Skocz do zawartości
Nerwica.com

Snezenka

Użytkownik
  • Zawartość

    15
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. Jestem z województwa śląskiego, konkretnie z Katowic. Jestem jeszcze w trakcie nauki języka (obecnie jestem na poziomie B1), ale dobrze mi idzie, więc wierzę, że do jesieni uda mi się go opanować na tyle, by startować do korporacji (przyjmują zwykle od poziomu B2). Raz w tygodniu mam lekcje z panią, która pracowała jako lektorem na uniwersytecie w Ołomuńcu, a oprócz tego uczę się sama średnio godzinę-dwie dziennie. Wczoraj dowiedziałam się, że u nas w mieście są wieczorki językowe, w ramach których jest możliwość porozmawiać m.in. po czesku, więc planuję brać w nich udział od przyszłego tygodnia. Potrzebuję przede wszystkim nabrać swobody w mówieniu, bo z resztą radzę sobie dość dobrze.
  2. Nie, niestety nie. Myślałam o zrobieniu kursu animatora, ale z tego, co widzę, z pracą tego typu też jest ciężko. Jak dla mnie język czeski to lepsza inwestycja. Z tych wszystkich pomysłów, jakie mam na życie, zdecydowanie najbardziej do mnie przemawia.
  3. Spinam się, bo lubię wiedzieć, na czym stoję. Zdaję sobie sprawę z tego, że dopiero co się poznaliśmy i powinnam podejść do tego na luzie, ale wierz mi, że jak się ma tyle przykrych doświadczeń z przeszłości, wydaje nam się, że tym razem też będzie źle.
  4. @nieprzenikniona - nie wmawiam sobie, po prostu zastanawiam się, czy nie jest tak jak wspomniał @Deuter, że mężczyźni boją się pokazywać, że im zależy. O ile w przypadku poprzedniego faceta, który mi się podobał, było od początku jasne, że nic z tego nie będzie, bo był chamski dla mnie, o tyle tutaj jest ciut inaczej - chłopak jest ogólnie rzecz biorąc sympatyczny, sam z siebie się odezwał [chyba gdyby mnie nie polubił, to by tego nie robił], a było to już po spotkaniu, więc wiedział, jak wyglądam i jak się zachowuję. Oczywiście może być tak, że masz rację, ale też nie chciałabym kogoś skreślać tylko dlatego, że nie mógł się raz spotkać. Dziś rozmawiałam z terapeutką i zasugerowała mi, że być może to ja zachowuję się tak, jakby mi nie zależało, a potem mam pretensje, że ktoś się nie angażuje, no i nie wiem, czy trochę tak nie jest... Prawda jest taka, że też gram wyluzowaną i nawet jak ktoś mówi, że np. nie może, to cały czas tylko się uśmiecham i mówię 'spoko', a smucę się dopiero w samotności. W głębi duszy chciałabym być dla kogoś ważna, ale jako DDD mam ogromny problem, by to zakomunikować. Jeśli chodzi o pracę, to powoli się godzę z tym, że kultura nie jest mi pisana. Zarazem nie do końca wiem, co w takim korpo mogłabym robić. Odkąd pamiętam, zawsze widziałam siebie w roli promotorki lokalnego życia kulturalnego, a wygląda na to, że nie będzie mi to dane.
  5. Shira123 cieszę się, że dzięki terapii zyskałaś siłę i wiarę w siebie. Też kiedyś byłam na terapii grupowej i wiem, jak potrafi pomóc, zwłaszcza osobom nieśmiałym i wycofanym. Teraz chodzisz na indywidualną? Co do chłopaków, do tej pory było tak, że prawie zawsze odpuszczałam i się wycofywałam. Teraz chciałabym postąpić inaczej, ale nie wiem, czy zniosę ten dystans, jaki ten chłopak wokół siebie tworzy.
  6. Snezenka

    Witojcie

    Cześć, Iza jestem
  7. No dobrze, może przesadzam, ale nie podoba mi się to, że jest taki zdystansowany. Skąd mam wiedzieć, czy mu zależy? Może traktuje mnie po prostu jako jedną z wielu, a ja niepotrzebnie tracę czas i energię na niego? Po co mężczyźni tworzą taki dystans? Jestem nieśmiałą osobą i za każdym razem, gdy mam napisać jako pierwsza, stresuję się. Boję się odrzucenia, odmowy, tego, że ten ktoś pomyśli sobie, że się narzucam. Z jednej strony chcę bliżej poznać tego chłopaka, z drugiej czuję się już na tym etapie zniechęcona. Uważam, że obie strony powinny się starać równie mocno, a nie tylko jedna.
