Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Radioaktywna

Użytkownik
  • Zawartość

    31
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Radioaktywna

    Osobowość zależna - "diagnoza" i co dalej

    Tak i nie; generalnie przeraża mnie pozostawanie z kimś w ciągłym kontakcie, ale kiedy zaczyna mi zależeć na jakiejś znajomości... tracę nad tym kontrolę. I chyba właśnie tego bym chciała - kontaktu 24/7.
  2. Radioaktywna

    Osobowość zależna - "diagnoza" i co dalej

    No właśnie chyba nie do końca. Mam wrażenie, że w bliższych kontaktach z drugim człowiekiem "poddaję się", kiedy ktoś wie, co będzie dla mnie lepsze. Załącza mi się takie myślenie w stylu "a może on ma rację", " on chce dla mnie dobrze" etc. Poza tym często bywało chyba tak, że po prostu bałam się przeciwstawić - bałam się odrzucenia, sprowokowania złości etc. Kiedy spotykałam się z kimś i mi na nim nie zależało - nie było problemu, potrafiłam jasno powiedzieć, że to, tamto i siamto mi nie pasuje. Ale kiedy w grę zaczynały wchodziły jakieś głębsze emocje zaczynało mi się wydawać, że ja nie mam prawa zgłaszać jakichś pretensji, roszczeń czy coś takiego. Taki był człowiek, który zrobił mi ogromną krzywdę psychiczną - z uzależnienia od niego leczyłam się kilka lat i gdzieś w głebi duszy ciągle się boję. Boję się też, że spotkam kogoś takiego jak on... Imponują mi ludzie pewni siebie, władczy etc. Teraz takich unikam, ale w gdzieś z tyłu głowy pociąg do tego typu facetów został.
  3. Radioaktywna

    Nieodczuwanie głodu

    Lilith gdyby ktoś mi bliski zachowywał się w ten sposób - zamartwiłabym się na śmierć chyba. I zastanawiam się, czy w jakimś stopniu nie chodzi mi właśnie o to - żeby się ludzie o mnie martwili. Generalnie po terapiach jestem w wielu kwestiach uświadomiona i nie pomaga mi to. Mam tylko wyrzuty sumienia, że świadomie robię sobie krzywdę.
  4. Radioaktywna

    Witajcie.Potrzebuje pomocy.

    jesteś teraz pod opieką psychiatry? moja koleżanka leczyła się na nerwicę i hipochondrię - zachowywała się bardzo podobnie. z tego co wiem, psychoterapia bardzo jej pomogła
  5. Radioaktywna

    Ostatnia litera

    anarchia
  6. Radioaktywna

    Skojarzenia

    hałas
  7. Radioaktywna

    Nieodczuwanie głodu

    Lilith zdaję sobie z tego sprawę. Wczoraj miałam akurat taki dzień, że nie zjadłam nic - po prostu zapomniałam i uświadomiłam sobie to dopiero dzisiaj. Weszłam na wagę - 46 kg, czyli co raz mniej i gdzieś w głębi duszy chyba mnie to nawet ucieszyło.
  8. Radioaktywna

