Skocz do zawartości
Nerwica.com

ksynoheks22

Nowy Użytkownik
  • Postów

    12
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez ksynoheks22

  1. Do tego bogactwa jeszcze długa droga ale staram się. Dzięki
  2. No więc napisałem do Pauliny z zapytaniem czy nie wybierze się ze mną na derby 5 lipca w Warszawie. Zapytałem o to dlatego, bo wygraliśmy te bilety razem 19 kwietnia w trakcie otwarcia sezonu jeździeckiego. Wzięliśmy wówczas udział w konkursie na najładniejszą parę. Szczerze powiedziawszy, to nie sądziłem, że w ogóle zakwalifikujemy się do jakiegokolwiek etapu. Szczerze to nawet nie wiedziałem, że taki konkurs się odbywa. I z początku byłem sceptycznie nastawiony. Natomiast w pewnym momencie zdałem sobie sprawę co mi szkodzi, prawda? I w końcu w końców pokazło się, że wygraliśmy. Wygraliśmy i byłem bardzo dumny z tego, zadowolony. Zresztą Paulina też. Było po niej widać to zadowolenie, tą dumę. I pomyślałem, że te ponad trzy tygodnie ciszy, że pozwoliły też mi zrozumieć wiele rzeczy. Sprawią, że że to akurat będzie odpowiednia chwila. Nie kontaktowałem się z nią wcześniej, bo zajmowałem się sobą. Naprawianiem swojego życia, porządkowaniem swojego życia, wszystkich spraw. Musiałem skupić się na sobie i musiałem skupić się na źródle tego problemu. Pracowałem z psychologami, psychoterapeutami nie tylko nad nad tym związkiem, nie tylko nad tą relacją, ale też nad sobą samym, zwłaszcza nad sobą samym, aby zrozumieć przyczynę tego rozstania. I zdałem sobie sprawę, że przyczyną był brak bezpieczeństwa. Raz brak bezpieczeństwa wynikający z utraty zaufania, bo ukrywałem przed nią, co ukrywałem. A drugą kwestią był brak bezpieczeństwa wynikający z tego, że kiedy usłyszała o tej upadłości, kiedy usłyszała, że miałem firmę, która splajtowała, w wyniku czego musiałem no niestety pójść w kierunku tej upadłości konsumenckiej. Dla niej, dziewczyny młodej, dziewczyny, która nigdy nie miała do czynienia z tego typu sprawami. Słowo upadłość, słowo dług. Skojarzyło się od razu z czymś niebezpiecznym. Odpalił się w niej po prostu tryb walcz lub uciekaj. I z tych dwóch opcji Paulina wybrała ucieczkę. Czy mam do niej o to pretensje? Nie. Czy mam do niej o to żal? Nie. Czy to było coś co dało się naprawić? Tak. Ku mojemu zdziwieniu zabawne jest to, że zadzwonił do mnie mój prawnik kilka dni temu z informacją, że otrzymał pismo z sądu z informacją, że wszystkie moje długi zostały umorzone. I w chwili obecnej jestem czysty. Jestem wolnym człowiekiem od jakichkolwiek długów, od jakichkolwiek zobowiązań. Natomiast Paulina miała pełne prawo zareagować tak jak zareagowała. Czy mogła mi wybaczyć? Mogła. Czy miała prawo tego nie robić? Miała. Natomiast nie samo to jest najgorsze. Zrozumiałem powód, zrozumiałem, że poza utratą zaufania utraciła też właśnie to takie poczucie bezpieczeństwa w kontekście budowania głębszej relacji w kontekście takim długoterminowym, gdzie chcielibyśmy na przykład, nie wiem, założyć rodzinę. Dla niej informacja o tym, że miałem firmę, która upadła i musiałem sobie z tym jakoś poradzić, żeby zabezpieczyć swoją przyszłość w postaci upadłości konsumenckiej była czymś z czym nie miała do czynienia. Słysząc to nie zastanawiała się nad tym, że to nie jest tak, że ja brałem kredyt na na to, aby sobie zlikwidować zmarszczki na czole. Po prostu chciałem być niezależny finansowo, chciałem mieć coś swojego. Władowałem to swoje pieniądze, nie wyszło to. No i niestety popadłem w długi. A jako że chciałem sobie z tym jakoś poradzić, żeby móc normalnie żyć i zabezpieczyć swoją przyszłość, no to musiałem pójść w kierunku upadłości. Natomiast kiedy ona to usłyszała, to nie słyszała o firmie, nie słyszała o tym, że nie zrobiłem tego z premedytacją, że nie zrobiłem tego specjalnie. No bo usłyszała słowo dług. I dla niej, dla dziewczyny młodej, mającej 26 lat, której to nigdy nie dotknęło, która nie miała w ogóle z tym styczności, no niestety chcąc nie chcąc zapaliła się czerwona lampka. I pomyślała sobie: Boże mój, ten człowiek ukrywał takie rzeczy, nie dość że straciłam do niego zaufanie, to jeszcze ukrywał takie rzeczy, więc jeżeli on ukrywał takie rzeczy jak dług, który może spowodować później to, że nie wiem, będziemy razem, będziemy mieć dzieci, będziemy mieć dom, okaże się, że to nie jest wszystko, tylko on coś jeszcze ukrywał, może jeszcze gorsze rzeczy. I co będzie, jeśli ten dom nam zabiorą i trafimy z dziećmi na bruk? Nie chcę tego, uciekam. Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że byliśmy ze sobą sześć miesięcy, więc dziewczyna to sobie przekalkulowała. zdała sobie sprawę nie mamy dzieci, nie mamy kredytu. Nic nas tak na dobrą sprawę nie wiąże jakoś mocno, więc lepiej teraz się z tego wycofać niż później jeszcze mocniej się rozczarować. Nie winie jej za to. Wiem, że to był mój błąd, że powiedziałem jej o tym, bo de facto nie musiałem. Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że niecały miesiąc po naszym rozstaniu jestem już totalnie czysty. Gdybym jej o tym wtedy nie powiedział, to nawet by nie wiedziała o tym, że wszystko zostało umorzone. Natomiast wracając do kwestii kontaktu byliśmy na tych wyścigach, wygraliśmy ten konkurs i jako nagrodę otrzymaliśmy dwa bilety na nadchodzące derby 5 lipca. Pomyślałem, że napiszę do niej, bo zdałem sobie sprawę też z tego dlaczego robiłem to co robiłem. Zdałem sobie sprawę, że nie chciałem chronić jej przed tym całym syfem, przed tymi wszystkimi problemami, przed upadłością, przed chorobą mojej mamy, przed tym, że w wyniku tej choroby, która wiązała się z pomocą finansową z mojej strony, która uszczupliła moją poduszkę finansową, w związku z czym musiałem zrezygnować z mieszkania, musiałem zrezygnować z samochodu. Zdałem sobie sprawę, że to nie tak, to nie był ten powód, to nie było to, że ja chciałem chronić ją przed tym wszystkim. Zdałem sobie sprawę, że że chciałem chronić samego siebie. Chciałem chronić swoje ego oraz swoją męską dumę przed tym, że nie chciałem w tamtym momencie przyznać przed sobą samym i przed nią, że moje życie znajduje się w takim miejscu, że moje życie nie wygląda tak jakbym chciał w tamtym momencie, że moje życie nie jest idealne. To był powód. To, że nie chciałem przyznać tego przed samym sobą, że chciałem chronić siebie. Dlatego to wszystko przed nią zataiłem. No i co? Napisałem do niej ponad trzy tygodnie od naszej rozmowy. Napisałem do niej, że wybieram się na te derby, że mam dwa bilety, bo w sumie wygraliśmy je razem i czy nie zechciałaby pójść tam razem ze mną. Napisała mi, że hej, dzięki. Natomiast za bilety muszę podziękować. Baw się dobrze. A co do zaproszenia na kawę, bo jednocześnie zaprosiłem ją na kawę, żeby dać jej ten jeden bilet, to Napisała, że za kawę też musi podziękować z tego to względu, że aktualnie się z kimś spotyka i spotkanie ze mną byłoby nie w porządku w stosunku do niego. I szczerze powiedziawszy, kiedy to przeczytałem, z początku nie chciałem wierzyć. Nie chciałem, nie chciałem tak na dobrą sprawę wierzyć w to, że nie minął nawet miesiąc, a ona już całkowicie postanowiła zamknąć ten rozdział. Szczerze zdałem sobie sprawę, że postanowiła zamknąć ten rozdział nawet nie w momencie, kiedy zaczęła się spotykać z tym facetem, ale postanowiła zamknąć ten rozdział w momencie, w którym zaczęła w ogóle szukać, w którym odpaliła ponownie aplikację randkową, w którym ponownie reaktywowała albo założyła od nowa swój profil na Tinderze i zaczęła szukać. Zdałem sobie sprawę, że już wtedy podjęła decyzję, że ten rozdział jest zamknięty. I to było właśnie najtrudniejsze. Nie fakt tego, że się rozstaliśmy, bo zdaję sobie sprawę dlaczego. Natomiast najtrudniejsze właśnie było to, że w tym wszystkim tak szybko podjęła decyzję o tym, żeby to zakończyć. Oczywiście ona to zakończyła wcześniej, zakończyła tą relację, natomiast w tym wszystkim myślałem, że że nie będzie tak szybko próbować ułożyć sobie życia z kimś innym. I to nie chodzi o to, że mieliśmy jakiś układ, że ona powiedziała, że będzie na mnie czekać, że da mi czas na to, abym te wszystkie plany wprowadził w życie. Bo w sumie na jakiej podstawie miałaby czekać, prawda? W sumie zataiłem przed nią prawdę, więc kiedy nawet powiedziałbym jej o tych wszystkich procesach, przez które przechodzę, o tych wszystkich planach, które tak skrupulatnie realizuję, to przecież na podstawie utraty tego zaufania powiedziałaby, że ona mi nie wierzy. Więc skoro mi nie wierzy, to na co ma czekać? Natomiast no mimo wszystko jest to ciężkie do zaakceptowania. Ciężko jest też zaakceptować fakt, że ja już nic nie mogę zrobić, a chciałem się z nią spotkać i jej o tym wszystkim powiedzieć. Powiedzieć jej: słuchaj, pracuję nad sobą, zrozumiałem, jakie było źródło problemu, zdałem sobie sprawę z przyczyny, z konsekwencji i próbuję wszystko naprawić dla siebie. Przede wszystkim dla siebie, żeby odbudować swoje życie i zbudować je na nowo w oparciu o bezpieczeństwo, spokój, prawdę i na takich silnych, umocowanych fundamentach, w oparciu o to, co teraz robię. Chciałem jej o tym wszystkim powiedzieć, że udało mi się zamknąć sprawę tej upadłości, że jestem czysty. Chciałem jej powiedzieć, że odbudowuję swoją poduszkę finansową, która ucierpiała w wyniku pomocy rodzinie, pracując po 12 godzin dziennie, 6 dni w tygodniu jako ogrodnik. Chciałem jej powiedzieć, że dostałem też swoją wymarzoną pracę, którą rozpoczynam od września. Chciałem jej powiedzieć, że zmieniłem auto na inne, bo tamto po prostu generowało zbyt wysokie koszty. Chciałem jej powiedzieć, że od września zamierzam wynająć mieszkanie. Natomiast w chwili, w której ona powiedziała mi o tym, że spotyka się z kimś innym, zdałem sobie sprawę, że to będzie bez znaczenia, bo tamta osoba jest teraz dla niej priorytetem. I wiem, że to co ona robi to jest wynik strachu przed samotnością, że ona po prostu nie radzi sobie z tymi emocjami, z tą stratą i potrzebuje atencji, potrzebuje takiej podbudowy swojego poczucia własnej wartości, że to jest taki związek z odbicia. Tak przynajmniej mówi mój psycholog, że to nie musi być wielka miłość, że oni się tylko spotykają, że ona po prostu w ten sposób zagłusza to wszystko i to jej pozwala zapomnieć. Jest to trudne do zaakceptowania, że wszystko to, co teraz robię, będę musiał robić tylko i wyłącznie dla samego siebie i że nie będzie jej przy mnie, że nie będzie mnie w tym wspierać, nie będzie mnie motywować. Natomiast zdałem sobie sprawę, że choćbym chciał, bardzo bym chciał, bo ją kocham, to nie mogę nic zrobić, bo nie mogę walczyć o kogoś, kto tej walki nie chce. I chciałem tutaj jednocześnie też podziękować wszystkim, którzy komentowali, którzy wyrażali swoje opinie, swoje zdania na temat tej całej sytuacji. Dziękuję wam za każde słowo, nawet te, które były szorstkie, które były gorzką prawdą, ale dziękuję wam. I co mogę powiedzieć więcej? Trzymajcie się, dbajcie o siebie i nie popełniajcie tych samych błędów, które ja popełniłem. Jeszcze raz dzięki.