  8. @shira123 - oczywiście, że dodałaś, dziękuję za pokrzepiające słowa Cieszę się, że udało Ci się poukładać sobie życie po swojemu. Skąd wzięłaś siłę do tego? Czy to zasługa terapii czy czegoś jeszcze? Czy znalazłaś pracę zgodną z kierunkiem studiów czy też inną? Ja chodzę na terapię, ale jeszcze sporo pracy przede mną. Przeraża mnie to. @Barbecue - jakbym czytała o sobie. Zwłaszcza ten fragment o ochłapach jest mi bliski. Czuję, że nie zasługuję na miłość ani szacunek innych, więc zadowalam się ochłapami. Terapię polecam, bardzo pomaga, choć jak słusznie zauważyła Shira, trzeba czekać na konkretne rezultaty dość długo. Co do tego, co napisałaś o zmianie miejsca, w pełni się zgadzam. Niestety często tak jest, że zabieramy problemy ze sobą w dane miejsce, zamiast się odciąć od przeszłości i zacząć żyć tu i teraz. @bolek88 - nieustannie nad tym myślę. Marzę o wyjeździe do Republiki Czeskiej, najlepiej do Pragi, na jakiś czas, by tam spróbować pożyć przez jakiś czas. Druga opcja to miasto oddalone od mojego o 50 km. Na przeszkodzie stoi sytuacja w domu - mama jest osobą niezdolną do samodzielnej egzystencji, trzeba się nią opiekować. Robimy to z tatą naprzemiennie, tak by on nie czuł się przeciążony. @Deuter, @Pati95 - tak właśnie uczynię. Mam już dość biedowania i wegetowania, kiedy coś mi podpowiada, że mogłabym żyć inaczej. Myślę, że praca w korpo jako specjalista z językiem czeskim to mógłby być dobry pomysł. Mam tylko nadzieję, że faktycznie mnie przyjmą. Pytacie o spotkanie z tym gościem. Przyznam szczerze, że na ten moment mam mieszane uczucia. Tzn. samo spotkanie przebiegło bardzo fajnie, chłopak okazał się sympatyczny i otwarty i od razu znaleźliśmy ze sobą wspólny język. Nie czułam się od niego gorsza, tak jak to wcześniej niejednokrotnie bywało na randkach. Jest jest jednak pewne 'ale'. Chodzi o to, że sprawia wrażenie dość wyluzowanego, tak jakby nie do końca zależało mu na rozwijaniu znajomości ze mną. Dlaczego tak myślę? Zapytałam go pod koniec spotkania, czy nie chciałby się wybrać ze mną na koncert, a on rzucił mi tekst w stylu "o ile nie będzie nigdzie szedł z kumplami, to czemu nie". Zabrzmiało to dość szorstko. Tzn. rozumiem, że nie musi naginać swoich wcześniejszych planów dla nowo poznanej dziewczyny i ma prawo wybrać kolegów, ale mógł to jakoś inaczej powiedzieć. Poczułam się trochę tak, jakbym była opcją, kimś, z kim się spotkał z braku laku, bo np. nie ma szans u innej, atrakcyjniejszej kobiety. Co prawda na koniec mnie uściskał, ale jakoś przykro mi się zrobiło. Pomyślałam, że trzeba się przygotować na odrzucenie. Dzień później jednak sam z siebie napisał, że mnie pozdrawia z pizzerii w miejscowości, którą oboje lubimy i znamy, i życzy miłego wieczoru. Trochę to mnie uspokoiło. W czwartek ponowiłam propozycję wyjścia na koncert, a on odpisał, że dziękuję, ale raczej nie da rady. Napisałam, że nic się nie stało, a on, że może się uda podjechać, odezwie się jeszcze. Wczoraj był ten koncert i oczywiście w ogóle się nie odezwał. Poszłam więc sama. Czułam się strasznie samotna i w drodze do domu nawet się popłakałam. Przyznam, że nie do końca wiem, jak gościa rozszyfrować. Nie wiem, czy to jego wyluzowanie to poza, za którą kryje się zraniony chłopak, czy też rzeczywiście mu nie zależy specjalnie. A może to ja jestem przewrażliwiona, a sprawy toczą się normalnym tempem i niczego nie należy przyspieszać? Nie wiem. Czuję się dość zdezorientowana. W przyszły weekend