Słuchajcie mam ostatnio taką mocną rozkminę nad tym jak żyjemy i na co tracimy czas. sam zawsze miałem ogromny problem z tym co właściwie chcę od życia bo jestem z natury ambitny. przez ten chory perfekcjonizm, nerwicę i wieczny tryb walcz lub uciekaj mój organizm w końcu zaczął wysiadać i dorobiłem się IBS. mój mózg non stop spalał się w pogoni za czymś więcej. i zobaczcie jak bardzo daliśmy sobie wszystkim wmówić że ciągle musimy kupować droższe rzeczy, gonić za luksusem i mieć więcej niż inni żeby być kimś. a prawda jest taka że w skali wszechświata jesteśmy tu tylko na ułamek sekundy i zaraz nas nie będzie. nasza świadomość po prostu zniknie i żaden drogi gadżet czy luksusowe auto nie zmieni faktu że kończymy tak samo. kiedy to do mnie w końcu dotarło, poczułem niesamowitą ulgę i mój wieczny stres nagle opadł. zrozumiałem że sensem życia nie jest zbieranie przedmiotów ani zajeżdżanie swojego zdrowia dla chorych ambicji, tylko samo przeżywanie go. tak naprawdę jeśli masz co jeść i jesteś bezpieczny, to masz już wszystko czego potrzebujesz żeby doświadczać świata. cała reszta to sztuczna pogoń która tylko zabiera nam spokój i generuje lęki. zamiast spalać energię na zarabianie na rzeczy których nawet nie potrzebujemy, o wiele ważniejsze jest skupienie się na tym co jest teraz – na jedzeniu, na wolnym czasie, na relacjach z ludźmi. wszystko co mamy ponad podstawowe potrzeby jest już w zupełności wystarczające i nie potrzebujemy niczego większego żeby naprawdę żyć. nie uważacie że marnujemy życie na walkę o bzdury zamiast po prostu cieszyć się tym że tu jesteśmy