Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

damian1990

Użytkownik
  • Zawartość

    10
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Witam. Walczę z natrętnymi wątpliwościami już 2 miesiące, a mam je od 1.5 roku. Z tego co ja widzę są to natrętne wątpliwości, natręctwa lękowe i natrętne myśli. Gdy występują wątpliwości, pojawia się lęk, że jak stanie się "coś" to pojawi się "coś", czyli natrętne wątpliwości to w gruncie natręctwa lękowe. Leczyłem się sposobem ignorowania tych myśli.. Raz było lepiej, raz gorzej, wiadomo. Ale po 2 miesiącach traciłem już powoli wiarę, ponieważ wpadałem w paradoks, bo gdy pojawiały się myśli, to ja z nimi nic nie robiłem, ale jednak odczuwałem, że się pojawiały i dlatego nachodziły coraz bardziej. Co gorsza.. W końcu straciłem w tym wszystkim zrozumienie co ignorować, a co jest normalnymi myślami.. Myślę, że dlatego ta walka jest tak długa.. Ale w czwartek porozmawiałem ze swoim profesorem od historii myśli społecznej, bardzo oczytany i obeznany człowiek ze swoimi latami na karku. Powiedział mi jedną rzecz, a mianowicie mówił o niej przez godzinę. Czyli, że 90% chorób wywodzi się z lęku, nie strachu. I zauważyłem pewną zależność i przyczynę choroby. Bo gdy na początku tych zaburzeń pojawiały mi się jakieś wątpliwości, to ja z nimi walczyłem, bo bałem się czegoś.. Bałem się, że stanie się coś, że stanę się kimś gorszym itd. Cały pic polega na zrozumieniu, że to tylko lęki, nie są prawdą. Nic nam nie zrobią i tak naprawdę to jesteśmy zdrowi, tylko musimy to zrozumieć, ale wiadomo, że zaburzenie jest bardzo silnie zakorzenione.. Zrozumiałem, że to są tylko lęki, olewam to. Przyjdzie myśl, to mówię sobie "to najwyżej tak będzie" choć mam świadomość, że ten lęk nic mi nie zrobi. Pójdzie sobie aż z czasem zniknie. A najlepsze jest to, że te myśli są normalne, to my im nadaliśmy range choroby, czegoś złego, dlatego ich się boimy. I na koniec dla tych, co obawiają się, że mają schizofrenię, też tak myślałem. Ale dopóki mamy wątpliwości, nie mamy schizofrenii.. Także można powiedzieć, że każdy zdrowy człowiek ma własną schizofrenię, bo jest pewny swego, tak jak schizofrenik pewny jest tego, że jest Napoleonem i nie ma co do tego wątpliwości, pozdrawiam :)
  2. damian1990

    Skutki nieleczonej nn

    każda terapie opiera się chyba na naszym własnym zaangażowaniu, znaczy na zaangażowaniu chorego. nikt za chorego się nie uleczy, tylko on sam to musi zrobić. chyba, ze są już jakieś sposoby przenoszenia depresji na terapeutę, i niech on za pacjentów się z tym zmaga. wiele osób potrzebuje wskazówki, pomocnej dłoni, ale cała reszta należy już do niego. nie może ktoś wyjść za nas z choroby, już o tym pisałem, ktoś może nam pomóc, ale leczenie odbywa się w naszej głowie i to my się leczymy, bo nikt inny za nas nie myśli. co z tego, że terapeuta nam nagada, że to do tego prowadzi, to do tamtego, a jeszcze inne do czegoś innego..? najwięcej zależy od nas i nie ma jakiegoś gadania, że KONIECZNA jest długotrwała sesja terapeutyczna, bo jeżeli ktoś ma określoną drogę i chcę z tego wyjść, wierz to z tego wyjdzie, a drugi będzie chodził kilka lat na konsultacje do lekarza i po tych kilku tysiącach złotych dojdzie w końcu do niego, że marnował czas i pieniądze, bo ta cała depresja nie miała większego sensu, to było tylko jego chore myślenie. niestety, ale tak już jest.
  3. damian1990

    Skutki nieleczonej nn

    najlepszym sposobem na wyjście jest właśnie unikanie leków, gdyż choroby nie należy tłumić, tylko leczyć. da się wyjść samemu, w gruncie rzeczy wyjść da się ze wszystkiego, tylko ile na tym starczy Ci silnej woli.. ja mam nn od 1.5 r, tyle, że na tle chorych myśli, od miesiąca leczę się sam, a byłem tylko raz u psychologa, który mi zdiagnozował to co mam, powiedział, co muszę robić i tyle.. wystarczyło. jest o niebo lepiej. jak każdego dnia. a jakie są skutki..? nie licz na to, że przejdzie samo, to raz. dwa to ta przypadłość ma tendencje do nasilania się i uwierz, nie tylko na tle mycia rączek. i wolisz żyć normalnie, czy jednak z tym zaburzeniem..? to trzy.
  4. damian1990

