Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

magic32

Użytkownik
  • Zawartość

    19
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Myślę, że chodzi tu po prostu o indywidualną podatność na dane zachorowanie, gdzie kiedy pojawią się sprzyjające warunki , w tym przypadku przewlekły stres, lęk pojawia się choroba. Nie łączyłabym tego ze słabą psychiką bo to chyba dwie różne kwestie. Czytałam gdzieś, że przyczyną nn jest wadliwe połączenie między jądrami podstawy mózgu a korą przedczołową. W przypadku operacji lekarze niszczą te wadliwe połączenia, jest opisany taki przypadek w internecie. operacja-t30457.html. Może o to chodziło Zenonkowi.
  2. Na NN zachorowałam będąc na przełomie 7/8 miesiąca ciąży stąd nie mogłam brać wtedy leków. Niecałe dwa miesiące od pierwszysch objawów zaraz po porodzie miałam wdrożone leczenie. Ja miałam naprawdę bardzo silne objawy i przy tym derealizację i depersonalizację. Czułam, że nic nie czuję i nie chciało mi się już przez te myśli i tak złe samopoczucie żyć. Dostałam depresji. Natomiast od razu rozpoczęłam psychoterapię, którą również kontynuuję do dzisiaj. Słuchajcie , myślę, że to wszystko to jest kwestią indywidualnego przypadku. Jeśli chory sobie dobrze radzi z tymi myślami, nie ma tak silnych objawów , nie ma zaburzonej przez to koncentracji i pamięci, że utrudnia mu to codzienne funkcjonowanie to pewnie bez leków jest szansa przetrwać. Natomiast wiem co piszę bo wiem co przeżywałam i przeżywam a leki mi trochę pomogły, to była po prostu konieczność. Teori na temat przyczyn tej choroby jest wiele jak i metod leczenia. Każda metoda jest dobra jeśli jest skuteczna i sama chciałabym taką poznać aby się wyleczyć i wreszcie poczuć, że żyję. Pozdrawiam Was.
  3. Witam, choruję na nerwicę natrętnych myśli od kwietnia tego roku. Jako osoba chora z pełną świadomością uważam, że jest to bardzo ciężka choroba i wypowiadanie się, że to jest czy nie jest masakra jest każdego indywidualną sprawą. Ja miałam tak silne objawy, że musiałam brać leki, choć nie pomogły mi w 100% to na pewno przywróciły możliwość funkcjonowania i życia. Każdy kto miał silne objawy sam zresztą wie jak to jest kiedy myślisz, że kogoś zabijesz, zgwałcisz własne dziecko, bluźnisz w myślach na wszystkich ludzi i dużo by jeszcze pisać.... i nie wiesz sam kim jesteś. Kwestia jeszcze jak długo te objawy dają nam w kość. Ja w wyniku natręctw dostałam depresji, brałam sam lek SSRI ale nie pomagał i biorę do tego najmniejszą dawkę neuroleptyku, który stosuję się w leczeniu nerwicy i depresji aby wzmocnić działanie leku SSRI. Życzę wszystkim dużo zdrowia!!!
  4. kasiulka89 - ale Ty masz myśli, a nie głosy dlatego to na pewno nie schizofrenia.
  5. Kasiulka89 - też miałam takie przekorne myśli, identyczne jak Twoje.... Jak widziałam tragedię to dosłownie w ogóle się tym nie przejęłam i miałam myśl, że dobrze im tak:( Masakra, bo zawsze dobrze życzyłam ludziom. Jak z kimś rozmawiałam i ktoś mądrze ze mną rozmawiał i sensownie i miło to mi się pojawiała myśl " co on p....". Byłam tym przerażona ale jak widać to kolejne objawy nn. Trzymaj się. pozdrawiam.
  6. Streak ! Ja mam bardzo podobnie, musisz zacząć się leczyć, koniecznie! Teraz już nie czuję lęku jak mam te myśli stąd często mam poczucie jakby były moje i czuję się z tym strasznie źle. Masz w planach wizytę u psychiatry albo psychologa? pozdrawiam, trzymaj się!
