Witajcie, tak czytam te wypowiedzi o derealizacji i depersonalizacji i wiem co musicie przechodzić, sam to przechodziłem, trwało to 1,5 roku, takim apogeum,jednym z dwóch najgorszych objawów łączącym sie z dd mialem poczucie, ze ja jestem tu i teraz i czas normalnie leci, ale np, tak gdzie moja mama pracuje, w jakimś sklepie, w nowym jorku, i każde inne miejsce to dla mnie czas się zatrzymał i ludzie sie nie ruszają, tam świat stał, "niby" musiałem tam iść ze ludzie zaczeli chodzić i czas tam leciał, drugim objawem to było poczucie cofnięcia sie z 2013, do 2012 roku, mialem tak realne sny, ze powoli coraz gorzej odróżniałem rzeczywistość od jawy, o poczuciu lęku w obydwu przypadkach, nie mówię, to było piekło, teraz niemam dd juz prawie wogóle, tzn nie objawia sie takimi "jazdami" ze tak powiem, u mnie słabe dd objawia sie wtedy gdy mam spadek ciśnienia i to dość mocny, czuje sie ospały, wykończony. Pewnie wielu z Was myśli jak to u mnie było że sie skończyło ? Przez mój okres nerwicy a jest to już 5 lat brałem przez 2 tygodnie środki psychotropowe, które psychiatra mi przypisał, leku juz nawet nie pamietam jak sie nazywał, ale pierwsza litera była na S..wywaliłem je ze względu na spotęgowane myśli samobójcze, na ulotce pisało ze mogą wyniknąć takie ewentualności, jedynym lekiem który pomógł mi z tego wyjść był..Magnez, kuracja trwała 8 miesięcy, dodatkowo pracowałem, wiec nie miałem czasu myśleć o takich rzeczach, trafiłem na prace w której czułem sie najlepiej, Da sie z tego wyjść, tylko trzeba gdzieś tam sobie uświadomić ze bedą dni lepsze i te gorsze. Napewno trzeba odstawić alkohol, który ma duży wpływ(zły) na układ nerwowy, co potęguje lęki i inne zachowania nerwicowe. Oczywiście sam Magnez mi nie pomógł, rozmowa z samym sobą, powolne otwieranie sie na świat i to dało rezultaty.