    Co Wam dziś sprawiło radość?

    to, że do praktycznie godziny 16 natręctwa w ogóle nie dawały o sobie znać, już nie mają na mnie takie wpływu odkąd się leczę.. teraz mnie jakoś naszło, taka pustka. co będzie po? czy aby nie będę pusty? ale wiem, że jak się wyleczę, to naturalność weźmie górę, będę po prostu sobą i tyle. i nie walczę z tymi myślami, są to niech będą, jak mi się uda, to o nich nie myślę, a jak nachodzą, to nic z nimi nie robię.. i wiem, że za jakiś czas znów będzie okej :)
  5. damian1990

    nerwica mija!

    no to teraz ja się wypowiem.. na natręctwa cierpię od 1.5 roku, od roku czułem, że coś ze mną nie tak.. ale nie wiedziałem ocb. miesiąc temu zdefiniowałem problem sam po czym odwiedziłem psychologa i powiedział on, że dobrze to zdiagnozowałem. powiedział, że najlepszą opcją jest nie myślenie o tym (nie bicie się z tymi myślami) to po czasie nasz organizm sam będzie schodził na ten normalny (zdrowy) tor, wolny tor. tylko musimy być konsekwentni w tym dążeniu. wiem, że to lęki. moje natręctwa to głównie wątpliwości, do wszystkiego. nie mogłem już żyć normalnie, aż przestałem sypiać. było ze mną naprawdę tragicznie i sądzę, że miałem naprawdę chyba najgorsze objawy tej choroby, zaburzenia, nawet boje się o nich napisać, ze względu na siebie i was. ale odkąd się leczę, czyli od miesiąca zauważyłem bardzo dużą poprawę.. naprawdę jest lepiej, co prawda przychodzą jeszcze jakieś wątpliwości tak jak dziś, np. czy jak będę słuchał smutnego hh, to czy będę mógł pisać wesołe kawałki i na odwrót. ale staram się o tym nie myśleć, a na pewno z tym nie walczyć, bo już poczułem smak wolności i wiem, że idę w dobrą stronę. coraz częściej jest mi lepiej i mimo, że nachodzą mnie te myśli, to wiem, że wytrwam i wierzę, że wyjdę. to dopiero miesiąc, wiem że 2 drugim będzie dużo lepiej, a czwartym mogę już być całkiem zdrowy np :) da się radę, najważniejsze jest nie karmienie tych myśli i wiara, że się wyjdzie.
  6. Witam. Czy dobrym sposobem jest zmiana natręctw na pozytywne? Choruję od 1.5 roku, leczę się od miesiąca, byłem na jednym spotkaniu u psychologa i stwierdził, że mam natręctwa myślowe. Powiedział, że najlepszym sposobem jest po prostu nie odpowiadanie tym myślom, nie myślenie o nich. I w gruncie rzeczy sposób "to najwyżej, najwyżej z tego nie wyjdę, najwyżej będzie tak albo tak" sprawia, że odczułem znaczną poprawę. Ostatnio nawet co dzień mam świadomość, że wyszedłem z tego i doznaje euforii, bo to dla mnie naprawdę ważne. Ale do rzeczy.. Afirmuję się praktycznie dość często, wmawiam sobie, że jestem zdrowy, szczęśliwy, mimo że nadal mam te chorobę, to wierzę, że wyjdę z tego i będzie dobrze. Naprawdę czuję, że wracam dużymi krokami do siebie, a wiem, że jeszcze muszę parę miesięcy się pomęczyć. I pytanie.. Bo ostatnio nachodzą mnie takie wątpliwości, na które nie odpowiadam, są to niech są, znikają i powracają, w sumie to od dziś tak mam. A mianowicie, czy nadal mam nie myśleć o tych natręctwach co mnie nachodzą, tych wątpliwościach, tylko niech same znikają, czy może zamieniać je na pozytywne..? Boję się że jak zamienię je na pozytywne, to i tak będę się z nimi kłócił, i staram się nie myśleć wcale o tym, ale potrzebuję upewniania. Taka mała obawa, że jak nie będę je zmieniał na pozytywne, to w przyszłości jak się wyleczę też będą takie "nijakie" Mój sposób do wyleczenia, to nie myślenie o tych wątpliwościach, afirmowanie się albo zlewanie tych myśli jak już są. Czy to dobry sposób? Bo naprawdę czuję, że jest mi lepiej, mimo że tylko miesiąc się leczę, a wcześniej nie potrafiłem dać kroku bez tych chorych myśli..
  7. damian1990

    Zaburzenie osobowości, wszystko jest względne.

