nie interesuje. Oni żyją własnym życiem i mało ich interesuje to, jak Ty się czujesz. Ja tak mam w domu. Babcia i tata tak jakby unikali tego tematu. Moja babcia jeszcze okay, bo mogę z nią pogadać, ale tacie jakbym codziennie suszyła głowę o tym dziwnym uczuciu i narzekała i mówiła o tym cały czas to znając go po pewnym czasie zacznie krzyczeć na mnie albo powie tyle TO DO LEKARZA. Właśnie rodzina powinna taką osobę znerwicowaną wspierać, rozmawiać o tym stanie, podtrzymywać na duchu, pocieszać, wysłuchać, nawet taki gest jak przytulenie jest naprawdę wspaniały i podnoszący na duchu bo wtedy się wie, że takiej osobie zależy na Tobie i chce być z Tobą, pomóc Ci to przejść. Najgorsze co może być to obojętność ze strony rodziny, to nie pomaga, bo człowiek wtedy jest sam ze swoimi problemami, zamyka się w sobie i z nikim już nie rozmawia bo wie, że druga strona nie rozumie jej i tylko pociesza, żeby zaraz zmienić temat. Współczuję Twojemu bratu, ponieważ u mnie tak samo zaczęła się nerwica lękowa. Też byłam wtedy mała i takie same objawy miałam, kiedy ktoś na mnie krzyczał, lub podniósł głos, albo groził. Oby jego nie dopadła nerwica. Powiem Ci, że jeśli jesteś osobą wierzącą, to znajdziesz zrozumienie i spokój w Bogu, tylko musisz w to wierzyć. Mnie modlitwy i rozmowy z Bogiem bardzo pomagają. Uspokajają mnie, mimo że to uczucie daje o sobie znać, ale kiedy mnie nachodzi, to już nie jestem taka spanikowana i nie płaczę, tylko staram się to jakoś olewać, to łatwe nie jest, bo mam dni lepsze i dni gorsze, ale staram się walczyć z tym. Wychodzę z założenia, że skoro to uczucie samo mnie napadło to i samo przejdzie.
  16. Moje dzieciństwo też nie było usłane różami niestety jak pisałam wcześniej, moi rodzice bardzo krótko trzymali mnie i mojego brata. Każde ich polecenie musiało być natychmiast wykonane bo inaczej były krzyki i bicie. Mój brat był bardzo znienawidzony, ponieważ tata go do dziś nie cierpi, w dzieciństwie bił go pięściami po głowie i plecach, wtedy mama i babcia go powstrzymywały, płakały i krzyczały a on go bił i ja wtedy też płakałam i trzęsłam się z nerwów. Od zawsze byłam osobą wrażliwą na ludzką krzywdę. Ile razy chciałam rzucić się na tatę, żeby przestał bić brata, ale bałam się taty bardzo, do dziś wole mu nie podskakiwać. Rodzice zawsze się kłócili, krzyczeli po sobie, z mamą zawsze miałam zły kontakt, często się kłóciłyśmy, dokuczałyśmy sobie. Pokój, które dzielę z bratem musieliśmy sprzątać na czas. Tata wtedy nastawiał budzik zawsze było to 10 minut a pas od spodni wisiał na drzwiach. Jeśli się nie wyrobiliśmy, dostawaliśmy pasem po nogach, łydkach, plecach i tyłku. Zawsze bałam się mówić rodzicom o jedynkach w szkole, bo zawsze krzyczeli na mnie, wyzywali od osłów i tępaków, grozili, że wyrzucą mnie z domu. Kiedyś tata nie pozwolił mi iść spać, póki nie nauczyłam się jakiegoś przedmiotu a kiedy ze zmęczenia już nie umiałam się nauczyć na pamięć, tata rzucał zeszytem i krzyczał że w takim razie spać nie pójdę. Wtedy interweniowała babcia i mogłam iść spać, aby na drugi dzień wstać do szkoły. Dlatego w podstawówce i gimnazjum zawsze miałam problemy z nauką, na dodatek mój brat był wtedy popychadłem w szkole, starsi chłopcy bili go i wyzywali, a on nie chciał się bić z nimi, więc ja go broniłam i biłam się z chłopakami, bo nie mogłam patrzeć, jak poniżają brata. Także dzieciństwo nie miałam wesołe. Rodzice wiedzieli, że ja to wszystko przezywam bardzo mocno i, że każde ich krzyki i groźby biorę sobie na poważnie do serca, wiedzieli, że jestem osobą rozhisteryzowaną, która boi się ich wrzasków, a mimo to cały czas krzyczeli a tata bił. W 2008roku moja mama rozwiodła się z moim tatą. To był kolejny, bardzo bolesny cios dla mnie. Wyprowadziła się do Chorzowa i rzadko ją widuję, a kiedy jeździłam do niej na weekendy jak jeszcze była świeżo po wyprowadzce stąd, to kiedy wracałam tu do domu, to miałam dni załamania, płakałam i tęskniłam, ale kocham oboje rodziców i nie mogłabym mieszkać z nią bo warunków nie ma i tęskniłabym za bratem, babcia i tatą. Nazbierało się tego wszystkiego z dzieciństwa no i tak mam nerwicę lękową. Jeszcze na dodatek od roku pracy nie mogę znaleźć, ukończyłam dwa półroczne staże, ale nie zatrudnili mnie niestety, także są podstawy pod moją nerwicę. Mój brat o dziwo, to spokojny człowiek, któremu wszystko zwisa, niczym się nie przejmuje, ma wszystko w nosie, a ja jestem znerwicowaną osobą.
