Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

czlowiekczlowiek01

Użytkownik
  • Zawartość

    4
  • Rejestracja

  1. Dzień dobry :( Przetłumaczcie mi do głowy coś, bo jak sobie tego nie wpoję (a próbowała mi już to wytłumaczyć najbliższa mi osoba). Otóż chodzi o to, że od połowy 2017 roku do jakoś wiosny 2018 roku miałem okropny stan, źle się czułem. Potem zaczęło mi przechodzić i tak na wakacjach 2018 przeszło mi całkowicie praktycznie, a potem do tej pory było już super. Jestem osobą, która ma non stop jakieś myśli, że jak np. kobieta znajoma urodzi 27 to ze bedzie znak od Boga, albo ze jak napisze takie, a nie inne słowa, to że wróci zły stan i mase takich innych, gdzie ktos normalny czegos takiego nie ma... Ale teraz nie w tym rzecz, chce rozwiazac inny problem. Otoz, rok czasu teraz czulem sie naprawde super. Wczoraj bedac w kinie ogladalem film i była tam taka sytuacja, ze mezczyzna palił papierosa i jego zona chciala tez zapalic (a nigdy nie palila, powiedzial do niej, przeciez ty nie umiesz palic, a ona nie umiem palic, zyc tez nie umiem, ale zyje). Na poczatku ta sytuacja mnie jakos bardzo nie przerazila, ale właczyło sie od razu u mnie myslenie, ze ja tez kiedys w 2018 polowie zaczalem sie strasznie zle czuc psychicznie, tez nie umialem zyc, ale zylem... Ale przeszlo mi od polowy 2018 roku i do tej pory bylo super. Wlaczaly sie leki, ze jak cos, to wroci ten stan itd. Ale jakos dawalem rade, z momentami gdzie sobie wkrecalem ze wrocilo bo np. Bog istnieje czy cos... Bylo zle co jakis czas z tymi wkretkami, ale wychodzilem calo, jednak od wczoraj czuje sie koszmarnie :( Od godziny gdzies 19 (o tej godzinie byla scena, od ktorej znow sie czuje koszmarnie). Otoz moja logika pojmuje to tak, wtedy zaczalem sie zle czuc 2018 polowa roku i tez nie umiem z tym zyc a zyje, i ze to trwa do tej pory i bedzie zawsze trwalo (jak to, cale zycie? zalozmy do 90 roku zycia?) przy czym teraz jest chwile spokoju. Wydaje mi sie jakby to byla taka linia nieprzerywana i trwala ona od tamtej pory juz zawsze... Najblizsza mi osoba, nie moze zniesc tych moich gadan, stanu, bo wiadomo kazdego normalego to zadreczaloby... Chodzi mi o to, blagam o pomoc, zeby mi uswiadomic, ze fakt - moze sie czulem kiedys koszmarnie, ale ze to minelo BEZPOWROTNIE, a nie ze tak jak na scenie filmu z tymi papierosami ,,nie umiem zyc, ale zyje" (bohaterka byla w traumie po smierci syna). Prosze uswiadomcie mi, ze to nie jest tak jak w moim rozumowaniu, ze juz musze na zawsze z tym zyc (tak jak w tej scenie : nie umiem palic, ale pale, tak samo nie umiem zyc, ale zyje), ze kiedys zaczal sie koszmar i nie musi on trwac wiecznie, tylko calkowicie mi bezpowrotnie przeszlo... Bo w mojej chorej glowie jest cos takiego, ze wtedy sie zaczelo i nie umiem z tym zyc, a zyje (tak jakby wtedy sie zaczelo i trwa, tylko teraz sie wyciszylo), uswiadomcie mi, napiszcie jakies slowa ze tak nie jest, tylko ze calkiem przeszlo i juz nie ma tej ciaglosci, ze musi trwac od tamtej pory i juz ciagle, tylko ze wygaslo... Przepraszam za belkot, czuje sie fatalnie, prosze o pomoc, blagam :(
