Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

nel.nel

Użytkownik
  • Zawartość

    12
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. hej! Doskonale Cię rozumiem. Ja też panicznie boję się pracy. Lęk przed odpowiedzią na ofertę pracy powoduje, że boję się wysyłać CV. nie mam wogóle doświadczenia. Raz byłam na bezwartościowych praktykach 1,5 miesiąca. Muszę walczyć jednak bo nie mam innego wyjścia. Nie poddawaj się! Ja jakoś opornie próbuję coś robić. Wiem, że muszę przejść przez to, przez ten 1 raz, stres. Jak nie spróbuję, nie dowiem się nigdy jakim jestem pracownikiem. Ty też! A może okazać się, że jak się odważymy to będziemy sobie dobrze radzić. Mam nadzieję, że się odezwiesz. Może wspólnie jakoś się przekonamy żeby szukać tej pracy aktywnie i naprawdę. Też mam niską samoocenę, bardzo, bardzo... Mój pesymizm i moje myślenie o sobie jest przerażające...Patrząc na to z boku pytam się "jak tak można?". To jest koszmar. Ja mam swoje zdjęcie rodziców na biurku, dla których próbuję się starać. Ty też masz dla kogo się starać? I naprawdę na pewno jesteś wiele warta. Na dodatek skończyłaś studia. Będzie dobrze, tylko te początki i lęk o porażkę nas blokuje.
  2. nel.nel

    nic nie robię

    Tak...miałam się pochwalić swoimi zaletami. One są, ale co z tego. Jak patrząc na mnie ludzie mogą zobaczyć wystraszoną, nieśmiałą osobę. Ech...piszę właśnie list motywacyjny. Oferta pracy jest jak pode mnie. Co chwilę dopada mnie myśl: nie nadajesz się...wszyscy Cię przejrzą, wcale nie jesteś komunikatywna, a powinnaś. Kurde, nie mam chyba wyjścia jak tylko napisać do nich, mimo ze nie mam za bardzo się czym pochwalić. A jakby mnie zaprosili na rozmowę to chyba zwariuję, tak mnie to przeraża. Odnośnie moich zalet to: kreatywność, energiczność, pomysłowość... ech....a czy ta energiczność to nie nerwowość? heh. oj, daję ciała. muszę coś zrobić... Czasami jak sobie pomyślę, jakbym pięknie się "zemściła" na koleżankach, znajomych, których zaskoczyłabym swoją pracą. Ale to jest akurat negatywna intencja.... Ale....nawet motywująca. Z tego co wiem, to nerwicowcy tak mają....chęć urośnięcia w oczach innym, chęć pokazania na co mnie stać. Idę se pisać ten list. [Dodane po edycji:] Ludzik, to może razem jakoś się wesprzemy ? Odpisz jak tam u Ciebie... [Dodane po edycji:] no i nie napisałam do końca. sprawdziłam w portalu kto pzreprowadzałby ze mną rekrutację i się zlękłam: zobaczyłam w miarę przystojnego faceta... boję się... chce mi się płakać. jestem mięczak. [Dodane po edycji:] hej. chyba już nikt nie śledzi mojego wątku. Chciałam tylko tylko podziękować Wam wszystkim za dobre słowo. Jesteście kochani. Czytam sobie czasami Wasze słowa i dodają mi otuchy:)
  3. nel.nel

    Brak chęci do życia...

    witaj! ja w przeciwieństwie do Ciebie boję się iść do tej pracy. Od kilku tygodnie nie wysłałam ani jednego CV.tylko przeglądam jak głupia oferty i stwierdzam, że tu się nie nadaję, tu sobie nie poradzę..... Nie masz innego wyjścia jak przerwać dręczenie siebie samej. Ja z tym walczę i wiem, że gdzieś w głębi znam swoją wartość. Też jest mi trudno...zwłaszcza w kontaktach międzyludzkich. Przeżywam cały czas straszne napięcie. Jednak moim zadaniem jest walczyć ze swoim negatywnym stylem myślenia, dołowaniem siebie, co jest moim nawykiem. Radziłabym również zapisać się na psychoterapię, ale bez liczenia na cuda. Mi dużo pomogła w zrozumieniu siebie...ale z negatywnym myśleniem zmagam się sama. Patrząc z boku na siebie nie potrafię zrozumieć, jak można się tak dręczyć. Chyba jednak mam coraz więcej optymizmu, chociaż tyle. Być może masz teraz okres największego załamania: miałam tak kiedyś, że kompletnie się załamałam; w tym czasie nienawidziłam siebie najbardziej, chciałam być inna. Taki stan (też płaczliwy) doprowadził mnie na psychoterapię. Wierzę, że wszytko zależy ode mnie i że muszę myśleć pozytywnie. (Trochę chaotycznie napisałam). Chciałabym Cię przytulić. Naprawdę rozumiem Twoje cierpienie... Musimy jednak być dla siebie samych oparciem.
  4. nel.nel