    Wiesz.. Powiem tak. Jest spora różnica, ale.. Problem logopedyczny jest problemem mechanicznym, co za tym idzie. Praktycznie jest trudniejszym problemem, ponieważ jeżeli nie pozwalają na to warunki naturalne, jest to problem nie do pokonania. Problem psychiczny, jest to problem w naszej głowie. Tu jest względność, ponieważ jest to problem do przejścia, ale często ma opłakane skutki, ponieważ, to on kieruje naszym życiem. Ale to są nasze myśli, także jest to rzecz jak najbardziej wyleczalna. Jest to rzecz wyleczalna od zaraz, jeżeli tylko mamy naprawdę silną wolę, ale my tego nie potrafimy. Wiem, że to łatwo brzmi, ale tak niestety jest. Sami jesteśmy sobie winni i sami musimy z tego wyjść. Nie chcę czytać jakiś smutów, bo to tylko pogłębia i tak już głęboki problem. Słyszeliście i czytaliście to tysiące razy, ale to prawda - wiara czyni cuda. A teraz najważniejsze jest zdrowie dla wszystkich, więc choćby się waliło i paliło musimy w to wierzyć, bo co innego mamy..? Ja wiem, że podusiłbym tych ludzi, co pisali głupoty na tym forum, że to wszystko brałem do siebie, a przede wszystkim nie wiązał się z tą kobietą, przez którą zacząłem się interesować zmianami własnego ja. NLP, psychomanipulacje - mam gdzieś to. Chore rzeczy, nie jesteśmy tumanami by uczyć się od innych jakimi być, to raczej oni powinni uczyć się od nas. Pozdrawiam.
  8. damian1990

    Zaburzenie osobowości, wszystko jest względne.

    Nie stwierdzono żadnej osobowości. Chociaż sam czasem myślałem, że mam schizofrenie, ale to jak każdy praktycznie z nas. To miesza w głowach. Nie biorę leków z jednego powodu, nie chcę tłumić choroby lekami, to nie o to chodzi, chcę ja naturalnie wyleczyć. Za młody jestem na leki, wierzę w siłę własnej woli.. Mam 20 lat i całe życie nie wymawiałem R, w wieku 18 lat nauczyłem się tej literki w tydzień, a czemu.. Bo bardzo chciałem. Siła woli, trzeba być mocnym na każdym polu, by potem wyszło słonce. Nawet dziś czułem się beznadziejnie, myślałem, ze całe moje leczenie wzięło w łeb.. Ale przetrwałem i proszę.. Jest git. Z dnia na dzień będzie coraz lepiej, a pamiętam, że miałem takie objawy, że jak słuchałem muzyki, to słowa artystów brałem do siebie, utożsamiałem się z nimi i ciągle się z tym biłem, do tego czasu, że bałem się słuchać ludzi, bo nie chciałem by mi zaszkodzili, nie słuchałem muzyki, tylko samych melodii, horror.
  9. damian1990

    Zaburzenie osobowości, wszystko jest względne.

