Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

czlowiekczlowiek01

Użytkownik
  • Zawartość

    8
  • Rejestracja

  1. Dzień dobry. To co się ze mną dzieje, to jest największa porażka w moim życiu. Cierpią na tym wszyscy. Nie wiem jak to pokonać. Mam wrażenie, żeby to pokonać - muszę wykonać to, co czego nie chcę, czego nie potrafię wykonać, ponieważ warunek jest koszmarny, nie do wykonania. Od razu przejdę do rzeczy. Od zawsze miałem coś takiego, że jak czegoś nie dotknę, że jak coś powiem to... I tak zawsze, odkąd pamiętam, od podstawówki... Ale spoko, jakoś z tym żyłem. Koszmar mam wrażenie taki totalny przyszedł po 20 roku życia... Ale nie będę się rozpisywał, przejdę do tego o co konkretnie teraz chodzi... Zaczęło się niewinnie. Bombardowały mnie tego rodzaju rzeczy non stop, jakoś chwilę były potem coś innego, jakoś się ten wózek pchało. Chwilami był koszmar (często zapijany alkoholem wieczorem), ale potem jakoś mijał i wszystko szło do przodu. I gdy robiła się taka pustka, napięcia były ogromne i tym sposobem przyszło ,,to" - coś koszmarnego. Otóż już będzie mijał jakiś prawie miesiąc odkąd to co mi się dzieje, przechodziło różne etapy. Koszmar dla mnie to wspominanie, ale naprawdę chciałbym, żeby to przeszło, bo wypełniać tego warunku nie bardzo mi się uśmiecha. ;( Otóż przyszła niedziela. W nocy śnił mi się pewien ksiądz, do którego chodziłem na nauki narzeczeńskie czy coś takiego (nie jestem wierzący szczególnie, osoba nie chodząca do kościoła zdecydowanie, ale żeby mieć ślub kościelny, wiadomo), ogólnie źle wspominam nauki z nim, wzbudzane zostały tylko we mnie lęki, ale nieważne. Dobra, potem po południu wszedłem na profil na facebooku pewnej parafii w jego mieście i były tam dwa nr telefonu i jeden nr telefonu był podany z imieniem tego księdza ale bez nazwiska, więc zacząłem się zastanawiać czy to on. Potem zaczęło mi się robić, że jak to on to że wróci ,,zły stan" (kiedyś taki przechodziłem prawie rok, okropne czasy). Przyszedł wieczór, idąc z tatą na spacerze, powiedział mi o pewnej chorej dziewczynie, to był wieczór. Pamiętam jak dziś, i w momencie gdy on mi to gadał ja broniłem się jak mogłem, żeby tylko coś nowego nie przyszło. Początkowo ta obrona była w miarę, ale nie udało się... Od tamtej pory zaczął się koszmar. Że jak nie zadzwonię na ten numer i nie upewnię się, czy to ten ksiądz z tym nr ale bez nazwiska i nie zapytam o pewną rzecz, to że jak coś się stanie tej dziewczynie (bo choruje poważnie), to że wróci ten zły stan... Zaczął się koszmar, taki wstyd dzwonić, robić z siebie debila. Na jedno zostało trochę we mnie racjonalności, bo wiadomo człowiek się wstydzi, to normalne chyba, a na drugie wiecie jak to jest, lepiej coś załatwić i mieć w głowie spokój. Parę dni się okropnie męczyłem, co to były za męki, zorientowałem się, że to jednak inny ksiądz nr... Ale pozostało we mnie jakieś myśli, że muszę zadzwonić do tego konkretnego... Zacząłem szukać po internecie telefonu, dzwoniłem na oficjalny, nikt nie odbierał nigdy, posunąłem się do jeszcze bardziej drastycznego kroku, zacząłem pisać z fikcyjnego konta na facebooku o kontakt, dali mi emaila z numerem telefonu... Wkońcu zadzwoniłem, zapytałem o tą głupią rzecz, jaki byłem szczęśliwy, zrobiłem ten warunek który był konieczny! Ale to tylko na chwilę dało ulgę... ( o tym problemie link ponizej) Potem znowu zaczęło się coś takiego, że warunek jest taki, że musi ten