Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Mareusky

Użytkownik
  • Zawartość

    2
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. Czy wg was warto zrobić sobie diagnozę? Poszedłem na terapię 4 miesiące temu po tym jak miałem załamanie i zacząłem grzebać w internecie żeby zrozumieć co jest ze mną nie tak. Znalazłem blog z opisem osobowości zależnej i poczułem się jakbym czytał o sobie. Poszedłem z tym do pierwszej terapeutki i ona zasugerowała, że widzi we mnie raczej osobowość unikającą, ta obecna twierdzi, że jej diagnoza jest do niczego niepotrzebna. Z jednej strony czuję potrzebę żeby ktoś mi dokładnie powiedział co mi jest, z drugiej zdaję sobie sprawę, że te metki mogą też zaszkodzić i ważniejsze jest raczej pracować nad konkretnymi problemami. Czy wam diagnoza w czymś pomogła? W jaki sposób ją uzyskaliście?
  2. To mój pierwszy post, więc witam wszystkich. Mam 32 lata, na terapię chodzę tak naprawdę od 4 miesięcy i dowiedziałem się, że prawdopodobnie cierpię na osobowość unikającą, a oprócz tego widzę w sobie silne cechy osobowości zależnej. Cierpię też na depresję. Pomocy zacząłem szukać dopiero gdy zaczął walić mi się mój cały świat, rozpad związku, powrót do toksycznego domu, perspektywa utraty pracy i odkrycie choroby oczu, wszystko w ciągu kilku miesięcy. Doprowadziło mnie to stanu, w którym wracając z pracy kładłem się do łóżka i nie wstawałem. Tak przez prawie 2 miesiące. Pojawiły się też we mnie myśli samobójcze, bo dotarło do mnie, że całe życie uciekałem od problemów, dorosłości i poczułem się jak małe dziecko. Wychowałem się w patologicznym domu, rodzice alkoholicy, przemoc itp. Od dzieciństwa moim sposobem na radzenie sobie z taką sytuacją było zamykanie się w swoim pokoju i ucieczka w wyimaginowane/wirtualne światy. Marzenia o byciu kimś innym, wymyślone sytuacje, zmyślone dialogi, filmy, gry, muzyka, pornografia. Oprócz tego moja matka była nadopiekuńcza i nigdy tak naprawdę nie nauczyłem się samodzielności i odpowiedzialności. Zawsze bardzo źle znosiłem zmianę otoczenia, udało mi się ukończyć studia, na których sam nie wiem po co byłem. Całe życie nie wiem co chcę robić i nie sądzę, że się do czegokolwiek nadaję właśnie przez moją zależność. Jak mam zrobić coś sam, zaplanować, zorganizować, to czuję bezradność, panikę i czuję się jakbym nie wiedział nawet od czego zacząć. Większość życia mieszkałem z rodzicami, po studiach przez dwa lata nie miałem pracy, bo bałem się jej szukać a lęk był dla mnie nie do przeskoczenia. Wtedy znajomy zaproponował mi pracę jako asystent, było trochę lepiej, pracowałem tam prawie dwa lata głównie rozmawiając przez telefon, następnie zacząłem pracować z moją siostrą w jej sklepie, ale z końcem maja musieliśmy zamknąć ten sklep. W obu pracach miałem 6-godzinny dzień pracy i generalnie nie za dużo tam robiłem. Przez to czuję, że nie poradzę sobie w żadnej pracy, bo szybko się męczę.Moje długoletnie związki rozpadały się przez to, że nie mierzyłem się ze swoimi lękami, przez 3 lata mieszkałem u mojej byłej partnerki, ale po tym jak mnie zdradziła musiałem się wyprowadzić do spowrotem do rodziców. Od 1 lipca będę bezrobotny, terapia pozwala mi powoli rozumieć dysfunkcyjne mechanizmy, które latami zbierały żniwo, ale nadal im ulegam. Wiem, że aby mój stan się polepszył muszę znaleźć pracę i zmierzyć się ze swoim największym lękiem. Ale nie mam praktycznie żadnej motywacji, czuję się jakbym był człowiekiem bez woli, sprawczości i z wyuczoną bezradnością. Samo myślenie o szukaniu pracy wywołuje we mnie lęki. Przez długi czas nie byłem w stanie zrobić nawet CV, bo bałem się, że jest tak beznadziejne. Dzięki terapii udało mi się kilka wysłać, ale znowu jestem w punkcie wyjścia. Wszystko za co się biorę porzucam po kilku dniach, jestem zupełnie niekonsekwentny, totalnie się zrażam największymi pierdołami. Potrafię wstać o 14.00, moje dni są kompletnie rozbite a ustalenie jakiegoś harmonogramu mnie przerasta. Poranki są okropne i nie jestem w stanie wstać z łóżka. W środę otrzymałem telefon z nieznanego numeru, poczułem panikę, i go nie odebrałem ze strachu, że to rekruter. Po sprawdzeniu okazało się, że to rzeczywiście rekruter i teraz mam poczucie winy. Z tego powodu udałem się tydzień temu do psychiatry i od kilku dni biorę antydepresanty w nadziei, że dodadzą mi trochę siły, ale boję się, że to tylko wymówka i nic nie zmienią. Czuję się zmęczony swoim życiem, mam ciągle obsesyjne myśli o sobie, non stop analizuję i mam wrażenie, że stan mojego umysłu się pogarsza. Coraz gorzej formułuje mi się zdania, moje myśli są chaotyczne, ciągle czegoś zapominam. Do tego regularnie myślę o śmierci. Skala zmian, których musiałbym w sobie dokonać mnie przerasta. Czuję ogromny wstyd i złość na siebie za to kim jestem. Nie wiem jak się zmotywować, czuję się najbardziej leniwym człowiekiem na świecie, małym dzieckiem, które nie nadaje się do dorosłego świata. Czy jest w ogóle jakakolwiek nadzieja na poprawę?
×