Hej, u mnie tragedia. Od ponad roku walczę ze sobą i nie mam na nic siły. Aż dziwię się, że nie wywalili mnie jeszcze z pracy. Robię na pół gwizdka. Cały czas myślę co by było gdyby już mnie nie było. Tylko córka trzyma mnie przy życiu. Nie mam nikogo z kim mógłbym porozmawiać. Żona zapracowana i tylko tabelki w exelu są dla niej ważne. Słabo to wygląda, prawda? Byłem u psychologa i u psychiatry. Psycholodzy mnie denerwują, pewnie nie trafiłem na odpowiedniego. Psychiatra sam się poddał wymieniając mi non stop leki. U mnie jest już wszystko: wypalenie zawodowe, wypalenie od ludzi i życia. Ostatnio szukając odpowiedzi na mój stan zdiagnozowano u mnie ADHD. I zgadnijcie, leki na mnie również nie działają. Ciężko mi rano wstać z łóżka i jak pomyślę, że jutro poniedziałek, to aż mnie skręca.
Udanego dnia Wam życzę i sorki za moje żale, ale gdzieś musiałem