ksiądz poznać moje dane, od kogo to było... Znów zaczął się koszmar, jeszcze może nawet gorszy... Mijał tydzień, a ja się niesamowicie męczę, ale zdałem się na to, wyobraźcie sobie, że po paru dniach męki, napisałem nie stricte do niego, tylko na profil facebooku ich zakonu... Tak, żeby można było mnie skojarzyć... Napisałem, macie świetną stronę internetową, a poza tym dziękuje księdzu .... za pomoc telefoniczną, bo pisałem kiedyś do was z innego konta (takiego z innym imieniem i nazwiskiem bez zdjęcia). Wyobraźcie sobie, że musiałem aż do takiej rzeczy się posunąc, gdzie na jedno ogromny wstyd, (sami wiecie, wstyd robić takie rzeczy), a na drugie potężna ulga, że zły stan nie wróci, ze załatwiłem sprawę... Napisałem to po alkoholu, jakoś się udało, ale było to potęznie trudne dla mnie i w ogole wstyd... Ale ok, na drugi dzień juz zaczelo mnie sie kotłowac, że musze napisac stricte do tego księdza na jego facebooku na profilu w wiadomosci... Bylo ciezko, ale sie obroniłem jakos, jakos to powiem Wam poszło w miarę... Do ostatniej soboty (czas załatwienia sprawy był od srody)... Przyszła sobota, zaczelo sie ze jak pojade na wycieczke z kolega do konkretnego miasta, a Maryji objawienia to prawda, to bede musial stricte napisac do tego ksiedza (oczywiscie jechalismy w tym kierunku, ale irracjonalnie musialem koledze odmowic po przejechaniu tak dalekiej juz trasy, uf udalo sie pokonac... moge spac spokojnie)... Bylo w porzadku, obronilem sie... Jednak wracajac juz, bedac na autostradzie, gadalismy z kolega normalnie o wszystkim i o tym ze jego wujek jest malarzem pokojowym i ze duzo zarabia... Powiedzialem , ze u mnie malowal taki malarz i rzeczywiscie duzo wzial, ze dobry fach, bo doradzalem mu co w zyciu moze robic. Wtedy, ja juz nie pamietam jak to bylo, odczuwalem lek, ze jak mu tego nie powiem to cos, powiedzialem ze jego syn jest ciezko chory (sytuacja analogiczna do tej dziewczyny, te same chyba jakies lęki)... I znowu pojawilo mi sie z tym napisaniem do tego ksiedza... Juz wtedy myslalem, po co mu to mowilem ale jeszcze bylo ok w miare... Na drugi dzien byl koszmar, zaczelo sie ze ,,jak mu powiedzialem o tym chorym synie, a mu sie cos stanie, a ja wiedzialem ze mowiac mu musze napisac do tego ks to ze wroci ten zly stan"... Czy tak faktycznie bylo? Nie wiem, logika wskazuje ze raczej nie, bo skoro bronie sie jak moge przed tym np. dowod nie pojechalem do miejscowosci docelowej z nim na tej wycieczce, to raczej nie mowilbym skoro taki warunek bylby. Ale zalozmy, ze nawet jesli powiedzialbym, wiedzac o warunku... W kazdym badz razie, najgorsza opcje przyjela moja glowa.. I od tamtego czasu, tak nagle sie to rozwinelo w niedziele ta rano, zaczal sie koszmar... Teraz to ja juz nie wiem, czy chodzi o ten warunek, ze jak mu powiedzialem czy co... Po prostu mam cos takiego, ze musze tak jakby do niego napisac, zeby to wszystko przeszlo, bo obecnie czuje sie koszmarnie, sami zreszta widzicie nie spie, pisze ten post po nocach... Z jednej strony odczuwam ogromny wstyd, ogromnie jest to ciezkie pisac na messengera do jakiegos obcego ksiedza. Bo tak po ludzku, jest to chore i mega wstydliwe. A po drugie, moze piszac znow mialbym problem z glowy, ale to pewnie zaraz inny by sie zrobil... Pije przez to, moja zona mnie nie rozumie (w sumie sie troche nie dziwie, bo jak ktos nie ma czegos takiego jak ja to pewnie jest to niezrozumiale)... Czuje sie fatalnie, czuje