Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

majorondo

Użytkownik
  • Zawartość

    1
  • Rejestracja

  1. Witam mam 20 lat jestem chłopakiem ze średniego miasta. Wychowywała mnie tylko mama ojca widziałem 5-10 razy w życiu od zawsze czułem wobec niego obojętność a matkę kochałem nad życie. Nigdy mnie nie buntowała ani nic w tym stylu mama jest dobrą kobietą i całe życie się starała by wychować mnie na dobrego człowieka lecz ja byłem zawsze niesfornym dzieckiem i bardzo świadomym sam w wieku 6 lat stwierdziłem że nie ma mikołaja i żeby nie wciskała mi kitów. w 4 klasie podstawówki zaczęły się moje problemy z prawem szkolne łobuzowanie bicie innych uczniów ogólna agresja. Nie wiem dlaczego w domu nie byłem bity a wręcz przeciwnie mama nigdy w życiu mnie nie uderzyła mieszkaliśmy z dziadkiem którym się opiekowaliśmy miałem trochę złe towarzystwo na podwórku i w wieku 13 lat już zaczął pić alkohol oraz palić marihuanę lecz jak mówiłem całe życie byłem świadomy i doszłem do wniosku że bardzo mnie to niszczy i przygoda ta trwała z 2 lata. W wieku 15 lat zacząłem trenować sporty walki oraz wpadłem w towarzystwo pseudokibiców oraz poznałem moją dziewczynę z którą jestem aż do dnia dzisiejszego. Oczywiście całe życie problemy robiłem sobie ja sam. Nigdy nie miałem ochoty się uczyć ani nikogo słuchać zawsze szedłem swoją drogą lubiłem strasznie się bić lecz kocham zwierzęta i zawsze byłem strasznie wrażliwy nie potrafię zabić muchy w domu i często krzywda zwierzęca doprowadza mnie do łez zawsze staram się pomóc a gdy miałem przypadki w których ktoś źle traktował zwierzęta pękało coś we mnie i potrafiłem takiego człowieka zaatakować bezopamiętania. Poza tym nie wierzę w nic. W boga w szatana dla mnie to totalna bzdura którą też uznałem za dzieciaka. Mama próbowała mnie przekonać do katolicyzmu lecz ja zawsze swoje. Moja dziewczyna po strasznych przejściach rozbita rodzina smierc ojca najblizszych itp. lecz myślę że to na mnie nie wpłyneło. Ogólnie uprawiałem sport można powiedzieć że wyczynowo trenowałem 6/7 razy w tygodniu oraz czasem x2 dziennie. Wszystkie największe problemy zaczęły się po śmierci dziadka gdy byłem 4 miesiące przed 18 urodzinami. Dziadek był starym Górnikiem oraz miał potężną emeryturę wtedy żyło nam się dobrze. Kochałem dziadka i opiekowałem się nim razem z mamą wcale nie byliśmy przy nim dla pieniędzy po prostu dziadek dla mnie zawsze był na równi z mamą nigdy mnie nie skrzywdził oraz bardzo mocno kochał. Gdy zmarł dziadek po prostu coś we mnie pękło. Mija już 3 rok ja nadal nie mogę się odnaleźć z dnia na dzień rzuciłem sport który był dla mnie wszystkim miesiąc po śmierci dziadka miałem jechać na mistrzostwa Polski lecz się wycofałem ze względów psychicznych nie byłem w stanie. Od tamtej pory nic mnie nie cieszy mimo że się pogodziłem z śmiercią. Przytyłem 30kg nie mam ochoty dosłownie na nic. Mama jest mocno zadłużona oraz zarabia zaledwie 2000zł ja wtedy musiałem wziąć odpowiedzialność na siebie oraz zacząć również zarabiać pieniądze. 2 miesiące po śmierci dziadka wprowadziła się również do nas moja dziewczyna z którą jestem już 6 rok. Coraz częściej nachodzą mnie myśli samobójcze gdyż żaden sukces ani pieniądze nie sprawiaja mi przyjemności. Czuje że najbliżsi zaczynają mi ciągle działać na nerwy chodź kocham ich nad życie oraz staram się im wszystko zapewnić. Mama jak i dziewczyna pracują. pierwszy raz zdecydowałem się gdzieś o tym wszystkim napisać gdyż od 2 tygodni straciłem totalnie chęć do życia i co najgorszę ja jestem tego wszystkiego świadomy straciłem radosć z zycia nie rozmawiam nigdy z nikim o moich problemach często pomagam innym po prostu wszystko się odłożyło i boję się że któregoś dnia mogę za szybko podjąć decyzję i popełnie najgorszy błąd w moim życiu. Chciałbym wrócić do sportu lecz brakuje mi motywacji ichęci z reguły nie jestem człowiekiem leniwym lecz jakby po tej smierci moje zycie sie zmienilo wymagam od siebie o wiele więcej niż moi rówieśnicy czuję że za wcześnie wydoroślałem. Nie zgłoszę się do specjalisty wiem to bo nie wierzę w jego pomoc ogólnie mam głupie przeświadczenie że często wiem coś lepiej od kogoś i czegoś po prostu nie zrobię a jak nawet to robię to tylko i wyłącznie z przymusu. Przepraszam za składnie lecz nie wiem jak wytłumaczyć do końca to co czuję lecz mam nadzieje że mnie zrozumiecie. Moje pytanie brzmi tak. Czym jest to co odczuwam i jak mogę sobie pomóc? Czy miał ktoś kiedyś podobnie? Mnie po prostu totalnie nic nie cieszy kiedyś byłem szczęśliwy gdy spotkałem się z dziewczyną zrobiłem coś poszedłem do restauracji na obiad obecnie po prostu nie chce mi się żyć od dłuższego czasu. i martwi mnie to gdyż jestem młodym człowiekiem bardzo dobrze sobie w życiu radzę mimo to że rzuciłem szkołę. Nie imprezuje jak moi rówieśnicy oraz nie zażywam narkotyków.
×