    Osobowość zależna - "diagnoza" i co dalej

    Ok ale czego się tu wstydzić? Tego że padłaś ofiarą manipulatora i przemocowca? Że pod jego wpływem zachowywałaś się w stosunku do tych ludzi tak że mogli to odebrać jako atak albo wrogość w stosunku do nich? Wiedzą oni że miałaś do czynienia z kimś takim? I że tego typu ludzie nie są wymysłem mediów i naprawdę istnieją i co robią z mózgami innych? Powrót do dalekiej przeszłości po długim kryzysie no i czasem do znajomości też jest niezłym punktem żeby zacząć wszystko od nowa. Próbowałaś się kontaktować z tymi osobami czy żyjesz niepotrzebnymi wspomnieniami? Nikt nic nie wie. Tzn ogólnie ludzie wiedzą, że próbowałam się zabić, że wylądowałam na oddziale zamkniętym, ale nie zwierzałam się nikomu z tego, co mnie spotkało ze strony kochającego narzeczonego. Opinia obiegowa zawsze była taka, że bardzo się kochamy (bo przy kimś był bardzo czuły, szarmancki i opiekuńczy); dramat rozgrywał się w czterech ścianach. Niektórzy widzieli, że ten związek mi nie służy i nawet mi o tym mówili, ale cóż... no nie chciałam wtedy nikogo słuchać. Kiedyś ktoś powiedział "nie wyglądasz na szczęśliwą" - kochający narzeczony to usłyszał i bardzo się na mnie wyżywał. Takich sytuacji, że ktoś coś powiedział i mi się za to oberwało było dużo i między innymi dlatego zaczęłam unikać ludzi; tak było po prostu dla mnie na tamten czas bezpieczniej. Z kilkoma osobami próbowałam się kontaktować, ale źle czuję się w ich towarzystwie. Jest mi wstyd. Generalnie jestem DDA, więc w ogóle mam problem z oceną, co jest normalne, a co nie. "Popłynięciem" nazywam własnie taką emocjonalną zależność od kogoś - i wtedy mój instynkt samozachowawczy przestaje działać, tak jak było w przypadku tego kochającego narzeczonego. Byłam naprawdę gotowa zrobić wszystko, byle tylko był ze mną, byle mnie nie zostawiał, byle mnie kochał... Bardzo się boję powtórki z tej historii, dlatego wolę być sama. Wolałabym umrzeć niż przejść jeszcze raz coś takiego. Dla zobrazowania tego, jak bardzo bliższe kontakty z ludźmi mnie przerastają, przytoczę przykład kolesia, z którym spotykałam krótko po rozstaniu z tym kochającym narzeczonym - mnóstwo rzeczy mi nie odpowiadało w tej relacji, ale nie potrafiłam ich zmienić, nie potrafiłam się przeciwstawić, nie potrafiłam jakoś zawalczyć o to, co ja chcę. Moje potrzeby i pragnienia momentalnie schodzą na drugi plan, kiedy pojawia się ktoś w moim życiu. "Związek" (raptem dwa miesiące spotykania się) chciałam zakończyć, bo się w nim dusiłam, ale nie wiedziałam jak - no bo kolesiowi będzie przykro. Tak bardzo nie chciałam, żeby mu było przykro, że jak bumerang powróciły myśli samobójcze i jakieś tam delikatne próby ich urealnienia. Innym razem spotykałam się z kimś tam i np. jak wychodził - zaczynałam się bać, że już nie wróci. Zależało mi na nim i dostawałam pie*dolca, bo ciągle się bałam, że go stracę. Oczywiście rozleciało się wszystko, częściowo przez tego mojego pie*dolca, a częściowo dlatego, że zupełnie czego innego chcieliśmy od życia. Mnie po prostu ciągnie do przemocowców, alkoholików i psycholi. I do facetów, z którymi nie da się ułożyć sobie życia z różnych przyczyn. Jest jeszcze jedna kwestia - jedzenie. Jak zaczynam się angażować emocjonalnie w jakąś relację (bo parę razy mi się zdarzyło, że zaczynało mi na kimś trochę zależeć), przestaję jeść.
  9. Radioaktywna

    Osobowość zależna - "diagnoza" i co dalej

    Wcześniej moje kontakty z ludźmi były w miarę normalne i raczej nie doszukiwałabym się w nich cech typowych dla jakichś psychicznych zależności. Rzeczywiście odcięłam się od znajomych, bo takie było jego wyraźne życzenie - teraz jest mi wstyd i źle czuję się w towarzystwie osób, z którymi lubiłam się w tamtym okresie czasu (mam wrażenie, że wszyscy źle o mnie myślą - choć z drugiej strony mam świadomość, że najgorzej myślę o sobie sama i większość ludzi wcale nie podziela mojego zdania na ten temat; do tego dochodzi kwestia mojego zachowania, kiedy zaczynałam popadać w swoistą psychozę - wstydzę się, że oni to widzieli, że to pamiętają). To nie był mój pierwszy facet - wcześniej byłam ponad 6 lat z kimś, kto nie był mną w ogóle zainteresowany; przyjeżdżał, odpalał kompa, wyciągał czteropak piwa i tak wyglądało 90% wspólnie spędzonego czasu. Dlatego po rozstaniu z nim, kiedy spotkałam kogoś, kto interesował się wszystkim, co mnie dotyczy (włącznie z treścią smsów, hasłem do fb i tym, dlaczego nie odbieram telefonu jak sram) - popłynęłam. Rodzice też nigdy się mną nie interesowali i... no chciałam chyba mieć coś, czego nigdy nie miałam - czyjąś uwagę. Wyszło jak wyszło, nie ma co się teraz nad tym rozpływać. Moim podstawowym problemem było to, że ja nigdy nie czułam się ważna sama dla siebie i po terapiach udało mi się to zmienić, jestem zadowolona z efektów. Ale w kwestii kontaktów z ludźmi jestem skrzywiona strasznie. Bardzo się boję, że kiedy zacznie mi na kimś zależeć, pozwolę zrobić sobie krzywdę. Nie wiem, co jest normalne a co nie, jakie zachowania powinny mnie niepokoić, czego unikać... Co więcej, mam świadomość, jacy ludzie (a w szczególności faceci) mnie pociągają. No i raczej nie są to spokojne, poukładane osoby.
  10. Radioaktywna