sie tak, ze jak nie wykonam tego napisania stricte na facebooku, to mi to nie przejdzie Błagam, uswiadomcie mi ze to pisanie nie jest konieczne, nie jestem w stanie tego wykonac, a chce sie czuc dobrze, bo jest koszmar nie moge nawet zasnac To siedzi we mnie 24 h na dobe, nie moge zapomniec, i czuje ten zly stan Czy jest jeszcze szansa dla mnie? Bo tak szczerze, nie mam sil zyc Tylko to napisanie jest jakby ze przejdzie wtedy Prosze o pomoc Nawet nie wyobrazacie sobie, jak ja to przezywam jak cierpie jak nie mam sil zyc
  2. Dziękuję, że odpisaliście. Dziękuję za normalną rozmowę, bo czasem dostawałem odpowiedzi całkiem nie na temat, mam wrażenie że szydzące nawet (ale to tylko kilka przypadków, zazwyczaj było w miarę ok). Słuchajcie, u mnie teraz jest tak: spalony ze wstydu dzwoniłem o to zapytać (pisałem na emaila, facebooka o kontakt z innego profilu, ogolnie porazka (dzwonienie nie było podyktowane ciekawością ważności małżeństwa, tylko tym o czym pisałem u góry), chwilę się uspokoiło, ale już się kręciło coś w głowie. I od razu mi , sie wkrecilo ze musze napisac na fejsbuku nawet nie do tego ksiedza tylko do zakonu ze to ja dzwonilem. (tak zeby mnie ten ksiadz powiazal ze to ja), wiecie jaki wstyd byłby... W ogole to jakies chore ;( Nie moge sobie dac rady z tym. Wstyd ogromny i w ogole jakas porazka ale z drugiej strony piszac mialbym juz spokoj. Chcialbym miec spokoj nic nie piszac to byloby marzenie, ale w mojej glowie jest cos takiego: ze jak nie napisze a tej dziewczynie cos sie stanie (bo jest chora i jest duze ryzyko) to ze wroci ten zly stan... I tak szczerze obecnie wrocil, zle sie czuje Nawet nie wiecie jak sie zle czuje obecnie Wychodzi ze napisac najlepiej ale z drugiej strony robic z siebie debila (tez sie przed tym bronie bo to normalne ze mamy poczucie wstydu)... ;( chcialbym nigdzie nie pisac, i zeby bylo tak jak zawsze, i ze nawet jak nie napisze a ona ten, to ze bedzie tak jak bylo ostatnie dwa lata czyli dobrze, a nie ze wroci ten zly stan
  3. Dzień dobry. Jak uzmysłowić sobie, że nie jest to prawdą? Otóż, idąc z ojcem na spacerze, powiedział mi o pewnej chorej dziewczynie, a od dłuższego czasu ot tak wmówiło mi się że mam zadzwonić do księdza i zapytać o ważność ślubu. I tak tydzien mi to dolegało, a potem jak ojciec mi powiedział o tej dziewczynie chorej, to znając mnie od razu zacząłem sie bronic przed myslami, zeby znowu cos nie wymyslic. Otoz niestety nie udalo sie, mam teraz takie mysli ze musze zadzwonic do tego owego ksiedza (nawet nie wiecie jak to jest meczace i stresujace), bo jak nie daj Boze odpukac ona (do tego czasu musze zadzwonic) to wroci zly stan, i on juz bedzie zawsze. Nie daje mi to zyc, dzwonilem ale nikt na oficjalnym nie odbiera na fejsbuku napisalem z falszywego konta o nr ale ta wiadomosc nie wiem czy dojdzie (debila z siebie robie, ale taki mam lek ze musze to zrobic, bo ze jak nie zadzwonie do tego czasu nie daj Boze odpukac to ze wroci). Jak sobie uzmyslowic, ze nic nie musze robic, ze to nie ma powiazania? Blagam o pomoc :(
