Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

borntodie

Użytkownik
  • Zawartość

    1
  • Rejestracja

  1. Dzień dobry/Dobry wieczór "Strasznie ciężko pisze mi się ten tekst ponieważ kompletnie nie mam na to ochoty lecz mimo wszystko resztkami sił zmuszam się do tego." W wieku mniej więcej 7, 8 lat zachorowałem na świnkę, większość z was pewnie zna tę chorobę. Dokładnie nie pamiętam co wtedy się stało, dziś już jestem po 30-stce. Dostałem potężnych lęków odnośnie śmierci. Cały czas wydawało mi się że za chwilę umrę co naturalnie nie pozwalało mi w normalny sposób zasnąć. Żeby było jeszcze bardziej "kolorowo" nie potrafiłem w żaden sposób usiedzieć w miejscu, zachowywałem się wręcz irracjonalnie. Chodziłem po domu, łapałem co popadnie w ręce... ciężko mi to opisać słowami. Cały trząsłem się ze strachu. Dziś wracając myślami do tych chwil wydaję mi się że podświadomie mój organizm starał się czymś mnie zająć i uspokoić, inaczej nie jestem w stanie tego wytłumaczyć. Byłem wtedy na wsi i spędzałem prawdopodobnie wakacje albo ferie u mojej babci (uważałem ją za kobietę idealną, wzór, choć nieraz jako dzieciak dawałem jej mocno do wiwatu) oraz dziadka (alkoholik, nerwus, generalnie nie przepadałem za nim). "Kochałem tamte czasy, było wtedy po prostu pięknie mimo że coś ze mną nie grało" Wynika to pewnie z tego że moim głównym zmartwieniem za tamtych czasów prócz choroby była m.in. taka błaha sprawa jak fakt "jaka jutro będzie pogoda i czy będzie można wyjść na dwór". Moja mama od samego początku szukała pomocy gdzie tylko się da, różne tezy, różne leki, różne reakcje (sztywnienie języka, wykręcanie prawej nogi). Byłem chory na pląsawice, tiki gillessa (nie wiem czy poprawnie napisałem) ale generalnie większość z lekarzy psychiatrów nie była w stanie określić nazwy oraz dokładnie co mi jest. W centrum zdrowia dziecka w Warszawie lekarz oburzył się na moją mamę mówiąc "z czym Pani do mnie przyjeżdża". Kiedyś nawet doszło do tak absurdalnej sprawy że lekarz podczas wypisu ze szpitala był zmuszony wpisać nazwę choroby i wpisał schizofrenię prostą tłumacząc mi że on musi tu cokolwiek wpisać. Oczywiście przez ten wypis miałem później problemy bo często gęsto kolejni lekarzy bazowali właśnie na tej diagnozie. "Złodziejstwo i relacje z kolegami" Nie miałem problemów w szkole choć od młodych lat lubiłem kraść, wynika to zapewne z tego że wywodziłem się z ubogiej rodziny, bardzo zazdrościłem rówieśnikom ich dóbr i zawsze za wszelką cenę próbowałem żyć podobnie jak oni. Do tego lubiłem się przechwalać, być w centrum uwagi, rozśmieszać ludzi czy to w szkole czy na osiedlowym podwórku. Wkurzało mnie zawsze wtedy to że większość znajomych kompletnie nie rozumiało moich żartów/sarkazmów uważając że mówię serio co często odbijało się na mnie negatywnie. Byłem obiektem drwin, często mi też dokuczano a gdy miewałem napady lęków i niekontrolowanych ruchów śmiali się ze mnie. Mimo wszystko i tak się z nimi zadawałem a moim marzeniem zawsze było poznanie przyjaciela z któremu mógłbym mówić wszystko i rozmawiać o wszystkim. O wiele lepszy kontakt miałem z dziewczynami "Przełom w leczeniu" Nastąpiło to w szpitalu psychiatrycznym "Gdańsk Srebrzysko". Doktor zaczął mnie leczyć Trilafonem, z początku wykrzywiło mi nogę i miałem problem z chodzeniem jednak po zastosowaniu leku przeciwko efektom ubocznym skurcz zanikł a ja poczułem się o wiele lepiej. Po jakimś czasie w miarę normalnego życia (ojciec alkoholik, awanturnik, kochająca mama wiecznie starająca się mu pomóc) Przepraszam już nie mam sił więcej pisać, może dokończę jutro...
×