Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Monika1771

Użytkownik
  • Zawartość

    5
  • Rejestracja

  1. Ze względu na moje problemy w kontaktach z rodzicami i niemożność postawienia im jasnych granic poszukuję psychoterapeuty. Najlepiej gdyby to była wizyta na NFZ, wizyta prywatna to ostateczność w tej chwili w mojej sytuacji. Chyba że nie ma psychoterapetów na NFZ. Preferowane miasta: Polkowice, Lubin, Wrocław, Legnica
  2. Zawsze wszystko było wymuszane albo "klapsem" albo krzykiem. Kiedyś pamiętam że jak byłam mała mama wystawiła mnie za drzwi bo chciałam iść do kuzyna, a mama miała jakiś problem z ciotką. Kazała mi wtedy iść sobie i nie wracać już.. Zawsze grzeczna, zawsze nie pyskuj, zawsze słuchaj się a dzisiaj nie potrafię prostej decyzji podjąć. Mówią mi miej to w dupie i rób po swojemu ale ja nie potrafię
  3. Nie chcę być ofiarą.. ale masz rację nieświadomie jestem. Wiem że powinnam się odciąć ale moja głowa jednak to blokuje... sama nie wiem dlaczego. Mama powiedziała że jeśli wrócę do partnera to sobie coś zrobi, a gdy zwróciłam jej uwagę że to nie jest normalne to powiedziała że tak tylko sobie mówi, nie zauważa jak to wpływa na nasze kontakty. Wczoraj zwróciłam jej uwagę żeby się nie wtrącała to powiedziała "no najlepiej całe życie się nie wtrącać". Serio nie rozumiem tej kobiety. Sama z moim tatą się wyprowadzili dalej od rodziców by uniknąć wtrącania się innych.
  4. Pozwalam by zawładnęło mną poczucie winy i nei wiem jak sobie z tym poradzić. Z jednej strony wiem, że mam prawo po prostu nawet wyjść bez słowa, ale... Ale pożyczyli pieniądze, pomogli niby w tyc trudnych chwilach, ale... Najmłodsza siostra jest w Niemczech. Od niej też - głównie mama - żąda się by wróciła już do domu. Czasem myślę że ona tak cichaczem uciekła od tej kontroli.. Była taka sytuacja, że mi naprawdę było już bardzo źle i wyszłam z domu na jakieś pół godziny żeby ostudzić emocje. Gdy wróciłam czekała na mnei afera co ja sobie wyobrażam, że siostra tam w Niemczech a tutaj ja coś jeszcze wymyślam. Myślę że mam w sobie ten strach małego dziecka, bo znowu wróciłam do nich, a oni nie zważając na moje uczucia zaczęli się rządzić. Czego się boję? Że zostanę uderzona za nieposłuszeństwo, że będą czuć się wykorzystani.. To są ciężkie emocje. Partner powiedział że w każdej chwili mogę się wprowadzić, ale mnie powstrzymuje właśnie to, że pomogli i jak oni się będą z tym czuć.
  5. Nie wiem na jak długo się rozpiszę, ale nie wiem już sama co ja mam robić, jak sobie z tym poradzić i jak ugryźć problem... Zacznę od samwgo początku. W moim domu była dyscyplina - nie pyskuj, szanuj rodziców itd. Nie byłam dzieckiem sprawiającym problemy, po prostu się dostosowałam. Wpoiłam sobie w głowę, że rodzice mnie utrzymują i tak powinno być. Przyszły 18 urdziny, pełnoletność. No ale to rodzice nadal naciskali na to bym szła na studia, mimo że ja chciałam roku przerwy. Nie wiedziałam co chcę robić w życiu mimo że zrobiłam technikum. To nie był mój kierunek. Poszłam na studia które zostawiłam tak czy siak na pierwszym roku i tutaj się zaczęły pierwsze takie kłastwa wobec rodziców... że niby dalej te studia robiłam... po prostu bałam się ich reakcji. Te studia były zaoczne, pracowałam w tygodniu jednak to nie były pieniądze za które mogłabym się usamodzielnić. No i poznałam Jego. Podobał mi się jego stosunek do życia, niczego się nie bał, lubił się bawić, lubił się śmiać. Fajnie nam się rozmawiało, spędzało wspólnie czas. Postanowiliśmy ze sobą zamieszkać po 4 miesiącach. Moja mama była z nami przy podpisaniu umowy. Wiecie wtedy to mi nie przeszkadzało. Chociaż rodzice mówili że to za szybko, miałam dość tej ich kontroli. Gdzie idziesz, kiedy wrócisz, z kim będziesz? Gdy zamieszkałam z Nim zaczęły się między nami zgrzyty. Na początku nawet