Mam taką samą sytuację co autor tego wątku. Straszne problemy z emocjami, brak ich czucia, bycie jakby poza ciałem, obok siebie, nierealność świata, dystans emocjonalny do ludzi, do bliskich, lęki, natręctwa, problemy z nauka, czytaniem itd. cała masa kłopotów...
A jaka przyczyna? Zablokowanie swoich uczuć, blokada emocjonalna; ściśnięty brzuch, uczucie spięcia pasem, ściśnięte plecy, napięcie, a raczej nie napięcie a odrętrwienie, poczucie bycia daleko od siebie itp. itd. ciągłe konflikty emocjonalne jak błędne koło... Terapie, psycholodzy, psychoterapeuci, leki itd...
W sumie kilka lat... blokady... I rozumiem to strasznie trudne...
Ale ... trzeba spróbować poczuć... Mniej więcej wiem w którym momencie swojego życia coś zablokowałem i stłumiłem w sobie, to już chyba jakiś mały plusik. Teraz pytanie jak to rozwiązać, co z tym zrobić? To jest we mnie i świadomość tego, że to mnie blokuje. Wejście w ten świat? Chyba tak... to trudne i łatwo się zagubić... ale jest szansa... Przyczyna? Osądzenie, że we mnie nie mogą być pewne emocje, walka z nimi, zwalczanie ich zamiast ich akceptacji i pracy z nimi... powolnej wytrwałej... Walka z nimi, walka ze sobą. Ponoć to z czym walczymy zrastamy się z tym na zawsze... Uczucia przyjemne: mi łatwiej odblokować chyba... pozwolić sobie na radość, wspomnienie przyjemne, pokój, miłość itd... gorzej jest z tzw. uczuciami przykrymi, chyba błędnie nazywanymi negatywne... Mam kłopot i to duży żeby pozwolić sobie na przezywanie złości, gniewu, nienawiści a czuję, że jest tego naprawdę dużo... Byłem tak wychowywany jako ułożony chłopiec, grzeczny i dobry... czyli np złość była zła i taka nieładna... Wskutek życia i problemów nagromadziłem w sobie mnóstwo złości, którą ciężko mi wyrazić, bo po prostu zastępuje ją zrozumieniem albo usprawiedliwieniem albo ugłaskaną dobrocią, ciężko mi się także przyznać przed sobą i pozwolić sobie na to, że we mnie jest tyle złości, nienawiści i gniewu, czyli czegoś co tak nie pasuje do mnie.... Ale chyba jest tego dużo i dopóki się na to nie zgodzę będzie to narastać we mnie, dopóki nie wyrażę, nie poczuję...
Odcięcie się od swoich emocji i uczuć to odcięcie się od siebie, swojego ciała, umysłu i duszy... to eleganckie samobójstwo i początek jałowej, wegetacyjnej egzystencji, życie obok siebie, przekonanie, że w danej sytuacji powinienem się złościć, bać się, cieszyć ale tego nie czuję więc radość lęk miłość ... rozumowa...... Ale trzeba spróbować poczuć... uczucia to potężna siła, bez uczuć nie warto żyć....
Piotrek