Od kilku lat libido praktycznie zerowe, odcięło mnie po pierwszej silnej depresji.
Musiałem się niestety przyzwyczaić do takiej sytuacji.
Rzekoma dystymia mnie podobno trawi + zejścia do poważnej deprechy 2-4 razy w roku .
Ale ja myślę że to jest jednak deprecha kliniczna tylko ja twardy człek jestem i sobie jakoś radze , dlatego niektóre doktorki mówią że to dystymia .
Szczerze mówiąc to nie liczę na polepszenie kondycji seksualnej za pomocą leków.
Wszystkie których próbowałem wpływały źle na seksualność, Wellbutrin najmniej jednak i miał pozytywny wpływ na psyche.
Jeśli chodzi o libido to spadłem z dość "wysokiego konia" i niełatwo się było przyzwyczaić.
Od bohatera do zera, jakby.
Grzebanie w głowie mam już za sobą - nie pomogło.
Niedługo będę zmuszony zmienić życie całkowicie-nowa praca, ludzie, miasto .
Z taką formą psychiczną to może być trudne, więc chyba wrócę do leków na "jakiś czas".
Pomyślałem sobie że skoro Wellbutrin działa na mnie dobrze, to może da się po tym stwierdzić co jeszcze by się nadało.
Tzn. że głowy pozytywnie reagujące na ten lek mają może jakieś konkretne braki w neuroprzekaźnikach, taki schemat jakby..
Mirtor i Lerivon fajne na spanie ale zamułka nie mija po 2 tygodniach, po prostu jestem półżywy w dzień jeśli dawka jest choćby minimalnie usypiająca.
Tak że odpadają mimo że po nich spałem wreszcie jak człowiek.
Psycha lękowa od zawsze, staram się unikać sytuacji nasilających objawy i to mi najlepiej służy.
Leczenie tego raczej bezcelowe, wydaje mi się.
Dostosowuje świat do siebie, nie odwrotnie ( nie próbuje już na siłę mieć zdrowy beret , tylko lepie sobie taką rzeczywistość jaka mi jest przyjazna w tej chorobie) .
Polecam ten sposób - jest lepszy niż ciągłe napinanie które nic i tak nie daje.