Skocz do zawartości
Nerwica.com

..!..

Użytkownik
  • Postów

    54
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez ..!..

  1. Zapraszam na krótki filmik o moich emocjach: [videoyoutube=761lrpaGzzc][/videoyoutube]
  2. ..!..

    depresja!!!

    Prowokacja? O.o Jeśli nie, to nic nie mówię :).
  3. ..!..

    Moja historia

    To tak, zaczęło się w szpitalu, potem dom. Jak miałem 3 lata to już miałem mnóstwo kolegów, miałem domek jednorodzinny z ogrodem, więc kilkanaście dzieci codziennie do mnie przychodziło, w tym okresie pamiętam, że miałem bardzo ostre pozytywne emocje, teraz wiem, że to były tzw. doznania szczytowe. Potem szkoła, w 4 klasie niestety kontakt się urwał z tamtymi kumplami, ale dobrze, że to za mocno się nie pogłębiło, bo odrazu znalazłem nowych kolegów w klasie. Wtedy to zaczęłem się zastanawiać gdzie te doznania szczytowe, do dzisiaj mam nerwicę natręctw, zaczęły się urojenia (które z perspektywy czasu zauważyłem, dzisiaj już ich nie mam), typu, ze życie to występ teatralny, że jestem wysłannikiem jezusa, wytworzyłem własny świat, język, państwa w nim itd.) uczucia się spłyciły, chociaż nie było tak źle, dystansowałem się do ludzi, to znaczy nie związywałem się jakoś uczuciowo, nie było, ze kogoś lubię itd.. Czytałem dużo wtedy o metafizyce, myślałem o śmierci itd., w szkole zawsze miałem pomysły aby rozbawić całą klasę. Potem przyszło gimnazjum, właśnie wtedy (1 września) zakończyło się moje życie i do dzisiaj wegetuję. Nie będę się rozpisywał, ale miałem w tej szkole doczynienia z dwoma socjopatami, którzy upatrzyli sobie cel, czyli mnie. Dwa i pół miecha tam byłem, rodzice zauważyli, ze ze mną coś nie tak i przenieśli mnie do innej szkoły, wtedy się zaczęło. Coś we mnie pękło. Zaczął się największy horror- fobia szkolna (kto nie zna tego niech nie ocenia, cierpienie non stop, rano, w szkole, po południu), izolacja od społeczeństwa, bo ludzie to najniebezpieczniejsze zwierzęta, które można zabić- Zodiak. No i poważniej zaczęła się rozwijać depresja. Co prawda błądziłem po wielu psychologach i psychiatrach, ale nic mi nie pomagało. Wtedy fobia szkolna ryła mi codziennie psychikę, chciałem indywidualne, ale idioci- rodzice, ci ze szkoły byli przeciw! Po roku zaczęłem się interesować seryjnymi mordercami, przeczytałem kilka tysięcy stron biografii ich, obejrzałem wiele filmów psychologicznych. Potem nareszcie jakby różdżką odjąć fobia szkolna minęła, depresja osiągnęła apogeum i przestała się rozwijać, bo nie miała już jak, brak pozytywnych uczuć (brzmi irracjolnalnie, ale naprawdę sam nie wiem jak to możliwe, że nie odczuwam żadnych pozytywnych uczuć), nie mogę płakać, od kilku miesięcy ani kropli łzy nie uroniłem, chociaż wszystko wewnątrz się kotłuje, to nie mogę płakać! A sport może pomaga przy chandrze, ja chodzę na siłownie, kilka razy w tygodniu na rower i nic. Zaczęłem rysować makabryczne rysunki z istotami z ostrymi zębami, przerażone twrze, po nocach koszmary, jak lekarz wydłubujący oczy, przed snem kiedy naczytałem się kaczora donalda w wyobraźni widziałem jak kaczorek pływa w morzu krwi z ostrymi zębami. Potem doszedł jeszcze sadyzm, codziennie oglądam po jednym filmie gore lub snuff, głównie z japonii, bo oni robią najostrzejsze filmy. Co prawda w tej szkole już mnie nie prześladują, ale wyczuwam wrogość do mnie w powietrzu, np. grupa 5 chłopaków, którzy razem się trzymają, to ze wszystkimi