Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

exlibris

Użytkownik
  • Zawartość

    1
  • Rejestracja

  1. Witajcie, jestem tu pierwszy raz i prawdopodobnie udało mi się zdiagnozować moją życiową dolegliwość. Myślę, że moim problemem jest dystymia tzn. trwałe obniżenie nastroju. Mam 50 lat, a z problemem zmagam się od bardzo dawna, nawet trudno mi określić początek. Po prostu było mi trudniej i trudniej żyć, powoli, tak jakbym z roku na rok traciła energię życiową potrzebną do wykonywania codziennych czynności. Najpierw przebadałam się pod kątem wszystkich możliwych dolegliwości somatycznych, ale z moim organizmem było wszystko w porządku, rozumiecie: wyniki laboratoryjne, krzywa cukrowa, aktywność serca itd. Nie lubię się badać, toteż trochę to trwało, myślę, że jakieś dwa lata, ale fizycznie czuję się zdrowa. W pewnym momencie sposób w jaki przeżywałam stres w pracy spowodował, że po pracy tylko spałam i nie byłam w stanie robić nic innego. Czułam, że nie jestem w stanie poradzić sobie z codziennym życiem. Leczyłam się u psychologów i psychiatrów, ale leki nie pomagały. Nic nie pomagało. Przestałam się psychicznie regenerować. Nie wiedziałam, co mam robić, bo samobójstwo nie wchodziło w grę. W pewnym momencie dotarło do mnie, że nie jestem w stanie dalej chodzić do pracy. Postanowiłam się zwolnić i przeczekać ten najgorszy okres. Teraz nie pracuję zawodowo, finansowo jakoś daję radę, ale cały czas ciągnę na rezerwie, jeśli mówić o mojej energii. Sądzę, że nie dam już rady wrócić do pracy na etacie. Z głodu nie umrę ale boję się bardzo o przyszłość i o emeryturę. Nikt nie wie, że nie pracuję, nikt też nie wie jak bardzo poważny jest mój problem. Czy ktoś z Was ma podobnie? Pytam o to wyczerpywanie się energii życiowej, tak jak jazda samochodem z wyciekiem paliwa... ?
×