Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

michal7892

Użytkownik
  • Zawartość

    1
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Witam, mam prawie 30 lat i od jakiegoś czasu (mniej wiecej pól roku ) zacząłem sie zastanawiać czy życie bez marihuany było by lepsze, w końcu nie wszyscy palą a jakoś żyją. Ja palę już 12 lat, pierwsze 3 lata paliłem do dwudziestu gram miesięcznie , tylko z tego względu że nie miałem pieniedzy na więcej .To akurat był zwariowany czas w moim życiu ponieważ na ostatni rok technikum postanowiłem już opuścić gniazdko rodzinne i zacząć pracować jednocześnie kończąc ostatni rok szkoły. Pamietam to jak dziś, na świadectwie maturalnym kruszyłem jaranie na kolejną nabitke do bonga śmiejąc sie z poglądu " Zioło zrujnuje Ci życie " . Jakie zrujnuje ?! Skończyłem technikum, mieszkam sam juz rok, mam pracę , jako pierwszy z wszystkich moich znajomych tak szybko wystartowałem w samodzielne życie. Oprócz moich znajomych nikt by nie uwierzył że jaram, przecież byłem wzrem dla nie których i obiektem zazdrości że tak szybko wchodzę w dorosłe życie i dobrze mi idzie. Realia mieszkania na własną reke zaczeły szybko przygniatać, dokładnie to małe zarobki na potrzeby które miałem. Nie chodzi mi juz o kase na jaranie , na to zawsze było. Bradziej chodzi mi o rzeczy w stylu jak nowe meble, wakacje, zrobić prawko itd. Wyprowadając sie z domu zrobiłem lekka afere mamie że ja nigdy nie bede od niej o nic prosił wiec nie mogłem nagle iść i powiedzieć "mamo potrzebuje na prawko " (juz abstrachuje od tego że moja rodzina nie jest jakoś bogata ale wiem że jak by trzeba było to na wszystko sie znajdzie) . Dlatego wpadłem na pomysł że skoro kupuje i pale to czemu nie kupić więcej , troche sprzedać znajomym i przynjamniej sie zwroci na tyle ze sam bede palił za darmo. Genialny pomysl! z tym że juz po trzech miesiącach zaczynając od sprzedania kilku gramów tygodniowo sprzedawałem poł kilo miesięcznie. Wtedy to było życie, w pare tygodni zapisałem sie na kurs prawa jazdy, będąc w połowie kursu już miałem odłozone na pierwsze auto .Zdając egzamin za pierwszym podejściem kupiłem golfa 2 po drodze do domu. Jeszcze chciałem dodać że na jazdach praktycznych ani razu nie byłem na trzeźwo i potem strasznie chciało mi sie śmiać z innych którzy nie zdali za pierwszym razem a w miedzy czasie gdy lekko poruszyłem temat marihuany ptrzyli na mnie jak na diabła nie mając pojecia ze stoi przed nimi diler i jaracz w jednym. W przeciągu pól roku umeblowałem mieszkanie, miałem auto , kupiłem konsole itd itd. Moje życie wyglądało tak ,od 7 do 14 w legalnej pracy , potem ta mniej legalna w domu i do tego cały czas jarałem ale zawsze po tym jak zrobiłem wszystko co musiałem. W pewnym momecie paliłem do pięćdziesięciu gram miesiecznie i dawałem sobie z wszystkim rade. Tak mi mineło pierwesze 5 lat z jaraniem. Moja ówczesna dziewczyna też lubiła sobie zapalić, wszyscy znajomi palil wiec nie widziałem nic złego w tym .Zreszta jak mogłem widzieć cos zlego skoro w moim zyciu wszystko sie dobrze układało. Mało spałem bo szkoda zycia na sen, tylko praca dom dil bongo dziewczyna znajomi i dlugie rozmowy o zyciu do pozna , potem do spania na pare godzin i znowu to samo. Nie którzy znajomi nie mogli uwierzyc jak to możliwe. Niby jaram bardzo dużo a jestem bardziej aktywny towarzysko- zawodowo niz nie jeden co w ogole nie wie co to jest marihuana. Do tego wszystkiego dochodziły papierosy i alkohol ale ten nie jakoś w dużych ilościach. Poprostu dobrze było wypić piwko czy dwa przed jaraniem bo wtedy to lepiej kopało . Tak wyglądało moje pierwsze 7 lat jarnia. NIe przeszkadzało mi ono na żadnej płaszczyźnie życia. Z każdym problem sobie radziłęm, pomgałem innym, mialem znajomych , dziewczyne , nie narzekałem na brak kasy. Ludzie mieli o mnie dobra opinie a nie którym jak by sie powiedziało że jestem dilerem i to uzależnionym to umarli by ze smiechu. Mając 25 lat nagle w moje życie staneło do góry nogami. Zmieniło sie wszystko , zmieniłem miejsce zamieszkania ( wyjechałem z Polski ) w miedzy czasie rozstałem sie z dziewczyna po 6 latach związku ( to była moja tzw pierwsza prawdzwa miłoścć) . Generalnie ta zmiana nie wynikła przez jaranie tylko namowy najlepszego przyjaciela ktory czarował wizja nowego i lepszego zycia w innym miejscu. Ja swoja droga byłem lekko zmeczony już tym dilowaniem , praca w tym samym miejscu i tą cała rutyną zycią na pełnych obrotach. Po czym sie okazało że przyjaciel sie wycofał