Skocz do zawartości
Nerwica.com

Krzysiekkk

Użytkownik
  • Postów

    4
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Krzysiekkk

  1. Krzysiekkk

    Hej !

    I ten strach i sytuacja z którą nie potrafię sobie poradzić też powoduję ten spadek radości z życia. Jak wspomniałem na początku próbowałem terapii, trzech terapeutów ale sam nie wiem, po każdych takich sesjach odnosiłem wrażenie ,że to wszystko juz wiem, to wszystko rozumiem i nie czułem żadnego progresu. Było to bardziej takie klepanie sloganów i dreptanie w miejscu.
  2. Krzysiekkk

    Hej !

    Bingo, dokładnie o to mi chodziło i w tym jest mój problem...Kiedy robi się poważnie, mam problem w tym 100 % przywiązaniu, ciągle czuję jakiś taki strach ,że znowu coś złego się wydarzy i to mnie blokuje. Źle to ubrałem w słowa i nie chodziło mi o 100 % najlepsza wersje siebie, tylko to przywiązanie. Jak robi sie poważnie to z jednej strony chcę w to iść, z drugiej ogarnia mnie strach ,że znowu może się wydarzyć coś takiego jak 8 lat temu i zaczynam się blokować...Brzmi pewnie absurdalnie ale tkwię w takiej klatce do której nie mam klucza.
  3. Krzysiekkk

    Hej !

    Tutaj wydaje mi się ,że problemów nie mam, ale wiesz, takie relacje z kolegami czy znajomymi nie wymagają aż takiego zaangażowania emocjonalnego, także przychodzą łatwiej, przynajmniej tak mi się wydaje.
  4. Krzysiekkk

    Hej !

    Postanowiłem założyć konto tutaj i opowiedzieć o swoim problemie, w sumie pewnego rodzaju pułapce czy klatce bez wyjścia w jakiej się znalazłem. Odnoszę wrażenie ,że jest to taka swojego rodzaju mieszanka nerwicy, depresji, braku poczucia sensu i bezcelowości. Wszystko zaczęło się w zasadzie 8 lat temu kiedy w wypadku zginęła moja partnerka, wpadłem wtedy w taki totalny stan nicości, przez rok w zasadzie byłem jak chodzący trup. Potem za namową rodziny zapisałem się na terapie, brałem różnego rodzaju leki od ssri do innych tego rodzaju tworów. O ile poprawa jakaś była to na lekach czułem się po prostu kompletnie jak nie ja, jakbym miał wyłączoną kompletnie empatie, jakieś odczucia, na niczym mi nie zależało, nic mnie nie cieszyło, takie życie z dnia na dzień. Terapie w sumie też wydawały mi się kompletnie jałowe, sprowadzające się do powtarzania banałów, droga donikąd. Dlatego to rzuciłem i wrzuciłem na luz, dałem czasowi zrobić swoje i o ile pewne dolegliwości minęły, nerwica czasem ma swoje epizody ale nauczyłem się z nimi żyć i je "kontrolować", o ile można to tak ująć. Natomiast nadal tkwię w takim poczucie ,że nie umiem na nowo zacząć żyć, cieszyć się zwyczajnie życiem, małymi pierdołami, wszystko robię maszynowo, dom, praca, dom praca... Każda próba nowej relacji kończyła się raczej dośc szybko, zwyczajnie nie umiałem dać z siebie 100 %. Zawsze uważam ,że albo coś trzeba robić w 100 % albo wcale, dlatego dałem sobie spokój bo czułem się nie fair, nie mogąc dać drugiej osobie 100 % zaangażowania, nie uznaję substytutów czy jakiś różnych tego rodzaju gierek, plastrów itp itd. Chciałem zapytać się tutaj czy ktoś może miał w życiu podobne doświadczenie, znalazł jakąś drogę albo chociaż wskazówkę jak poradzić sobie z przeszłością i uwolnić mózg? Zaznaczam ,że oczywiście nie negują terapii czy leków, wielu osobom to pomaga , natomiast w moim wypadku jak wspomniałem wyżej , było to poczucie straconego czasu a na lekach czułem się jak zombie a nie człowiek. Dzięki i pozdrawiam !
×