  4. Cześć. Pisze tutaj do was bo licze na pomoc. Czuję się koszmarnie. Ostatnie miesiące było dobrze, przeszedł ten zły stan, ale w niedzielę zaczęło być gorzej, a wczoraj już tragicznie. Ostatnio miałem coś takiego, że jak nie pojadę gdzieś tam na pielgrzymkę z tymi ludźmi, a zdam egzamin, to będzie dowód od Maryi, że pewien fakt będzie (nie chcę pisać o co chodzi). A miałem mieć w poniedziałek egzamin, takie coś trwało, aż do niedzieli rano. Poszedłem do kościoła (raczej z przymusu z kimś) i było kazanie. Ksiądz coś mówił o tym, że ludzie dążą do materialnych rzeczy, a nie wielbią Boga czy też nie dążą do życia w niebie. I jak to w kościele, nie lubie tam chodzic bo ciagle w czasie mszy jakies leki i wmowienia mi sie pojawiaja. Otoz podczas tego kazania, naszly mnie lęki i jakieś wmowienia, ze jak ja oszukuje kogos bliskiego co do uczuc (a nie oszukuje, bo kocham ta osobe), to Bog wroci mi ten zły stan za karę. I otoz, nie oszukuje, ale gdzies tam sie tli, wiadomo jak to w takich sprawach, ze a moze jednak itd... I mowi mi tak, ze jak oszukuje to ze wroci zly stan, albo inaczej jesli oszukuje to musi sie wiazac z tym złym stanem. Do tego dochodzi ze tak jakby zwiazane jest to z Bogiem, ze jesli oszukuje (a nie oszukuje, ale zawsze tam cos sie tli, ze moze...) to bedzie musi byc ten stan co kiedys przez Boga. Nie moge spac przez to, poniedzialek caly czulem sie fatalnie, niedziela tez niezbyt, ale jakby lepiej od poniedzialku. To wszystko zaczelo sie od tego kazania, wczesniej czulem sie rewelacyjnie przez dlugi, ogromny czas (bo ponad rok i pol temu mialem zly stan, i nie chce do niego wracac). Chodzi mi o to, zeby uswiadomic mi, ze to nie ma nic do rzeczy. Ja kocham ta osobe najmocniej na swiecie, i nikogo nie oszukuje, ale jakies takie leki i inne, ze moze, ze moze i polaczone to z tymi moimi juz milionowymi wymysleniami zwiazanymi z nerwica natrectw i wychodzi efekt, ze jak oszukuje, to ze wtedy Bog ten stan włączy zły, ze jest to zwiazane. Po pierwsze nie oszukuje, a po drugie powiedzcie, uswiadomcie mi, ze zalozmy nawet jakbym oszukiwal - TO NIE MA TO NIC DO TEGO, ZE MUSZE MIEC WTEDY ZLY STAN OBLIGATORYJNIE OD BOGA (jeny, to slowo obligatoryjnie, jak strasznie brzmi). Uswiadomcie mi to, prosze o pomoc, bo naprawde było bardzo zle, a nie chce zeby to kolo sie krecilo i zebym porownywal do wczorajszego zlego dnia, tylko jakos z tego wyszedl i zeby wrocily czasy ostatnie, ktore byly rewelacyjne, swietne. Bo na mnie ciagle dziala straszak, ze jak cos... to wroci ten zly stan, i taki mam paniczny lek przed tym stanem kiedys co sie zle czulem. I teraz jak widac, tez to tak chyba zadzialalo... Nie wiem, z zewnatrz moze lepiej to ocenic. Czuje sie troche lepiej, bo chyba jakos przez cala ta chorobe (tak pewnie to choroba, ale ja wierze w te wszystkie, ze jak cos np. oszukuje to...) zaczynam dzisiaj, teraz o godzinie prawie 4, zauwazac ze chyba nie ma to powiazania jedno z drugim... Ale narazie to tak przez gleboka mgle, ale jak pomysle co sie dzialo ze mna wczoraj, nie chce w tym trwac, chce zeby dzisiaj mi to przeszlo. Przepraszam za chaotyczna pisownie. Prosilbym, zeby ktos sie odniosl do tego, tylko tak pomogl z serca, a nie zeby kilka slow, zeby dopiec, albo cos. Uswiadomcie mi prosze, ze nawet jakbym oszukiwal (ale nie oszukuje), to to nie ma zwiazku z narzuceniem przez Boga, ze bede sie zle czul (i przez to zle sie czuje, przez ten tok rozumowania). Serdecznie dziekuje, jesli to przeczytaliscie, pozdrawiam i licze na pomoc (jest ciut lepiej, bo bylo fatalnie przedwczoraj w dzien i w nocy, i dzis - nie moge spac bo tylko to mi siedzi w glowie i boli serce tez od tego, zasnalem po piwach, ktore pilem, a teraz nie moge spac). Chce tego stanu sprzed niedzieli i tego kazania, bo bylo wspaniale. Dziekuje, Pozdrawiam.
