Siema
W gimnazjum przeżyłem coś podobnego więc może ci pomoże to co napisze. Początek gimnazjum był całkiem spoko ale tak jak w Twoim przypadku dopisali kilku baranów do mojej klasy którzy skutecznie utrudniali mi życie tyko dlatego że byłem i nadal jestem bardziej opalony (w ich pokrętnych zakutych łbach byłem murzynem) niż cała reszta. Nikt się mnie nie czepiał dopóki oni nie zaczęli tego robić. I cóż, z czasem dla większości klasy stałem się "murzynem" co było naprawdę dołujące. Czasem nawet (ale bardzo rzadko) jakiś nauczyciel się zaśmiał słysząc komentarz na temat mojej osoby. Ogólnie prawie przez trzy lata byłem psychicznie dręczony a że byłem i jestem "niespotykanie spokojnym człowiekiem" który w zasadzie nie lubi się bić to pozwalałem im na to nie robiąc nic - chociaż był pewien wyjątek o którym Ci zaraz napiszę:
Pewnego razu na lekcji kobitka od polskiego (nawiasem mówiąc jedna z ładniejszych polonistek jakie spotkałem) wystawiała oceny. Część kasy zleciała się do niej do biurka tak że ona nic nie widziała i nic nie słyszała co się dzieje w reszcie sali. Panował ogólny chaos który nie bardzo kontrolowała bo skupiła się tylko na dzienniku. Oczywiście drugiej części klasy się nudziło i słyszałem tylko "murzyńskie" kawały pod moim adresem. Jakoś próbowałem to zdusić ale gdy zobaczyłem że "kumpel" uważany ogólnie za pachruścia wypisuje jakieś obelgi wielkimi literami na tablicy pod moim oczywiście adresem to tak mi się zagotowało że zanim skończył pisać ta ja byłem już za nim i (przepraszam za wyrażenie) tak pieprznąłem jego pustym łbem o tablicę że momentalnie stracił dobry humor a jego koleżka który stał obok zaraz powycierał co tamten napisał. Żebyś chłopie widział miny reszty tych baranów - bezcenne. A najlepsze było to że polonistka nawet się nie kapnęła choć do tej pory nie wiem jak to możliwe. Podniosło to rangę mojego "czynu" w ich oczach. Po tym nie mieli odwagi już się mnie czepiać ale niestety po kilku tygodniach "śmietanka" przypomniała sobie o mnie i znowu się zaczęło ALE tylko oni mieli odwagę to robić. Od reszty klasy miałem względny spokój.
Tak więc z dzisiejszej perspektywy jak na to patrzę to wiem że gdybym któregoś dnia się odważył i wpieprzył jednemu z tych głównych baranów to dziś nie miał bym problemów ze sobą. Do dziś jestem momentami nieporadny i zachukany aż mnie to wnerwia bo nie umiem tego zmienić a dziewczyny które spotykałem w życiu nie dostrzegały przez to nic szczególnego we mnie.
Nie wiem jak jest w Twojej szkole i jaki element tam uczęszcza. Ale jeżeli to kolesie z normalnych domów i tylko udają takich kozaków (nie licząc tego z domu dziecka ale on sam Cie nie dołuje) to możesz zaryzykować w sytuacji krytycznej (ale tylko i wyłącznie w krytycznej!!!) i przywalić jednemu którego uznasz za najsłabszego. Niestety musisz liczyć się z tym że to ty przed dyrektorem najprawdopodobniej zostaniesz uznany za winnego i poniesiesz konsekwencję a oni będą niby poszkodowani - wierz mi to też przerabiałem. Natomiast klasa będzie patrzyła na Ciebie inaczej. Ja sam miałem tyko tyle odwagi żeby przywalić cherlakowi. Wiem jakie to trudne przeciwstawić się bandzie bo sam nigdy tego nie umiałem. Pamiętaj że jest to drastyczne wyjście i zależy tylko od ciebie czy starczy ci odwagi.
Alternatywą może być zaimponowanie hołocie na gruncie sportowym (przynajmniej w moich czasach to by zdało egzamin). Postaraj się. A jeśli uważasz że nie dasz rady to porozmawiaj z rodzicami może by cię zapisali na coś - uwierz mi że WARTO mieć coś co robisz po za szkołą. Ja zrobiłem ten błąd że mi się nigdy nie chciało a teraz tego naprawdę żałuję. Polecił bym ci zapisać się na Aikido świetna sztuka walki dla spokojnych ludzi bo wykorzystujesz siłę przeciwnika. Głównie stosowana do samej obrony (obejrzyj stare filmy z Seagalem może się podjarasz ). Jesteś młody więc na pewno do jakiejś sekcji cię przyjmą.
I na koniec powiem tak: Poradziłem Ci na podstawie moich doświadczeń. Jeżeli wiesz na pewno że to nie zda egzaminu w Twoim przypadku to nie poddawaj się i szukaj innych rozwiązań. Tylko pamiętaj że jak zaczniesz przed tym uciekać to do końca życia będzie Cię prześladowało przeświadczenie że jesteś słaby a to prowadzi do depresji. Uwierz mi wiem jak to jest. Mam już prawie 24 lata i nie mogę się odgonić myśli że jutro też będzie do du..y. Nie życzę Ci tego.
Pozdrawiam i głowa do góry chłopie jesteś w takim wieku że możesz wszystko zmienić.