Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Emar

Użytkownik
  • Zawartość

    1
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Witajcie Troche sie zbieralem, zeby napisac. Moja 'przygoda' z lekami zaczela sie ponad 2 lata temu. Wpadlem w depresje, przynajmniej tak mi to zdiagnozowano, do tego doszly problemy ze snem. Od kiedy pamietam borykalem sie z okresowymi 'znizkami' nastroju, w samej najblizszej rodzinie 3 osoby rowniez przezywaja podobne problemy. Wtedy bylo zreszta najgorzej od kiedy pamietam. Najpierw wizyta u psycholog, ktora zalecila mi wizyte u psychiatry i rozpoczecie psychoterapii (ktorej, coz z wlasnej glupoty, nie zaczalem do dzis, mowiac sobie, ze zalatwie wszystko lekami - szybciej, latwiej i skuteczniej - przynajmniej tak mi sie wydawalo). Psychiatra przepisal mi leki - Aurex, do tego przez chwile Imovane. Generalnie imovane bralem przez 1 dluzszy okres, ale pozniej odstawilem i juz nie wrocilem, bo zauwazylem, ze po prostu zaczalem sie uzalezniac. Wracaj do tematu - Aurex mi pomogl, czulem sie swietnie, no nie liczac zwiekszonej potliwosci i klopotow z koncentracja, wiec po 8 miesiach powoli odstawilem pod okiem psychiatry. Po okresie 5 miesiecy zaczalem sie czuc podobnie, choc z mniejsza intensywnoscia, jak przed wzieciem leku. Znowu Aurex, tym razem wieksza dawka, pomoglo, ale juz nie tak jak za pierwszym razem, po kilku miesiacach i odstawieniu zaczelo sie cos, co trwa do dzisiaj i nie potrafie sobie tego wytlumaczyc. Aha, przez pewien okres czasu bralem rowniez tisercin. Po ostatnim odstawieniu lekow przestalem odczuwac emocje, zadnej radosci, wiekszego smutku, uczuc, nie umiem sie zezloscic, nie pamietam kiedy sie wzruszylem, a kiedys bylem bardzo wrazliwym czlowiekiem - no po prostu pustka emocjonalna, jakby cos ze mnie wypralo uczucia. Do tego dochodzi zupelna niechec do podejmowania jakiejkolwiek aktywnosci, przestaly mnie interesowac rzeczy, ktore wczesniej interesowaly, nie czuje zadnego napedu, motoru do dzialan, potrzeby dzialania. Najlepiej jest mi siebie przyrownac do roslinki, ktora po prostu wegetuje. Wydaje mi sie, ze przed wzieciem lekow bylem bardzij 'otwarty' emocjonalnie, podatny na bodzce, chyba az nadto, a teraz po czyms, co teoretycznie powinno mi pomoc, czuje sie beznadziejnie. Moze ktos potrafi mi doradzic w jakis sposob? Moze ktos czul/czuje sie podobnie? Czy to moze byc czesciowy skutek zlego dawkowania lekow, zle dobranych lekow? Po prostu nie mam pojecia, co powinienem w tej sytuacji zrobic. Wiem, ze powinienem isc do lekarza.. znowu, tylko ze stracilem troche zaufanie do ich metod leczenia (tj. lekow), a jak sie domyslam skonczy sie na tym, ze przepisza mi kolejne leki. No i nie wiem, czy sesje z psychologiem sa jeszcze tutaj w stanie pomoc?
×