  3. Zdaje sobie sprawę z tego, że powrót nie zawsze jest możliwy. Oczywiście powroty są możliwe ale nie zawsze. Tak czy inaczej póki mogę to staram się wierzyć w to, że uda mi się ją odzyskać i zbudować coś nowego w oparciu o nowe zasady. Pierwszy raz w życiu jestem w takiej sytuacji w której tak mocno pracuję nad sobą po rozstaniu. Przeanalizowałem wszystko i jestem zdyscyplinowany i zdeterminowany, żeby osiągnąć zamierzone cele. Prawda jest taka, że nigdy nie byłem pasywny i nawet w związku cały czas szedłem do przodu. Zdecydowałem się na pomoc ze strony psychologa w celu naprawy tego co we mnie źle działało i mam nadzieję, że to wszystko plus zmiany w moim życiu wpłyną pozytywnie na szanse odzyskania jej. W chwili obecnej jej brak i chęć odzyskania jej stała się dla mnie swego rodzaju katalizatorem do zmian. Oczywiście nie robię tego dla nie, ale dla siebie w nadziei że dzięki temu będę w przyszłości szczęśliwszy sam ze sobą i z kimś z kim będę budować życie - choć cały czas mam nadzieję, że to będzie ona. Wiem, że kwestią rozstania była utrata poczucia bezpieczeństwa. Wiem, że nie tylko z powodu braku szczerości a raczej ukrywania pewnych rzeczy, tylko też tego co ukrywałem - upadłość konsumencka, to informacja na tym etapie relacji która może doprowadzić do wątpliwości. I tak jak wspomniałem to nie tak, że byłem goły i wesoły itd. Kasę cały czas mam, natomiast wiem że te wszystkie rzeczy mogły mnie przestawić w mało atrakcyjnym świetle, bo mogła pomyśleć że skoro jestem w upadłości, to czy może ze mną zakładać rodzinę nie wiedząc ile mam pieniędzy itd i jak wygląda moja sytuacja finansowa. Coraz bardziej zaczyna docierać do mnie taka myśl, że powrót do niej może mi zająć kilka miesięcy, może pół roku albo i dłużej, dopóki wszystkiego sobie nie ogarnę i poukładam. Czy do tego czasu ona będzie z kimś innym? Nie wiem. Czy będzie sobie układać życie na nowo? Zapewne. Czy będzie chciała mnie w tym życiu, kiedy zobaczy że te zmiany się dokonały? Mam nadzieję. Co do leczenia mamy, to dlatego leczymy ją prywatnie bo to jest raz szybsze niż czekanie miesiącami na wyniki - biopsja, rezonanse, tomografy, badania krwi, wycinki itd. Poza tym mama ma nowotwór typu MALT, którego nie da się wyleczyć - trzeba wyciąć kawałek płuca a to kosztuje. Wiem, że moje życie obecnie nie wygląda tak jak w chwili kiedy się poznaliśmy. Ona jest magistrem prawa, ma własne mieszkanie (kupione przez rodziców ale własne), dobrą pracę w agencji mediowej, ambicje itd. Ja w chwili kiedy ją poznałem pracowałem jako szef marketingu w międzynarodowej korporacji. Wynajmowałem mieszkanie 80m2, jeździłem dobrym autem, mam wyczucie stylu i dobrze się ubieram bo jestem taką osobą, która zwraca uwagę na estetykę i to nas łączyło. Ogólnie nie udawałem kogoś kim nie jestem. Natomiast ta cała sytuacja zmieniła trochę moje życie i sprawiła, że ona mogła zacząć patrzeć na mnie z innej perspektywy - mniej atrakcyjnej. Jestem po studniach marketingu, straciłem pracę w międzynarodowej korporacji, jestem za zwolnieniu od psychiatry, aby mieć jakiekolwiek wpływy gotówki co miesiąc a nie dlatego, że się załamałem lub potrzebuje pomocy. Dodatkowo dorabiam sobie jako tynkarz, aby szybciej stanąć na nogi. Wróciłem do rodziców. Niedługo będę musiał pozbyć się auta i przez jakiś czas jeździć czymś gorszym. Przez stres schudłem 8kg i moja sylwetka nie wygląda tak dobrze jak wcześniej (brak regularnych treningów, diety itd). I wiem, że dla niej ten kontrakt między tym co było a tym co jest mógł sprawić, że ona nie chce być ze mną w takim stanie i momencie mojego życia, gdzie walczę każdego dnia o swoje życie. Zwłaszcza, że ona ma 26 lat a ja 34, i myśli o dzieciach ślubie itd. Oczywiście ja też o tym myślę i mieliśmy takie samo spojrzenie na te sprawy i całą resztę, natomiast zdaje sobie sprawę, że będąc teraz na takim etapie życia mogę nie pasować do jej projektu życia i przez to postanowiła odejść. Nie wybielam się. Zdaje sobie sprawę, że najpierw muszę odbudować swoje życie i dopiero wtedy będę mógł myśleć o powrocie, jeśli do tego czasu będzie jeszcze możliwy. W chwili obecnej skupiam się na sobie i na tym aby doprowadzić swoje życie do porządku i wrócić na tory na których byłem w chwili kiedy mnie poznała. Bardzo mnie korci aby do niej napisać, odezwać się ale co miałbym zrobić? Napisać „hej co tam słychać?” „Co robisz?” A co ma być słychać? Od chwili naszego rozstania (26 maja), minęło mało czasu i co ona miałaby z tym zrobić? Uwierzyć mi na słowo, że dokonuje zmian w swoim życiu? Dla niej to co robię, to dopiero początek drogi. Dla niej to, że pracuje po 12h dziennie 6 dni w tygodniu, to sekwencja zdarzeń a nie trwała zmiana. Robię to wszystko aby jak najszybciej stanąć na nogi ale czy tego dokonałem? Jeszcze nie. Wyobraźcie sobie, że budujecie dom. Dzisiaj zalałem fundamenty. Przychodzę do niej i mówię: „Zobacz, zalałem beton, mam plan, za pół roku będą ściany, kupuj firanki!”. Dla mnie dom już powstaje. Ale dla niej? Na razie to jest tylko rozkopana działka i plama betonu. Ona nie wie, czy za tydzień nie braknie mi sił albo czy pogoda nie zepsuje planów. Fakt dokonany dla kobiety to moment, kiedy dom stoi, dach jest pokryty, a ja zapraszam ją na kawę do gotowego salonu. Nie wiem co o tym sądzicie i co mi radzicie, natomiast z każdym dniem coraz bardziej zaczynam myśleć, że aby ją odzyskać to musi się we mnie dokonać realna zmiana. Skoro Paulina przestraszyła się niestabilności i chaosu, to zaufanie i szacunek odzyskam tylko wtedy, kiedy udowodnię, że mój kryzys minął i znowu panuje nad swoim światem
  4. Dzięki, natomiast ja tutaj szukam rad, które mają realne zastosowanie a nie porady ja dla nastolatków. Tak czy inaczej dzięki za wyraźnie zdania
  5. Tylko że ja już ten odkurzacz odebrałem więc argument odpada.
  6. Pewnie rozumiem. Ja swoją historię przestawiłem i raczej nic więcej z tego nie wyciągnę. Zastanawiam się tylko, czy twoim zdaniem jest tutaj jakaś szansa na powrót? Szczerze to nie wiem czy do niej pisać a jak tak to jak inicjować ten kontakt? Przecież przez brak kontaktu nic się nie zmieni a ona przez to tylko bardziej się zdystansuje. Myślałem, żeby odezwać się do niej kiedy zmieni się coś więcej w moim życiu - nowa praca, odbudowanie finansów, wynajęcie nowego mieszkania. Natomiast nie wiem ile to potrwa. Wiem że brak kontaktu niczego nie zmieni ale jeśli ten kontakt miałby być utrzymywany to w jaki sposób?