się przywitają tylko nie ze mną. W ostatnich miesiącach koleżanka nie wiem czemu, bo dużo gadaliśmy ze sobą, a teraz mnie krytykuje. Mam tam jednego dobrego kolegę, z którym mogę pogadać. Ludzie umieją tylko oceniać nie znając człowieka. Powiem szczerze nienawidzę ludzi, za dużo widziałem na własnej skórze, jacy są naprawdę nie tylko w tamtej szkole. Ostatni lek jaki brałem to Solian 800 mg dziennie, które spowodował opłakane skutki. Teraz nie jestem pod żadną opieką, ponieważ nic mi nie pomaga, leki, psychoterapia, sam nie wiem. Zresztą psychiatra zły lek mi przepisał, bo ten jest antypsychotyczny w ostrych schizach, a ja mam głęboką depresję, więc powinien mi zapisać mocny antydepresant. A no i w myślach krążą mi wizje, zakneblowanych ludzi wołających o pomoc, kota, który jest w środku zalany kwasem. Na pewno dużo pominęłem, nawet z ogólnego życiorysu, bo na szczegółowe to bardziej bym musiał się rozpisać. Mam idealne warunki do zapadnięcie w urojenia prześladowcze, dobrze o tym wiem, ale się trzymam, bo koledzy mówią, np., że tamci socjopaci chcą mnie znaleźć, brak wsparcia, ciągła presja psychiczna, nie sprzyjające środowisko, ale jestem od pewnego czasu racjonalistą i myślę bardzo racjonalnie, więc urojenia mi nie grożą, mimo, że ludzie mi ciągle przypominają, że jestem zerem, to ja zachowuję wysoką samoocenę, może, dlatego, ze wiem, że jestem inteligentny :). Chcę iść na medycynę, potem na medycynę sądową, nic mnie nie rusza, nawet te filmy, więc myślę, że tam się nadam. Teraz błądzę, między siłownią, rowerem, czytaniem forów, graniem w gry, czytaniem markiza de sade, o szkole libertynizmu 120 dni sodomy (genialna książka, pokazuje naturę człowieka, 220 stron, polecam!), a czytaniem o okultyźmie, oglądaniem filmów gore (jorg buttgereit- mistrz, przedstawia psychikę mordercy, na przykład w schrammie, gościu mieszka z prostytutką, ma przybija swoje przyrodzenie gwoździem, co pokazuje jego kompleks na punkcie męskości, genialne! No i ten szum w głowie od roku, ale już się przyzwyczaiłem .Pozdrawiam :).
  4. Mam problem z tatą. Zaczną od tego, że dziennie wypowiada do mnie około 20 słów, dzieńdobry- to zawsze i to by było na tyle, jak jest dzień powszedni to raz na jakiś czas jak było w szkole?- dobrze- aha. On żyje w swoim świecie, czyta jakieś czwarte wymiary, ogląda discovery, praktycznie: praca-gazetka-alkohol do piwnicy (co prawda nie jest agresywny, ale widać, że jest uchlany)- gazetka- spać. Jak są jakieś imprezy to z nami nie pójdzie itd.. Dobra pomińmy te kwestie, przejdźmy do kwesti finnansowych w których się porobiło u mnie. Pomijając to, że ni dostaje kompletnie kieszonkowego (dzięki naturze, że istnieje taki człowiek jak dziadek i wujek :)), dobra,a le kit z tym dużo ludzi nie dostaje kieszonkowego, niby... Niedość, że jak chcę iść na siłownie to mi żali kasy, że dawał mi rok temu, że sam mam wyłożyć, to jeszcze mi kradnie kase! Mama sprawdzała rok temu, zniknęło mi z konta 6 koła, zbierałem przez wiele lat na samochód, nei tak jak inne dzieci, nie kupowałem plejstejszyn. Najpierw się migał, ale po naciskach przyznał się i powiedział, ze to była pożyczka. Do dzisiejszego dnia nie zobaczyłem ani grosza na koncie spłaty, nadal widnieje 1500 zł zamiast 8000 zł. Takiego właśnie mam tatę, ma mnie w dupie, a żeby jeszcze tego było mało, to mnie okradł, taka prawda, bo jak to nazwać, porzyczka bezzwrotna?
  5. ..!..

