Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

kasztan86

Użytkownik
  • Zawartość

    65
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. kasztan86

    blokada życiowa

    dzieki, na pewno pogadam z nim o zmianie dawki, czy moze w ogole lekow. choć lek w sumie dziala dobrze (chyba) ale rzeczywiscie moze biore go za duzo. Jasne, ze z kolezanka myslimy zeby cos porobic. wreszcie mam z kim pogadac i przyjazn kwitnie. Ale co do mojego stanu to takie wyrywanie sie gdzies nie pomaga na bazowy problem. Swietnie jest gdzies sie wyrwac ale mojego stanu umysłu, takiego bazowego, wlasciwie nic nie zmienia. W kołko tylko siedze i.. oczywiscie ze gdzies wyjde ale jestem taki odretwialy ze nie umiem nawet porozmawiac na jakis temat. Kiedys mialem swietne poczucie humoru i zadatki na towarzyskiego goscia. Umialem sobie zartowac i sie smiac, naprawde bylo ok. Teraz nawet nie wiem jak sie odezwac. Fakt, ze moj problem wyglada dla niektorych jak brak "umiejetnosci zyciowych" albo brak "pomyslowosci", ale ja uwazam ze tak naprawde problem jest w tej chwili poza moja swiadoma kontrola. Chodzi o to, ze czuje sie zblokowany jakby nie wiem, nie umial sobie po prostu spedzic dnia w fajny sposob. Teraz ten problem wrecz wydaje sie banalny, najlepsza rada to "po prostu zrob cos co ci sprawia przyjemnosc" ale dla mnie w tym stanie umyslu nie ma czegos takiego i to wlasnie jest problem. Bylem u psychologów którzy radzili: "zrob sobie liste zadan" , "zrobie dzis to, to i to" i mowili do mnie jak do dziecka, jak do kogos kto ma problemy z organizacja. A ja nie chce prowadzic takiego udawanego zycia, gdzie udaje ze jestem szczesliwy gdy na papierku zapisze sobie ze zrobiem to, to i to i bede nie wiem, zadowolony ze wykonalem plan. Bo to nie w tym problem. Moze zmniejszona dawka sulpirydu przynioslaby jakis efekt, moge przerzucic sie na mniejsza i na pewno z nim pogadam. Dzieki za rady, rozmowa z lekarzem to na pewno dobry pomysl.
  2. kasztan86