    nic nie robię

    Dziękuję Wam wszystkim za to co napisaliście. Najbardziej w pracy boję się, że mój strach będzie widoczny. Mam pewne objawy somatyczne, które zatruły mi 4 lata. Boję się, że będę w pracy nieporadna, zahamowana, zestresowana. Ostatnio byłam umówiono na rozmowę kwalifikacyjną w sprawie pracy, której na 90 % bym nie chciała. Pomyślałam jednak, że "poćwiczę " sobie rozmowę kwalifikacyjną. Oczywiście na spotkanie nie poszłam. W sumie nie mam za to do siebie żalu. Dodam tylko, że ten pracodawca nie znał mojego nazwiska.
  5. nel.nel

    nic nie robię

    witam! dziękuję Wam. muszę przyznać, że dziś dla odmiany jestem szczęśliwa. Wy i bliska mi osoba mówicie coś w stylu "odważ się - czas najwyższy" i to naprawdę pomaga. Mimo że jestem pełna zahamowań i trzęsą mi się ręcę, twarz robi się ponura - może powinnam to olać. Nie mam innego wyjścia. Miałam 4-ro dniowy kryzys i doła, dziś - dziwna euforia i wiara, że gdzieś tam się zaczepię, tylko muszę wysłać oferty. Dotychczas nie robiłam tego, ponieważ stwierdzałam, że do niczego się nie nadaję, że ośmieszam się przez to, że nigdzie nie pracowałam. Dam znać jak mi idzie. Wczoraj byłam u swojego psychologa i trochę oczyściła mnie ta rozmowa: a tak przy okazji: jestem DDA i walczę z nienawiścią do siebie... Długa droga przede mną.
  6. witam! mam wielki problem. obecnie jestem magistrem dziennikarstwa: specjalizacja PR. nie mam doświadczenia zawodowego przez co czuję się gorsza od wszystkich. Boję się złożyć jakiekolwiek podanie o pracę, zapytać o staż w firmach. Boję się strasznie kontaktu i stresu. Mimo terapii jestem dalej osobą o niskiej samoocenie. Boję się jakiejkolwiek rozmowy kwalifikacyjnej. Na dodatek stres u mnie powoduje ściskanie mięśni twarzy, co po mnie widać. Mam straszne wizje. Poradźcie mi jak w krótkim czasie pokonać taki lęk. Pomyślałam, że postaram się myśleć pozytywnie a na objawy będę zażywać jakieś tabletki na zmniejszenie napięcia np. afobam. Napiszcie o swoich doświdczeniach z szukaniem pracy. Ja jak widzę w ogłoszeniach, że wymagają "komunikatywności" to od razu myślę, że się nie nadaję. Co ja mogę zrobić tak bardzo się bojąc?
  7. nel.nel

    [Zielona Góra]