  2. Dzień dobry. Od zawsze wmawiało mi się, że jak coś się stanie np. któregoś dnia, to będzie znak od Boga, albo że jak wygra taki kolarz, to stanie się coś, wróci stan którego nie lubię... I tak w kółko, jak zdam egzamin itd. itd. Jakoś to trwało, ale teraz przyszło najgorsze. Otóż miałem taki okres, od połowy 2017 roku do końca wiosny, gdzieś tak, że źle się czułem, nie wiem co mi się działo, coś jak depresja I otóż, w we wtorek w poniedziałek jakoś mi się tak myśli zebrały, że jak Bóg istnieje (a istnieje), to wróci ten stan I niestety wrócił Nie potrafię tego pokonać, choćbym nie wiem jak chciał Trwa to już od wspomnianego wtorku po południu Nie potrafię sobie wytłumaczyć, że to nie ma zależności Siedzi mi tylko, że Bóg jest, a jest to że wróci, a skoro jest to musi wrócić Czuję się fatalnie Bo wrócił ten stan co kiedyś A już pokonałem to dziadostwo, rok się swietnie czułem, a tu powrot tego koszmaru Błagam o pomoc, o jakos wbicie ze nie ma to zaleznosci, bo mi tylko jedno Bog jest, a skoro jest to musze sie tak zle czuc Pije przez to, nie potrafie sie cieszyc, nie moge spac, ciagle tylko to jedno siedzi w glowie, blagam tak chcialbym ten stan ktory trwał od konca wiosny 2017 do wtorku, albo ktory trwal przez cale moje zycie Tak bylo fajnie, a tak to mi mowi, ze jak Bog istnieje to ze musze miec taki stan, a istnieje to wiecie Nawet jakbym chcial o tym zapomniec to i tak ciagle siedzi, ale Bog jest to musisz tak byc Blagam o pomoc
  3. Jak po prostu odkrecic to chore, patrzac z boku irracjonalne myslenie i wykluczyc, wymazac ze taki jest skutek jesli bedzie to 27, o to mi chodzi...
  4. Dzień dobry. Mam 23 lata. Nie wiem czy to dobry dzial. Piszę, ponieważ znajduję się w katastrofalnym stanie psychicznym i szukam pomocy. Nie jestem dobrym pisarzem, nie o to chodzi, żeby to było ładnie napisane... Od razu przejdę do rzeczy, otóż od dziecka miałem coś takiego np. z tego co pamiętam, że jak nie dotknę czegoś, to coś się tam stanie. Tak mi to zawsze towarzyszyło. To są błahostki, najgorzej jest w ostatnich latach. Jestem studentem, kończę praktycznie studia. Tutaj zawsze miałem największe cyrki. Jak mi na czymś bardzo zależy zauważyłem, albo po prostu chcę czegoś dobrego dla siebie, to znowu się to pojawia. Przykładowo, ile to ja już razy miałem, że jak zdam egzamin, to np. nie ożenię się z osobą którą kocham, i tak tysiące takich rzeczy... Potrafiłem przez to płakać, niekiedy jakoś sobie z czasem z tym radziłem, ale niekiedy przybierało to takie formy, że bałem się uczyć i pisać, bo bałem się tego skutku. Obecnie nawet pisząc na fejsbuku z ludzmi, codziennie mam że jak uzyje tego slowa to wroci zly stan (kiedys sie zle czulem przez jakis okres czasu) i czesto zamiast napisac to co chce, nie potrafie bo to sie stanie...To tak po krótce, chciałem Was zaznajomić że to co się teraz dzieje, to nie objaw jednostkowy, tylko że to mi towarzyszy całe życie, a obecnie bardzo się nasiliło. Przejdę teraz do właściwego problemu, który nie daje mi po prostu żyć, a cierpi na tym dla mnie osoba najbliższa... Ona mi mówiła, że ciągle sobie coś nowego wmawiam, ale ona nie rozumie, w cale się nie dziwię zresztą takiej osoby jak ja... Piszę o co chodzi. Otóż koleżanka mojej ukochanej osoby jest w ciąży, na początku było wszystko ok, nie dobierało się to myslenie zwiazane w ogole z tym faktem. Nawet padały slowa, ze mozliwe ze dziewczyna ta urodzi wtedy co moja ukochana