  17. marta9020 jak ja Cię doskonale rozumiem. Kiedy zwierzasz się bliskiej osobie a na końcu słyszysz GŁOWA DO GÓRY, BĘDZIE DOBRZE. No to wtedy już wiem, że taką osobę po prostu w ogóle to nie interesuje. Niestety, są też tacy ludzie, którzy nie potrafią słuchać, wesprzeć i pomóc, bo po pewnym czasie, kiedy im się opowiada o swoich problemach to się słyszy WEŹ SIĘ JUŻ W GARŚĆ, ILEŻ MOŻNA BYĆ PRZYBITYM! CIESZ SIĘ ŻYCIEM A NIE ZAMARTWIAJ. Takim to łatwo mówić, bo nie są w naszej sytuacji i zapewne maja idealne życie. Moja mama też jak widziała, że płakałam i byłm znerwicowana to choćby nawet wykonać taki gest jak przytulenie mnie to jeszcze mówiła ZAŚ HISTERYZUJESZ, TO JUŻ JEST NUDNE WIESZ? WMAWIASZ SOBIE JAKIEŚ PIERDOŁY I SIE NAKRĘCASZ a tata potem też krzyczał na mnie no i sami powiedzcie, czy takie podejście może polepszyć stan osoby znerwicowanej? Nie, takie zachowanie tylko potęguję znerwicowanie i zaczyna się histeria kiedy się widzi, że w rodzicach, najbliższych osobach nie ma się wsparcia. Właśnie tej miłości, spokoju i rodzicielskiej opieki mi brakowało w dzieciństwie. Zawsze tylko kłótnie, bicie, wrzaski, stąd mój stan nerwicowy.
  18. marta9020 właśnie, tłum niestety źle odbiera nerwicę. Kiedy opowiada się komuś o swoich objawach, o lekach jakie się bierze, to od razu myślą, że mają do czynienia z osobą chorą psychicznie i właśnie mylą to z nerwicą. Nie mają pojęcia jaka jest różnica między nerwicą a choroba psychiczną. Rozumiem Cię. Wiadomo, że to od tak nie przejdzie, bo człowiek mimo że na przykład rozmawia z kimś, albo siedzi na komputerze, czy słucha muzyki, to jednak to nie jest uwolnienie swojej psychiki, bo jednak podświadomie myślimy o danych objawach, które nam uprzykrzają życie a kiedy się o nich myśli, to wtedy się nasilają i dają o sobie bardzo mocno znać. Ja też parę dni temu obudziłam się nagle w nocy wystraszona i to dziwne uczucie właśnie mnie dopadło, więc wiem, jak to jest. Wszyscy mówią myśl pozytywnie, odrzucaj te myśli, ale to zawsze łatwo mówić, ponieważ człowiek jednak zawsze myśli o tych objawach. Trzeba by było na okrągło być czymś zajętym, aby nie myśleć o tym, ale czas na odpoczynek też musi być. Tu jest potrzebny czas i wsparcie bliskich, którzy też coś takiego mieli lub mają, którzy zrozumieją nas znerwicowanych.
  19. kornelia_lilia nigdy tego nie leczyłam, nie brałam tabletek, ponieważ z reguły sama z tego wychodziłam, ponieważ przestałam o tym myśleć no i szkoła była, więc mózg był zajęty nauką. Wiesz, ja jestem osobą wierzącą i praktykującą i dużo wsparcia odnajduję w modlitwie. Proszę Boga, aby mi pomógł, wspierał mnie, podtrzymywał na duchu i powiem Ci, że ta wiara mnie uspokaja i koi nerwy, dlatego jeszcze nie popadłam w panikę i depresję. Nauczyłam się z tym żyć. Jedne moje nerwice trwają dłużej inne krócej, teraz mam taką, co trwa dłużej, ale staram się myśleć pozytywnie, mam kochająca rodzinę, wspaniałych znajomych i przyjaciół i wmawiam sobie, że jestem zdrowa, że nie ma się czym martwić. Kiedyś wmówiłam sobie, że źle widzę, bo jestem osobą krótkowzroczną i wtedy histeryzowałam, płakałam, nie szło mnie uspokoić, pojechaliśmy do okulisty, zbadał moje oczy, powiedział, że wzrok ani się nie pogorszył ani nie polepszył, że wszystko w porządku jest i nie mam się czym martwić, wróciłam do domu, wypiłam MELISĘ i wracałam do sił. Parę lat temu wmówiłam sobie nawet, że mam coś ze słuchem ale to wszystko były moje wymysły. Ludzka psychika jest bardzo silna i kiedy się sobie coś wmówi albo się o czymś intensywnie myśli, to ona potem daje te obrazy nam przed oczy i zaczyna myśleć tak jak my sobie coś wmawiamy.