znowu idę na koncert i chciałabym, żeby mi towarzyszył, ale szczerze mówiąc, nie chce mi się już wychodzić z inicjatywą. Wiele razy w przeszłości proponowałam różnym osobom wypady w góry, na koncerty, a potem czułam się, jakbym się narzucała [choć nikogo nie bombardowałam zaproszeniami]. Jestem już zmęczona ciągłym wychodzeniem z inicjatywą, tym, że ciągle muszę być tą, co ma jaja. Pragnę, żeby wreszcie znalazł się ktoś, kto też się wykaże i zaproponuje coś od siebie. Zarazem nie chcę naciskać, kłócić się, bo nie chcę wyjść na niemiłą. @carlosbueno - mieszkam w dużym mieście wojewódzkim, a tu ambitnych i odnoszących sukcesy osób nie brakuje. Czuję więc na sobie ogromną presję bycia taka jak oni. Stale się porównuję z koleżankami w zbliżonym wieku robiącymi zawrotną karierę. Powoli już tracę ochotę na spotkania z niektórymi z nich, bo mam już dość bycia tą gorszą. Pieniądze i sukcesy bardzo rzutują na naszym postrzeganiu samych siebie, co tu dużo mówić. Piszecie z Deuterem, że to nie jest aż takie ważne, a ja mam wrażenie, że jest jednak inaczej.
  9. Widocznie źle trafiałam, skoro byłam na tej podstawie oceniana. Ogólnie to mam wrażenie, że ludzie myślą, że coś ze mną nie tak, skoro do tej pory nie znalazłam stałej pracy. Przykre to. Wszędzie, gdzie do tej pory pracowałam, byli ze mnie zadowoleni, zresztą mam referencje, które to potwierdzają.
  10. Witajcie po raz kolejny, wybaczcie zwłokę w odpowiedzi, ale dużo się działo w ostatnich dniach i nie miałam tu kiedy wejść. Dopiero dziś mam chwilę. @z o.o. - cieszę się, że udało Ci się poukładać sobie życie zawodowe. Praca, którą obecnie wykonujesz, jest z pewnością ciekawa i kreatywna. Czy ukończyłaś jakiś kurs lub kierunek studiów związany z projektowaniem gier? Zdaję sobie sprawę z tego, że nie zawsze trzeba robić studia, by zwiększyć swoje szanse na rynku pracy, ale w moim przypadku akurat by się przydały. Musiałabym na pewno zrobić jeszcze magisterkę, bo przez brak mgr przed nazwiskiem bywam często skreślana przez pracodawców, zwłaszcza w branży kulturalnej. Z drugiej strony nie chcę iść na pierwszy lepszy kierunek, tylko na taki, który rzeczywiście pomoże mi dojść do wybranego zawodu. Na ten moment widziałabym siebie tylko na filologii czeskiej, a tę można studiować w Polsce tylko dziennie... Jeśli chodzi o mężczyzn, to faktycznie trzeba trafić na właściwą osobę. Wtedy człowiek czuje się kochany i rozumiany zawsze i wszędzie. Cieszę się, że Tobie to się udało. To na pewno uskrzydla. Ja akurat typem chłopczycy nie jestem, ale też mam tak, że niespecjalnie przepadam za typowo kobiecym stylem i typowo kobiecymi tematami. Muzyka rockowa i metalowa, literatura faktu, kultura czeska, historia XX wieku, górskie wędrówki, buszowanie po miejscach draśniętych zębem historii, jazda na rowerze, fotografia, pisanie - to mój świat. Chciałabym poznać mężczyznę, który będzie podzielał choć część moich zainteresowań, ale jak na razie nic się na to nie zanosi. Nawet w kręgach rockowo-metalowych nie mam szans - panowie najpierw piszą, a potem nie chcą się spotkać. Smutne to. Z tym chłopakiem spotkałam się w niedzielę i było bardzo sympatycznie, ale nie wierzę, że coś z tego może być. On jest świetnym facetem, jestem pewna, że na brak powodzenia u płci przeciwnej nie narzeka, więc dlaczego akurat to właśnie mną by się zainteresował? @chester - dziękuję i wzajemnie. W pełni się zgadzam z Tobą, że wszędzie koneksje i układy. Człowiek choćby