    Nieodczuwanie głodu

    Lilith szczerze mówiąc - nie myślałam. Naprawdę na czczo czuję się najlepiej. Dla przykładu - znalazłam nową pracę w branży, w której nigdy nie pracowałam i wszystkiego uczę się od podstaw. Wczoraj o 16tej byłam jeszcze na czczo i czułam się świetnie, byłam zadowolona, że dobrze mi idzie na nowym stanowisku. Po 16tej zjadłam dużego rogala, bo chociaż nie czułam jako tako głodu - zaczęło mi się robić delikatnie słabo. I magia - zaczęłam się mylić, denerwować, przeszło mi przez myśl, że sobie nie poradzę i może lepiej zrezygnować... Czułam się ciężka jak słoń (ważę 47/48 kg). Miałam po prostu do siebie pretensje, że cokolwiek zjadłam. Nie mam tak zawsze - od dłuższego czasu jem codziennie i w miarę racjonalnie (w sensie że na ciepło, nie śmieciowo i nawet zdrowo). Funkcjonuję całkiem znośnie i jestem bardzo zadowolona, że nie tyję (bałam się, że regularne jedzenie spowoduje przyrost masy ciała, ale jest dokładnie odwrotnie - przez ostatnich kilka lat moja waga wahała się od 45 do 50/52 kg, a odkąd jadam codziennie obiad i staram się też jeść 1 lub 2 inne posiłki, waga się ustabilizowała, wciąż jest na tym samym poziomie). Jednak w sytuacjach stresowych - nowa praca, zaliczenie w szkole, kłótnia z kimś etc. - jak nie jestem na czczo, automatycznie jestem jak przegryw. Zdaję sobie sprawę, że zrobiłam krok wstecz. Może nie jakiś ogromny, bo nie mam ciśnienia na odchudzanie się (szczerze mówiąc nawet nie chciałabym już chudnąć, nie czuję się gruba) i to nie jest tak jak kiedyś: "nie jem, bo przytyję". Ale mimo wszystko "nie jem, bo wtedy czuję się panią swojego życia i wiem, że mam kontrolę nad swoim ciałem" gdzieś z tyłu głowy mi zostało.
  11. Radioaktywna

    Seksafera w archidiecezji wrocławskiej i nie tylko

    NN4V a ja uważam, że sporą częścią osób decydujących się na taki a nie inny "zawód" w pewnym stopniu kieruje perspektywa pracy z dziećmi i młodzieżą (np. osławiony pan Trynkiewicz celowo został nauczycielem); nie sądzę, by w KK niektórzy panowie byli mniej zezwierzęceni niż on. Ogólnie nie lubię "sługów bożych" w takiej postaci, w jakiej widzimy ich teraz - nie mam nic do ludzi wierzących, do boga i ogólnie sfery duchowej (niech sobie każdy wierzy, w co tam chce), ale dla mnie w większości są darmozjadami, żebrakami (tylko dej i dej; w parafii we wsi obok każdy ma OBOWIĄZEK sprzątać kościół albo zapłacić 20 zł za to, że nie posprzątał - a ludzie chodzą, sprzątają albo płacą, bo wstyd, żeby ksiądz w niedziele na mszy wyczytał). Takie stosunkowo łatwe życie mają w porównaniu z innymi, prawda? Nawet już na studiach uczą ich żebractwa, bo przecież co rok ktoś łazi po domach i zbiera na studentów w seminarium (kurwa, na przyszłych lekarzy bym dała, ale na przyszłych nałogowych onanistów w czarnych kieckach - nigdy w życiu).
  12. Radioaktywna

