Witam
Dawno mnie nie było na forum... Ale dziś muszę napisać i wyrzucić to z siebie. Mianowicie Dziś był mój pierwszy dzień w nowej pracy który skończył się dla mnie dramatycznie.
Opiszę to zdarzenie w paru zdaniach.
Siedzę sobie elegancko i czytam notatkę służbową i nagle czuje jak robi mi się gorąco i serce zaczyna mi bić 120-150 (tak myślę) uderzeń na minutę... Uczucie miałem takie jakby to serce miało mi rozerwać klatkę piersiową waliło mi jak młotem oczywiście przy tym lęk przed śmiercią, myśl że to zawał, drżenie rąk, zimne poty, płytki oddech,uczucie ucisku za mostkiem, i w trakcie ataku podchodzi do mnie jeden z pracowników i zadaje mi jakieś pytanie, nie mam pojęcia co mówił do mnie bo byłem tak roztrzęsiony... Nie dałem po sobie poznać że coś jest nie tak i pokiwałem porozumiewawczo głową... Cała akcja trwała około 30 sek do 1 min ciężko stwierdzić. Po ataku został lęk drżenie rąk całkowite "rozbicie".
Teraz znowu się boje że będę mieć te ataki i że mam chore serce... I pewnego dnie moje serce tego nie wytrzyma i zejdę na atak serca . Nadmienię że około 4 dni temu miałem EKG, badania krwi, badania u neurologa,mierzone ciśnienie i tętno, rentgen klatki piersiowej BADANIA= (zdrowy bez żadnych objawów chorobowych) . Nie wiem co się zemną dzieje od około 2 tygodni czułem jakieś wewnętrzne napięcie i odczuwałem duszności i lekki lęk ale jakoś dawałem sobie jakoś radę z tymi objawami i tu nagle dzisiejszy dzień który mnie rozbija na małe kawałki z których nie mogę się poskładać.
Jak myślicie to powrót nerwicy ? czy może jakaś choroba układu krążenia lub serca ? (nadmienię jeszcze że miałem 2x echo serca 2 x holter oraz z milion razy EKG i nigdy nic nie znaleziono żadnej arytmii wady serca czy wady w budowie serca) stwierdzono tylko że serce mi szybciej pracuje i to jest wynik stresu. Jestem załamany zaistniałą sytuacją...
Z góry dzięki za odpowiedz...