  5. Dzień dobry :( Przetłumaczcie mi do głowy coś, bo jak sobie tego nie wpoję (a próbowała mi już to wytłumaczyć najbliższa mi osoba). Otóż chodzi o to, że od połowy 2017 roku do jakoś wiosny 2018 roku miałem okropny stan, źle się czułem. Potem zaczęło mi przechodzić i tak na wakacjach 2018 przeszło mi całkowicie praktycznie, a potem do tej pory było już super. Jestem osobą, która ma non stop jakieś myśli, że jak np. kobieta znajoma urodzi 27 to ze bedzie znak od Boga, albo ze jak napisze takie, a nie inne słowa, to że wróci zły stan i mase takich innych, gdzie ktos normalny czegos takiego nie ma... Ale teraz nie w tym rzecz, chce rozwiazac inny problem. Otoz, rok czasu teraz czulem sie naprawde super. Wczoraj bedac w kinie ogladalem film i była tam taka sytuacja, ze mezczyzna palił papierosa i jego zona chciala tez zapalic (a nigdy nie palila, powiedzial do niej, przeciez ty nie umiesz palic, a ona nie umiem palic, zyc tez nie umiem, ale zyje). Na poczatku ta sytuacja mnie jakos bardzo nie przerazila, ale właczyło sie od razu u mnie myslenie, ze ja tez kiedys w 2018 polowie zaczalem sie strasznie zle czuc psychicznie, tez nie umialem zyc, ale zylem... Ale przeszlo mi od polowy 2018 roku i do tej pory bylo super. Wlaczaly sie leki, ze jak cos, to wroci ten stan itd. Ale jakos dawalem rade, z momentami gdzie sobie wkrecalem ze wrocilo bo np. Bog istnieje czy cos... Bylo zle co jakis czas z tymi wkretkami, ale wychodzilem calo, jednak od wczoraj czuje sie koszmarnie :( Od godziny gdzies 19 (o tej godzinie byla scena, od ktorej znow sie czuje koszmarnie). Otoz moja logika pojmuje to tak, wtedy zaczalem sie zle czuc 2018 polowa roku i tez nie umiem z tym zyc a zyje, i ze to trwa do tej pory i bedzie zawsze trwalo (jak to, cale zycie? zalozmy do 90 roku zycia?) przy czym teraz jest chwile spokoju. Wydaje mi sie jakby to byla taka linia nieprzerywana i trwala ona od tamtej pory juz zawsze... Najblizsza mi osoba, nie moze zniesc tych moich gadan, stanu, bo wiadomo kazdego normalego to zadreczaloby... Chodzi mi o to, blagam o pomoc, zeby mi uswiadomic, ze fakt - moze sie czulem kiedys koszmarnie, ale ze to minelo BEZPOWROTNIE, a nie ze tak jak na scenie filmu z tymi papierosami ,,nie umiem zyc, ale zyje" (bohaterka byla w traumie po smierci syna). Prosze uswiadomcie mi, ze to nie jest tak jak w moim rozumowaniu, ze juz musze na zawsze z tym zyc (tak jak w tej scenie : nie umiem palic, ale pale, tak samo nie umiem zyc, ale zyje), ze kiedys zaczal sie koszmar i nie musi on trwac wiecznie, tylko calkowicie mi bezpowrotnie przeszlo... Bo w mojej chorej glowie jest cos takiego, ze wtedy sie zaczelo i nie umiem z tym zyc, a zyje (tak jakby wtedy sie zaczelo i trwa, tylko teraz sie wyciszylo), uswiadomcie mi, napiszcie jakies slowa ze tak nie jest, tylko ze calkiem przeszlo i juz nie ma tej ciaglosci, ze musi trwac od tamtej pory i juz ciagle, tylko ze wygaslo... Przepraszam za belkot, czuje sie fatalnie, prosze o pomoc, blagam :(