stawał na rzęsach, to i tak nie może się przebić. Tracę już powoli nadzieję, że kiedykolwiek uda mi się znaleźć pracę w kulturze. Nie wiem, kim trzeba być, żeby pracować w wydawnictwie, domu kultury czy muzeum. Oczywiście mogę zmienić branżę, ale tęsknić za kulturą będę nieustannie. @Jurecki - napisz, proszę, coś więcej, jak Ci się to udało. Ja mam 33 lata i tyle niewiary w lepsze jutro. Ostatnio prawie wszystkie dni są identyczne, dominuje uczucie beznadziei i smutku. @Barbecue - niestety DDA czy DDD radzą sobie w dorosłym życiu tylko pozornie. Na zewnątrz silni i pogodni, w środku ciągle borykają się z kompleksami, niskim poczuciem własnej wartości i poczuciem nieprzynależności. Demony przeszłości wyraźnie im ciążą. Potykają się o własne nogi, pragnąc zrobić krok naprzód. Chodzisz na terapię? @carlosbueno - chodziło mi o to, że żadny normalny facet nie zwiąże się z bezrobotną lub żyjącą jedynie z prac dorywczych kobietą, bo ta byłaby dla niego tylko obciążeniem. W cenie jest teraz przecież niezależność, zaradność, przedsiębiorczość. Co taka biedna kobieta może dać mężczyźnie poza uczuciem? Tylko będzie się czuła tą gorszą w związku. Co do braku doświadczeń seksualnych, może są tacy mężczyźni, dla których jest to atutem. Zauważyłam jednak, że nadal przeważa stereotyp [jakże krzywdzący] dziewica = cnotka niewydymka, dziwadło, katolka itp. Nic dziwnego, że takie kobiety mają problem z nawiązaniem relacji z płcią przeciwną. Są zalęknione i nieufne, boją się wyśmiania. @Pati95 - chodzę zarówno do psychiatry, jak i na psychoterapię. Coraz częściej myślę też o hospitalizacji.
  11. Snezenka

    kosz

  12. @Pati95 jest dokładnie tak, jak piszesz. W sektorze kultury ogłoszeń jest jak na razie bardzo mało, a jak już się pojawiają, to zgłaszają się tłumy chętnych. W tym roku ubiegałam się najpierw o stanowisko instruktora kulturalnego w domu kultury, a potem o stanowisko w dziale promocji w muzeum, ale oczywiście nic z moich wysiłków nie wyszło. W muzeum jeszcze w dodatku próbowano mnie testować: najpierw kazano mi wysłać portfolio, potem wzięto do obsługi wydarzenia, a na sam koniec - kiedy już się wydawało, że są na "tak" - kazano mi przygotować grafikę. Wykonałam ją zgodnie z tutorialem dziewczyny po ASP, a mimo to pani nie była zadowolona, skoro napisała, że "dzięki, ale poradzą sobie inaczej". Poczułam się strasznie. Napisałam jej wtedy, że jeśli podejmą już decyzję w mojej sprawie, niech się ze mną skontaktują, co obiecała uczynić. Od tamtego czasu (minął już prawie miesiąc) nikt się do mnie nie odezwał. Co prawda dyrektor mówił, że może być tak, że zatrudnią mnie dopiero po wakacjach, ale szczerze mówiąc, już w to nie wierzę. Podobnie zresztą jak nie wierzę w to, że uda mi się w MDK i innym muzeum, do których aplikowałam kilka dni temu. Co z tego, że się solidnie przygotowuję, skoro potem i tak zatrudniają kogoś innego... W branży PR/marketing niby jest więcej ofert, jednak co z tego, skoro wszędzie jest sporo chętnych. Nawet to, że mam podyplomówkę z e-marketingu, na nikim nie robi wrażenia. Odpowiadając na twoje pytanie: zwykle wystarcza CV, tylko czasami proszą o przesłanie próbek tekstów. Co do tych ostatnich - pokazywałam je różnym osobom, czy to osobom, z którymi współpracowałam, czy to tym, u których ubiegałam się o pracę, czy też przyjaciółkom, które podobnie jak ja piszą. Wszystkie twierdziły zgodnie, że teksty są dobrze napisane. W kwartalniku, w którym publikuję raz na