Skocz do zawartości
Nerwica.com

SzaraSowa

Użytkownik
  • Zawartość

    3
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Zaczytałam się. Bardzo mądre, bardzo prawdziwe, zrobię screena, będę czytać często ...
  2. Tak, zdecydowanie mam depresję. Ciągnie się od lat. W zasadzie od kiedy pamiętam. Życie mnie nie rozpieszczało. Biorę leki. Raz jedne , raz drugie, potem wydaje mi się, że jest lepiej, odstawiam, znowu jest dół, zatapiam się w swoim wnętrznu, nie jestem w stanie funkcjonować, znów przechodzę na leki. Niestety, obawiam się że będę skazana na leki dożywotnio. Mam na co dzien dużo obowiązków, dużo tego, bardzo dużo, często ponad moje siły, radzę jak umiem. Z boku wygląda to całkiem dobrze. Uczę się żyć z depresją, bo to trudna i wymagająca szkoła. Gdyby nie te poranki... Gdyby nie ta koncentracja poranna, czy z lekami czy bez, tragiczna. Gdyby ta niechęć do podniesienia się z łóżka. W sobotę, kiedy mam wolne, śpię dłużej, i korzystam z możliwości leżenia ile chcę. Tylko co z tego, skoro wowczas wstaję z bółem głowy, i chęcią do czegokolwiek na poziomie zero. Błędne koło. Tarczyca przebadana, ktoś wspomniał, jestem zdrowa jak byk. Tylko co z tego, skoro w głowie bałagan.
  3. Pierwszy raz zdobywam się na odwagę opisać problem. Odkąd sięgam pamięcią, od dziecka, dosłownie od przedszkola, miałam ogromne problemy z porannym wstawaniem. Nigdy nie było to dla mnie proste. Ale wraz z wiekiem, stało się moim koszmarem. Dziś mam ponad 40 lat i jestem na etapie brania antydepresantów, przeciwlękowych, a poranne wstawanie jest co raz gorsze. O ile w ogóle może być jeszcze gorsze. Na przestrzeni wielu lat, testowałam i wczesne kładzenie się spać i stałe czynności przed zaśnięciem, nie jedzenie, jedzenie, muzyka relaksacyjna, bez muzyki, medytacje, jogę, ćwiczenia i bez tego też. Testowałam i herbatki ziołowe i książki, i filmy i nic nie robienie i robienie aż pod miarę. Wszystko byle spokojnie zasnąć i wstać w miarę rześko. Niestety, mój przypadek jest najwyraźniej beznadziejny i poranne pobudki kończą się zawsze tak samo. Nie mogę się wybudzić, wybudzam sie długo, do godz. 14 moja koncebtracja po prostu leży i najchętniej wlazłabym znowu pod kołdrę. W pracy śpię na siedzącą, nie lubię kontaktu z ludźmi, swojej pracy, wszystko mnie męczy, odpoczywam w WC lub przeglądając telefon. Ożywiam się po południu, wieczorem cała moja depresja ulatuje, rano powtórka z rozrywki. Budzik zwykle nastawiam na 6, ale wychodzę z łóżka 6,50. Bo o 7 muszę być już w samochodzie. Nie jestem w stanie fizycznie rozlepić oczu i wyjść spod kołdry. Jesienią i zimą jest zupełnie tragicznie, latem ciut lepiej. Próbowałam wielu leków i tak jak uleczyły mi jako tako nerwicę lękową, tak problemy z porannym wstawaniem, jak były, tak są, a mam wrażenie, że jest co raz gorzej. Robiłam morfologię, wszystko w normie, jem regularnie magnez, żelazo, witaminy, nic mi nie brakuje. Tyle że poranne wstawanie jak bolało, tak boli. Fizycznie, psychicznie, jest to dla mnie żywy koszmar. Może ktoś ma lub miał podobnie, może powinnam zrobić coś jeszcze? Kawa nie pomaga nic a nic, mogę wypić trzy pod rząd mocne jak siekiera i za chwilę po nich pójść spać. Czasami pomaga mi solpadeina, dostaję po niej jakiejś jasności umysłu, jakoś mi prościej. Ale nie chciałabym budzić się solpadeiną. Może ktoś, coś, doradzi?
×