    blokada życiowa

    Witam, bardzo ciężko jest mi napisać o swoim problemie bo bardzo ciężko go scharakteryzować. Mianowicie - nie wiem za bardzo co mi jest, ale trwa to bardzo, bardzo długo - minimum 3 lata a być może zaczęło się to wcześniej ale nie dostrzegałem problemu. Problem jest taki, że nic mi się nie chce, mam całkowitą życiową apatię. Trzy lata temu trafiłem do psychiatry z powodu pewnego zaburzenia które miałem i dostałem lek sulpiryd, który od tamtej pory regularnie biorę. W ciągu swojego życia byłem uzależniony od komputera i często paliłem trawkę. Teraz mam 26 lat i nie potrafię swojego dnia w żaden sposób spożytkować. Krótko mówiąc czuję się kompletnie zblokowany życiowo. Do tej pory próbowałem studiować, ale za bardzo mi nie wychodziło. Mój dzień wyglądał tak, że od samej pobudki włączałem komputer i potrafiłem przy nim spędzić cały dzień. Od pewnego czasu zacząłem regularnie pić piwko i grać w gry komputerowe. Od pewnego czyli dokładnie od 3 lat- kiedy mieszkałem z rodzicami nie piłem regularnie alkoholu i nie grałem tak dużo w gry ale od czasu gdy zamieszkałem sam non stop piłem piwo i grałem w gry komputerowe. Na pewno ten problem podpada pod kategorię uzależnienia ale nie chciałem tam umieszczać tego tematu. Potrafię wytrzymać bez grania, czy surfowania po sieci a także bez alkoholu i używek, nie odczuwam "łaknienia" tych rzeczy ani tak zwanego "głodu". Problem jest jednak taki, że w jakiś dziwny sposób jestem totalnie zablokowany życiowo. Nie mam nigdy pomysłu jak spędzić dzień. Po prostu czuję się zablokowany, zupełnie tak jakby.. życie było puste i nic nie miało sensu. Rzadko bardzo coś robię, większość czasu po prostu siedzę przy kompie i zamulam. Ostatnio zamieszkała ze mną koleżanka i postanowiłem się trochę wykazać i w związku z tym sprzątam regularnie w pokoju, robię pranie, zakupy i tak dalej. Dbam o porządek i przyrządzam posiłki. Nie to jednak mnie martwi. Nie mam żadnej motywacji życiowej tak naprawde poza tym. Mam wrażenie jakby mój mózg totalnie stanął w miejscu i przestał "żyć". Na nic nie przychodzi mi ochota w trakcie dnia. Nic sobie nie robię, nie rysuję, nie majsterkuję nie bawię się czymś, nie ćwiczę niczego, nie angażuję się w nowe hobby, zainteresowania.... za niczym nie podążam. Jestem kompletnie "martwy" wewnętrznie jakby we mnie przestało "płynąć życie". Nie wiem za bardzo jak ten problem opisać. Nic mnie nie ekscytuje, nic nie powoduje mojej radości czy entuzjazmu. Nie mam żadnej pasji i przypominałoby to naprawdę tak ogólnie depresję poza tym, że mój nastrój nie jest zaniżony tylko.... nie istnieje. Nie wiem, czy to skutek działania leku ale gdybym miał opisać swój nastrój to.... "żaden" jest świetnym określeniem. Rzadko czuję jakieś różnice emocjonalne - wiem że lek który biorę - sulpiryd - działa stabilizująco na nastrój, ale akurat nie wierzę, że to z jego powodu czuję siętak kompletnie nieżywy. Nie mam poczucia odrealnienia, tylko poczucie braku jakiejkolwiek życiowej pasji. Nic mnie nie interesuje, nie rozwijam się. Nie potrafię w sposób konstruktywny spędzać czasu z poczuciem, że moje życie "płynie" tylko raczej mam odczucie, że "stanąłem w miejscu". Nie wiem jak to ze mną jest. Kiedyś pewna terapeutka, a było to jakieś dwa lata temu narysowała mi na kartce papieru obrazek ilustrujący uzależnienie. Było to kółko podzielone na dwie części z których jedna to było Twoje "stare ja" a drugia twoje "uzaleznione ja" ktore jakby wypelnialo czesc tego kolka. W ten sposob Twoje prawdziwe ja - wlasnie to takie "prosperujace", "zyjace" zostaje zredukowane i byc moze wlasnie to jest powodem mojego jakiegokolwiek poczucia egzystencji, dzialania. Stracilem setki godzin bezmyslnie zawieszony na youtube, jak warzywo czy surfujacy po sieci na jakis idiotycznych stronach i czulem ze moje zycie przeplywa mi miedzy palcami a ja w ogole nie mam nad tym kontroli. Nie wiem zupelnie jak nad soba pracowac i czy ten stan rzeczy da sie wyleczyc. Wiem, czuje ze cos w mojej psychice sie zagniezdzilo czego nie moge "rozwiazac" i przez to moje zycie nie "plynie" tak jak plynac powinno. Po prostu czuje sie "uwieziony" w takim stanie. Bardzo proszę o jakies komentarze, moze ktos z Was wie co to moze byc albo ma jakies sugestie.
  3. kasztan86

    Apatia

    Witam mam taki problem juz od dawna, mianowicie chodzi o apatie. Dwa lata temu dostalem sulpiryd rzekomo na zaburzenia psychotyczne. Lek podzialal wiec czulem sie swietnie. Niestety jest jeden problem z ktorym sobie nie radze - coraz bardziej doskwiera mi apatia. Nie mam zadnych zyciowych celow, ambicji, pragnien. Czuje bardzo malo emocji i checi do czegokolwiek. Nic mnie nie nakreca, niczego nie chce. Czuje straszna apatie i bardzo ciezko jest mi sie wyrwac z lozka w ktorym i tak nie cierpie w tym stanie lezec. To uczucie mnie po prostu bardzo wkurza i obserwuje je od kilku miesiecy. Ciezko to nazwac lenistwem bo to zdecydowanie wiecej. Ciagla apatia bardzo meczy. Ja to juz widz u siebie od bardzo dawna. Czy to moze byc przez sulpiryd? Biore 200mg na dobe. Mam juz osc teo stanu czuje sie hakbym nie zyl. Mam ochot popelnic samobojstwo..Prosze o pomoc.
  4. kasztan86

