Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Groteskowa

Użytkownik
  • Zawartość

    11
  • Rejestracja

  1. Groteskowa

    Hej

    Jej, to miłe z Twojej strony Protokultura to było moje życie przez jakieś 3 lata bardzo się zżyłam z tamtymi ludźmi, potraktowałam ich jak rodzinę. Jak się racjonalnie pomyśli to te znajomości nie dały mi zbyt wiele, a nieraz zamartwiałam się problemami i tendencjami samobójczymi kolegów ale przypuszczam, że wiesz jaki jest klimat na rejwach i ile mają wspólnego z racjonalnym myśleniem xd. Nie chcę, żeby moje życie było zdominowane przez imprezę, ale bardzo długo spotkania towarzyskie to był mój motorek napędowy iluzja trochę opadła, a ja stwierdziłam, że wiele sobą nie reprezentuję prowadząc takie życie co zostało wzmocnione słowami taty o tym, że nie mam żadnych wartości moralnych . Mój tata czasem nie myśli co mówi, ale usłyszałam to kilka razy więc może coś w tym jest. Mam problem z wyznaczeniem sobie nowych priorytetów i celów i jakimś zdefiniowaniem siebie na nowo, bo jak nie jestem "alternatywką" to kim jestem? od gimnazjum postrzegam siebie przez pryzmat subkultury, do jakiej należę. Mama twierdzi, że powinnam się zwracać do Boga i też o tym dużo myślałam, ale mam w sobie zahamowania bo przez całe życie uważałam religię katolicką za gloryfikującą cierpienie i słabość człowieka, a zawsze myślałam, że mogę wszystko i cały czas nie wyobrażam sobie siebie jako "kościółkowej" osoby, ale w desperacji już kilka razy się modliłam. Szukam jakiegoś oparcia w czymś z zewnątrz bo sama jakoś nie umiem sobie go dać i tak na ten moment wydaje mi się, że nic nie ma sensu i widzę siebie jako bardzo pustą osobę. Zawsze krytykowałam ślepe podążanie za modą czy różnymi innymi wpływami z zewnątrz, ale tak naprawdę robię dokładnie to samo w dodatku te wpływy nie są zbyt budujące. Pokora i praca nad sobą to rzeczy, które były mi do tej pory całkowicie obce, ale wiem, że to nieuniknione jeśli chcę być wolna i szczęśliwa. Tyle, że aktualnie to szczęście jawi mi się jako całkowita abstrakcja. Widzę jaka jestem słaba i nieporadna i jak daję sobą kierować gdy tylko przyjdzie trudniejszy czas. Zrzucam odpowiedzialność za swoje decyzje na innych i tak naprawdę dalej jestem dzieckiem i robię tylko absolutne minimum, którego ktoś ode mnie wymaga, a przecież nigdy nie chciałam się podporządkowywać nikomu i niczemu .
  2. Groteskowa

    Hej

    Co to znaczy normalna?
  3. Groteskowa

    Hej

    No, potrafi. Chociaż nie uważam, że sporadyczne zażycie w kontrolowanej dawce robi jakieś wielkie szkody.
  4. Groteskowa

    Hej

    Jestem zbyt wylewna grochów już nie szamam od dłuższego czasu, to też w nadmiarze ryje mózg.
  5. Groteskowa

    Hej

    Masz rację
  6. Groteskowa

    Hej

    Przez "normalnie" miałam na myśli sen
  7. Groteskowa

    Hej

    Okej, ma być normalnie
  8. Groteskowa

    Hej

    Zapisałam się do terapeutki w nurcie skoncentrowanym na rozwiązaniu, ale tu chyba potrzebna jakaś psychoanaliza
  9. Groteskowa