  7. Zgadzam się z tobą - połowicznie. Oczywiście nie wygląda to może najlepiej, natomiast to tylko przejściowe trudności przez które przejdę i dlatego podjąłem odpowiednie kroki. Upadłość to rzeczywiście może nie jest coś idealnego ale to nie jest tak, że ja mówiłem jej że ja mam zamiar dopiero tą upadłość załatwić. Powiedziałem jej, że tą upadłość weszła już w życie. Że sąd wydał decyzję i przez rok mam spłacać raty w wysokości danej kwoty - nie są to duże pieniądze. A po tym roku reszta zostaje umożona. Zrobiłem to w wyniku decyzji na które nie miałem wpływu w przeszłości. To nie tak, że zaciągałem pożyczki gdzie się da, bo mi się nudziło. Założyłem firmę, firma splajtowała a ja zostałem bankrutem z długiem. Musiałem to jakoś załatwić, aby zabezpieczyć swoją przyszłość czy będąc samemu, czy chcąc ją budować z kimś. Ta upadłość nie miałaby żadnego wpływu na nasz związek, bo weszła w życie przed naszym związkiem i w jego trakcie w żaden sposób na nas nie oddziaływała. Prawdę mówiąc, to wiedza o tym w niczym by jej nie pomogła. Kwestia przyszłości? Oczywiście ktoś mógłby powiedzieć, że w trakcie upadłości nie weźmiesz kredytu. Pewnie jakbyśmy planowali w przeciągu roku ślub, dzieci i dom, to rzeczywiście może być problem. Natomiast Paulina miała swoje własne mieszkanie - co prawda kupione przez rodziców ale zawsze. I gdybyśmy mieli zamieszkać razem to zapewne najwcześniej po roku związku i to w jej mieszkaniu a później dopiero zaczęlibyśmy myśleć nad czymś większym. Problemy zaczęły się pojawiać w chwili utraty mojej pracy. I to nie tak że życie mi się wtedy zawaliło. Miałem poduszkę finansową przygotowaną na takie sytuacje. Natomiast nie miałem poduszki finansowej na ratowanie chorej na raka mamy i musiałem wyciągać kasę z tej poduszki i to powodowało stres. Rosnące koszty - auto, mieszkanie, rodzina a pracy jak nie było tak nie było. Dlatego też postanowiłem pójść na zwolnienie od psychiatry aby przez pół roku mieć 80% kasy z poprzedniej firmy, bo wiedziałem że to jedyna słuszna droga. Dodatkowo dorabiałem sobie jako tynkarz w firmie znajomego na czarno aby jeszcze dorzucić gotówki do domowego budżetu. Z mieszkania zrezygnowałem nie dlatego że miałem 0 na koncie a dlatego że nie mając pracy nie chciałem dodatkowo obciążać budżetu, który i tak został już mocno uszczuplony przez pomoc rodzinie.
  8. Gdyby w tej relacji czegoś brakowało, to już dawno by ja zakończyła. Natomiast ona zrobiła to w chwili, kiedy opowiedziałem jej o tym co przed nią ukrywałem. Do samego końca nie widziała co wydarzy się tego wieczoru i co jej powiem. Po naszej rozmowie przez telefon napisałem do niej następnego dnia, ze chce z nią porozmawiać bo ma rację co do tego, że ona jest dla mnie przezroczysta, wpuszcza mnie do swojego życia a ja jestem tak jakby widzem tęgo wszystkiego a do mojego życia nie ma dostępu. Chciałem powiedzieć jej to wszystko, bo wiedziałem że tak dłużej być nie może. Być może zrobiłem źle. Być może nie powinienem był mówić jej o wszystkim. Mówiłem jej, że nie chciałem jej o tym mówić, bo obawiałem się, że obarczaniem jej tym przygniecie ją i że może nasz związek na takie coś nie jest jeszcze gotowy. Możliwe, że nie był. Tak czy inaczej nie poddaję się. Realizuje swoje życiowe plany, walczę o lepsze jutro i jeśli jest taka szansa, to zrobię co w mojej mocy aby mi wybaczyła, wróciła do mnie i abyśmy mogli budować coś nowego na nowych zasadach i abym miał możliwość zasłużyć na jej zaufanie swoimi czynami a nie słowami.
  9. Tego nie wiem ale powiedziała to w chwil kiedy ze mną zrywała. Powiedziała, że podejrzewała że mam problemy finansowe, bo jak planowałem jakieś wyjścia, to do tych wyjść koniec końców nie dochodziło, więc wyszła z założenia, że chodzi o finanse. Z zamartwianiem było tak, że zauważyła to kilka tygodni temu, powiedziałem jej, że moja mama ma raka a ona na to, abym się wypłakał jej na ramieniu bo widzi że mi ciężko. Natomiast nie mówiłem jej, że moja mama musi być leczona prywatnie i ile to leczenie kosztuje i że moi rodzice nie maja pieniędzy, więc muszę im finansowo pomóc i że to wszystko wpływa na mnie. Chciałem do niej dzisiaj pojechać, porozmawiać z nią. Natomiast obawiam się, że nie zostanie to odebrane dobrze i raczej będzie na mnie patrzeć z litością i wspólczuciem.