  7. Ja miałam tak, że mnie światło po prostu bardziej niż zwykle raziło i długo nie mogłam skupić wzroku na jednym punkcie a w szczególności w trakcie rozmowy na rozmówcy ale przeszło. Co do myśli to miałam takie same, teraz też wracają ale z mniejszym nasileniem. Koniecznie idź do lekarza aby choroba bardziej się nie rozwijała, naprawdę nie ma na co czekać. Leki Ci pomogą i na pewno dostaniesz też wiele cennych wskazówek jak sobie radzić z tą chorobą. Na pewno zachowanie spokoju i pozwolenie aby te myśli tylko przemykały przez Twoją głowę i nie skupianie się na nich jest sposobem ale wiem po sobie, że to nie jest takie proste ale próbować trzeba. Życzę Ci dużo zdrowia i powodzenia! Trzymaj się, jesteś młody i musisz wierzyć, że wszystko będzie dobrze.
  8. kasiulka 89 - ja zdecydowanie tak czułam, czasem irytację do wszystkich i niestety ta przerażająca jakby chęć do zrobienia komuś krzywdy. Masakra, jakby coś chciało mnie do tego zmusić... Trzymaj się!
  9. Witaj, to trzymam kciuki aby u Ciebie wszystko się powiodło i aby choroba dała Ci święty spokój. Twoja nn dotyczy myśli czy rytuałów? U mnie jest bardzo różnie po kilku lepszych dniach przychodzą gorsze i tak od pół roku mam cały czas, nie ma stabilizacji na dłużej niż tydzień, później znowu choroba mnie męczy. Czasem już naprawdę mam dosyć tego wszystkiego, ostatnio ciągle chciało mi się z tego powodu płakać bo nie mogę normalnie jak inni żyć, cieszyć się i radować. Boli mnie to bardzo. W dodatku jestem jakaś taka zobojętniała na wszystko, emocje mi się spłyciły i to jest dla mnie bardzo męczące, chyba bardziej niż nn. Czasem uśmiecham się a nie czuję szczęścia i radości, brak odczuwania uczuć mnie dobija. Nie wiem co o tym myśleć i co ja mam zrobić aby było lepiej. Czuję się sobie czasem taka obca , jakbym to już nie była ja tylko ktoś inny. Trudne uczucie. A ja tak bardzo pragnęłabym być tą dawną osobą...Moja córeczka mnie motywuje abym się jakoś trzymała, cieszę się, że ją mam bo tak naprawdę to dla niej żyję! pozdrawiam i życzę powodzenia.
  10. Witam wszystkich, Na nn zachorowałam będąc w ciąży niestety i tak się za mną ciągnie to cholerstwo. Miałam myśli, że zrobię komuś krzywdę, myśli bluźniercze i wiele wiele innych, które zmieniały się jak w kalejdoskopie. Natomiast niepokoi mnie fakt, że słabiej odczuwam emocje, nie ma we mnie już takiej radości i spontaniczności jak kiedyś. Czuję się jakbym miała jakąś barierę w głowię, której nie mogę przeskoczyć, jakbym była uwięziona sama w sobie. Czuję się sobie obco, inaczej niż przez chorobą. Trudno mi to opisać ale wiem, że inaczej odczuwam wiele rzeczy niż wcześniej i to bardzo mi przeszkadza. Poza tym czasem jak pojawia się myśl o zrobieniu komuś krzywdy to pojawia się i uczucie takie jakbym chciała to zrobić a przecież nie chce, to samo jest jak w myślach kogoś wyzywam to też czasem czuje jakbym naprawdę kogoś wyzywała. To jest straszne, a najgorsze, że dotyczy tak bliskich, kochanych przeze mnie osób. Bardzo cierpię z tego powodu. Proszę napiszcie jak to u Was jest z tymi emocjami? Z góry dziękuję i pozdrawiam!
