Ja po raz kolejny czytam ten wątek i po raz kolejny nie rozumiem co Was pcha do cięcia?
Czy to potrzeba bólu, bycie na krawędzi - że jak nikt mnie nie znajdzie to się przekręcę, czy może próba samobójstwa?
To ostatnie chyba odpada biorąc pod uwagę Wasze posty.
Ja miałem kiedyś fazę za ból - tylko objawiała się tym że jak coś było nie tak/czułem potrzebę bólu kułem sobie twarz i miałem kolejnego kolczyka - w szczycie miałem ich przeszło 20 :-), ale to chyba inny rodzaj fazy.
Inną fazą w momentach silnego stresu była, nie wiem czy to potrzeba wyżycia się czy też zaznania bólu ale wybierałem się w najgorsze dzielnice miast w których mieszkałem i nie zaczepiałem, ale miałem niepohamowaną ochotę żeby ktoś mnie zaczepił, chciał się bić - cokolwiek byle tylko się wyżyć.
Jak na złość jak mam ochotę to nikt nie burzy - po kilku godzinach łażenia jakoś tę agresję rozchodziłem i wracałem do domu.
Jak to jest z Wami - co Was do tego pcha?
Potrzeba bólu - może warto by się na jakiś boks czy inne cuda zapisać?
Opuchlizna z twarzy schodzi szybciej niż sznyty...
Czy też może po prostu łatwiej jest wziąć żyletkę niż wybrać się gdzieś i coś porobić...