Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

kinga89

Użytkownik
  • Zawartość

    1
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

    nigdy
  1. Czesc, Jestem tu nowa. Zdecydowałam się na to forum, gdyż mam nadzieję, że ktokolwiek z was, będzie w stanie przynajmniej w najmniejszym stopniu mi pomóc, bo strasznie się zagubiłam. Mam chłopaka od ponad roku, mieszkamy razem. Swoje dzieciństwo spędził w domu dziecka, jego przeszłosc nie należała do najłatwiejszych, a ja z każdym tygodniem uswiadamiałam sobie wręcz, jak mu musiało być ciężko. Jestem osobą, która charakteryzuje się empatią. Pomagałam mu jak tylko mogłam, zapoznałam z moją rodziną, aby poczuł co to znaczy, moi najbliżsi krewni bardzo go lubią, jest pomocny, ma poczucie humoru i na prawdę bardzo cieszył mnie przebieg tych relacji. Jednak jak zostajemy sami, wracamy do domu, to jak w każdym związku czasem musimy się pokłócić. Niby normalne... ale nasze kłótnie wyglądają w sposób z mojej strony najgorszy jaki może być. Kłótnie dotyczą przykładowo: -tego że płaczę, bo cos się stało, a on nie lubi patrzeć jak płaczę - tego że mówię mu o swoich uczuciach na prawdę spokojnie i łagodnie, co mnie przykładowo boli w jego zachowaniu, żeby to zmienił, ale on się zaczyna na mnie unosić, krzyczy, wkurza się że mi zawsze cos nie pasuje. Powtarza mi, że to moja wina, że gdybym się nie czepiała to by nie było kłótni. Momentami wybucham, też zaczynam krzyczeć, czuje się bezsilna, nie potrafię się uspokoić. Nie rozumiem jak można kogos kochać i mówić mu takie rzeczy. Po ostatniej kłótni zagroził mi, że jesli wyjade sama na weekend do rodziców, to on sobie cos zrobi, że sobie nie poradzi. Czuję się bezsilna, strasznie go kocham, bardzo mi pomógł w ciężkich sytuacjach, ale momentami nie wiem jak mam się zachować. - o jego wyjscia. Potrafi się ze mną umówić na konkretną godzinę, po czym czekam na niego i nie przychodzi, bo alkohol go pochłonął, zaczyna mnie mieć wtedy gdzies, co strasznie mnie boli, bo nie potrafie mu przez to zaufać. Czuję się bezsilna, boję się o niego, chce dla niego jak najlepiej, ale odpycha mnie od siebie. Nie potrafię z nim czasem rozmawiać. Moje błędy wyolbrzymia, a swoich nie widzi. Na prawdę mam dosc i nie wiem jak mam się zachowywać, nie wiem jak to dalej bedzie wyglądać. Bardzo proszę o pomoc/poradę, co mogę zrobić żeby było lepiej ? Czy może ktos jeszcze miał podobną sytuację z partnerem ?
×