Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Bazyli

Użytkownik
  • Zawartość

    34
  • Rejestracja

  1. Emmu Nie stresuj się. Wyniki masz ok. Tak nieznaczne podwyższenie parametrów nie jest niczym niepokojącym. Pozdrawiam
  2. Warning, Brałam Abilify 7,5mg i 15mg przez 3 tygodnie. Akatyzja pojawiła się po tygodniu i zmniejszenie dawki nic nie dało. Może to była za krótka próba, ale za żadne skarby nie chciałam tego przedłużać. Brałam antydepresanty przez ok 2 lata od diagnozy CHAD, może dlatego, że kilka lat wczesniej zdiagnozowano depresję. Gdy przestałam je brać nie poczułam żadnej różnicy. Od 2 lat biorę: 1. lit 1000mg (dwie rano, dwie wieczorem) 2. kwetiapinę XR 300mg o przedłużonym uwalnianiu (wieczorem) 3. kwetiapinę 50mg, ktora uwalnia się od razu i dzięki temu daje efekt nużąco-zasypiajacy (wieczorem). Wcześniej przerabiałam karbamazepinę, walproinian sodu, arypiprazol oraz antydepresanty citalopramum, fluoksetinum, sertralinum, które, jak pisałam wyżej, okazały się niepotrzebne. Obyś odnalazł swoją szcześliwą kombinację leków. Trzymam kciuki
  3. Warning Ja miałam akatyzję po arypiprazolu. Taką jak opisujesz. Brałam przez 3 tygodnie na zwolnieniu lekarskim i wytrzymałam tyle, tylko dlatego, że nie musiałam iść do pracy. Przymus ruchu był tak silny, że pozostanie w bezruchu było straszną mordęgą nie do wytrzymania. Nawet podczas spaceru, (który jest ruchem, ale nie angażuje jakoś nadmiernie) miałam momentami takie poczucie, że zaraz się przewrócę, przyciaganie mnie zaśsie i nie pozwoli wstać, jakby się wpadło do głębokiej smoły. Bardzo nieprzyjemne uczucie. Lekarz powiedział, że skoro źle reaguję na arypiprazol, to kariprazyny nie mam co próbować, bo tak jak napisałeś, leki te są podobnie zbudowane. Dla mnie, przy szybkich zmianach faz, najlepsze okazały się lit i kwetiapina.
  4. Jeśli inni nie piszą z tego samego powodu co ja, to bardzo dobrze, bo to oznacza, że mają się dobrze i są bliscy zapomnienia o chorobie. Pozdrawiam wszystkich i życzę upragnionej stabilizacji
  5. Bipolar 84 Jeszcze nic straconego. Jeśli dobrze zrozumiałam i miałeś tylko jedną górkę, to są szanse, że możesz z tego wyjść. Po kilku epizodach raczej nie ma już szans na wyleczenie, a jedynie na zaleczenie. Żeby jednak mieć jakiekolwiek szanse na wyzdrowienie musisz współpracować z lekarzem i dbać o święty spokój. Jak będziesz się źle czuł na lekach, nie kombinuj sam, tylko dawaj w te pędy do lekarza. Jak się okaże słaby, to od razu szukaj nowego. Teraz masz szansę, wykorzystaj ją. A jeśli się nie uda, nie załamuj się. Choroba nie oznacza, że musisz od razu rezygnować ze wszystkich marzeń. Z mojego 5-cio letniego doświadczenia wynika, że początki są najgorsze, ale po ustabilizowaniu można żyć prawie normalnie. Także ten... zmierz się z tematem z solidnym postanowieniem dbania o siebie, żebyś - jak się nie uda - nie miał sobie nic do zarzucenia. Ja żałuję, że nie zdobyłam tej wiedzy na poczatku. Może wtedy moje życie wygladałoby inaczej. Kto to wie. Trzymaj się
  6. Bipolar 84 Jak to długo będzie trwało? Zależy i nie zależy od ciebie. Z twojego opisu wynika, że masz długie fazy, więc raczej w najblizszym czasie się to nie zmieni (choć może). Możesz sobie pomóc higienicznym trybem życia. Sama stosuję tę motodę od kilku lat i choć cena jest dość wysoka, to warto. Moje zasady: - bez alkoholu - bez niedozwolonych lekarstw (np. z pseudoefedryną) - kofeina do wczesnego popołudnia - wieczorne wyciszenie i sen najpóżniej o 20.00-21.00 - żadnej aktywności w nocy (no ewentualnie raz w roku) - ograniczenie aktywności wywołujacej emocje (negatywne, ale i pozytywne - spotkania ze znajomymi, koncerty, kłotnie, angażowanie się w politykę) - ważny jest spokój. Brzmi to jak grafik z sanatorium, ale jak cię choroba przeczołga w tą i z powrotem, to zrobisz wszystko, żeby było lepiej. I ja tak własnie robię. Życzę ci dużo siły i szczęścia, ale jeśli nic nie zmienisz w swoim codziennym funkcjonowaniu, to tabletki ci nie pomogą, a przynajmniej nie na długo. Trzymaj się