    Seks po traumie

    123she ja od 2014 roku jestem prawie non stop na terapii; w maju 2014 podjęłam próbę samobójczą, po czym trafiłam na oddział zamknięty na miesiąc, a następnie na dzienny oddział leczenia nerwic na trzy miesiące. Do września 2018 byłam w sumie trzy razy na trzymiesięcznej terapii grupowej (taka od poniedziałku do piątku przez 14 tygodni), a w międzyczasie próbowałam trochę różnych form terapii indywidualnej. Problem w tym, że ja krzywda zadziała mi się przed podjęciem jakiegokolwiek leczenia i długo nie zdawałam sobie z tego sprawy; w kontaktach z facetami powielałam schemat sprzed terapii - pozwalałam się po prostu poniżać, nie miałam własnego zdania, czułam się w jakiś sposób przymuszona do uprawiana seksu (albo że jest to mój obowiązek), bałam się odmówić, że stanie mi się krzywda, albo że po prostu nie mam prawa odmówić. W ten sposób pogłębiłam swoją traumę. Teraz czuję się po prostu jak śmieć, nie mam grama szacunku do swojego ciała. I nie chcę, żeby ktoś mnie w ogóle dotykał, bo potem czuję ogromne poczucie winy (nie wiem czemu) i wstręt do samej siebie. Nie chcę zaczynać kolejnej terapii. Chciałabym trochę pożyć po prostu. I chciałabym kogoś mieć. Ale czuje się tak poturbowana psychicznie, że nie jestem w stanie nikomu zaufać (wierzę, że to kiedyś minie - i tak jest dużo lepiej niż było). W kwestii ginekologa natomiast... Strasznie się boję, że nie wykaże się zrozumieniem (opieprzy mnie, każe przestać panikować). No i wstyd... Jest mi cholernie wstyd, mam prawie 30 lat.
  13. Radioaktywna

    Nieodczuwanie głodu

    Mnie się zdarza zorientować, że jadłam wczoraj. Jak sobie z ty radzę? No właśnie nijak. Kiedyś przechodziłam jakieś "stany anorektyczne" (wtedy potrafiłam zupełnie nic nie jeść nawet przez trzy dni, przez dość długi okres czasu - trochę było po mnie widać anoreksję, bo kilka osób mnie o nią wprost zapytało), potem popłynęłam w bulimię. Przeszłam terapię, z całkiem fajnymi efektami zresztą. Obecnie nie wymiotuję od roku i uważam to za swój mały sukces, ale chyba znowu idę w złym kierunku... Na czczo czuję się świetnie, chce mi się żyć, coś robić i w ogóle - kiedy jem cokolwiek czuję się natomiast jak przegryw, samoocena - 10, najchętniej poszłabym spać albo utonęła w czeluściach facebooka.
  14. Radioaktywna

    Seks po traumie

    123she - w niektórych kwestiach mam bardzo podobnie; z jednej strony czuję się cholernie samotna, a z drugiej nie mogę nikogo mieć przez wzgląd właśnie na fizyczne aspekty związku. No i też nigdy nie byłam u ginekologa... za co jest cholernie mi wstyd tak naprawdę.
  15. Radioaktywna

    Psychoterapia to jest jakaś bzdura

    Może i ja się wypowiem. Trzykrotnie chodziłam na psychoterapię grupową na dziennym oddziale leczenia nerwic. Każda była trudna. Zauważyłam jednak, że mnóstwo osób przychodzi z nastawieniem "terapia to lek na wszystko" i po jej zakończeniu jest niezadowolonych, bo nie przyniosła takich efektów, jak się spodziewano; w trakcie terapii somaty i lęki się nasilają, wcale nie mijają jak ręką odjął, momentami jest gorzej niż było i w sumie to chyba każdemu przechodzi przez myśl, żeby z tego w cholerę zrezygnować. Z własnego doświadczenia natomiast widzę, że mnóstwo rzeczy dociera do pacjenta dużo później. Nawet jeśli to, co mi pomogło, to tylko efekt placebo - świetnie, byle żyło mi się lepiej.
×