próbowałam się poradzić coś rodziców, ale dla nich najlepszym rozwiązaniem by było gdybym zostawiła go i wróciła do domu. W moim związku jak to w związku raz były dobre dni, raz złe. Ale w końcu zaczęła nas przytłaczać ta rzeczywistość. W międzyczasie zaszłam w ciążę... I znowu bałam się powiedzieć rodzicom że jestem w ciąży. Bo jak to tak... Nie dość że z kimś kogo nie akceptują to jeszcze bez ślubu. W końcu On im o tym powiedział. Pamiętam jak wtedy moi rodzice mówili byśmy pilnowali by nikt nam się nie wtrącał w wychowanie dziecka. Mimo mojego stanu było z nami gorzej, kłótnie o byle co, On uciekał w alkohol co dodatkowo doprowadzało mnie do szału. Urodziłam, moi rodzice przyjeżdżali praktycznie co tydzień, jak dzwonili czy mogą przyjechac a pewnego razu nie było nas w domu autentycznie się obrazili. I to było też punktem zapalnym u mnie i Jego. To że moi rodzice wyrobili sobie taki zwyczaj przyjeżdżania co tydzień. Ten związek się rozpadł. Padło parę słów za dużo z Jego strony. Powiedziałam dość. I zadzwoniłam po rodziców... Tutaj historia powinna się zakończyć a tak naprawdę się zaczyna. Emocje po rozstaniu były silne. Ja nie chciałam widzieć jego, jego rodziców, potrzebowałam czasu na wyciszenie. Z rodzicami było spoko przez pierwszy tydzień. Później przypomniałam sobie dlaczego chciałam się wyprowadzić. Nie tak poodkurzane, nie tak powycierana podłoga, żądanie ode mnie że ich sprawy będą ważniejsze od moich. Wpadłam z deszczu pod rynnę. Jeszcze wtedy zaczął się ten covid to w ogóle nie miałam możliwości się uwolnić stamtąd. Potrzebowałam pieniędzy na prawnika bo przecież sprawy z dzieckiem trzeba uregulować. Rodzice pożyczyli... I myślę, że przez to myślą że mogą mną rządzić. Gdy te obostrzenia znieśli zaczęłam się spotykać z Nim, ku rozczarowaniu mojej mamy, bo według niej on jest złym ojcem i powinnam zabronić mu widywać dziecko albo na spotkania zabierać ich. Cóż my zaczęliśmy się spotykać i po tym czasie który minął całkiem inaczej ze sobą rozmawiać. W końcu zaczęliśmy sobie wyjaśniać co nas bolało, co się stało nie tak. Doszliśmy do wniosku że mając dziecko powinniśmy się dogadywać jak cywilizowani ludzie, ale też że powinniśmy dać sobe szansę. Chcemy iść na terapię, chcemy razem znowu zamieszkać żeby dziecko patrzyło na normalny zdrowy związek w którym jest miłość. U dziadków tego nie widzi... mama jest miła dla taty tylko jak coś chce, do mnei mówią żebym nie pyskowała bo dostanę w pychola, to jak ja wychowuję córkę jest źle, podważają moje decyzje, przez to nie chce mi się z nimi siedzieć i praktycznie siedzę cały dzień w pokoju podczas gdy oni bawią się z moją córką. Po prostu sama ich obecność wpływa na mnie destrukcyjnie. Teraz boję się jaki to będzie miało wpływ na dziecko. Miało być lepiej a jest gorzej. Wczoraj pod pretekstem zakupów pojechałam do niego, spędzieliśmy we 3 cały dzień. Było fajnie, ale gdy zbliżała się pora gdy miałam wracać robiłam się coraz bardziej smutna. Bałam się co będą mi gadać, że będą mnie atakować, że ich wykorzystuję, bo mi pomogli, a ja znowu chcę do niego wrócić. Męczy mnie to psychicznie. Jedyne czego bym chciała to żeby przestali się wtrącać tak w moje życie i pozwolili mi żyć po swojemu. Żeby akceptowali moje wybory nawet jeśli się z nimi nie zgadzają, a nie grozili mi że sobie coś zrobią czy dostaną zawału jak wrócę do Niego. Nawet nie wiem jak im powiedzieć że mamy w planach wspólne zamieszkanie razem. Wiem, ze jeśli się wyprowadzę teraz to nie będzie już tak częstych odwiedzin. To też mnie trochę przeraża bo to jednak rodzice, ale ja naprawdę nie wiem jak mam sobie z nimi poradzić, porozmawiać. Nawet jeśli ja coś im mówię spokojnie to jeśli im to nei pasuje to siadają na mnie we dwójkę, czaem jeszcze siostry na dodatek i cisną psychicznie dopóki nie odpuszczę
×