  11. Ja na początku brałam sam antydepresant ( Mozarin) a teraz biorę dodatkowo neuroleptyk (Risperon 1mg na noc). Po samym Mozarinie na pocżatku się poprawiało a po ok. 2 tyg. objawy wracały, później miałam zwiększaną dawkę, trochę pomogło i znowu pogorszenie. Kiedy już większej dawki Mozarinu mi lekarz nie mógł zlecić to dostałam neuroleptyk i tutaj coś drgnęło. Kiedy czułam się znowu gorzej to lekarz zastanawiał się czy nie dać mi większej dawki Risperonu (2mg ) ale zostaliśmy przy mniejszej dawce i zobaczymy co dalej. Powoli zaczęły mi wracać uczucia przyjemności, radości, zadowolenia choć to jeszcze nie dońca to to i tak się cieszę z tego faktu bo jeszcze niedawno nie dane mi było odczuwać tych uczuć to też było koszmarne. Dlatego też lekarz nie zwiększył mi dawki neuroleptyku bo nie chciał abym znowu nic nie czuła a duże dawki wywołują takie działania uboczne. Generalnie u mnie się to wszystko waha, tydzień czuję się lepiej, później znowy gorzej itd. Nie wiem od czego to zależy. Mnie neuroleptyk na pewno pomógł. Powodzenia!
  12. Ja moją córcię też kocham nad życie... jest dla mnie kimś wyjątkowym. Czasem jednak mi bardzo smutno, że los dotkął mnie tą chorobą bo po prostu nie zawsze mogę się tak zajmować swoim dzieckiem jak bym tego chciała bo akurat się gorzej czuję i wtedy nie sprawia mi to takiej frajdy jak w lepszych momentach. Martwię się jak będzie kiedyś, za parę lat. Chciałabym sobie dobrze radzić z chorobą i być wsparciem dla mojej córeczki i wychowywać ją najlepiej jak potrafię. Choroba wywołuje we mnie też różne obce mi emocje bo to że mam natręctwa to jedno ale czasem przez to czuję się sobie taka obca, jakbym nie była sobą. Na początku kiedy pojawiły mi się myśli, że zrobię krzywdę swoim bliskim to przestałam czuć jakiekolwiek uczucia, tylko załamanie i płakanie, całkowita obojętność. I tak bardzo mi brakowało tych uczuć w moim życiu, że już nic mnie tak nie uskrzydla jak kiedyś. Czy Wy też tak macie? Może ja oprócz nn jestem jeszcze na coś chora.... pozdrawiam Was mocno!
  13. Witaj ponownie, ja też miałam czasem straszne sny... i też czułam, że zwariuję i że to już jest koniec mojego życia, że tak nie dam rady, że się tak po prostu nie da żyć... Jednak coś się poprawiło, jest lepiej choć czasem nadal mi ciężko to wiedząc, że mogą następować lepsze chwile zaczynam wierzyć, że może chwila przejdzie w dłuższy moment a ten moment w godziny, dni i lata:) Żyję cały czas tą nadzieją. A jak radzisz sobie z macierzyństwem? Jak z Twoimi uczuciami tak ogólnie? pozdrawiam.