jakiś czas, też nigdy nikt z redakcji nie miał zastrzeżeń do nich. Nie wiem więc co jest nie tak... Może po prostu za dużo osób pisze i dlatego tak trudno się przebić? Jeśli chodzi o korporację, to myślę, że mogłabym się tam odnaleźć, o ile nie pozyskiwałabym klientów. Dla mnie to czarna magia, nie mam za grosz daru do przekonywania innych. Teraz jestem z czeskim na poziomie B1, więc jeszcze musiałabym się ciut podciągnąć (poszukują od B2), zwłaszcza w mówieniu, by tam startować. Co do chłopaka, to pójdę i zobaczę, co to za jeden. Może akurat się dogadamy. @z o.o. myślałam o tym wielokrotnie, ale jeśli mam być szczera, nie mam za bardzo pomysłu, co mogłabym poza kulturą i copywritingiem robić. Chyba jedynie praca z językiem obcym (marzę też o studiach filologicznych) wchodzi w grę lub branża turystyczna. Musiałabym się zastanowić dokładnie nad tym, żeby nie marnować już czasu i pieniędzy. Żeby zwiększyć swoje szanse na rynku pracy, w 2019 poszłam na podyplomówkę z e-marketingu (wcześniej ukonczyłam studia historyczne). Teraz widzę, że to była strata czasu i kasy. Pracy w branży do tej pory nie znalazłam. A Ty z jakiej branży się przekwalifikowałaś? Gdzie teraz pracujesz? Zdaję sobie sprawę z tego, że nie powinnam się aż tak spinać przed spotkaniem z tym gościem, ale nie jest to łatwe, kiedy doznało się w przeszłości różnych przykrości ze strony płci przeciwnej. O ile babeczki lubią mnie taką, jaką jestem, o tyle przy mężczyznach czuję, że jest inaczej. Postrzegam ich jako surowych i wymagających, podobnie jak mój ojciec. Ile razy było tak, że chciałam któregoś z nich poznać, a wycofywałam się, przekonana, że i tak się nie spodobam. Może i jestem sympatyczna, mam pasje i i uchodzę za elokwentną (sama taka się nie czuję, uważam, że mogłabym mieć większą wiedzę), ale co z tego, skoro nie podobam się panom fizycznie. W szkole ciągle byłam gnojona z powodu specyficznego wyglądu i to poważnie odbiło się na mojej psychice. Przez ostatnie lata podobno wyładniałam i stałam się bardziej kobieca, ale w dalszym ciągu wypadam blado na tle tych wszystkich wystylizowanych pań. Do tego dochodzi nieśmiałość i brak siły przebicia. Jak znajdę się w grupie, gdzie są przebojowe, wygadane kobiety, to czuję się, jakbym była niewidzialna. Zdarzały się sytuacje, że mężczyźni traktowali mnie jako pomost między nimi a innymi kobietami. Okropnie znosiłam, gdy opowiadali mi o tych paniach, pokazywali ich fotki itp. Nic dziwnego, że obecnie tylko z dwoma kumplami gejami jestem bliżej, a z facetami hetero rozmawiam o tyle o ile. Boję się odrzucenia, krytycznych ocen, tego, że rozczaruję osobę, na której mi zależy. Ogólnie rzecz biorąc, jest mi ciężko. Mam w sobie dużą wolę życia, ale coraz częściej dopadają mnie czarne myśli. Niekiedy są one tak silne, że mam problem, by wstać z łóżka i zabrać się do działania. Mam przed oczami tych wszystkich ludzi, którzy odnieśli sukces, w tym także tych młodszych ode mnie, i zastanawiam się, czemu ja, pomimo licznych wysiłków, jakie podejmowałam, nie jestem w tym gronie? Czemu osoby, które mnie prześladowały w szkole, dziś wiodą szczęśliwe życie i robią karierę, kiedy ja borykam się z kompleksami i nie potrafię sobie ułożyć życia? Mam 33 lata, a czuję się mentalnie jak babuleńka u kresu życia. Jestem zmęczona, przygnębiona i wypalona. Brakuje mi pracy, miłości, sukcesów, poczucia stabilizacji, spokoju, poczucia spełnienia. Wiem, że muszę działać, ale skąd wziąć siłę do tego?