a ja zostałem sam daleko od domu. Niby mogłem wrocic ale pomyslalem ze skoro juz tu jestem to zadziałam. Zaczynam od nowa, mimo że tego nie chce ale trudno , w końcu świat nalezy do odwaznych i kto nie ryzykuje ten nie pije szampana. Udało mi sie szybko znależć prace, nie mam problemu z jezkiem, gorzej było mi znależć dilera ktory nie bedzie mnie oszukiwał na wadze. W kraju w kórym żyje obecnie ludzie przywożą jaranie na telefon przez 24h , niby raj .... na pewno ? no nie bardzo. W sumie to zależy kto ma jakie piorytety. W pewnym momecie zdałem sobie sprawę ze żyje sam jak palec a to tylko dlatego że jestem daleko od domu. Na miejscu cięzko mi nawiązać kontaty z ludzmi . Nie wiem czy to przez jaranie czy nie ale niestety z polakami sie nie dało ( to co mowią w polsce o polakach za granicą 100% prawda) . Zyje sam , mam tylko prace i rodzine oraz znajomych na kamerce skype no i oczywiscie jaranie. Ciagle to jaranie, chociaż już nie pale jak kiedyś to i tak dalej przepalam do 10 gram miesięcznie. W taki sposob uciekło mi pięc lat zycia daleko od tego co miałem i było kiedyś, tylko to jaranie sie ciągnie za mna jak smród po gaciach. Udało mi sie rzucić papierosy w miedzy czasie, alkoholu też nie pije, czasem może wypije piwo ale pijany byłem ostatni raz chyba w 2015. Moje życie bardzo sie zmieniło i wygląda inaczej niz kiedyś. Mieszkam za granica, poznalem dziewczyne (którya nie jara , nie pije tylko pali te cholerne papierosy) mam auto , dobra prace ale nie moge przestac jarać. Mimo że bardzo chce, ograniczyłem do minium, pale z vapo żeby było jak najzdrowiej dla płuc , pale do 5 gram miesięcznie co wychodzi na jeden góra dwa buchy dziennie z vapo to i tak nie moge przestac. Nie widzę żadnych sensownych powodów dlaczego miał bym to zrobić. Jaranie mi sie kojarzy z najlepszym okresem w moim zyciu, jak zapale to wszystko wydaje mi sie ciekawsze i ma sens. Nie rozumiem czemu miał bym sobie odmawiac małej przyjemności. Jedni zajadają sie słodyczami ( ja nie lubie akurat) , inni piją piwo a ja lubie poczuć chciaż jednego bucha. Nie rozumiem co w tym jest złego oporcz tego że nie moge przestać tego robić. Nie krzywdze w ten sposob innych, nie zaniedbuje sie, robie wyszstko co musze w zyciu ale jednak bardzo bym, chciał żeby to sie za mna nie ciągneło . Teraz jak zapale to przez pierwsze parenaście minut czuje sie żle, mam wyrzuty sumienia ze ciagle to robie a nie chce. Po czym to uczucie szybko mija i czuje sie dobrze. Tak jest każdego dnia. Jak chce sobie zrobić przerwę to nagle mam pustkę w głowie, wszystko wydaje mi sie bez sensu. Nie mam wiekszych problemow z zasypianiem bo musze wstawac codzienjie o 4 30 rano wiec naczuylem sie zasypiac żeby rano byc w miare wyspany. Generalnie nic zlego w moim zyciu sie nie dzieje , oporcz tego ze musze zapalić chociaż buszka. Jak przyjedzam do Polski owiedzić znajmych to sie śmieją ze mi wystraczy jeden buch a mnie wcale do śmiechu nie jest. Mam wrażenie że jestem uzależnony psychicznie i fizycznie, chciał bym nie jarać ale sie nie widze w tym żadnego sensnu bo czemu niby miał bym przestać . Żadne argumenty do mnie nie trafiaja. Chce ale nie moge , nie widze sensu w nie paleniu. Przecież i tak jaram tyle "co kot napłakał" Nawet nie mowie o tym nikomu bo zaraz Ci co palą by zabili mnie śmiechem mówiąć "chlopie jak Ty tyle jarasz to jak byś w ogole nie nie palił, odpuśc sobie " no ale tak sie nie da póki co. Nawet nie mam z kim o tym porozmawiać , bo Ci co nie palą to nawet mi nie uwierzą że pale, a Ci co polą to sie tylko śmieją że gadam jak jakiś gimus mimo ze 3 krzyzyk juz gniecie. Myślałem o tym żeby udać sie do jakiejś poradni ale sam zaczynam sie śmiać gdy pomysle o tym że przyjdę tam i powiem " hej pale bucha dziennie i bez tego żyć nie moge " no przeciez to jest komedia jakaś. Może sie znajdzie ktoś kto mi powie mniej lub bardziej logicznie , czemu mam przestać to robić skoro tak naprwde nic zlego przez to sie nie dzieje, za wyjatkiem tego ze nie moge przestać tego robić. Troche sie rozpisałem ,ale to jest mój pierwszyraz w życiu gdy moge to przedstawić światu w całości (no prawie bo jest jeszcze dużo wątków pomiedzy które by bardzo urozmaiciły tą historie ale narazie sobie daruje) . Wszelkie dotychczasowe proby rozmowy z kimkolwiek na ten tamat od razu kończyły sie smiechem alb nie dowierzaniem oraz moja ulbioną odpowiedza " nie chcez to nie pa i tak w sumie prawie że w cale nie jarasz" ale dla mnie to wcale robi cholernie wielka różnice.
×