    DULOKSETYNA (Cymbalta,Yentreve)

    Ja już nie palę od jakiegoś czasu. W ogóle prawdopodobnie właśnie przez marichuane musze brać sulpiryd bo mi splątało myśli. Nie palę już więcej a to zasługa kolegów którzy powiedzieli "kurwa nie" i nie śmiem ich opinii podważać. Sam jestem czasem jak człowiek z żyletką który ciągle lata i krzyczy jak fajnie jest się ciąć ale jak faza zejdzie to widać, że to było urojenie. Także dla uspokojenia ogółu - nie jaram - nie dlatego, że to "złe" czy "śmierdzące" (choć pachnie spoko) tylko dlatego, że muszę się wziąć za studia i nie wprowadzać w paranoje matki, która myśli, że "już jestem uzależniony" i że marihuana to jakiś kurna twardy narkotyk od którego trzeba przyjmować metadon. Trochę ją że tak powiem pogieło - ale ludzie - nie palę - wychodzi mi to na zdrowie i stosuję inne metody które mogą pomóc w "chorobie". Ja do tej pory nie wiem co mi jest, wiem tylko że co miesiąc ląduję u psychiatry i pierdu pierdu o czymś mówimy i wychodzę z receptą. Może coś mi jest. Powiem wam tylko, że sulpiryd mnie uspokaja tak to już dawno bym się zatłukł takim debilem jestem. Zero palenia. I polecam to wszystkim nadwrażliwcom i ludziom chorym na coś co nie pozwala im jarać bo to głupia zabawa. Umrzeć nie umarłem ale prawie zidiociałem. Wszystko z umiarem a już na pewno nie na lekach. Pozdrawiam.
  5. kasztan86

    DULOKSETYNA (Cymbalta,Yentreve)