  13. Witaj, Pati, dzięki za odzew. Czy jestem zdolna? Ludzie w moim otoczeniu uważają, że tak. Ja natomiast często powątpiewam w swoje zdolności. Tyczy się to przede wszystkim pisania. Już tyle razy wysyłałam CV na stanowiska typu copywriter, dziennikarz, specjalista ds. PR czy redaktor, a jak na razie nie udało mi się nic takiego znaleźć na stałe. Odnoszę wrażenie, że jest tak dlatego, że nie jestem wystarczająco zdolna. Ta wczorajsza sytuacja sprawiła, że jeszcze bardziej zwątpiłam w swoje możliwości. Ktoś powie, że to idiotyczne czymś takim się przejmować, ale ja akurat mam na punkcie zdolności i intelektu ogromne kompleksy. Co do korporacji, to myślę, że możesz mieć rację. Nie wiem tylko, jak długo wytrzymałabym w takim miejscu. Nie znoszę wyścigu szczurów, jestem też mało pewna siebie i nie potrafię np. pozyskiwać klientów. Poza tym, co tu dużo mówić, mam już tego, że co jakiś czas zmieniam miejsce pracy. Wiadomo, jak ktoś taki jest postrzegany przez innych. Na rozmowach kwalikacyjnych nieraz zdarzało się, że rekruterzy pytali mnie, dlaczego mam takie krótkie okresy pracy w CV, a ja musiałam się tłumaczyć. Boli mnie, że ktoś ma mnie za niestabilną osobę - w referancjach jest wyraźnie napisane, że byłam dobrym pracownikiem, a nie żadnym obibokiem. Przy znajomych też się nie czuję komfortowo, gdy zaczynamy rozmawiać o pracy. Niby nikt nic mi przykrego nie mówi, ale ja i tak czuję się tą gorszą. Pytasz, czy kiedyś próbowałam zrobić pierwszy krok w stronę mężczyzny. Tak, próbowałam to zrobić trzy lata. Pech chciał, że trafiłam na bawidamka i bufona przekonanego o własnej wyjątkowości. Ten ktoś tylko zaniżył mi poczucie własnej wartości i sprawił, że znowu przestałam się czuć kobieco. Dopiero w zeszłym roku postanowiłam się przełamać i dałam ogłoszenie w grupie tematycznej na FB, że szukam męskiego kompana na wycieczki i koncerty. Skończyło się na tym, że popisałam sobie z kilkoma panami i tyle. Żaden nie chciał się ze mną spotkać, pogadać przy piwie. Na kilka miesięcy dałam sobie spokój i zajęłam czymś innym, aż wreszcie niedawno coś mnie tchnęło i napisałam w tej grupie ponownie. Tak nawiązałam kontakt z fajnym chłopakiem w moim wieku. W niedzielę umówiliśmy się, że w przyszły weekend pojedziemy na przejażdżkę rowerową i w sumie powinnam się z tego cieszyć... Nie jest tak jednak. Obawiam się, że go rozczaruję. To fajny gość, ogarnięty życiowo, na pewno już był w niejednym związku, a ja nie dość, że bez stałej pracy i z depresją, to jeszcze bez jakichkolwiek doświadczeń w sferze uczuciowo-erotycznej. Jestem sympatyczną i podobno oczytaną osobą, ale nie wiem, czy to wystarczy, żeby mnie chciał bliżej poznać.