  10. U nas wyglądało to tak, że cały czas obsługiwałem ten związek - wspólne wyjścia, wyjazdy, city break’i, teatr, opera, kolacje itd. Oczywiście ona też dawała coś od siebie. Ja byłem tym który pokazywał jej świat a ona dbała o ognisko domowe w jej mieszkaniu - kolacje, pieczenie - ogólnie dbała o mnie i to czułem, więc to nie była jednostronna relacja. Co do sytuacji z moją upadłością, to trzy lata temu założyłem firmę z moją byłą. Ta firma nie wypaliła przez co popadłem w długi i podjąłem prawne kroki mające na celu załatwić wszystkie sprawy z przeszłości w celu zabezpieczenia przyszłości. Ogólnie to nie było tak, że nie miałem kasy kiedy ją poznałem. Tak jak wspomniałem obsługiwałem ten związek na każdym poziomie. Upadłość miałem już ogłoszoną, harmonogram spłat ustalony, ogólnie wyrok był już prawomocny i mogłem zacząć budować swoje życie na nowo. Nie miałem żadnych komorników, długów ani czegoś takiego. Komplikacje zaczęły się w momencie kiedy straciłem pracę pod koniec lutego. Niby miałem oszczędności ale wiadomo, leasing na nowe Audi A5 trzeba spłacać, za wynajem 80m2 trzeba płacić a oszczędności topnieją. Pieniędzy z ZUS’u nie otrzymywałem i nie wiedziałem kiedy przyjdą, więc presja rosła. Na leczenie mamy i operację rodzicom dałem prawie 100K. Bratu dałem ponad 30K na spłatę długów. Zaznaczam, dałem, nie pożyczyłem. Rodzina jest dla mnie bardzo ważna i jeśli mogę, to zawsze ją wspieram. To wszystko uszczupliło moje finanse. Oczywiście pieniądze dalej miałem ale znacząco mniej, więc nie mogłem sobie już pozwolić na kolacje, wyjścia do teatrów, wyjazdy za miasto itd - przynajmniej nie w takim stopniu co wcześniej. Nie mogłem żyć tak, że moje koszty przewyższają zyski. Paulina zaczęła to zauważać i nawet w dniu kiedy ze mną zerwała powiedziała, że widziała że chyba mam jakieś problemy z kasą. Dlatego też postanowiłem wrócić do rodziców do czasu aż nie znajdę nowej pracy w swojej branży. Prawda jest taka, że dalej mógłbym wynajmować to mieszkanie, dalej mógłbym zabierać ją w różne miejsca. Natomiast czy to byłoby odpowiedzialne? No raczej nie! Powiedziałem jej o tym, bo czułem jak to na mnie oddziaływuje psychicznie i potrzebowałem wsparcia z jej strony w postaci tylko jej obecności, bo z całą resztą sobie radziłem ale to na mnie po prostu wpływało i tyle. Miałem to tylko na swoich barkach i kiedy ciągle coś nowego było dokładane, to coraz bardziej było to po mnie widać i ona też zaczynała to zauważać. Chciałabym ją odzyskać, bo wiem że zrobiłem źle. Nie powinienem był tego przed nią ukrywać. Wiem, że straciła do mnie zaufanie. Natomiast jak mam je odbudować, skoro nie widujemy się? Jak doprowadzić do kolejnego spotkania? Jak inicjować kontakt? No przecież nie napiszę do niej „hej co słychać” no bo co może być słychać? 26 maja ze mną zerwała i co? I tak się staram i każdego dnia ogarniam swoje życie i to nie tak, że robię to dla niej, tylko dla siebie. Planowałem to zanim ze mną zerwała, bo to był mój plan a nie że działam teraz pod wpływem emocji i jest to podyktowane rozstaniem. Zastanawiam się co zrobić.
  11. Może źle coś napisałem, albo błędnie mnie zrozumiałaś, natomiast jej chodziło o to, że nie wyobraża sobie być moją koleżanką - nie po związku. Powiedziała, że widok z inną sprawił by jej ból i albo jakoś do siebie wrócimy, albo raczej nic innego z tego nie wyjdzie. Reasumując - albo związek, albo nic! Co do pracy, to swoją straciłem pod koniec lutego. Cały marzec byłem jeszcze na wypowiedzeniu i o wszystkim wiedziała. Ogólnie brałem udział w różnych procesach rekrutacyjnych i nawet się udało - cieszyliśmy się. 22 maja mieliśmy wesele jej przyjaciółki i kiedy przyjechałem odebrać ją z mieszkania, to odezwał się do mnie rekruter z informacją, że jednak nie mogą mnie zatrudnić. Uderzyło to we mnie mocno natomiast nie chciałem jej psuć humoru przed weselem jej przyjaciółki. Później w weekend odpoczywaliśmy, więc powiedziałem sobie, że powiem jej to w tygodniu. 26 maja spotkaliśmy się i powiedziałem jej o pracy i o całej reszcie. Ogólnie jest tak, że ja przez 12 lat działam w jednej branży - handel internetowy. Byłem kierownikiem wysokiego szczebla w międzynarodowej korporacji. Niestety firma przechodziła restrukturyzację przez co musiałem się z nią pożegnać. Mój tata był z zawodu cieślą, więc nauczył mnie wielu rzeczy - malowanie, kładzenie tynków, zbrojenia, murarka, płytki itd. Mimo poduszki finansowej, którą miałem to nie próżnowałem i nie siedziałem na tyłku, tylko jednocześnie szukałem nowej pracy i dorabiałem sobie w wykończeniach wnętrz. Zawsze byłem zaradny i ambitny i ona to widziała i bardzo jej się to podobało we mnie. Nie była materialistką, bo niejednokrotnie o tym rozmawialiśmy, że dla niej najważniejsze aby facet ją szanował, troszczył się o nią, dbał, kochał, dobrze się odnosił do niej i był szczery - tego ostatniego zabrakło. Więc nie uwierzę, że chodziło o pieniądze, bo sama powiedziała że ona pieniądze ma i dla niej jest to najmniej ważna sprawa. Poza tym to nie tak, że moje problemy pozbawiły mnie pieniędzy. Nie jestem goły i wesoły, tylko w wyniku tych wszystkich rzeczy - pomoc finansowa rodzicom i bratu - sama operacja mojej mamy to ponad 50 tysięcy nie mówiąc o badaniach, tomograf, rezonans i biopsja. To po prostu nadszarpnęło moją poduszkę finansową w związku z czym podjąłem odpowiedzialną decyzję aby dopóki nie znajdę stałej pracy, to wracam do rodziców, aby odbudować finanse, bo nie zamierzam żyć na zasadzie „zastaw się a pokaż się”.
