Hej, mam na imię Paulina i często Was tu czytam, ale odzywałam się jak na razie tylko w 1 wątku założonym przez siebie "Obawa przed alergią i uduszeniem". Pierwsze silne objawy nerwicowe (bo jak patrzę wstecz to na pewno z dnia na dzień to nie przyszło) miałam w 2011 roku podczas zajęć na uniwersytecie (byłam na japonistyce, jednak tak bardzo się przestraszyłam wtedy że zostawiłam ją w końcu). Miałam wtedy 20 lat i naprawdę się przestraszyłam tym nagłym poczuciem duszenia i mdlenia...A dodam że było ze mną tak źle że przez prawie 1,5 roku studiów jak miałam gdziekolwiek wyjść albo byłam na mieście to nic nie jadłam bo miałam lęki że zwymiotuję. Nie było to oczywiście normalne ale jakoś funkcjonowałam. Tego feralnego dnia poleciałam do domu i zaszyłam się w łóżku, prawie nie wychodząc z niego przez 2 tygodnie...Tak bardzo się nakręciłam, że nie mogłam być nawet przez chwilę sama, doszło do tego że jeździłam z mamą do pracy (jest pielęgniarką) i leżałam u niej w szpitalu gdzieś zbunkrowana, bo tam czułam się bezpiecznie :/ Z badań, przez które się przwinęłam to m.in. gastroskopia, prześwietlenie klatki piersiowej, USG jamy brzusznej, EKG, spirometria, badania krwi na tarczycę...Oczywiście wszystko w normie. W końcu trafiłam do psychiatry, który przepisał mi Parogen i doraźnie Afobam. Początki były bardzo trudne, bałam się brać leków, ta trauma że jestem "psychiczna" itd...W międzyczasie wywalczyłam urlop zdrowotny na rok, ale na japonistykę już nie wróciłam. Powiem tak: jak leki zaczęły już działać, to było jak jakieś uzdrowienie, czułam się zdrowa, pełna energii jak nigdy (nawet przed nerwicą zawsze byłam leniwa, ospała, wiecznie śpiąca, lękliwa). Wstawałam o 6 rano i miałam entuzjazm i odwagę, poszłam pierwszy raz do pracy (wcześniej bardzo długo się bałam), nawiązałam masę kontaktów, ogólnie euforia. Pierwszy nawrót miałam chyba gdzieś po roku w wakacje, kiedy wróciłam do Warszawy i nie miałam co robić...Akurat miałam zostać sama w domu i zaprosiłam do siebie kumpla na parę dni a tu rano bach, znowu na maksa spięcie i uciekłam do dziadków (mieszka z nimi też tata). Właśnie wtedy pojawiły się też lęki przed alergią czy czymkolwiek innym, co miało mnie doprowadzić do uduszenia...Potem miałam jeszcze 2-3 nawroty, nowy lek - Faxolet, teraz jestem na 3 roku studiów. Mam 23 lata, mieszkam z mamą i bratem, a ostatnio wprowadził się do nas partner mamy, jednak ja nie akceptuję tego związku. Mam możliwość mieszkania w mieszkaniu babci, które stoi puste (babcia jest w Londynie), jednak po podjęciu decyzji o wyprowadzce pojawił się właśnie nawrót i zostałam :/
Okej w sumie nie wiem czy ten opis się komukolwiek przyda, po prostu chciałam to napisać. A teraz mój zasadniczy problem: otóż jestem w trakcie kolejnego nawrotu i od tygodnia biorę leki spowrotem (odstawiłam w lipcu). Nie jest to skonsultowane z moją panią psychiatrą (wizytę mam 23.10), byłam u innej w mojej przychodni ale generalnie mnie zjechała i wypisała leki ale potraktowała mnie jakbym chciała je wymusić :/ Widziałam się też z panią psycholog, która z grubsza radzi mi, żebym sama podejmowała za siebie decyzje. Ale ja chyba nie umiem Z tymi lekami było tak że ja sama bardzo chciałam odstawić, bo było naprawdę spoko, ale moja mama (ona jest z tych "kontrolujących", chyba sama powinna się leczyć) chodziła za mną i mówiła, że bez leków nie dam rady i że zrobię sobie krzywdę, że to wróci...Niby się tym nie przejmowałam, tłumaczyłam jej, że odstawiam stopniowo pod okiem pani doktor, ale widocznie mój mózg jednak to chłonął...Lęki zaczęły się już w sieprniu, we wrześniu było w miarę, a teraz zaczęły się studia a ja ledwo funkcjonuję, wszystko odkładam, rano potrafię 4h przeleżeć w łóżku myśląć, miałam robić prawo jazdy ale jak biorę znowu leki to chyba nie mogę jeździć i nie wiem jak rozwiązać tę sprawę i wiele innych...Nachodzą mnie takie myśli, że wszystko, co udało mi się osiągnąć przez te 3 lata, wszystkie te fajne momenty, kiedy czułam się pewna siebie i odważna, to było tylko dzięki lekom :/ Sama nie wiem co mam myśleć, może ktoś jest w stanie rzucić dobrym słowem
(Przepraszam za chaotyczną wypowiedź)
Paulina