Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

triste24

Użytkownik
  • Zawartość

    1
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

    nigdy
  1. Witajcie. Znalazłam się tutaj nieprzypadkowo, czego bardzo żałuję. Noszę w sobie ogromny ból, jestem bezradna i jednocześnie czuje, że nie zrobiłam niczego żeby zaprzestać sytuacjom, przez które cierpię niemal każdego dnia. Zwłaszcza od jakiś 2 miesięcy nie było dnia bez nerwów, które mnie paraliżują. Mam 24 lata. Mieszkam z narzeczonym, babcią i ojcem, który przez całe życie pił. I pije nadal. Każdego dnia, na umor. 3 lata temu zmarła moja mama. To ona trzymała rodzinę w ryzach, co dawało namiastkę ciepła rodzinnego domu. 2 lata temu dom opuściła też moja siostra, która wzięła na siebie większość obowiązków i jakoś radziła sobie z ojcem (bardziej jej słuchał i ją szanował). Ja jestem tym najgorszym, niewidzialnym dzieckiem, które jest głupie i nic nie robi, niczego nie osiągnie itd. Do tego się przyzwyczaiłam przez całe długie lata. Jakoś dawałam radę, wypierałam te obrazy z głowy i starałam się budować wspomnienia na nowo. Jednak kiedy zostałam "sama" (narzeczony wspiera ile może) ojciec stał się tyranem. Palcem w domu nie ruszy, zrobił z części domu melinę, do której sprowadza innych żuli, niszczy rzeczy w domu, krzyczy, popycha, ubliża, kradnie pieniądze, zabiera jedzenie, odkręca gaz i zostawia i multum innych sytuacji, które doprowadzają mnie do płaczu. Jestem dorosła, więc teoretycznie powinnam uciec z domu rodzinnego i wynająć mieszkanie z przyszłym mężem, jednak w domu jest jeszcze wiekowa babcia, która również jest współuzależniona od alkoholika bo potrafią się nierzadko kłócić a potem ona daje mu pieniądze na alkohol (on swoją emeryturę przepija albo gubi). Babcia oddaje nam część emerytury na swoje utrzymanie, w zamian my się nią opiekujemy, ale często też jest z nią na pieńku (demencja) Dom jest własnością ojca, jednak to my z D. płacimy wszystkie rachunki i zobowiązania a także ogarniamy dom i podwórko. Może z mojego opisu nie wynika, że sytuacja jest niebezpieczna. Ale zauważam, że z każdym dniem jest coraz gorzej. Boję się o własne bezpieczeństwo i zdrowie psychiczne-fizyczne. W chwilach stresu dostaje drgawek, zapowietrzam się i strasznie boli mnie w okolicy mostka. Mieszkam na wsi i pewnie sporo osób orientuje się, że tutaj panuje trochę zaścianek pod względem życia np. Sasiedzkiego. Mama, siostra, babcia i reszta rodziny wstydzi się prosić o pomoc. Udają, że problem nie istnieje. Ja też byłam tak wychowana. Ale teraz to widzę i nie chce tak żyć. Co ja mogę właściwie zrobić w takiej sytuacji, boję się wezwać policję (podczas awantury) bo ojciec mi groził, że mnie zabije jak go zgłoszę (żebyście widzieli jego twarz). Gdzie powinnam to zgłosić, czy mam jakieś prawa do domu, co z babcią? Boję się też o swoją przyszłość. Bardzo chce założyć rodzinę, uwielbiam dzieci ale nie chce żeby musiały żyć w takim piekle. Proszę Was o pomoc i wsparcie.
×