osoba ma urodziny. Nie dobierałem sobie niczego do glowy z tego, az sam byłem z siebie dumny (bo czesto mi sie tak dobiera, ze jak np. ktos umrze - a jest w ciezkim stanie np. znana postac - to wroci ten zly stan np.) ze sobie nic z tego nie dobrałem... Az do czasu poniedzialkowego poranka. Poranek jak poranek, moja ukochana mi o tym powiedziala, ze moze urodzi w jej urodziny (termin miala na 5 wrzesien, a teraz przesunal sie na 30, a moja ukochana osoba jest z 27). Wtedy tak niepozornie sie zaczelo... Zaczelo sie niepozornie, ale juz zaczelo sie w mojej glowie. Ze jak wtedy urodzi 27 to Bog pokaze mi w ten sposob, ze to nie jest wlasciwa dziewczyna dla mnie, ze ten zly stan wroci, ze jesli niewlasciwa to pojde do piekla i inne rzeczy - a wszystko zwiazane z ta data 27, jesli wtedy urodzi. Jeszcze w poniedzialek nie bylo to tak bardzo nasilone, aczkolwiek juz bylo, zaczalem byc smutny, widac ze mnie cos gryzlo, oczywiscie odbija sie to na relacjach moich z ukochana, bo wiadomo, inny chlopak. I wlasciwie od poludnia w poniedzialek zaczal sie koszmar... Rozmawialem z ukochana o tym, mowi ze nie ma duzych szans, ze wtedy urodzi, ale wiadomo oczywiscie ze sa, bo to blisko tej daty (wczesniej sie bardziej cieszylem bo mial byc 5 wrzesien, teraz jest 30 sierpien, wiec o zgrozo bardziej sie boje, bo jest juz wieksze ryzyko 27). Tak sie strasznie boje, ze wtedy urodzi, ze to bedzie dowod od Boga, ze nie mozemy byc razem, i tylko to mi siedzi w glowie... Nie moge spac, sami widzicie ktora jest godzina, czuje sie koszmarnie i nie moze przestac mi sie to odkrecic w glowie, wierze w to, a jak ktos z boku popatrzy (ja nie potrafie, bo wiadomo w jakim stanie jestem), to wiadomo twierdzi ze to jest irracjonalne, bo pewnie tak jest? Ale osoba chora, czyli taka jak ja nie potrafi tego zrozumiec, nie potrafi zrozumiec ze to przeciez pewnie nieprawda, tylko siedzi w tym i wierzy, ze to prawda i sie koszmarnie boi, zeby to nie byl 27. Koszmarnie sie boje. Gadalem z ukochana, mowi mi ze to irracjonalne, sam staralem sie zmienic myslenie, ale no jest tak ciezko, ciagle siedzi mi ze to prawda i w to wierze. Prosze pomozcie mi w tym, moze jakos ktos napisze cos i mi sie wkoncu przestawi, ze nie ma to nic do rzeczy kiedy ta osoba urodzi, chociazby mialo to byc nawet 27... Prosze, bo chce sobie to normalnie dac nawet jakby wtedy bylo, zeby przestac sie tym zadreczac, bo nie moge normalnie zyc, funkcjonowac Ja wiem jak jest na forach, pelno osob hejtujacych, albo starajacych sie dogryzc, ale prosze o jakas wartosciowa porade, zebym uwierzyl ze rzeczywiscie to nie ma nic do rzeczy i nawet jak bedzie to 27 to nie ma nic do rzeczy... O to bardzo prosze, przede wszystkim o ta pomoc i przy okazji zdiagnozowanie co mi jest (wiem, zaraz ktos napisze ze nikt tu lekarzem nie jest, nie wymagam profesjonalnej diagnozy tylko diagnozy ludzi z podobnymi problemami), i prosze nie piszcie, idz do lekarza z tym... Tutaj kwestia siedzi zeby to myslenie sobie przestawic, tylko o to i problem sie rozwiaze... A poki co nie potrafie tego przestawic, po prostu jak urodzi 27 to znaczy ze to nie jest dziewczyna dla mnie i ze nic nie da rady zrobic, ze to znak i tego sie najbardziej boje, tego. Prosze o pomoc, bede bardzo wdzieczny. Pozdrawiam
×