    piekiełko umysłu

    Teraz mam 15 lat. No, zgadzam się z tymi ludźmi, silniejszy wygrywa, wogule kto wymyślał ten świat? Coraz częściej myślę, że to wszystko iluzja, że to jest wytwór jakiegoś chorego umysłu z innego świata, ten świat to tylko czysty wytwór czyjejś projekcji. Społeczeństwo się cofa, a ja chcę do prehistorii buuuu
  6. To tak zaczne od początku, czyli od dzieciństwa, bardzo wczesnego dzieciństwa jak miałem 3-12 lat. W wieku około 3 lat całe osiedle zaczęło się schodzić do mojego domu, naprawdę mnóstwo osób, całe dnie spędzałem teoretycznie na dworzu tzn. 10-22, mieliśmy mnóstwo pomysłów sprzedaż kwiatów, wyścigi na rowerach, piłka nożna, ulepszanie drewnianego domka na drzewie, mnóstwo. Potem w wieku 7 lat poszedłem do podstawówki, było oki, jednak jak byłem tak około w 4 klasie kontakt z tymi z osiedla się urywał, wtedy już jakiś mi uraz pozostał widocznie. Jednak w klasie miałem dużo kolegów, więc widocznie tak za bardzo to na mnie nie wpłynęło wtedy ta urwana głęboka więź. Jednak jak teraz sobie przypominam wtedy już wypracował się mechanizm obronny dystansu do ludzi, nie przywiązywania się, myślałem o śmierci, religiach itp., jednak to był jakby wstęp dopiero. Brakowało mi ich, tych z osiedla, śnili mi się itp., mózg wytworzył odrębny świat żeby się oderwać od tego, byłem zupełnie inny wśród kolegów z podstawówki i inny w domu. Gadałem z podświadomością, stworzyłem własny język (który do dzisiaj tworze), na podwórku biegałem z kijem i rozmawiałem z wyobrażonymi ludźmi, bo ten świat był około w średniowieczu, wymyślenie tego zajęło mi dużo czasu, bo bło to złożone były tam państwa itp.. Widać było, że byłem bardzo religijny, bardzo dużo czytałem o wierze itp.. No, ale było w miare oki, bo miałem tych kolegów z podstawówki. Potem gimnazjum, koniec sielanki. Poszedłem do rejonówki nr 33, gdzie był "miód" z pobliskiego otoczenia. Tam się zaczęło, w klasie było dwóch nieznajomych mi wogule typków którzy łagodnie mówiąc gnębili mnie, po około 4 miesiącach się przeniosłem do innej szkoły nr 74. To wydarzenie odbiło mocny ślad w mojej psychice, w nowej szkole totalnie zamknęłem się w sobie, nadeszła depresja, fobia szkolna, to był horror, po tym przeniesieniu. Tam w nowej szkole otoczenie było bezpieczne, jednak mi pozostał ślad na psyche i nie ufałem nikomu. Przechodziłem liczne terapie itp., chodziłem do psychiatry. Po około roku zaczęłem rozmawiać już normalnie, poczułem się owiele luźniej, jednak mechanizm obronny już się utwierdził, dystans do ludzi itp.. Obecnie jestem już półtora roku po tej rejonówce, jednak nadal mnie to wszystko dręczy, ostatnio umysł wyparł całkowicie fobie szkolną, a na jej miejsce wsadził skłonności sadystyczne. Oglądam na youtube walki pająków, węży z innymi zwierzętami, ostre filmy gore, filmy psychologiczne. Jednak te wcześniejsze wydarzenia wyssały ze mnie uczucia, nie wywołują u mnie żadnych emocji te filmy, cierpienie ludzi i zwierząt tak samo, co najwyżej wywołuje ekscytacje. No i wypracowuje fizyczną osłone, jako, że uważam się za ładnego i wyjątkowego, mam bardzo zawyżoną samoocene, jeżdże codziennie na rowerze po Wrocławiu, tera tylko siłownia i nikt mnie nigdy nie tknie . To tyle , pozdrawiam, mógłbym oczywiście bardziej się rozpisać, ale byłoby za długie i nikt by nie przeczytał .
×