    No ja akurat się wczoraj zjarałem bo poszliśmy do znajomych z kumplem a tam igrzyska i blanty. No ale nic. Powiem szczerze, że w ogóle mi nie zaszkodziło. Powiem wam w tajemnicy, że głównie chodzi o sulpiryd. On mi tak stabilizuje mózg, że na zjaraniu nigdy nie mam negatywnych fazek. Właściwie w życiu też i generalnie ma pozytywny wpływ na psychikę. Wiem, że to lek dl schizofreników (w dużych dawkach) ale ja biore tylko mało jakieś 200mg i jest ok. (to jest 1/4 dawki dla poważnie chorych). Generalnie stabilizuje na maksa i pozwala mi poczuć spokój (gdzieś tam w tle) w każdych sytuacjach. Dlatego od kiedy biore sulpiryd blanty są dla mnie takie "fajne" bo kiedy go nie brałem to po paleniu miewałem (chodź nie zawsze) złe fazki. Teraz też jak zapale za dużo to moge sie źle poczuć ale od jednego skręta przez ostatnie pół roku doświadczeń jeszcze nigdy nic nie było. Wiem, że nie powinienem w ogóle palić ale "fajność" tego mnie po prostu pociąga, bo przez chwilę mogę się wyluzować, przez chwile wszystko przemyśleć i nie mam nigdy negatywnych fazek. Moge z reka na sercu powiedzieć, że od kiedy stosuje sulpiryd (a zapaliłem pierwszy raz w tego sylwestra po 2 latach brania sulpirydu i 3 latach niepalenia) reakcja była 100% pozytywna. Wiem, że to głupie ale to mnie przekonało, że mogę "palić trawę bezpiecznie" i prawie się od niej uzależniłem psychicznie, to jest zawsze chciałbym ją mieć przy sobie i wieczorkami popalać, posiedzieć przy muzyce. De-facto powiem wam, że przyczyną tego wszystkiego jest mój zły stan. W ciągu dnia nic mi się nie chce, nie mam poczucia, że "żyję" tylko wszystko jest jakby.. jakby przelatuje mi życie przed oczami, ja jestem biernym obserwatorem. Nie staram się nic osiągnąć. Ale przez moją postawę piętrzą się trudności takie jak zaległości na studiach czy inne. Jest to okropne. Zawsze gdy już mówię "dość" i próbuję się ogarnąć czuję jakbym miał.. miał utonąć w morzu obowiązków na które nie jestem gotowy. Siadam do studiów-studiuję grafikę- i przytłacza mnie to, żę zupełnie nic nie umiem z siebie wykrzesać. Kiedyś miałem luźne podejście do kreacji... teraz czuję jakby mój "kreatywny kurek" był zamknięty, zwlekam miesiącami z robieniem ćwiczeń na uczelnię aż w końcu jestem tak wkurwiony, że kupuję trawę i robię wszystkie ćwiczenia spalony. Lekarz powiedział, że da mi cymbaltę i że to poprawi moją kondycję bo do tej pory leciałem na sulpirydzie 2 lata i mi świetnie pomógł ale strasznie męczę się z odpowiedzialnościami, z obowiązkami. Nie wiem w czym leży problem, wiem że palenie trawy to u mnie tak jakby "piractwo" i jestem piratem życiowym z czarną przepaską na oku i flagą z czaszką i piszczelami ale cóż ja mogę poradzić, jeśli moje życie nie chce ruszyć, a czuję się wolny od problemów tylko na ten krótki okres kiedy się spalę? Mówiłem lekrzowi o moich dziwnych doświadczeniach które kiedyś miałem i o wydarzeniu które mnie "odblokowało" życiowo i byłem w stanie podążaćswoją ścieżką, nie omijać odpowiedzialności i tak dalej ale to znowu wróciło a co "stało się w przeszłości" lekarza nie interesuje i nie ma o tym rozmowy. Krótko mówiąc 2 lata temu miałem traume, która mnie tak potrząsnęła, że stwierdziłem, że "muszę żyć w teraźniejszości" żeby z niej wyjść. I tak żyłem, czułem się kompletnie "obecny" tu i teraz i taki "zżyty z życiem" - prawdopodobnie po raz pierwszy raz w życiu. Psychiatra jednak nie chce o tym słuchać, prędzej zakwalifikuje to do grona "psychotycznego bredzenia" niż zechce o tym pogadać. Wszystko przez to, żę gdy miałem depresję słuchałem Eckharta Tolle'a i czytałem "Power of Now" po angielsku i teraz każda terapia jest u mnie nawiązywaniem do tych książek co już samo w sobie jest dziwne. Zmęczony jużtym jestem
  6. kasztan86

    DULOKSETYNA (Cymbalta,Yentreve)

    klaudia a czemu musisz zejść z cymbalty? z powodu tego libido? No ja już biore sulpiryd - to obniża troche libido a jak biore cymbalte to masz racje - totalne zero - przykre uczucie!!! No a tak poza tym to jarałem trawe bo sie czułem tak koszmarnie źle, że mogłem no nie wiem - złapać się WSZYSTKIEGO (chodź wiem, że to głupie...) żeby poczuć się lepiej i standardowo trawka dawała mi lot na godzine a potem wracałem do swojej kiepskiej formy. Ja już mam tego dosyć. To naprawde trudne żeby z tym żyć. Miałem takie przeczucie, że cymbalta dała mi pozytywnego kopa dwa razy w tym tygodniu - czy to możliwe, że może działać skokowo? W ten poniedziałek i dzisiaj poczułem się znacznie lepiej to jest nastrój miałem lekki i w miare pozytywny w odróżnieniu to okropnego doła który mam na codzień. Ech te leki, gdyby bez nich dało się żyć/poprawić swój stan i bez nich dawać rade to byłoby cudownie. U mnie żadna psychoterapia nie pomaga już bo u mnie nie ma czego dawać pod terapię. Nie mam smutnych myśli, czy jakiś zachowań budzących wątpliwości i wymagających korekty. Po prostu taki lekki bądź większy dół i to codzień bez wyraźnego powodu - masakra. Współczuję Ci Twoich przeżyć i Twojej walki, sam rozumiem przez co przechodzisz i musi to być niezłe piekiełko. Marychy już nie palę bo mnie matka błagała bo mówiła że to właśnie wywołuje moje problemy i szczerze mówiąc przestałem głównie dlatego żeby jej nie denerwować. Kłopoty z zasypianiem mam nadal, wiem że to skutek uboczny. Trwałego efektu leku nie mam. A czy możesz mi klaudia powiedzieć jak się czułaś gdy lek zaczął działać? Czy warto było czekać? Bardzo jestem ciekaw efektu bo do tej pory ani Zoloft ani Parogen nie przyniosły efektu wobec czego w ogóle nie wiem czego się spodziewać. Generalnie pozdro. Mało osób chyba bierze cymbalte więc tym bardziej dzięki za odpowiedź :))
  7. kasztan86