  14. Cześć wszystkim, postanowiłam napisać tutaj, ponieważ czuję się bardzo źle i mam potrzebę się wygadać, choćby wirtualnie. Wierzę, że jest są tutaj osoby, które mnie choć trochę zrozumieją. Zacznę od tego, że mam 33 lata i uważam się za kompletną nieudacznicę. Dlaczego tak o sobie myślę? Ano dlatego, że jak do tej pory nie znalazłam ciągle stałej pracy, mimo że przez cały czas walczę, by to zmienić. Odbyłam już praktykę absolwencką, staże [w wydawnictwie i instytucji kulturalnej], współpracowałam jako wolontariusz z kilkoma instytucjami, podejmowałam też różne zlecenia, ale jak widać, nigdzie nie udało mi się zagrzać miejsca na dłużej. Zawsze słyszałam to samo: „bardzo chętnie byśmy Panią zatrudnili, ale nie stać nas”. W domu kultury, w którym byłam na stażu jesienią, też tak było. Bardzo to przeżyłam. Praca w dziale promocji to było to, w czym w pełni się odnajdywałam i mogłam wykorzystywać swoje umiejętności. Oczywiście próbowałam szukać pracy także poza sektorem kultury i branżą archiwalną, jednak zauważyłam, że na dłuższą metę nie nadaję się do niczego innego. W obsłudze klienta zupełnie sobie nie radziłam, na produkcji i w gastronomii tak samo. Jestem zbyt powolna, skrupulatna i pozbawiona siły przebicia. Obecnie żyję z prac dorywczych typu sprzątanie, wykładanie towaru itp. Kilka tygodni temu postanowiłam to zmienić i w jednej z lokalnych grup na FB zamieściłam ogłoszenie, że poszukuję pracy jako copywriter lub specjalista ds. social media. Od razu odezwał się do mnie pan z pewnej firmy niedaleko mnie i zaproponował współpracę. Dziś żałuję, że na nią przystałam. Nie dość, że do tej pory nie podpisaliśmy umowy [dostałam jedynie pieniądze], to jeszcze w dodatku wczoraj okazało się, że nie spodobał mu się tekst, który przygotowałam. Cały wieczór przepłakałam z tego powodu. Jestem bowiem perfekcjonistką z natury i zawsze stara się wykonywać swoją pracę jak najlepiej. Od razu pojawiły się w mojej głowie myśli, że jestem beztalenciem i powinnam dać sobie spokój z pisaniem, a osoby, które mówiły, że mam uzdolnienia pisarskie, zwyczajnie mnie oszukały. Dziś już nieco ochłonęłam, ale w dalszym ciągu jestem przygnębiona i pełna zwątpienia. Znowu czuję się niewystarczająco zdolna i nie mam ochoty już się starać. Po co, skoro i tak to wszystko jest na nic? Nigdy nie znajdę stałej pracy w branży kulturalnej czy też PR/marketing, a w innej - jeśli mam być szczera - zupełnie siebie nie widzę. Myślałam o pracy z językiem czeskim, problem w tym, że nie nadaję się do korpo, a to głównie tam poszukują specjalistów z językami. W redakcjach, wydawnictwach czy instytucjach kultury nie. Moje życie osobiste też pozostawia wiele do życzenia. Jestem DDD, w domu rodzinnym zawsze źle się działo i w sumie nadal nie jest kolorowo. Matka niedoszła samobójczyni, żyjąca w swoim świecie, nerwowy i surowy ojciec, który nigdy nie jest ze mnie zadowolony. Odkąd pamiętam, rodzice ciągle się kłócili ze sobą i wyładowywali złość na mnie. Nic więc dziwnego, że wyrosłam na znerwicowaną perfekcjonistkę ze skłonnością do prokrastynacji. Mężczyźni? Ten temat mógłby dla mnie nie istnieć. Jak dotąd nie byłam w żadnym związku i nic nie wskazuje, by miało to się zmienić. Nigdy nie byłam zakochana ze wzajemnością, zawsze było tak, że do kogoś wzdychałam potajemnie. Zazwyczaj mężczyźni albo traktują mnie jako sympatyczną koleżankę, której można się zwierzyć i za pośrednictwem której poderwać inną dziewczynę, albo dystansują się. Zdarzało się, że ktoś mnie się do mnie zalecał, ale byli to zdesperowani panowie, którzy prawią komplementy wszystkim paniom wokół. Boli mnie to. Tak bardzo potrzebuję kochać i być kochaną, ale widzę, że cokolwiek robię, to i tak zawsze czuję się niewystarczająco dobra, atrakcyjna, mądra, wartościowa. Przegrywam z innymi kobietami. Niepowodzenia w sferze zawodowej tylko pogarszają sprawę. Zaczynam stronić od płci przeciwnej i chowam się w swoim kokonie. Wstydzę się siebie i tego, jak wygląda moje życie. Jedyne chwile, które sprawiają mi radość, to te, kiedy jestem na łonie natury i robię zdjęcia. Fotografie - chyba jedyna rzecz, która mi wychodzi. I tak to wszystko wygląda. Naprawdę już mam dość wszystkiego. Niby jestem jeszcze młoda, a czuję się tak, jakby już nic fajnego miało mnie w życiu nie spotkać. Przykro mi, że mimo wysiłków, jakie podejmowałam, jak dotąd nie dotarłam, gdzie chciałabym być, i muszę się wstydzić tego, kim jestem. Czy w wieku 33 lat można jeszcze wyjść na prostą? I. PS Uprzedzając pytanie - podjęłam leczenie. Na razie jednak nie widzę efektów.
×