  20. kornelia_lilia podejrzewam, że to właśnie przez moje stresujące dzieciństwo. Ostatnio miałam przez bardzo długi okres spokój od nerwicy, aż do tej niedzieli, kiedy na chwilę zamyśliłam się i "odpłynęłam" na kazaniu a kiedy wróciłam myślami do kazania, to już to uczucie mnie dopadło. Kiedy tak o nim nie myślę to jest jakoś okay, jestem spokojniejsza i zrelaksowana, ale kiedy ono samo daje znać o sobie, to znowu zaczynam o nim myśleć ehh...nawet nie wiem, czy będę w stanie opisać psychologowi to uczucie tak, aby zrozumiał o co mi chodzi. A co do lodowatych dłoni to wiem jakie to krępujące, nawet latem jak się ma lodowate ręce. To chyba wina naszego krążenia :) stopy też mam wtedy lodowate i nos również. A kiedy jestem bardzo zestresowana i roztrzęsiona, to ręce są przerażająco lodowate.
  21. marta9020 --- doskonale Cię rozumiem, kiedy mówi się najbliższym o swoich objawach a oni patrzą na Ciebie jak na idiotę i uważają, że to sobie wmawiamy i dlatego to mamy, ale prawda jest taka, że jeśli ktoś nie miał nigdy nerwicy i takich objawów, jak Twoje lub moje to nigdy nas nie zrozumie, ponieważ uzna, że to my sobie wymyśliliśmy. Tylko osoba, która miała kiedyś nerwicę, lub ma doskonale Cię zrozumie, wesprze i pomoże, wiem co mówię, ponieważ kiedy powiedziałam mojej babci o tym, co mi dolega, to ona wspierała mnie, powiedziała, żebym myślała pozytywnie, że mam odrzucać mysli o tym dziwnym uczuciu, które momentami mam i, że wszystko po pewnym czasie wróci do normy, bo ona też miała nerwicę i załamanie po śmierci swojego męża i też miała dziwne objawy nerwicy, więc rozumiem Cię. Tyle, że ta moja nerwica, to głównie zimne wręcz lodowate ręce, tarcie ręki i rękę, momentami lekkie trzęsienie się i wzrastające napięcie. Ja nie mam żadnych bólów głowy, czy bólów w klatce piersiowej, ponieważ każda nerwica jest inna, każdy ma inne objawy. Niektórzy maja kłucie w klatce piersiowej, inni duszności a Ty masz tą gulę w gardle. Ja też czasami jak jestem zestresowana to czuję, że lewy migdał mam powiększony a jak myślę o tym, to on tym bardziej daje się mi we znaki i momentami też mi się źle oddycha, ale wiem, że to tylko moja psychika i staram się uspokoić i skupić myśli na czymś innym, chociaż teraz z tym dziwnym uczuciem jest mi ciężko, ponieważ za bardzo ono daje o sobie znać i jeszcze teraz ten listopad, ta pogoda i to ciśnienie też nas dołuje i wzmacnia naszą nerwicę. -- 16 lis 2011, 16:23 -- kornelia_lilia ale wiesz czego się obawiam, że psycholog powie, żebym nie myślała o tym, żebym odrzucała te myśli itd., ale to naprawdę jest tak dziwne uczucie, że ciężko jest o nim nie myśleć.