    Dystymia leczenie i przebieg Waszej choroby

    Ja mam dystymię i proszę was o jakąś poradę. Ciągle czuję się zmęczony i przygnębiony. Ten stan trwa już dwa lata czy może nawet dłużej, nawet nie wiem kiedy się to zaczęło bo narastało stopniowo. Teraz mi się nic nie chce, nie mam w ogóle energii i siły by żyć. Próbowałem już dwóch leków: Zoloftu i Parogenu. Obecnie zacząłem przyjmować cymbalte ale efekt jest żaden i po żadnym z tych leków nie czuję się lepiej. Drażni mnie to ciągłe zmęczenie, łatwo się robię zły z tego powodu. Mam już tego dosyć, próbuję z całych sił żyć ale nie umiem sięwyrwać z tego stanu. Czy ktoś ma jakieś porady? Jakie jeszcze leki mogę spróbować jeśli ten nie zadziała? A może to nieuleczalne? Nie chcę wiecznie się tak czuć! Dzieki.
  8. kasztan86

    DULOKSETYNA (Cymbalta,Yentreve)

    Ja biore cymbalte od dwóch tygodni i zero efektu. Najpierw brałem dawke 30mg a po tygodniu przeskoczyłem na 60. Już drugi tydzień nie mogę spać. Jest to dobijające. Biorę dodatkowo sulpiryd 200 - już od ponad dwóch lat i ten lek działa genialnie na logiczne myślenie i na spokój umysłu i tak dalej. Rewelacyjnie mi pomógł. Lekarz już trzeci raz próbuje mi dobrać lek do współpracy z sulpirydem, bo cierpię na coś w rodzaju lekkiej depresji - obniżony nastrój, brak chęci życia, ciągłe zmęczenie i tak dalej. Cały czas się czuję jakbym miał pod górkę, wszystko jest dla mnie wysiłkiem. Nic nie sprawia mi szczerej radości i nic właściwie nie budzi mojego entuzjazmu. Już właściwie zapomniałem jak to jest żyć pełnią życia. Tak długo się leczę i kiedyś było jeszcze gorzej, teraz jest jakby "trochę lepiej". Lekarz próbował mi już przypisać Zoloft (rok temu) i ten też w ogóle nie działał, zupełnie jakbym był odporny. Pare miesięcy temu dostałem Parogen i ten też kompletnie nic nie dał. Po prostu łykałem te leki przez pare miesięcy i oprócz skutków ubocznych, które utrzymywały się ok. 2óch tygodni te leki nie dawały kompletnie nic. Teraz dostałem Cymbaltę i się strasznie cieszyłem że wreszcie coś mi pomoże, bo przesadzałem z marihuaną i lekarz powiedział, że ten lek poprawi mój stan wystarczająco żeby bez wysiłku zejść z używania trawy. Czekam już drugi tydzień, nie śpię i nic. Czy ktoś wie co będzie dalej? Czy jest szansa, że ten lek w którymś momencie "zastartuje"? Poza tym palę papierosy - gdzieś przeczytałem, że ten lek działa gorzej jeżeli ktoś jest palaczem - może więc powinienm ograniczyć lub rzucić. Tak czy inaczej byłoby to zdrowe :) Proszę o jakieś wskazówki, bo już zmęczony jestem tym czekaniem. Dziękuję.
  9. kasztan86