  14. Witaj, Ja nerwicy natręctw dostałam na przełomie 7/8 miesiąca ciąży. Ciąża była wyczekana a ja bardzo szczęśliwa, że zostanę mamą. Martwiłam się bardzo o zdrowie mojej córeczki bo na usg nie wszystko było zadowalające (ale całe szczęście jest zdrowa) stąd ciągłe myślenie, trochę problemów w porozumieniu z mężem, nowe mieszkanie i przeprowadzka. Nagle ciągle musiałam coś analizować, rozmyślać, wracały do mnie jakieś zaszłe tematy, o których dawno nie myślałam i pojawiły się lęki. Ciśnienie mi zaczęło skakać i myślałam, że zaraz coś mi się stanie, a jak mnie to i mojej córeczce i tak sie nakręcałam, błędne koło. Były to dla mnie ciężkie chwile ale trudniejsze przyszły później. Z tym skaczącym ciśnieniem wylądowałam w szpitalu i tam wieczorem pojawiła mi się wizja, że robię krzywdę mojemu mężowi i mojej nienarodzonej jeszcze córeczce, w tej wizji zobaczyłam siebie z nożem i byłam przerażona. Całą noc nie spałam, to był dla mnie szok. Od tej pory bałam sie wszystkich ostrych przedmiotów, ta wizja męczyła mnie non stop i ten strach czy czegoś komuś nie zrobię bo już dotyczyło to wszystkich ludzi a nawet zwierząt. Potem pojawiły się w myślach wyzwiska i kolejna męczrnia. Dotrwałam do porodu i zaraz po nie karmiłam piersią tylko musiałam zacząć brać leki bo mój stan był bardzo ciężki, byłam załamana i wpadłam przez to w depresje. Moje marzenia o pięknym macierzyństwie runęły w gruzach a ja ciągle myślałam, że za chwilę zwariuje jak mi to nie przejdzie. Myśli pełno, przeróżnej treści. Dziś minęło ponad cztery miesiące od porodu, mam najukochańszą córkę jaką mogłam sobie wymarzyć i powoli zaczynam się cieszyć. Przez jakiś czas w ogóle przestałam odczuwać emocje radości, nawet smutku teraz pomału ale do przodu, nie jest to jeszcze tak jakbym chciała ale coś czuję a to już coś. Cierpiałam starsznie, miałam już różne myśli i w nich żegnałam się już z tym światem, byłam zgruzgotana tą sytuacją i swoim samopoczuciem. Myśli mnie męczyły ciągle a ja już nie mogłam tego wytrzymać, płakałam ale po każdym upadku walczyłam dalej. Dziś jeszcze myśli mnie czasem atakują niestety, tylko z mniejszym nasileniem. Uczę się każdego dnia z nimi żyć choć najlepiej skopałabym im tyłek... Ale wiem, że warto było to wytrzymać dla każdego uśmiechu mojej córki, dla każdego przytulenia, dla każdego widoku kiedy ona śpi i kiedy w jej oczach widzę jaka jest szczęśliwa i radosna... Dlatego nie poddawaj się proszę... Ja czasem w ciągu jednego dnia miałam tak różne stany, że trudno uwierzyć. Piszę , opisuję swoją historię abyś wiedziała, że nie jesteś sama i , że ja też przeszłam bardzo trudną drogę i nadal nie jest mi tak łatwo ale lepiej. Leki mi chyba pomogły trochę i chodzę też na psychoterapię. Mam nadzieję, że mój stan się utrzyma i polepszy jeszcze ale oby się nie pogorszyło! Tego życzę też Tobie aby wszystko wracało pomału do normy abyś wytrzymała jeszcze i walczyła, przede wszystkim dla siebie ale i dla swojej rodziny. Trzymam kciuki za Ciebie! za Was!!! Pozdrawiam serdecznie!!!
  15. ja prawdopodobnie też będę miała cesarkę boje się że po porodzie się pogorszy jednak wszyscy przekonują mnie że może być tylko lepiej ale zobaczymy...w każdym bądz razie nadziei nie tracę.Jeśli możesz powiedz mi jak czułaś się po cesarce fizycznie i psychicznie.Pozdrawiam:) Ja po cesarce fizycznie w miarę szybko doszłam do siebie, wszystko jest do wytrzymania. Bardzo chciałam po porodzie szybko zobaczyć moją córkę także to dodawało mi sił i za wszelką cenę chciałam aby choroba nie zaburzyła mi dośwaidczeń tego szczęśliwego momentu. Jednak psychicznie nie czułam się dobrze ale ja miałam bardzo sile objawy i myśli bardzo mnie atakowały, poza tym miałam tzw. derealizację i wszystko widziałam jak zza szyby, takie bardzo dziwne i nieprzyjemne uczucie. U mnie jeszcze pojawiły się inne natręctwa. Po porodzie zaczęłam brać leki i one trochę pomogły, dzisiaj jest dużo lepiej choć bywają różne dni. Najważniejsze to walczyć i się nie załamywać choć łatwo to pisać kiedy akurat choroba się wycisza i tak bardzo nie dokucza. Życzę Ci powodzenia i trzymam kciuki za Was:):):)
×