  6. Dzień dobry. Od zawsze wmawiało mi się, że jak coś się stanie np. któregoś dnia, to będzie znak od Boga, albo że jak wygra taki kolarz, to stanie się coś, wróci stan którego nie lubię... I tak w kółko, jak zdam egzamin itd. itd. Jakoś to trwało, ale teraz przyszło najgorsze. Otóż miałem taki okres, od połowy 2017 roku do końca wiosny, gdzieś tak, że źle się czułem, nie wiem co mi się działo, coś jak depresja I otóż, w we wtorek w poniedziałek jakoś mi się tak myśli zebrały, że jak Bóg istnieje (a istnieje), to wróci ten stan I niestety wrócił Nie potrafię tego pokonać, choćbym nie wiem jak chciał Trwa to już od wspomnianego wtorku po południu Nie potrafię sobie wytłumaczyć, że to nie ma zależności Siedzi mi tylko, że Bóg jest, a jest to że wróci, a skoro jest to musi wrócić Czuję się fatalnie Bo wrócił ten stan co kiedyś A już pokonałem to dziadostwo, rok się swietnie czułem, a tu powrot tego koszmaru Błagam o pomoc, o jakos wbicie ze nie ma to zaleznosci, bo mi tylko jedno Bog jest, a skoro jest to musze sie tak zle czuc Pije przez to, nie potrafie sie cieszyc, nie moge spac, ciagle tylko to jedno siedzi w glowie, blagam tak chcialbym ten stan ktory trwał od konca wiosny 2017 do wtorku, albo ktory trwal przez cale moje zycie Tak bylo fajnie, a tak to mi mowi, ze jak Bog istnieje to ze musze miec taki stan, a istnieje to wiecie Nawet jakbym chcial o tym zapomniec to i tak ciagle siedzi, ale Bog jest to musisz tak byc Blagam o pomoc
  7. Jak po prostu odkrecic to chore, patrzac z boku irracjonalne myslenie i wykluczyc, wymazac ze taki jest skutek jesli bedzie to 27, o to mi chodzi...
  8. Dzień dobry. Mam 23 lata. Nie wiem czy to dobry dzial. Piszę, ponieważ znajduję się w katastrofalnym stanie psychicznym i szukam pomocy. Nie jestem dobrym pisarzem, nie o to chodzi, żeby to było ładnie napisane... Od razu przejdę do rzeczy, otóż od dziecka miałem coś takiego np. z tego co pamiętam, że jak nie dotknę czegoś, to coś się tam stanie. Tak mi to zawsze towarzyszyło. To są błahostki, najgorzej jest w ostatnich latach. Jestem studentem, kończę praktycznie studia. Tutaj zawsze miałem największe cyrki. Jak mi na czymś bardzo zależy zauważyłem, albo po prostu chcę czegoś dobrego dla siebie, to znowu się to pojawia. Przykładowo, ile to ja już razy miałem, że jak zdam egzamin, to np. nie ożenię się z osobą którą kocham, i tak tysiące takich rzeczy... Potrafiłem przez to płakać, niekiedy jakoś sobie z czasem z tym radziłem, ale niekiedy przybierało to takie formy, że bałem się uczyć i pisać, bo bałem się tego skutku. Obecnie nawet pisząc na fejsbuku z ludzmi, codziennie mam że jak uzyje tego slowa to wroci zly stan (kiedys sie zle czulem przez jakis okres czasu) i czesto zamiast napisac to co chce, nie potrafie bo to sie stanie...To tak po krótce, chciałem Was zaznajomić że to co się teraz dzieje, to nie objaw jednostkowy, tylko że to mi towarzyszy całe życie, a obecnie bardzo się nasiliło. Przejdę teraz do właściwego problemu, który nie daje mi po prostu żyć, a cierpi na tym dla mnie osoba najbliższa... Ona mi mówiła, że ciągle sobie coś nowego wmawiam, ale ona nie rozumie, w cale się nie dziwię zresztą takiej osoby jak ja... Piszę o co chodzi. Otóż koleżanka mojej ukochanej osoby jest w ciąży, na początku było wszystko ok, nie dobierało się to myslenie zwiazane w ogole z tym faktem. Nawet padały slowa, ze mozliwe ze dziewczyna ta urodzi wtedy co moja ukochana osoba ma urodziny. Nie dobierałem sobie