    'Wyjście' z nałogu nikotyny

    L.E. podziele sie z Toba moją tajemnicą: otóż na mnie ta książka też nie działała. Ale zawsze czułem, że "gość ma racje". Co więc zrobiłem? Zapisałem się na seminarium Allena Carra (nie wiem jak to nazwać) gdzie w grupie 10-ciu osób siedzieliśmy wokól takiej pani, która tłumaczyła nam metodę Allena Carra. Zapłaciłem za to ok 500 zł, więc byłem BARDZO zdeterminowany aby tym razem rzucić. Jak nie teraz to już nigdy, rozumiesz.. miałem takie same problemy jak Ty. Siedziałem tam jakieś 3 godziny, co godzine były przerwy na papierosa. Ludzie jakoś średnio się wczuwali, każdy miał obawy przed rzuceniem, i raczej do nikogo nie trafiało to co ta pani mówiła. Otóż do mnie, po jakiś3 godzinach TRAFIŁO. Wyobraziłem sobie coś, co ciężko jest wytłumaczyć i nagle ręce zaczęły mi się trzęść. Uzmysłowiłem sobie, że NIGDY NIE ZAPALE PAPIEROSA i ten STRACH WYSZEDŁ ZE MNIE. Ktoś mi podał wodę z cukrem i po chwili cała sala się patrzyła na mnie jak się trząsłem. (ręce mi dygotały i przez całe ciało przeszło mrowienie). Od tamtej pory nigdy nie zapaliłem. Przez jakieś 2-3 dni czułem się jeszcze lekko poddenerwowany, ale nie miałem kompletnie ŻADNYCH skłonności do palenia nigdy więcej. Ani po posiłku, ani kiedy miałem "doła" czy w podobnych sytuacjach, gdy zwykle ratowałem się papierosem. Po prostu potrzebowałem metody "turbo" aż wreszcie metoda Allena Carra zadziałała na mnie, ale sposób w jaki rzuciłem (tj. mając drgawki) też był niezwykły.... Otóż byłem jedyną osobą która rzuciła tego dnia na zajęciach. Otóż ta metoda działa tylko musi do Ciebie TRAFIĆ, co nie zawsze się zdarza. Od tamtej pory nie pale i jestem zadowolony. Wcześniej męczyłem się wiele miesięcy próbując co jakiś czas rzucic. Było to okropne i wiem jak sięczujesz, moge się podzielić tylko moim doświadczeniem, które jest moją słodką tajemnicą :*
  10. kasztan86