  12. Moja ukochana Dzień dobry, przychodzę tutaj z prośbą o pomoc w odbudowaniu relacji i odzyskaniu kobiety z którą byłem w związku a który zakończył się niedawno z mojej strony. Moja dziewczyna Paulina zakończyła ze mną relacje we wtorek 26 maja. Nasza historia wyglądała tak, że poznaliśmy się pod koniec grudnia a spotykać zaczęliśmy na początku stycznia. Nasza relacja rozkwitała z każdą randką. Wychodziłem z inicjatywą, starałem się poznawać ją najlepiej jak to możliwe. Każda nasza randka, każde spotkanie było wyjątkowe i unikatowe. Ja pokazywałem jej świat a ona w zamian budowała ognisko domowe. W oficjalny związek weszliśmy ze sobą po trzech miesiącach znajomości 4 marca. Wszystko układało się wręcz idealnie. Spędzaliśmy ze sobą coraz więcej czasu, często rozmawialiśmy, było zrozumienie między nami, wspólne plany na przyszłość o których rozmawialiśmy, czułość, intymność, zrozumienie. Niestety Paulina nie wiedziała o wielu rzeczach, które działy się w moim życiu. Wszystko zaczęło się od utraty przeze mnie pracy 28 lutego. Paulina wiedziała o tym i o tym, że mam jeszcze miesiąc wypowiedzenia. Wiedziała, że mieszkam pod Warszawą - że wynajmuje tam mieszkanie ale nigdy przez te 6 miesięcy naszej znajomości tam nie była. Kiedy spędzaliśmy ze sobą czas, to albo wychodząc na randki, lub będąc u niej w mieszkaniu. Do dzisiaj nie wiem, dlaczego jej nie zaprosiłem. Nie byłem niedostępny emocjonalnie. Dawałem jej wsparcie, dużo czułości, miłości, troski, dbałem o jej potrzeby emocjonalne i fizyczne. Czuła się przy mnie zaopiekowana i bezpieczna. I niestety to bezpieczeństwo a raczej jego utrata była powodem zerwania. Tak jak powiedziałem ukrywałem przed Pauliną kilka rzeczy z mojego życia i kiedy w końcu postanowiłem jej o tym powiedzieć, to w jej mniemaniu ukrywając to, budowałem związek na kłamstwie przez co utraciła do mnie zaufanie i jednocześnie nie zabezpieczyłem jej potrzeby bezpieczeństwa. Tak jak wspomniałem 28 lutego straciłem pracę. Od razu powiedziałem o tym Paulinie. Powiedziałem jej, że trudno bo to było wynikiem restrukturyzacji firmy i nie miałem na to wpływu. Dodatkowo wiedziała, że mam miesiąc wypowiedzenia, poduszkę finansową i że już zaczynam szukać nowej pracy. Oferty się pojawiały ale nic konkretnego a kiedy pojawiało się coś konkretnego, to na rozmowach się kończyło. W końcu na horyzoncie pojawiła się nowa oferta, która widniała jako ta, która pozwoli mi powrócić na rynek pracy. Przeszedłem pomyślnie przez wszystkie etapy rekrutacji aż w końcu się udało. Cieszyliśmy się razem, bo w końcu poczułem, że wraca mi sprawczość i kontrola nad moim życiem. Niestety życie przewrotne pisze różne scenariusze. 22 maja mieliśmy ślub i wesele przyjaciółki Pauliny i kiedy przyjechałem odebrać Paulinę z mieszkania, to nagle otrzymałem telefon od rekrutera - Bartek, słuchaj niestety nie możemy cię zatrudnić, przykro mi. Mi również zrobiło się przykro ale nie chciałem o tym mówić Paulinie w dzień wesela i ślubu jej przyjaciółki. Nie chciałem psuć atmosfery. Pojechaliśmy tam jakby nigdy nic i bawiliśmy się świetnie. Przez chwilę zapomniałem o tym i chciałem aby ta chwila trwała i była nasza. Później wróciliśmy do Warszawy i odpoczywaliśmy przez sobotę a w niedzielę byliśmy u jej rodziców na obiedzie, więc zdałem sobie sprawę, że powiem jej o tym w tygodniu. To była pierwsza rzecz - pierwsze zatajanie prawdy ale nie pierwsze chronologicznie. Kiedy nie miałem już pracy, to nie siedziałem bezczynnie, mój prawnik powiedział mi, abym udał się do psychiatry i uzyskał zwolnienie lekarskie, żeby otrzymać zasiłek chorobowy, żeby mieć ciągłość finansową, co pozwoli mi w spokoju szukać nowej pracy. Tak zrobiłem i otrzymałem to zwolnienie. Cieszyłem się bo nie wiedziałem ile czasu zajmie mi szukanie nowej pracy a tak miałem dostęp do pieniędzy z ZUS’u co pozwalało mi normalnie funkcjonować. Niestety na zwolnieniu byłem a pieniądze nie przychodziły i powodowało to u mnie stres. To była druga rzecz o której nie powiedziałem Paulinie. Dodatkowo będąc na zwolnieniu imałem się różnych zajęć - pracowałem u mojego taty jako pomocnik ogrodnika albo tynkarz. Chciałem dodatkowo coś zarobić a nie siedzieć bezczynnie - o tym Paulina wiedziała. Wszystko zaczęło się w momencie w którym Paulina zaczęła rozmawiać ze mną o tym, że ona jest przede mną przeźroczysta, pozbawiona sekretów. Że wprowadza mnie do swojego życia a ja jej do swojego nie. Chodziło o to, że przez tyle czasu nie zaprosiłem jej do siebie. Ja już w maju wiedziałem, że będę zmuszony po 12 latach wrócić do rodziców, bo nie mogę pozwolić sobie na to, aby nie mając pracy wynajmować mieszkanie. Nie powiedziałem o tym Paulinie. Nie mówiłem jej, że to planuje. Wstydziłem się tego. W końcu Paulina zaczęła coraz częściej dzwonić do mnie na FaceTime i wiedziałem, że chce sprawdzić czy dalej mieszkam w tym mieszkaniu, skoro przez tyle czasu jej nie zaprosiłem, to czuła że coś musi być nie tak. Na początku jak zadzwoniła, to byłem u rodziców bo musiałem coś załatwić, więc nic się nie stało. Za drugim razem, kiedy zadzwoniła też byłem u rodziców ale nie chciałem odpalić kamerki, bo wiedziałem że się wyda, choć wiedziałem, że już coś podejrzewa. Powiedziałem jej, że nie mogę odebrać, bo mam maseczkę na twarzy. Wyczuła, że coś kręcę więc zaczęła mnie wypytywać, kiedy przeprowadzam się do nowego mieszkania, bo taki temat też się przewijał. Mówiłem jej, że szukam czegoś mniejszego, tańszego itd ale do wynajmu nigdy nie doszło, dlatego pytała bo tyle o tym mówiłem