niczego do glowy z tego, az sam byłem z siebie dumny (bo czesto mi sie tak dobiera, ze jak np. ktos umrze - a jest w ciezkim stanie np. znana postac - to wroci ten zly stan np.) ze sobie nic z tego nie dobrałem... Az do czasu poniedzialkowego poranka. Poranek jak poranek, moja ukochana mi o tym powiedziala, ze moze urodzi w jej urodziny (termin miala na 5 wrzesien, a teraz przesunal sie na 30, a moja ukochana osoba jest z 27). Wtedy tak niepozornie sie zaczelo... Zaczelo sie niepozornie, ale juz zaczelo sie w mojej glowie. Ze jak wtedy urodzi 27 to Bog pokaze mi w ten sposob, ze to nie jest wlasciwa dziewczyna dla mnie, ze ten zly stan wroci, ze jesli niewlasciwa to pojde do piekla i inne rzeczy - a wszystko zwiazane z ta data 27, jesli wtedy urodzi. Jeszcze w poniedzialek nie bylo to tak bardzo nasilone, aczkolwiek juz bylo, zaczalem byc smutny, widac ze mnie cos gryzlo, oczywiscie odbija sie to na relacjach moich z ukochana, bo wiadomo, inny chlopak. I wlasciwie od poludnia w poniedzialek zaczal sie koszmar... Rozmawialem z ukochana o tym, mowi ze nie ma duzych szans, ze wtedy urodzi, ale wiadomo oczywiscie ze sa, bo to blisko tej daty (wczesniej sie bardziej cieszylem bo mial byc 5 wrzesien, teraz jest 30 sierpien, wiec o zgrozo bardziej sie boje, bo jest juz wieksze ryzyko 27). Tak sie strasznie boje, ze wtedy urodzi, ze to bedzie dowod od Boga, ze nie mozemy byc razem, i tylko to mi siedzi w glowie... Nie moge spac, sami widzicie ktora jest godzina, czuje sie koszmarnie i nie moze przestac mi sie to odkrecic w glowie, wierze w to, a jak ktos z boku popatrzy (ja nie potrafie, bo wiadomo w jakim stanie jestem), to wiadomo twierdzi ze to jest irracjonalne, bo pewnie tak jest? Ale osoba chora, czyli taka jak ja nie potrafi tego zrozumiec, nie potrafi zrozumiec ze to przeciez pewnie nieprawda, tylko siedzi w tym i wierzy, ze to prawda i sie koszmarnie boi, zeby to nie byl 27. Koszmarnie sie boje. Gadalem z ukochana, mowi mi ze to irracjonalne, sam staralem sie zmienic myslenie, ale no jest tak ciezko, ciagle siedzi mi ze to prawda i w to wierze. Prosze pomozcie mi w tym, moze jakos ktos napisze cos i mi sie wkoncu przestawi, ze nie ma to nic do rzeczy kiedy ta osoba urodzi, chociazby mialo to byc nawet 27... Prosze, bo chce sobie to normalnie dac nawet jakby wtedy bylo, zeby przestac sie tym zadreczac, bo nie moge normalnie zyc, funkcjonowac Ja wiem jak jest na forach, pelno osob hejtujacych, albo starajacych sie dogryzc, ale prosze o jakas wartosciowa porade, zebym uwierzyl ze rzeczywiscie to nie ma nic do rzeczy i nawet jak bedzie to 27 to nie ma nic do rzeczy... O to bardzo prosze, przede wszystkim o ta pomoc i przy okazji zdiagnozowanie co mi jest (wiem, zaraz ktos napisze ze nikt tu lekarzem nie jest, nie wymagam profesjonalnej diagnozy tylko diagnozy ludzi z podobnymi problemami), i prosze nie piszcie, idz do lekarza z tym... Tutaj kwestia siedzi zeby to myslenie sobie przestawic, tylko o to i problem sie rozwiaze... A poki co nie potrafie tego przestawic, po prostu jak urodzi 27 to znaczy ze to nie jest dziewczyna dla mnie i ze nic nie da rady zrobic, ze to znak i tego sie najbardziej boje, tego. Prosze o pomoc, bede bardzo wdzieczny. Pozdrawiam
×