    Objaw: uzależnienie od gier komputerowych

    Ja jestem uzależniony od Starcrafta 2 i od robienia muzyki we FL Studio. Jak to sie objawia? potrafie bez końca siedzieć przy jednym lub drugim i tracić czas. Po pewnym czasie grania mam dosyć i robie sobie przerwe na dzień, czy dwa net kasuje tą gre ale po paru dniach jak mi sie nudzi znowu ją włączm i gram. Cholerne natrectwo. Oddałbym wszystko żeby chociaż nie mieć komputera na którym to "chodzi". Co innego z muzyką. Znacie te programy? Takie jak FL Studio, Reason, Ableton Live. Nie wiem czemu ale ta muzyka daje jedyne ujście moim emocjom i w pewnym stopniu się "uzależniłem, bo też siedzę nad nią godzinami, potem i tak jej nikomu nie puszczam. Nie wiem czemu bo przecież muzykę robi się dla innych do słuchania, ja jednak się wstydzę ją puszczać komukolwiek, bo nigdy nie jestem zadowolony z żadnego kawałka i nie chce sie przyznawać, że to JA zrobiłem w wyniku kompulsji.... bardzo to dziwne. Najdziwniejsze, że jak tego nie robie to nie wiem co ze sobą zrobić. Zupełnie jakby ta gra i muzyka pochłoneły całkowicie moje życie i nie chcą mi go "oddać". Nie umiem tego wytłumaczyć ale to tak jakby jedna strona mojej osoby chciała mieć wreszcie "spokój" z tym wszystkim i już do tego nie wracać a druga mnie korciła właśnie żebym do tego usiadł i spróbował jeszcze raz - jeszcze raz zagrać, jeszcze raz posiedzieć przy muzyce. Potem zawsze mam poczucie straconego czasu, kompletnej bezproduktywności. Co więcej - wszystkie kawałki które zrobię i tak kasuję, bo nie jestem zadowolony z tego co powstało. Krótko mówiąć robienie tej muzyki nie jest dla mnie czymś naturalnym. Jest to dążenie do jakiejś formy, postaci której nigdy nie osiągam, bo nie potrafię. Czuję się jak syzyf który wtacza kamień i nigdy nie może go do końca wtoczyć. Kamień się stacza a ja kasuję kawałek nad którym pracowałem cały dzień nic nie jedząc ani nie pijąć. Jeszcze nigdy nie spotkałem nikogo kto miałby podobne uzależnienie, ale widać "przecieram nowe szlaki" :) Krótko mówiąc- uzależnienie jak każde inne. Tylko takie dziwne, bo niby "kreatywne" a i tak nic z tego nie powstaje, nie pozostaje żaden kawałek i nic mi się nie podoba co stworzę. Pamiętam, że 2 lata temu kiedy miałem traume te wszystkie zaburzenia przeszły, bo po prostu trauma zdruzgotała moją osobowość w takim stopniu, że poczułem się wolny od uzależnień. Krótko mówiąć moja osobowość się "zdezidentyfikowała" od muzyki i gier, bo czułem, że żeby się wyleczyć z traumy muszę się "oduzależnić". To musiał być bardzo skomplikowany mechanizm działający tylko w chwilach kryzysowych, bo gdy trauma przeszła, to jest gdy dostałem leki, wróciłem któregoś dnia do muzyki i do dziś pluję sobie w brodę, że tego stanu "wolności" nie umiałem utrzymać na dłużej. Bardzo mi przykro, bo nadal cierpię i nie umiem niczego ciekawego sobie znaleźć w życiu. Dużo gram, robie muzyke, oglądam youtube, gdzie można obejrzeć mecze w Starcrafta 2 na światowym poziomie. I za nic nie moge sobie poradzić z problemem. Zwykle kasuje gre i muzyke raz na jakiś czas licząc, że wolność wróci, ale koszmar powraca, zwykle ze zdwojoną siłą. To tak jakbym naciągał gumę w procy i próbował ją rozciągnąć do maksimum, licząc że tym razem sie uda ją przerwać, a gdy już nie mam siły ona nagle mnie pakuje spowrotem w uzależnienie ze zdwojoną siłą. Ja się poddaję, nie mam siły walczyć choć jutro ide do psychologa, może on coś poradzi... pozdrawiam, zdrowia wam życze :)
  11. kasztan86

    'Wyjście' z nałogu nikotyny

    Musze to napisac: jest swietna książka którą polecam, szczerze i nie jestem naiwny, nie wierze w "cuda" i szarlatanów, którzy chcą tylko sprzedać swoją książkę albo mają jakieś nieskuteczne metody: EASYWAY - prosta metoda jak skutecznie rzucić palenie autorstwa Allena Carra dostępna w każdym empiku. Polecam lekture umożliwia rzucenie palenia natychmiastowo, bez żadnych plastrów, gum czy innych takich. Naprawde polecam gdyż sam rzuciłem bezboleśnie :)
  12. kasztan86

    SULPIRYD (Sulpiryd)

