Skocz do zawartości
Nerwica.com

czerwonymlotek

Użytkownik
  • Postów

    6
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

    nigdy

Osiągnięcia czerwonymlotek

  1. Witam, Obiecałem napisać, jak będę po wizycie u psychiatry. Odbyła się ona dopiero wczoraj, bo szukałem najlepszego w mieście. Powiem krótko, Pan Doktor kazał wrzucić w życiu niższy bieg, bo okazało się, że żyję w zbyt dużym napięciu. Oprócz tego przepisał mi paroksetynę. Na razie nie będę oceniał działania leku, dopiero pierwszy raz, jak go wziąłem. Ogólnie polecam każdemu wizytę u lekarza. Wspaniała rzecz. Pozdrawiam
  2. Pisałem ostatni post nad ranem, po nieprzespanej nocy (rozchorowałem się i ledwo widzę na oczy) więc faktycznie, zamiast wyjaśnić sytuację, narobiłem tylko bałaganu:) Od wpisu na forum szukałem właśnie dyskusji, możliwości skonfrontowania sytuacji z innymi przypadkami, no i żeby "rozłożyć na pierwiastki" temat, wyrobić sobie wstęp do psychiatry..ciężko mi to ładnie wyjaśnić, jak mówiłem, jestem rozłożony gorączką i słabo u mnie z myśleniem:( już sam fakt podjęcia szczerej rozmowy z kimkolwiek po raz pierwszy w życiu na ten temat daje mi poczucie zrobienia solidnego kroku naprzód. Źle napisałem też, że niepotrzebna mi żadna pomoc..tak jak pisałem na górze, pojutrze idę do lekarza na wizytę i bardzo chętnie podzielę się z Wami wynikiem. Jestem przekonany, że ten post może podpowiedzieć wielu osobom w przyszłości:)
  3. Bardzo trafne spostrzeżenie. W sumie, to alkohol otworzył mi drzwi na życie poza cieniem. W szkole byłem chłopakiem, który żył gdzieś na drugim/trzecim planie..nie osiągałem sukcesów w nauce ani sporcie- na pierwsze miałem zwyczajnie wylane, co dziś odpokutowuje (chciałbym zaznaczyć, że gdy tylko miałem ochotę, piątki leciały mi jedna za drugą), a w sporcie, WF w szkole to była non stop tylko i wyłącznie piłka. Żadnych dyscyplin, które bym lubił i w których byłem dobry- jedynie ciągłe katowanie piłki, bo tak się składało, że cała klasa, prócz mnie, w piłkę była dobra. Więc tak się tułałem, nie mając pola do zaimponowania rówieśnikom, by wspólnie cisnąć w górę- aż w połowie gimnazjum, na zakończenie roku rozpoczęły się klasowe popijawy w lesie. Wtedy, podczas pierwszych faz alkoholowych poznałem tych gości z "elit" ze szkoły, wielu z nich to do dziś moi dobrzy kumple, pierwszy kontakt z kobietą również był zainicjowany poprzez alkohol- mówiąc krótko, zbudowałem sobie całą rzekomą zajebistość na promilach. Uprecyzyjniając, alkoholem zabijałem w sobie na wstępie nieśmiałość, zahamowania oraz na kolejnym etapie sercowe zawody oraz smutki. W roku 2019., nie licząc Nowego Roku (lecz to było jedynie parę łyków "szampana"), nie tknąłem alkoholu i w ogóle mnie do niego nie ciągnie. Podszedłem do noworocznego tematu jako totalnego resetu statystyk, i wiem, że bez problemu wytrwam. Potrzebuję jedynie nakreślenia drogi, rozmowy oraz analizy problemu. Jak wspomniałem wyżej, w poniedziałek idę do psychiatry, temat ten poniekąd traktuję jako przygotowanie do rozmowy z Nim- by jak najwięcej możliwie zrozumieć oraz jak najlepiej nakreślić temat.
  4. Oczywiście masz rację, i zdaję sobie z tego sprawę, ale myślę jednak, że sam alkohol to jedynie wierzchołek góry lodowej..zanim alkohol zawitał w moim życiu, miałem już większość wymienionych problemów, czyli chociażby lęki czy straszna hipochondria...pamiętam, jak kilka lat temu na toalecie dorwał mnie okropny ból brzucha, akurat wtedy miałem telefon przy sobie, i doszedłem do samodzielnego wniosku, że to rak jelita grubego..dwa tygodnie totalnego doła, panicznego strachu i nasilających się objawów (zapewne o podłożu psychosomatycznym). Oczywiście jestem fizycznie zdrów jak ryba. Z tego wyszedłem. I ta podła samoocena..nie mogę patrzeć na siebie na zdjęciach, unikam kontaktów towarzyskich z kolegami, którzy studiują, zarabiają normalne pieniądze- po prostu mi wstyd za siebie. Słyszę w głowie te ich pochlebne myśli na mój temat. Czasem czuję się niemal jak menel. Ja pragnę życia na wysokim poziomie, bo wiem, że mogę, tylko chcę wyzbyć się tych łańcuchów, które mnie tak obwiązują..alkohol i odtrucie, wiem, że to podstawa. Mam silne postanowienie, by nie tknąć już w tym roku alkoholu- pourywałem na dobre kontakty z większością kolegów, tak naprawdę z każdym od picia. Tylko co dalej? Moim problemem jest fakt, że nie wierzę w psychoterapie, spotkania AA etc..z tego, co wiem, niemal każdy wraca do picia albo jest to już ich metką na amen. A ja chciałbym zapomnieć o tym przykrym epizodzie i żyć w trzeźwości, czerpać radość z normalnych rzeczy, wieść porządne życie w uznaniu i szacunku od społeczeństwa.
  5. Postanowiłem iść w poniedziałek prywatnie do psychiatry, bo akurat w poniedziałki i czwartki przyjmuje ten, którego poleca spora ilość osób w moim mieście. Nie wiem, czy to najlepsze wyjście, ale może jak dostanę jakieś piguły na stłumienie tych chorych szumów w głowie, to nabędę sił do normalnego życia.
  6. czerwonymlotek

