Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

szczypiorek

Użytkownik
  • Zawartość

    12
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Najgorsze są dla mnie uwagi w stylu: "Weź się w garść, zrób coś ze sobą, rusz się". Czy to przecież nie jest oczywiste, że, gdybym tylko mogła, zrobiłabym to już dawno? Ale nie, Oni wszyscy przecież lepiej wiedzą co mi jest i co z tym zrobić. I kiedy nadchodzi kolejny dół, na siłę próbują wyciągnąć mnie z łóżka, zagonić do robienia czegoś, bo "wtedy się nie myśli tyle". Dla mnie to idiotyczne podejście. Po czymś takim jeszcze gorzej się czuję. Jak śmieć, który nic nie potrafi, poza leżeniem i gapieniem się w sufit, na dodatek olewając innych.
  2. ja się wyładowuję, szkoda że po fakcie i to zazwyczaj na sobie, ewentualnie jeśli ktoś się napatoczy...
  3. chyba już nie umiem inaczej.
  4. Nie można dusić emocji, bo potem one wracają i muszą znaleźć upust. ja niestety nadal je duszę, chodzę po świecie z przyklejonym uśmiechem i udaję przed innymi, że wszystko jest w porządku.
  5. Mam tak samo, staram się żyć "dla kogoś", tylko on sprawia, że jeszcze jakoś walczę. O życie. Ale są momenty kiedy i On mi totalnie zwisa i mam ochotę z tym skończyć...
  6. szczypiorek

    Depresja objawy

    Ja mam zdiagnozowaną depresję. Nie mam ochoty żyć ani wstać z łóżka, spotkać się z kimś... I po jakimś czasie to mija. Widzę przed sobą pełno perspektyw na przyszłość, same radosne strony życia. Jestem wesoła jak skowronek dopóki znowu ten stan otępienia nie wróci. I ta cholerna złość; na siebie, na innych, którą muszę jakoś wyładować...
  7. A ja już nawet w piciu czy braniu czegoś nie widzę rozwiązania.. To całe życie nie ma sensu.
  8. A ja nie miałam żadnych problemów z wymaganiami rodziny lub czymś w podobie... A mimo to nie akceptuję siebie, uważam się za gorszą, to inni są ładniejsi, mądrzejsi, bardziej inteligentni... A ja na szarym końcu. Nie zasługuję na uwagę.
  9. szczypiorek

    Depresja a szkoła/studia

    Ja natomiast jestem w drugiej liceum i nie mam pojęcia co mam zrobić ze szkołą. Nie potrafię się skupić na lekcji, na nauce w domu, samo wyjście do szkoły to zadanie niekiedy ponad moje siły... Często nie chodzę, bo po prostu nie jestem w stanie, przez co mam duże problemy z frekwencją, wiem już że czeka mnie egzamin kwalifikacyjny z kilku przedmiotów... Ale ja nadal nie potrafię się zmusić do wyjścia. Nie mam po co tam iść. To wydaje się takie pozbawione sensu. Rodzice mówią bym pomyślała o konsekwencjach tego, co robię, że nie zdam, że marnuję swoją przyszłość. Ale ja nie jestem w stanie myśleć o przyszłości. W szkole wielu nazywa mnie emo bo jestem ciągle smutna, bo mam na rękach sznyty. To raczej nie jest coś, co powoduje, że z chęcią idzie się do szkoły...
  10. A ja mam przyjaciół, chłopaka, ale tak naprawdę jestem sama. Bo nie mogę im powiedzieć o tym, jak się naprawdę czuję. Zbagatelizowaliby to słowami: "weź się w garść, przestań tyle myśleć, zajmij się czymś". Chyba to oczywiste, że gdybym mogła, zrobiłabym to już dawno? Dlatego przed nimi gram szczęśliwą, pod maską uśmiechu skrywam siebie. Ale już dłużej tak nie mogę...
  11. Ja natomiast jestem tu nowa... I kompletnie nie wiem, co mam zrobić. Jestem już po jednej próbie samobójczej (w marcu) i dwóch pobytach w szpitalu psychiatrycznym. Za moim pierwszym pobytem uznano, że moja depresja ma podłoże z trudnościami adaptacyjnymi (parę dni przed próbą zerwałam z chłopakiem), wyszłam ze szpitala. Myśli powróciły, skierowano mnie po raz drugi na oddział, gdzie przepisano mi lek Fevarin. Z drugiego pobytu zostałam karnie wyrzucona za branie na oddziale (Acodin, Thiocodin i co się tam napatoczyło...); a brałam głównie po to, by uciszyć myśli, by choć przez chwilę poczuć się lepiej. Po tym zostałam skierowana na terapię dot. uzależnień i od początku wakacji jestem abstynentką. W tym samym czasie brałam ciągle leki i czułam się dobrze. Pogorszenie nastąpiło pod koniec wakacji, zmieniono mi lek, ale nadal nie czułam się dobrze, ba, myśli samobójcze, poczucie bezsensu, brak ochoty/sił na nic... Miesiąc temu dostałam nowy lek, Cital, po którym poczułam się lepiej, ale było to tylko krótkotrwałe, jakieś 2 tygodnie. I teraz znowu czuję się tak, że moim jedynym wybawieniem wydaje się samobójstwo... Ale boję się to zrobić, by mnie nie odratowano, tak jak wtedy. Tyle że z dnia na dzień brakuje mi sił na cokolwiek, na pójście do szkoły, na wyjście z domu, całymi dniami po prostu leżę w łóżku. Wiem, że dłużej już tak nie mogę, ale co mam zrobić ? Mój psychiatra raczej nie jest takim, z którym mogę 'pogadać' o wszystkim.
×