    chetnie poznam ludzi którzy biorą sulpiryd. Ja musze powiedzieć, że dzieki temu lekowi wreszcie stałem sie normalny i jestem bardzo szczęśliwy. Nie chodzi wcale o to, że dostałem jakiejś euforii... nie, chodzi mi po prostu o to, że w koncu nie ulegam emocjom, jestem opanowany, pewny siebie - a co najważniejsze - bardzo , bardzo logicznie myśle, jestem uporządkowany i tak dalej. jestem bardzo zadowolony z tego leku, bo tak jakby "naprostował" mi myślenie, sprawił, że inaczej korzystam z intrumentu jakim jest mój umysł. Możliwe że lek ten wpłynął na to jak mój mózg pracuje. Jestem z tego bardzo zadowolony. Nawet nie spodziewałem się takiej zmiany... naprawde... Chciałem poznać opinie innych i dowiedzieć się jak inni ludzie reagują na ten lek i czy też spostrzegli poprawę w swoim myśleniu? Ja stałem się znacznie inteligentniejszy dzieki temu lekowi. Wcześniej na przykład gdy prowadziłem rozmowę na przykład z moją matką często gubiłem się w swoim myśleniu. Nie potrafiłem używać skutecznych argumentów w dyskusji, dlatego większość dyskusji przegrywałem, choć w głębi siebie czułem, że osoba - moja matka - która ostatecznie tę dyskusję "wygrywa" wcale nie ma racji. Po wzięciu tego leku dostrzegłem jakby nowe sposoby na argumentacje. Tak jak w grach RPG kiedy rozmawia się z jakąś postacią ma się "linie dialogowe" i im inteligentniejsza postać tym więcej tych linii dialogowych się wyświetla (w sensie ma się więcej opcji prowadzenie rozmowy) - i tak się stało po sulpirydzie. Nagle zacząłem rozsądnie argumentować i naprawde ciężko mnie pokonać w racjonalnej rozmowie. Po prostu ten lek mi bardzo pomógł w logicznym myśleniu i z łatwością umiem wykazać swoją rację, gdyż dzięki temu lekowi moje myślenie zrobiło się po prostu PRAWIDŁOWE. Nie wiem jak to wytłumaczyć. Oficjalnie poszedłem do lekarza z nerwicą post-traumatyczną czy cośw tym rodzaju i myślałem, że ten lek pomoże mi po prostu na nerwy. I to wszystko. Nie oczekiwałem innego rezultatu. A rezultat działania tego leku mnie naprawde zaskoczył. Stałem się zupełnie innym człowiekiem, czasami gdy na przykład pracuję nad jakimś zadaniem na studia mam świetne pomysły, których wcześniej nie miałem.... to naprawde jest świetne i jestem bardzo, bardzo zadowolony z działania tego leku.... Esencjonalnie pozostaje nadal sobą.... albo może powiem to inaczej - w końcu jestem sobą.... normalnym człowiekiem. Moje myślenie przestało być problematyczne.... czuje się dobrze i spokojnie.... ktoś kiedyś powiedział, że po tym leku czuł się jakby założył "różowe okulary". Ja się wcale tak nie czuje i nie za bardzo odczuwam coś co można porównać do "różowych okularów". Czuję raczej całkowitą normalność... to mi się bardzo podoba... bo przecież te leki nie mają z nas z robić jakich super ludzi- maja nas uczynić NORMALNYMI.... prawda? Nie mają za zadanie sprawienia żebyśmy mieli ciągle banana na twarzy i nigdy nie płakali... prawda? Liczy się to żebyśmy byli normalni.... zwykli... bez problemów... tak mi się wydaje. Trochę sie rozpisałem, ale po prostu jestem rozentuzjazmowany tym lekiem. Biore go już ponad rok, ale dopiero teraz opisuje swoje doświadczenia związane z tym lekiem. Chętnie bym poznał jakieś osoby, na których sulpiryd zadziałał podobnie. Chętnie poznam także takich ludzi, na których nie podziałał w ogóle, albo którzy po nim się źle czuli itd...
  13. biore 100mg. Nie wiem czy lek jakoś mocno działa, bo nie mam jakieś euforii czy czegoś. mam WRAŻENIE, że patrze na wszystko troche mniej depresyjnie, że wszystko widze nieco weselej. Ciężko to opisać. bo efekt nie jest jakiś gigantyczny, co najwyżej delikatny ale sie utrzymuje ju od wielu dni, chyba od jakiegos tygodnia czyli od czasu jak minal miesiac. Mam nadzieje ze to wlasie efekt dzialania lekow. W owym okresie rowniez (tydzien temu) minely mi wkurzajace skutki uboczne jak brak apetytu i podnioslem dawke leku z 50 mg i teraz juz od tygodnia biore 100. Wydaje mi sie ze jest lepiej.
  14. lekarz kazal mi zwiekszyc dawke skoro skutki uboczne minely
×