    Witam wszystkich:)

    Witajcie:) Z racji zachowania maksymalnej anonimowości, będę posługiwał się fałszywymi danymi, jedynie wiek i sprawy mające znaczenie podam prawdziwe. Mam skończone niedawno 23 lata, i moim życiem rządzą niepowodzenia oraz problemy. Postaram się pisać jak najbardziej skrótowo, a konkretne kwestie chętnie rozwinę w toku dalszej rozmowy, jeśli oczywiście zjawi się chętny:) Moimi głównymi problemami są niemożność kontynuowania jakiegokolwiek postanowienia, utrzymania jakiejkolwiek pracy, ukończenia szkoły, osiągnięcia zdrowej relacji z kobietami. Na dzisiejszym etapie jestem w drugiej klasie liceum dla dorosłych, nie pracuję, żyję w długach i mam dość poharataną opinię wśród ludzi, spowodowaną znacznym nadużywaniem alkoholu i plotkami, które się na mój temat niosą- przez fakt bycia dość szumną osobowością, w moim niedużym mieście bardzo ciężko jest zachować anonimowość, zwłaszcza po tej ciemnej stronie. W każdej pracy po maksymalnie paru miesiącach zaczyna przytłaczać mnie nerwowo atmosfera, sam fakt obowiązku stawienia się w pracy- w każdym z zawodów szło mi bardzo dobrze, z początku miałem rewelacyjne starty (mimo braku średniego udawało mi się wbijać w naprawdę fajne, biurowe stanowiska), a potem tylko picie po pracy dla odprężenia, przychodzenie na kacu, satysfakcja z zadań zaczynała zamieniać się w potworne obciążenie, że bez jakiejkolwiek dyskusji oznajmiałem, że nie przyjdę do pracy, i koniec, ale nie z lenistwa, tylko z racji potwornych lęków i bycia totalnym wrakiem z powodu nadużywania. Kolejny temat to sport- uwielbiam go uprawiać, lecz nie potrafię w żadnym pójść o krok dalej- od kilku lat wszystko zaniecham i non stop jest to jedynie żenujące wracanie do podstaw i kolejno olewanie. Następna rzecz- cholernie, panicznie wręcz stresuje się o życie swoich rodziców- ojciec ma swoje lata niestety, matka ma stresujący zawód i widzę, jak się na niej odbija- gdy np. ojciec nie odbiera telefonu przez pół dnia, krew mi spływa do stóp i potrafi mnie sparaliżować myśl o najgorszym- mimo, iż jest to naturalne, nie potrafię sobie tego po prostu wyobrazić, chyba wolałbym sam umrzeć, niż to przeżyć. A jestem osobą z ogromnymi ambicjami, ponieważ wiem, że mogę- tylko codzienność mnie zbija jak psa. Nawet nie potrafię swobodnie kupić sobie ubrań w sklepie, bo jest mi wstyd, że tam jestem- a na siłowni czuję się malutki jak mysz. To mnie dobija, bo z jednej strony czuję się pełnym możliwości, udanym facetem, który ma wszystko w zasięgu ręki i może być na topie, a z drugiej z kolei- czuję się nieudacznikiem. Słabym na używki, zakompleksionym na amen śmieciem, który do niczego się nie nadaje. Całe moje życie jest zerojedynkowe- co mam w końcu zrobić, żeby żyć normalnie? Żyć na dostatnim poziomie i wyzbyć się tych cholernych, paraliżujących lęków o śmierć moich bliskich, by wyzbyć się tych paskudnych kompleksów? Nie raz słyszałem od dziewczyn, że jestem bardzo przystojny, ale wystarczy, że jakaś gdzieś dała mi kosza, widziała mnie pijanego w nie najlepszym stanie i odniosła się negatywnie do mojego wyglądu- czuję się paskudny i najgorszy. Jak widać, jestem słaby jak małe drzewko na wietrze. Błagam kochani, doradźcie mi, co mam ze sobą zrobić..nie chcę dłużej tej marnej wegetacji.
×