a nic z tego nie wynikało i temat zawsze trafiał w próżnię. Rozmawialiśmy kilka godzin o tym, że ona jest dla mnie otwarta a ja skryty i zamknięty. Po tej rozmowie wiedziałem, że muszę jej wszystko powiedzieć - całą prawdę. Przyjechałem następnego dnia i powiedziałem jej całą prawdę o sobie. Wiedziałem, że mówiąc jej to wszystko mogę ją stracić, natomiast wolałem żyć w prawdzie, niż ciągle zatajać prawdę. Paulina wiedziała o tym, że u mojej mamy zdiagnozowano nowotwór - chłoniak płuca typu MALT. Powiedziałem jej o tym kilka tygodni wcześniej i wspierała mnie w tym, natomiast nie wiedziała, że leczenie wymaga nakładu środków finansowych, bo jest realizowane prywatnie. Zaczęło się! Powiedziałem Paulinie, że dałem moim rodzicom 60 tysięcy na leczenie. Powiedziałem, że dałem bratu 30 tysięcy, bo popadł w długi o których Paulina wiedziała, ale nie wiedziała, że pomogłem bratu. Powiedziałem, że to mocno uszczupliło moją poduszkę finansową i jako odpowiedzialny facet podjąłem decyzję o powrocie w rodzinne strony, żeby odbudować finanse i przy okazji zająć się chorą mamą. Wiedziałem, że nie stać mnie na to mieszkanie w obecnej sytuacji. Paulina powiedziała, że podejrzewała że już tam nie mieszkam i powiedziała, że podejrzewa, że nie mieszkam tam już od kilku tygodni. Przyznałem jej rację, że od tygodnia już tam nie mieszkam. Kolejną rzeczą było to zwolnienie lekarskie. Powiedziałem Paulinie, że w związku z utratą pracy o której wiedziała, zdecydowałem się udać na zwolnienie, aby mieć za co żyć do czasu znalezienia nowej pracy - o tym też nie wiedziała. Następnie powiedziałem jej, że w dniu wesela i ślubu jej przyjaciółki otrzymałem telefon od rekrutera, że nie otrzymałem pracy. Zapytała dlaczego jej o tym nie powiedziałem, skoro mieliśmy cały weekend na to? Powiedziałem jej, że chciałem jej powiedzieć już wszystko a nie dozować prawdę. Ostatnią rzeczą była moja upadłość konsumencka. Dwa lata temu założyłem firmę, która splajtowała i w związku z tym popadłem w zadłużenie. Wówczas podjąłem decyzję, że muszę podjąć kroki prawne w celu rozwiązania problemu przyszłości, żeby zabezpieczyć swoją przyszłość. Udało się uzyskać tą upadłość, otrzymałem pismo z sądu, zgodę od syndyka, harmonogram spłaty itd. Miałem oszczędności, nie miałem komornika na koncie ani nic z tych rzeczy. Po prostu chciałem jej o tym powiedzieć, że został mi jeszcze rok spłaty ale ja to wszystko obsługuje i ogarniam. Powiedziałem jej, że po prostu to mnie wszystko mocno przygniotło, dlatego czasami bywałem smutny i przygnębiony. Utrata pracy, brak pieniędzy z ZUS’u, choroba mamy, topniejące oszczędności, perspektywa tego że facet mający 34 lata będzie zmuszony wrócić do swojego pokoju w domu rodziców po 12 latach. Nie chciałem jej tym obarczać zwłaszcza, że te problemy nie oddziaływały bezpośrednio na nasz związek. Ja ten związek obsługiwałem. Dbałem o nią, dawałem zainteresowanie, czułość, miłość i troskę. Tylko po prostu w pewnym momencie z tego naczynia zaczęło się przelewać, przez co to oddziaływało na mnie w postaci smutku. Paulina zapytała jak ma mi teraz zaufać? Skąd ma pewność, że nie trzymam innych trupów w szafie? Czy za miesiąc nie dowie się jeszcze czegoś? Czy w ogóle mnie zna? Czy może budować ze mną przyszłość, skoro takie ważne elementy swojego życia potrafiłem przed nią ukrywać? Powiedziałem jej, że stoję przed nią obnażony ze wszystkich sekretów. Pełen wstydu, ukazujący swoje błędy i porażki. Powiedziałem jej, że przyjechałem tutaj ze świadomością, że jeśli jej o tym powiem, to mogę ją stracić a mimo, to zdecydowałem się na to, bo chcę żyć w prawdzie. Gdyby było inaczej, to powiedziałabym tylko część prawdy albo wymyślił jakieś kłamstwo. Jaki facet, który nie chce żyć w prawdzie zdecydowałby się na taki krok? To do niej nie przemówiło. Powiedziała, że dla niej, to tak jakbym przez cały okres naszego życia ukrywał przed nią to wszystko i tworzył związek na kłamstwie. Prosiłem ją o szansę a ona mówiła, że dawała mi szansę kiedy nic nie mówiła. Kiedy miałem sam okazję jej o tym powiedzieć. Powiedziała „nie” i że jak mówi „nie”, to znaczy nie i raczej zdania nie zmienia. Nie błagałem jej, nie płakałem choć głos drżał z żalu. Nie płaszczyłem się. Wiedziałem, że ją zraniłem. Chciałem ją chronić przed tym całym syfem dając jej piękną i czystą przestrzeń nie obarczoną tymi problemami. Z jej perspektywy ta chęć chronienia odebrała jej możliwość wyboru, czy chce być ze mną w tym, wspierając mnie. Wyszedłem stamtąd pełen smutku, żalu, rozgoryczenia i złości na siebie, bo straciłem osobę którą kochałem całym sercem. Następnego dnia obudziłem się, jakby ktoś dał mi obuchem w głowę. Później zdałem sobie sprawę, że zostawiłem u niej odkurzacz piorący, bo prałem jej dywan w mieszkaniu itd. Pomyślałem, że to będzie idealny pretekst do tego, aby ponownie się spotkać, aby porozmawiać jeszcze raz bez emocji. W międzyczasie ogarniałem swoje sprawy i skupiałem uwagę na sobie i swoim życiu. Pomyślałem, że dwa tygodnie to czas jaki dam jej na przemyślenie wszystkiego i uspokojenie emocji. Rozmawiałem ze swoimi przyjaciółmi i rodziną i mój brat i jego dziewczyna powiedzieli, że nie ma sensu dłużej czekać. Że 5 dni, to wystarczająco długo, aby kurz opadł i mogła sobie pewne rzeczy przemyśleć. Pojechałem do niej. Otworzyła mi i dała ten odkurzacz. Zapytałem czy poświęci mi trochę swojego czasu, bo chciałbym jej powiedzieć coś co uważam, że jej się należy. Powiedziałem jej, że moja wizyta nie jest aktem desperacji. Że nie jestem