    Hej

    Przed rozpoczęciem semestru stwierdziłam, że się w jakiś sposób zmienię na lepsze. Narzuciłam sobie jakiś grafik dnia. Ogólnie od matury reagowałam na stres brakiem snu. Przed rozpoczęciem zajęć na drugim semestrze zaczęłam się przejmować, że nie zasnę (bo muszę wstać rano) i profilaktycznie wzięłam trazodon, ale tak średnio zadziałał. Potem rozmawiałam ze znajomym o rozwoju osobistym i doszłam do wniosku, że może jestem nieszczęśliwa na swoich studiach i powinnam wziąć urlop dziekański żeby spróbować czegoś innego. Wymyśliłam sobie, że wkręcę rodzicom, że bardzo źle się czuję psychicznie w związku z tym wszystkim i potrzebuję przerwy - faktycznie źle się czułam, ale zamiast z tym coś zrobić leżałam w łóżku i wyżalałam się mamie w słuchawkę. Zaczęłam jeszcze gorzej spać i wymyślać sobie choroby psychiczne non stop zmieniając diagnozę. Tata miał kiedyś zaburzenia lękowe i stwierdził, że pewnie wpadłam w nerwicowe błędne koło więc wydzwaniałam do niego jak nie mogłam zasnąć i dalej się wyżalałam pytając jak on sobie radził - i próbowałam robić to samo co chyba też pogłębiło problem ze snem. Wtedy zaczął wypytywać jaki konflikt wewnętrzny mógł wywołać u mnie taki stan i powiedziałam mu o różnych głupich rzeczach, które robiłam, relacjach, które nawiązałam, a które sprawiały, że czułam się źle - powiedziałam wszystko łącznie z tym, że zdarzało mi się brać narkotyki. To spotkało się z podejrzeniem, że jestem uzależniona i powinnam iść na odwyk, albo zrobić wypad z domu i iść staczać się z ćpunami - nie jestem uzależniona, po prostu lubię imprezy z muzyką elektroniczną, ale w tamtym momencie zaczęłam myśleć, że może faktycznie jestem. Ogólnie było mi strasznie źle ze sobą, że doprowadziłam siebie i swoją rodzinę do takich skrajnych emocji no i nie spałam kilka nocy pod rząd. Ostatecznie rodzice powiedzieli, że nie będą mi nic narzucać i mam robić jak uważam. Stwierdziłam, że muszę im to jakoś wynagrodzić i zachowywać się wobec nich lepiej i, że ogólnie to wszystko prowadzi do jakiejś zmiany na lepsze. Zaczęłam się zastanawiać nad wszystkim co mówię i robię - czy teraz powinnam zareagować tak czy tak, czy mogę to powiedzieć czy nie. Czy powinnam brać antydepresanty i chodzić na psychoterapię xd czy teraz lepiej będzie jak zachowam stałe godziny snu czy mogę "wrzucić na luz". Kwestionuję każdy swój krok i zastanawiam się gdzie jest problem - jeśli w ogóle istnieje. Rozmawiałam już raz z terapeutką i powiedziałam o domniemanej przyczynie tego wszystkiego - czyli tych trudnych relacjach i chęci zmiany na lepsze. Uspokoiła mnie mówiąc, że uważa, że nie muszę jeszcze podejmować decyzji. Jestem umówiona na sobotę na następną rozmowę i już nie wiem czy to ma sens bo zaczęłam się zastanawiać co jeszcze jej powiem zamiast skupiać się na codziennej aktywności. Ogólnie ciągle o tym wszystkim myślę zamiast to jakoś odpuścić, bo to wszystko taka głupota i po prostu za bardzo urosło, ale emocje biorą górę. Jestem skołowana i nie wiem co będzie dla mnie dobre. Czy kiedyś mi się to zdarzało? Nie aż tak. Miałam kilka sytuacji gdzie nie spałam po kilka dni i też strasznie przeżywałam to, że nie śpię, ale raczej miałam wtedy ku temu jakieś jasne powody.Też się wtedy użalałam, ale człowiek, któremu się żaliłam miał to gdzieś - przychodził wolniejszy czas na uczelni i jakoś udawało mi się sobie odpuścić. Teraz też jest "wolniejszy czas", a ja już nie wiem co ze sobą robić bo jestem w takiej rozsypce.
  10. Groteskowa

    Hej

    Chyba zrobiłam coś strasznego. Miesiąc temu zaczęłam symulować zaburzenia lękowe bo nie chciałam powiedzieć rodzicom, że chcę wziąć urlop dziekański na studiach. Bardzo się martwią. Ostatecznie stwierdziłam, że to był głupi pomysł (zarówno dziekanka jak i ta cała akcja), ale wyrzuty sumienia pozostały. Nie śpię, nie umiem się niczym zająć, boję się zostać sama, rodzice są cały czas przy mnie. Powiedziałam im, że symulowałam, ale nie wierzą mi do końca bo dalej nie śpię i czuję się źle. Sama się w tym pogubiłam. W desperacji umówiłam się na psychoterapię, ale nie sądzę, że przegadywanie tego z terapeutką cokolwiek da. Z drugiej strony może naprawdę nabawiłam się zaburzeń lękowych? Próbuję sobie jakoś tłumaczyć swoje głupie zachowanie. Chciałabym uciec od świata, ale nie mam odwagi popełnić samobójstwa, a poza tym to by była trauma dla moich rodziców. Najchętniej zapadłabym w letarg i nigdy się nie obudziła. Nie wiem jak się teraz zachowywać, ciągle się kontroluję i wyobrażam sobie co powiem tej terapeutce.
×