  7. Jeśli ktoś jeszcze nie widział, to ten film jest dużo lepszy od wcześniej tu zamieszczonego polskiego filmu o CHADzie.
  8. Rambo Dzięki za wpis. Dobrze wiedzieć, że można dotrwać do emerytury i jeszcze dłużej i realizować ambitne cele. Zazdroszczę wysokosci emerytury. Nawet w złotówkach. Moje pokolenie będzie musiało zapłacić za te wszystkie 500+ i chyba pomrzemy z głodu.
  9. Chciałabym się z wami podzielić przemyśleniem z pozoru nie mającym związku z podejmowanym tu tematem. Otóż, jak większość pokolenia urodzonego w latach siedemdziesiątych, zaraz po urodzeniu zostałam ochrzczona i dołączyłam tym samym do Koscioła Katolickiego. W okolicach bierzmowania zaczęłam myśleć samodzielnie i krytycznie. W efekcie stałam się osobą niewierzącą. Niewierzącą, czyli negującą treści przekazywane przez KK, ale jeszcze nie ugruntowaną ateistką. Kiedy to się działo, z braku internetu, dostęp do wiedzy był słaby, więc zadowoliłam się jedynie odrzuceniem błędnych wg mnie założeń. Ostatnie wydarzenia w moim mieście (zamach na prezydenta Gdańska) wstrząsnęły mną i wymusiły wyjście ze swojej strefy komfortu i bardziej zdecydowane zabieranie głosu w sprawach politycznych i społecznych. Konsekwencją tego była również chęć uregulowania swojej sytuacji związanej z wyznaniem. Rozpoczęcie procedury wystąpienia z KK uruchomiło z kolei potrzebę ugruntowania się w ateizmie poprzez zdobycie wiedzy na temat najnowszych zdobyczy fizyki, analizy pisma świetego jako źródła historycznego oraz zgłębienie wiedzy o ewolucjonizmie. I wiecie co? Dla mnie było to niezwykłe odkrycie. Pisałam wcześniej, że przy moim CHADzie (z szybką zmiana faz i stanami mieszanymi) bardzo często mam myśli samobójcze i że postanowiłam odroczyć ostateczne rozwiazanie do czasu, gdy mój syn dobrnie do pełnoletniości. No i dochodzimy do meritum. Zdobycie całej tej wiedzy uświadomiło mi dobitnie (co mogłoby się wydawać oczywiste wcześniej, ale ja poprostu o tym nie myślałam), że życie jest jedno, tu i teraz. I nie dość, że mnie to nie zmartwiło, to dodało mi skrzydeł, bo mam teraz dodatkowy argument, żeby tu zostać. No bo jak odejść ze świata, gdy ma się tylko jedną szansę?
  10. Jack A z jakiego powodu nie chcesz brać litu na receptę? Przynajmniej byś wiedział ile go bierzesz, bo w suplementach to, jak wiadomo, jest z tym różnie. No i - co nie najważniejsze, ale miłe - za darmoszkę.
  11. Carica Milica I to jest właśnie najgorsze. Poczucie, że znowu daliśmy się nabrać, że będzie dobrze... Trzymaj się jakoś. Mi pomaga podzielenie dnia na godziny. A jak już nie daję rady znieść godziny, to dzielę na minuty. Powolutku, małymi kroczkami.
  12. Abigail Nie jestem lekarzem, ale dawki powinno się zmieniać stopniowo, a więc najpierw do 1000, a dopiero potem do 1250. Duży skok, jak sama widzisz, może być trudny do przebrnięcia, co nie oznacza, że lek jest zły.
  13. Carica Milica Dwa lata to szmat czasu, więc nie dziwię ci się, że masz już dość tych drżeń. Oby korygowanie akinetonem ci posłużyło.
  14. Carica Milica Jeśli krótko bierzesz lit, to może mimo wszystko warto zaczekać. Z czasem organizm się przyzwyczaja i skutki uboczne łagodnieją, a dodanie nowego leku zawsze ma wpływ na całą układankę.
  15. Jack Pisałam wcześniej, że nie czuję żadnych skutków ubocznych litu (brałam przez długi czas 750mg, od pół roku 1000mg) i tak było do czasu, gdy zapisałam się na gimnastykę... Mięśnie całego ciała tak mi się trzęsą podczas ćwiczeń, że czuję się jak galareta. Gdy próbuję ustać w pozycji wyprostowanej pompki, to rękawki mojej koszulki żyją własnym życiem Jakbym wykonywała jakiś nadludzki wysiłek.
×