tutaj pod wpływem emocji i to co powiem nie jest reakcją na odtrącenie. Powiedziałem jej, że nie jestem tutaj, aby ją do czegokolwiek przekonywać, bo wiem że logiczne argumenty nie mają znaczenia a liczą się emocje. Byłem w tym wszystkim bardzo spokojny i opanowany. Powiedziałem jej, że nie jestem tutaj aby ją odzyskać, tylko aby powiedzieć jej, że wiem jaka była przyczyna tego, że podjęła taką decyzję. Że utraciła do mnie zaufanie przez co straciła poczucie bezpieczeństwa. Że nie wie czy coś nie wyjdzie w przyszłości, czy mnie zna itd. Że zdefiniowałem źródło problemu. Wiem, że nie dopuszczałem jej do siebie, że ja byłem częścią jej życia a ona mojego już nie. Powiedziałem jej, że wiem że nie przekonają jej żadne logiczne argumenty. Powiedziałem jej, że jedynym sposobem na to, abym mógł odbudować to zaufanie, to proces powtarzalności. Musiałaby brać czynny udział w moim życiu, żeby zobaczyć że za słowami idą czyny. Zapytała ale jak ja to sobie wyobrażam? Że miałaby być moją koleżanką? Powiedziała, że to nie wyjdzie i że nie wyobraża sobie być moją koleżanką po związku. Że co jeśli ja powiem, że zaczynam się z kimś spotykać albo ona? Widok innej kobiety w moich ramionach zabiłby ją. Powiedziała „To jest jedyne marzenie ściętej głowy, że ewentualnie się uda i że wrócimy do siebie, natomiast to będzie bolesne dla mnie i dla ciebie”. Zdałem sobie sprawę, że Dla niej powrót do mnie to jest „marzenie”. Ona nie powiedziała: „to jest głupie”, „to jest niemożliwe”, „nie chcę cię znać”. Użyła słowa marzenie. Dlaczego dodała „ściętej głowy” i „bolesne”? Bo w jej oczach powrót teraz – kiedy rany są świeże, a zaufanie nadszarpnięte – kojarzy się z ogromnym trudem. Ona się boi, że znowu wejdziemy w relację, w której ona będzie się potykać o lęki, sprawdzać mnie, kontrolować, a ja będę się czuł jak pod lupą. To byłby ból dla nas obojga. Pękła i rozpłakała się. Przytuliła mnie. Powiedziałem jej, że nie chce być jej kolegą a facetem, natomiast wiem że słowami jej nie przekonam. Powiedziałem jej, że mówię jej to bo uważam, że jestem jej to winien i że ją kocham. To był pierwszy raz kiedy jej to powiedziałem i dodałem, że nie robię tego, żeby wzbudzić w niej litość, bo relacja to nie caritas i nigdy nikt z nikim nie był z litości. Powiedziałem jej, że nie wiem czy jeszcze ją zobaczę a czułem to od dłuższego czasu i chciałem jej to powiedzieć. Powiedziałem, że nie wiem co ona do mnie czuje ale mogę się tylko domyślać przez to jak mnie traktowała i jak dbała o ten związek. Jaka była czuła, empatyczna, wrażliwa, dobra i ciepła. Powiedziałem jej, że nie chciałem tego, że nie chciałem zawieźć jej zaufania, że nie chciałem jej zranić i że ponoszę za to odpowiedzialność i ciężko mi mając świadomość, że przez to tracę osobę którą pokochałem całym sercem i z którą chciałem założyć rodzinę (bo razem o tym rozmawialiśmy), a chciałem ją tylko chronić przed tym całym piekłem w moim życiu, bo bałem się, że jak ją tym obarczę, to ten ciężar ją przygniecie i postanowi odejść. Znowu się rozpłakała i przytuliła mnie a ja zachowywałem stoicki spokój i starałem się ją uspokoić. Wyszedłem stamtąd z wielkim bólem serca ale i spokojem, że zrobiłem wszystko co mogłem na tym etapie i że zachowałem resztki godności, bo wiedziałem że w tamtym momencie słowami jej nie przekonam. Wiedziałem że mówienie, że się zmienię, że już więcej tak nie zrobię zostanie odebrane jako mechanizm obronny przed odrzuceniem i ona to wyczuje. Kocham ją całym sercem i chciałbym ją odzyskać, natomiast nie wiem jak. Nie wiem od czego zacząć. Rozmawialiśmy w sobotę 30 maja, więc co mam zrobić? Przecież nie mogę je nachodzić, narzucać się wiadomościami. Muszę dać jej przestrzeń ale co dalej? Skupiam się na sobie, na swoim życiu, natomiast co mam dalej zrobić z nią? Jak odbudować to zaufanie, skoro już nie uczestniczy w moim życiu? Proszę o pomoc i wsparcie. Dziękuję. Bartek To tak w sumie wszystko jeśli chodzi o to jak ta relacja się zakończyła. Co do mnie, to wiem że naruszyłem jej zaufanie a raczej je straciłem. Wiem też, że przez to straciła poczucie bezpieczeństwa w relacji co spowodowało u niej taką a nie inną reakcje przez co podjęła taką decyzję. Wiem, że muszę to zaufanie odbudować ale jak? Wiem, że słowami niczego nie zmienię - czyny są ważne. Natomiast jak jej pokazać zmiany zachodzące w moim życiu, skoro się nie spotykamy? Jest też tak, że nasza relacja była świeża - znaliśmy się 6 miesięcy a byliśmy w związku od 3. Nie brakowało w niej niczego. Była czułość, wyrozumiałość, zrozumienie, empatia, wspólne zaspokajanie potrzeb fizycznych jak i emocjonalnych. Tutaj nie było czegoś jak w większości tego typu sytuacji, gdzie kobieta już się przygotowuje do rozstania. To spadło na nią jak grom z jasnego nieba. Wiem też, że zasada braku kontaktu nie będzie dobra, no bo w jaki sposób to ma mi niby pomóc? Samo ma się wszystko naprawić? Samo się przecież nie zadzieje - samoistnie do mnie przecież nie wróci. Wydaje mi się, że odpowiednia forma kontaktu jest tutaj potrzebna a nie jego brak, bo jak przestanę się do niej odzywać, to ona całkowicie się ode mnie odsunie. Wiem jak to brzmi - jakbym wszystko wiedział, natomiast wewnętrznie tak czuję, że muszę jakoś z nią ten kontakt utrzymywać ale nie wiem jak. Bo przecież nie napisze „hej co tam?”. To musi być czymś podyktowane. Musi być jakiś powód stojący za tym, tylko nie wiem jaki. Mam coraz większy mętlik w głowie, bo z jednej strony wiem co powinienem zrobić, ale nie wiem jak to zrobić i od czego zacząć.
×