Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

aggie000

Użytkownik
  • Zawartość

    1
  • Rejestracja

  1. Będzie długo Byłam u psychiatry, stwierdziła dystymie czyli przewlekła depresję, biorę leki (Dulsevia 60mg), przed wybuchem pandemii od listopada do początku marca i uczeszczalam na psychoterapie, jednak ona nic nie zmieniała. Nie czuje żeby leki też jakoś działały. Studiuje dziennie na politechnice, 3 rok, za pół roku powinna być napisana praca inżynierska.. Przez ten semestr mam nauczanie zdalne i od początku marca znowu mieszkam z rodzicami z którymi nie łączy mnie prawie nic oprócz przyzwyczajenia rodzinnego, nie wiedzą nic o moich problemach, leczeniu itd. Cale studia ledwo przechodzę z semestru na semestr, w ogóle się nie staram, olewam większośc. Czuje ze jak skończę te studia (cudem) to nic nie będę umiala i kompletnie nie będę się nadawala do pracy w zawodzie. Na tą chwilę zalegam z kilkoma projektami do oddania.. Zawsze robienie czegokolwiek ( w tym głównie projektów na studiach) zostawiam na ostatnia chwilę. I tak dziś kończą się terminy kilku projektów A ja ich nie zrobiłam. 2 projekty robię z 2 koleżankami i wszystko opóźniam. Mogę przez to wszystko nie zaliczyć semestru i wtedy czeka mnie rok przerwy, poprawa przedmiotów i dopiero podejście do pisania pracy inżynierskiej. Tylko tutaj też chodzi o finanse.. Urlop dziekanski badz zdrowotny teraz raczej nie wchodzi w grę. Rok przerwy byłby gdybym nie zaliczyla semestru. Tylko wtedy musialabym płacić za poprawy przedmiotów który nie zaliczyłam. Rodzice mieli mnie utrzymywać do końca inzynierki, jeśli chcialam iść na magisterke to już za własne pieniądze. U nas nie jest jakoś super z pieniędzmi, tata jest na emeryturze ale dorabia jeszcze i ma plan skończyć tą pracę jak jak skończę inżyniera. Mama nie pracuje. Myślę że jak tata skończy pracę to ciężko będzie, żeby mi nadal pomagali. Tym bardziej płacili za poprawę przedmiotów. Już raz placilam za poprawę jednego przedmiotu 1000 zł i wypominaja mi to bardzo czesto-ze się nie uczę, że się nie przykładam, że mam taką szansę a ją marnuje, a tyle pieniędzy poszło na studia, leń i nic więcej.Wiem, w przerwie poszłabym do pracy, jeśli gdzieś przyjęliby mnie bo nie mam żadnego doświadczenia, nigdy nigdzie nie pracowałam.. Ale nie wiem czy bym z tego mogła oprócz utrzymania się, opłacić poprawy.Nie wyobrażam sobie jakbym rodzicom teraz powiedziała że nie zaliczyłam czegoś mimo że siedziałam przecież z nimi w domu i miałam mnóstwo czasu na robotę..Wiem że to moje życie, nikt za mnie go nie przeżyje, nie powinnam patrzeć na rodziców ale jednak w obecnej sytuacji jestem od nich uzależniona.. Na tą chwilę marzeniem jest urlop od tych studiow, nie myslenie o nich, o projektach do oddania.. Tutaj wstawię wszystkie moje przemyślenia pisane pod wpływem emocji, płaczu, stresu w środku nocy -Czuję presje studiowania ze strony rodzicow -Wyszukuje sobie zaburzenia żeby jakoś usprawiedliwic swoje zachowanie -Czuje ze rok przerwy w studiowaniu pomogłby w mojej wewnętrznej psychoterapii i rozpoczęłabym za rok z nową energią ale istnieje ryzyko że nic się nie zmieni A za rok nie będę chciała kontynuować i finalnie ukończyć studiów, inżyniera czego moi rodzice by nie przeżyli, ja też bym sobie plula w brodę do końca życia -Nie wiem czy to naprawde jest depresja.. ja naprawdę chce się zająć sobą, rozwinąć się w końcu, wyleczyc wewnętrznie i zacząć żyć, być szczęśliwa ale nie mam kompletnie sil -Nie zwalam tego wszystkiego na depresję czy może jakaś inna chorobę, zaburzenie. Myślę że po prostu jestem głupia i leniwa (co jest tak bardzo prawda-bardzo leniwa). Że kompletnie nad sobą nie pracuje, nic nie robię, wszystko zawalam. Bardzo chcialabym zrzucić to na jakas chorobę ale to tylko żeby to jakoś przed innymi usprawiedliwić, sama czulabym że to i tak przez własną głupotę -Teraz marzę żeby wziąć urlop dziekański bo widzę że ten semestr zawale totalnie ale jest już za późno, podania składa się na początku semestru. Chciałabym żebym mogła wziąć urlop zdrowotny, może by się dało Teraz, szczególnie po tej pandemii ale nie wiem czy przyslugiwaloby mi coś takiego, nadal uważam że to moja głupota ale z tylu głowy nadzieja że to przecież nie ja-to depresja czy coś w tym stylu -Przez tą izolację cieszę się że nie muszę się spotykać z ludźmi ze studiów i tłumaczyć im lub zmyslac dlaczego się nie wyrabiam. Zawsze mnie to strasznie stresuje-ze ktoś się dowie że wszystko zawalam -Pisze to wszystko w momencie kiedy do oddania terminu projektu zostało jakieś kilka godzin i gdy go nie oddam nie zalicze przedmiotu. A nie skoncze go do konca dnia. Szukam jakby jakiegos znaku, chciałabym żeby ktoś w tym momencie przyszedł i powiedział że nie muszę tego robić, mogę zawalic ten projekt bo to wszystko da się usprawiedliwić choroba. Ale nie jestem przekonana czy to się da usprawiedliwić... -Szlag mnie trafia jak czytam teraz na forach trochę podobne przypadki (chociaż wydaje mi się że Ci ludzie naprawdę mają te problemy A ja sobie zmyslam) i niektórzy piszą żeby się wziąć w garsc, nie poddawać, ukończyć studia bo później będzie tylko gorzej. To cholera w ogóle nie motywuje A tylko wkurwia! -Gdybym dostała teraz możliwość wzięcia urlopu zdrowotnego to PRAWIE nie zawahalabym się ani chwilę ALE moi rodzice... którzy w ogóle nie wiedzą jakie mam problemy i w ogóle nie wierzą że istnieje coś takiego jak depresja.. "ludzie wymyślają sobie".. Ogólnie w życiu nie mam żadnej bliskiej osoby ( w sumie nigdy nie mialam) dlatego piszę to tutaj. Po cichu liczę że ktoś mnie wesprze, chociaz troche zrozumie..
×