    Tak. Ktoś napisał, że walka z tymi myślami, to napędzanie takiego jakby koła, które samo nigdy się nie zatrzyma, i że najlepiej jest puszczać te myśli, gdy się pojawiają, niech przepłyną, a my mamy je tylko obserwować, nic z nimi nie robić. Ale ja już potrafię o tym nie myśleć, gdy pojawi się taka myśl, są chwilę, gdy czuję wewnętrzną euforię i cieszę się, że z tego wyszedłem. Jest dobrze przez 4 czy 6 godzin i potem znowu jakieś myśli mnie nachodzą, to je odsuwam nie myśląc o nich, nie wchodząc z nimi spór, czasem to trwa kilka godzin, ale są też przejawy poprawy, bardzo widocznej. Moim największym problemem, to brak zdecydowania. Bo gdy poznałem więcej sposobów na wyjście z tego, to zacząłem rozważać, który jest lepszy i czy na pewno tym, który obiorę z tego wyjdę. Wiem, że to są leki i te myśli przepływały, ale nic z nimi nie robiłem, a potem jakby samo się wyjaśniało, że raz je puszczam, raz nie myślę, raz olewam. Dopadł mnie taki brak zdecydowania, ale mam nadzieję że idę dobrą drogą, wiem, że mogę nie odczuć poprawy za miesiąc czy trzy, ale jeżeli mam leczyć się w taki sposób i 6 miesięcy, to będę to robił, bo nie chcę skończyć na łóżku psychiatrycznym, albo pod samochodem. -- 25 lut 2011, 15:34 -- Tak, dokładnie tak powiedział. Powiedział, że nie jest ze mną tak źle. Powiedziałem, że przed wejściem miałem w głowie myśl, czy być tajemniczym, bo to lubią kobiety, czy opowiedzieć wszystko, ale ją zlewałem i przeszła. Co prawda po wizycie czułem się gorzej, bo jakby namieszane miałem głowie, ale teraz wiem, że słowa "natręctwa tylko osłabiają nasz organizm, nie wnoszą korzyści i że jak nie będę leczył, to skończę w szpitalu" były warte tego, bo wiem w którą stronę iść. Do tego spotkałem na forum osobę z takimi samymi objawami jak u mnie, która też była u psychologa i psycholog wydał taką samą diagnozę.
  10. Witam. To mój pierwszy post na forum i nie wiem, czy mi ono pomoże, czy tylko namiesza w głowie, ale do rzeczy.. Rok temu po tym jak rzuciła mnie dziewczyna zacząłem interesować się psychologią, czytałem książki, fora o tematyce zmiany osobowości, byciu lepszym, itd. I w pewnym momencie pojawiły mi się wątpliwości, typu (kiedy mam robić tak, a kiedy inaczej) Stopniowo było ich coraz więcej. Nie wiedziałem co mi jest, natręctwa przybierały różne formy, było ich coraz więcej, aż do momentu, że tylko we śnie o nich nie myślałem. Nieważne za co się brałem, zawsze pojawiały mi się wątpliwości, typu (czy jak będę słuchał optymistycznej muzyki, to czy będę mógł pisać smutne piosenki i na odwrót) błędne koło. Dodam, że piszę teksty. Czy warto być dobrym czy złym? Skoro trening czyni mistrza, to jeżeli chcę być najlepszym w tym co robię powinienem nie spać, nie jeść, tylko ćwiczyć. Czy jak piszę teksty, to powinienem ćwiczyć tylko jeden styl by być w nim najlepszy, ba jedno słowo pisać? Czy jak będę patrzył dziewczynom w oczy, to czy będę pisał gorsze teksty? Nie miałem już sił, planowałem wsiąść do samochodu i wjechać pod tira, byle bezboleśnie to skończyć. A tyle bym oddał, by wrócić do siebie. Czy jak chcę być innym, to powinienem być nie z tej ziemi, bo chcę si wyróżniać, więc może odlecę z tej planety? i wiele wiele innych. Te przykłady opierają się tylko na tekstach, ale dotyczyły by każdej innej rzeczy, za którą bym się wziął. Ciągle się kłóciłem z tymi myślami, biłem się w sobie. Żyje przygnębiony, przybity, na nic nie mam ochoty. Postanowiłem pojechać do psychologa. Stwierdził, że mam natręctwa myślowe, ale to jeszcze nie nerwica i najlepszym sposobem jest nie myślenie o tym, i wie, że to trudne, ale muszę spróbować. Zacząłem od sposobu olewanie tego (to najwyżej, trudno. to najwyżej z tego nie wyjdę, to najwyżej będę pisał słabe teksty) i po tym naprawdę te myśli przestawały mnie nachodzić. Potem zacząłem się afirmować na pozytywy, na szczęście i zdrowie. I co dziwne, gdy nachodzi mnie jakaś natrętna myśl, to gdy mówię sobie (jest dobrze, jestem zdrowy, jest lepiej) to ona jest jakby tłumiona i znika, czy to dobrze? Leczę się tak od miesiąca, a natręctwa mam rok. Mimo, że odczuwam wielką poprawę, to znów nachodzą mnie natręctwa typu, jak się leczyć. Czy lepiej nie myśleć o tym, bo potrafię już o tym nie myśleć, czy po prostu puszczać te myśli, niech przepływają? Czy zwołać je wszystkie do siebie, czy co.. Gdy nachodzą mnie takie wątpliwości, to staram się nie myśleć, najważniejszym moim celem jest nie bicie się z nimi. Odczułem naprawdę wielką poprawę, ale czy to na pewno dobra droga do wyjścia. Czuje ciarki w kolanach i bóle głowy, tak jak kiedyś czułem. Czuje te objawy, mimo że nie zastanawiam się nad niczym, co jest dziwne. Czy to jest taki efekt wytłumiania się choroby, bo w końcu musi trochę minąć nim się wyleczę. Wierzę, że wyjdę. Proszę o odpowiedzi. Pozdrawiam, Damian.
×