  22. Hej wszystkim. Jestem nowa na tym forum i chciałabym Wam opisać swój przypadek. Zacznę od tego, że mam 23 lata. Moja nerwica trwa od dzieciństwa, zawsze byłam płaczliwa, rozhisteryzowana, a to podejrzewam "zawdzięczam" swoim rodzicom, którzy byli bardzo nerwowi. Zawsze bałam sie mówić prawdy o swoich ocenach w szkole, ponieważ za każdym razem kończyło się na głośnych kłótniach, biciem i zastraszaniem. Tata i mama często się kłócili, oboje uważali mnie za osła i tępaka, krzyczeli, że jak nie zdam to wyrzuca mnie z domu, kilka razy tata do późnej nocy kazał mi się uczyć w kuchni kiedy oni spali a potem przychodził i kiedy nie umiałam dostawałam po głowie. Byliśmy z bratem trzymani krótko, kiedy byliśmy niegrzeczni tata kazał nam klęczeć parę godzin w kącie, sam bił brata tak mocno, że krew leciała mu z nosa, zawsze bałam się tych wybuchów taty, strasznie wtedy płakałam, trzęsłam się, ale do rzeczy. Moja lekarka, kiedy jeszcze byłam dzieckiem, po moim zachowaniu stwierdziła, że mam nerwicę lękową, że obawiam się chorób, że ogólnie boję się. Pod koniec października tego roku (2011) dopadło mnie bardzo dziwne uczucie. Zaczęło się w Kościele. Jeszcze przed wyjściem do Kościoła byłam szczęśliwa, radosna, śmiałam się, żartowałam z babcią, dodam, że od kilku miesięcy już nie miałam ataku nerwicy, byłam pełna energii, wszędzie było mnie pełno, miałam chęci do życia, cieszyłam się każdym dniem. No więc wtedy poszłam z babcią do Kościoła. Wszystko było w porządku aż do momentu kazania. Często mi się zdarza, że na kazaniu nagle odrywam się od tego, co ksiądz mówi i po prostu jakieś wspomnienia mam przed oczami, jestem zupełnie wtedy wyłączona z kazania, ale zawsze kiedy wracam myślami do kazania jest wszystko okay, ale wtedy coś było nie tak. Wtedy odpłynęłam na kazaniu myślami gdzieś do jakiś wspomnień, a kiedy wróciłam myślami do kazania dopadło mnie bardzo dziwaczne uczucie, które bardzo ciężko jest opisać. Kiedyś dawno temu też je miałam, wtedy określiłam to mojej mamie tak "TO JEST TAKIE UCZUCIE, ŻE WIEM, ŻE JESTEM W DANYM POMIESZCZENIU W DANYM MIEJSCU, ALE TAK, JAKBYM TEGO NIE ODCZUWAŁA TAK JAK KIEDYŚ", ale po jakimś czasie mi to przeszło, chociaż wtedy się rozpłakałam, a mama stwierdziła, że coś sobie ubzdurałam, ale do rzeczy. To uczucie, które dopadło mnie dwa tygodnie temu do dziś mnie trzyma, może nie jest już aż tak bardzo silne, ale nadal jest. Na przykład, jestem na dworze, wiem gdzie jestem, ale tak jakby musiała minąć chwila, zanim to dotrze do mnie a kiedy chcę się na tym skupić, to znowu mnie dopada to uczucie. Nie wiem, czy opisałam to dość wyraźnie, ale tak jak mówiłam, to jest bardzo trudne do opisania, bo to nie jest ani utrata pamięci, ani brak koncentracji, bo dociera do mnie to wszystko, co mówią do mnie ludzie i tak dalej, ale to dziwne uczucie jest dość dokuczliwe. Pierwsze dni kiedy to mnie dopadło, to był początek listopada, to byłam bez życia, Byłam senna, zmęczona, ospała, brak apetytu (schudłam 5kg), brak energii, łzy mi płynęły co chwila po policzkach, nie chciałam z domu wyjść, leżałam tylko na tapczanie przed TV kompletnie załamana, cały czas to uczucie jest, staram się jak mogę nie myśleć o nim, ale ono i tak samo daje o sobie znać, a jest naprawdę dość dokuczliwe. Próbuję sobie wmawiać, że to tylko moja psychika mi płata figle, żebym nie patrzyła na świat przez pryzmat tego dziwnego uczucia, ale ono i tak jest tam w głowie gdzieś zakorzenione i chcąc nie chcąc to jednak myślę o nim. Wtedy ono mi dało spokój, bo chodziłam do szkoły, więc skupiona byłam na nauce a teraz jestem w domu całe dnie i nawet jak rano wstaję, to z taką niechęcią, że znowu będę musiała się z tym zmierzyć. Czy ktoś z Was miał takie dziwne uczucie? Proszę, doradźcie mi coś. Piję już od dłuższego czasu MELISĘ dwa razy dziennie na uspokojenie, ale co z tego, skoro myślę o tym uczuciu, tylko, że teraz, kiedy ono mnie dopada, to staram się nie panikować, ponieważ jak spanikuję to ono się bardziej nasili. Teraz już nie jestem tak radosna jak jeszcze dwa tygodnie temu, po prostu chodzę smutna po domu, boje się wyjść z domu bo to uczucie jest takie dziwne. Do psychologa jeszcze nie poszłam, bo zawsze sama radziłam sobie z atakiem nerwicy, sama z niej wychodziłam i nie chcę, żeby psycholog mnie od razu faszerował tabletkami, bo to uzależnia. Byłabym wdzięczna za jakieś rady. Pozdrawiam serdecznie.
×