    hej. ja często jestem w zg bo mieszkają tam moi rodzice. chcę iść na psychoterapię w zielonce, żeby mnie nikt nie widział. Możecie kogoś polecić? kogoś kto nie tylko wypisuje leki
  8. a mówiłaś lekarzowi o tym? pewnie nie znalazł na to rady skoro Cię to męczy. Widzę, że nie jestem sama z takim objawem..to naprawdę jest beznadziejne. Zauważyłam tylko, że jeśli mówię o czymś i przez chwileczkę jestem skoncentrowana na tym co mówię, a nie na sobie i tym co ktos mysli w danym momencie o mnie, to mnie to nie łapie. Problem w tym, że jak już złapie - to na długo i nie ma możliwości tym samym sposobem pozbycia się tego. zresztą jestem niewolnikiem obserwacji siebie. ... Jak mnie to "złapie" w supermarkecie to juz do końca trzyma. Nadal podtrzymuję, że przyczyną wszystkich moim problemów jest nienawiść do siebie, która ma rózne oblicza: wizje własnej przyszłości, kiedy jestem w tarapatach, sama, przypominanie sobie starych błędów, złych wydarzeń, np. gdy klęczałam przed mamą i prosiłam żeby nie piła i nie wychodziła z domu. Dużo rzeczy robię, które są świadectwem nienawiści do siebie, która jest procesem. a najlepiej o tym można poczytać w ksiązce "Wspolcusie i nien5awisc dio siebi8e". dużo wyjaśnia i myślę, że każdemu kto ma problemy ze sobą by się przydała. czytałam już rożne ale ta jest najlepsza.
  9. Opatrunek mam...który mnie bardzo kocha:) Postaram się przejść przez tą żmudną drogę, może się coś uda. Nie rozumiem tylko stwierdzenia, że postrzegam się stereotypowo....nie myslę o sobie brzydka, głupia. Myślę raczej: poddająca się szybko, mało przedsiębiorcza, lękliwa, zakompleksiona, i najgorsze, że to widać jaka jestem spięta, zestresowana itp.
  10. dzięki za słowa otuchy. Przekoanliście mnie, że powinnam się znowu leczyć i niedługo zacznę to robić. Już szukam kogos kto9 mi pomoże ... Ja widzę, że mam wiele dobrych cech, ale jednak mam ciągle niską samoocenę. Czy psycholog/psychiatra może zmienić moje myślenie o sobie. ? Czasami uważam, że nic to nie da oprócz ulgi i satysfakcji, że ktoś Cię komplementuje....Macie jakieś dowody na to, że z osoby o niskiej samoocenie można stać się osobą pewną siebie?
  11. dzięki za pomoc. ostatnia terapia to było połaczenie psychoterapii i leczenia farmakologicznego. terapia mi trochę poukładała w głowie, ale nie przyznam, że była skuteczna a to dlatego, że wizyta wyglądała tak, że leżę, głównie oddycham i na koncu jakies teksty typu:"wracasz do siebie, ble ble". nie wiem co to za metoda. acha=oczywiscie uzupełnieniem byla rozmowa, ale czasami nic nie mówiłam i psychiatra nie mówil nic-cała godzinę. bardzo chciałabym wiedziec jak mozna siebie zacząć lubic, a nie ciągle karać...chyba powinnam iść na psychoterapię prawdziwą. najlepsze jest to, że jestem swiadoma dlaczego siebie nie lubię i jednoczesnie się dziwię sobie. niestety jest to zbyt głęboko w człowieku i zbyt długo.
  12. witam. Mam problem, który mnie męczy już ok. 3 lata. Zacznę jednak od początku: Kiedyś moja nerwica objawiała się tylko bólem pleców, który mnie łapał w różnych momentach dlatego nigdy nie skojarzyłam tego, że to na tle nerwowym. Mogłam kiedyś spokojnie rozmawiać z ludzmi, myślałam o sobie, że jestem po prostu nieśmiała i wrażliwa. Dzis wiem, że powinnam wtedy coś zrobic ze swoim życiem; skonczyc z facetem który mnie poniżał, zacząć wierzyc w siebie. Niestety dzis wiem, że ja po prostu siebie nienawidzę, nie akceptuję tego jaka jestem, chiałabym być kimś lepszym, pewną siebie osobą itd. Moja samoocena jest tragiczna. Korzystałam z pomocy psychiatry i dzięki tabletkom czułam się szczęśliwsza. Wiem, że powinnam myślec pozytywnie, bo wierzę, że czujemy się tak jak o sobie myslimy. Niestety trudno jest zacząć "grać". Do Was kieruję prośbę o odpowiedź na pytanie dotyczące jednej rzeczy/objawu nerwicy, który mnie zdradza przed ludźmi i blokuje. Otóż w pewnych sytuacjach np. podczas płacenia przy kasie, w banku, w sklepie i wreszcie podczas rozmowy z kimkolwiek prawie zawsze ( w ok. 85% przypadkach) jakby drętwieją mi usta i czuję to napięcie cały czas. Mam tak spięte usta, że jak coś mowię to ludzie widzą, że mam taki głupi grymas, tak jakby grymas niepewności siebie. Czasami też nie mogę się uśmiechnąć bo usta odmawiają mi posłuszenia i mam kwaśną, zakłopotaną minę. Wszystko bym dała aby się tego pozbyc. niestety stało się to moim objawem somatycznym, który zastąpił pewnie inne, które kiedys siedziały we mnie. ostatnio juz mi wszystko jedno czy mam depresję, nerwicę itd., chcę tylko pozbyc się tego h....jostwa zebym mogła normalnie gadac z ludźmi. natura wybrała, że ma mi dretwiec aparat mowy. już bym wolała miec jakies ataki rzadsze niz to, co stopniowo mnie rujnuje. Może wiecie jak temu zaradzić i czy cierpicie na coś podobnego. Na dzien dzisiejszy nie wiem, jak mam w przyszłości pracować i rozmawiac z ludzmi, którzy będą mnie pbserwowac i widziec, ze jest ze mną coś nie tak. jesli czegos nie zrozumieliscie...mogę opowiedziec więcej.
×